„Przyszła teściowa od początku ma mnie za prostą dziewuchę. Nie cofnie się przed niczym, by zniszczyć mój związek”
„Odkąd jestem z Michałem, czułam, że jego matka nie jest z tego zadowolona. Jej spojrzenia, ton głosu w rozmowach, małe uszczypliwości - wszystko to mówiło mi, że według niej, nie jestem odpowiednią partią dla jej syna. Ma mnie za prostą dziewczynę, która tylko chciała znaleźć dobrze ustawionego chłopaka. Michał nalegał, więc mimo wszystko pojechałam. Miałam nadzieję, że może ta wizyta coś zmieni”.

- Redakcja
Nie jestem z tych kobiet, które marzą o aprobacie teściowej. Ale kiedy Michał poprosił mnie, żebym pojechała z nim na niedzielny obiad do jego mamy, nie spodziewałam się, że ta wizyta zmieni wszystko. Chciałam po prostu zrobić dobre wrażenie – założyłam elegancką sukienkę, upiekłam sernik. Byłam zestresowana, ale miałam nadzieję, że jeśli pokażę, jak bardzo kocham jej syna, choć trochę mnie zaakceptuje. Tymczasem usłyszałam słowa, które w jednej chwili odebrały mi głos i resztki pewności siebie. To spotkanie stało się początkiem najgorszego okresu mojego życia.
Może ta wizyta coś zmieni
– Trochę się stresuję – powiedziałam do Michała, gdy zapinał koszulę przy lustrze. – Wiem, że twoja mama nie przepada za mną.
– Nie wygłupiaj się – uśmiechnął się. – Tylko ci się wydaje.
Nie wierzyłam mu. Odkąd jestem z Michałem, czułam, że jego matka nie jest z tego zadowolona. Jej spojrzenia, ton głosu w rozmowach, małe uszczypliwości - wszystko to mówiło mi, że według niej, nie jestem odpowiednią partią dla jej syna. Ma mnie za prostą dziewczynę, która tylko chciała znaleźć dobrze ustawionego chłopaka. Michał nalegał, więc mimo wszystko pojechałam. Miałam nadzieję, że może ta wizyta coś zmieni.
Trzymałam w dłoni sernik, który piekłam do późna. Dłonie mi się trzęsły. Michał zapukał i wszedł pierwszy. Jego mama nie wyszła nas powitać. Siedziała przy stole w salonie, z założonymi rękami. Na jej twarzy nie było widać nawet małego uśmiechu. Zmierzyła mnie od stóp do głów, nie kryjąc pogardy.
Znów te jej prześmiewcze komentarze
– Dzień dobry – powiedziałam, starając się nie stracić twarzy. – Przyniosłam sernik.
– Sernik? Nie jadam serników – odparła lodowato, nie ruszając się z miejsca.
Postawiłam ciasto na stole i chciałam usiąść, ale nie wiedziałam, gdzie. Dopiero Michał wskazał mi krzesło. Gdy usiadłam, jego matka westchnęła tak wymownie, jakby ktoś ją zmusił, by spędzała popołudnie z własnym wrogiem.
– I co, znalazłaś już nową pracę? – zapytała od razu. – Michał wspominał, że czegoś szukasz.
Tak rozglądam się pomału. Byłam na kilku rozmowach, zobaczymy czy coś z tego wyniknie.
– No z twoim wykształceniem pewnie nie będzie łatwo coś znaleźć, coś dobrze płatnego – spojrzała na mnie z góry.
Zamurowało mnie. Znów te jej prześmiewcze komentarze. A Michał? Udawał, że nie słyszał.
Ile razy można się uśmiechać
Tamten obiad to nie był wyjątek. Kolejne spotkania wyglądały podobnie – ja się starałam, ona wbijała szpile. Niby w żartach, niby mimochodem, zawsze tak, by Michał nie musiał reagować. Przecież to tylko słowa, tylko aluzje, tylko „taki charakter”.
– Wiesz, kiedyś Michał przyprowadził do domu taką uroczą studentkę ekonomii... – zaczęła pewnego dnia, podając mi talerz z ziemniakami. – Miała klasę. Pochodziła z dobrej rodziny.
– Mamo, nie przesadzaj – Michał próbował ucinać te tematy, ale niezbyt zdecydowanie.
Ja siedziałam jak skamieniała. Bo ile razy można się uśmiechać, udawać, że nie boli? Że nie widzi się tego spojrzenia pełnego chłodu, które mówi: „nie jesteś wystarczająco dobra dla mojego syna”? Próbowałam być miła. Próbowałam być cicha. Nawet ubierałam się bardziej elegancko, z myślą, że może wtedy spojrzy na mnie łaskawszym okiem. Na próżno. Zawsze byłam „tą gorszą”, a nie partnerką z ambicjami. A Michał jak zwykle siedział obok. Milczał.
Może nie pasuję do tej rodziny
Z czasem zaczęłam unikać wizyt u teściowej. Odechciewało mi się na samą myśl, że znów usiądę przy tym zimnym stole, że znów będę słyszeć „niewinne” komentarze o moim zawodzie, pochodzeniu czy stylu bycia. Miałam wrażenie, że każda moja decyzja, każde słowo, każdy gest podlegały ocenie. A ocena zawsze była negatywna.
– Nie przesadzasz trochę? – zapytał mnie Michał, gdy wróciliśmy po jednej z takich kolacji. – Wiem, że moja mama potrafi być... specyficzna, ale co zrobić.
– Michał, tak jest za każdym razem. Albo mnie akceptuje, albo nie.
– Może czasami powie trochę za dużo, ale przecież to nic nie znaczy... – wzruszył ramionami.
– Na swój sposób mnie niszczy – odpowiedziałam cicho.
Zaczęłam myśleć, że może nie pasuję do tej rodziny. Może powinnam odejść, zanim na dobre utknę między kobietą, która mnie nienawidzi, a mężczyzną, który nie potrafi mnie obronić. Miłość? Była. Ale czy wystarczająco silna, by przetrwać między wrogością a obojętnością? Kiedy powiedziałam Michałowi, że myślę o przeprowadzce do siostry na jakiś czas, spojrzał na mnie zaskoczony.
– Chyba nie mówisz poważnie?
Ale ja niestety miałam takie myśli coraz częściej. I coraz bardziej wydawały mi się realne.
Mój syn zasługuje na kobietę z klasą
Wszystko się przelało, gdy Michał postanowił, że spędzimy jeden z weekendów u jego mamy. Ja wolałam zostawać w domu, ale on się uparł. Pomyślałam, że to tylko dwa dni, że jakoś dam radę. Cały wyjazd chodziłam jak na szpilkach. Czułam się jak gość, którego nikt nie zapraszał, ale którego trzeba było znieść, bo "jest z Michałem". Przywiozłam ze sobą sałatkę, którą robiłam od rana. Nawet jej nie spróbowała.
– Do tego są inne sztućce – powiedziała jego matka, gdy siedzieliśmy przy stole. – Ale w sumie skąd ty możesz to wiedzieć.
Wtedy pierwszy raz nie wytrzymałam.
– Mam dość, że za każdym razem chce pani zdeptać moją godność – odpowiedziałam, patrząc jej prosto w oczy.
Michał zamarł. W pokoju zrobiło się cicho.
– Jak śmiesz – wysyczała jego matka. – Mój syn zasługuje na kobietę z klasą, a nie… kogoś takiego.
Wstałam od stołu. Nawet nie płakałam. Byłam zbyt zmęczona. Michał próbował mnie zatrzymać, ale się wyślizgnęłam. Nie chciałam już dłużej udawać, że to tylko "trudny charakter". Nie prosiłam o akceptację. Prosiłam tylko o szacunek.
Nie będę nikogo błagać o szacunek.
Nie wróciłam tam już nigdy. Michał przychodził, dzwonił, pisał. Próbował się tłumaczyć, że był między młotem a kowadłem, że nie chciał wybierać między mną a matką. Tylko że ja nigdy nie kazałam mu wybierać. Prosiłam jedynie, by przestał patrzeć, jak ktoś mnie upokarza, i udawać, że nic się nie dzieje. Nie chciałam walczyć o miejsce przy stole, przy którym nikt nie chce cię widzieć.
Nie wiem, czy jego mama kiedyś zrozumiała, co zrobiła. Czy Michał w końcu poczuł, jak to jest stracić kobietę, która go naprawdę kochała. Wiem tylko jedno – nie będę nikogo błagać o szacunek. Nie po to buduję siebie każdego dnia, żeby potem jakaś kobieta z uśmiechem próbowała to złamać. Teraz mieszkam sama. Czasem wracam do tamtych sytuacji, ale już nie z żalem. Z wdzięcznością. Bo to wtedy przestałam dawać się tłamsić.
Oliwia, 32 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Naszło mnie na zimne nóżki, więc zabrałam się do roboty. Po chwili słyszałam, jak synowa szkaluje mnie za plecami”
- „Synowa udawała miłą, ale miała swoje za uszami. Wolę, żeby syn był rozwodnikiem, niż budował przyszłość na kłamstwie”
- „Teściowa ciągle daje mi swoje małżeńskie rady, a sama jest po rozwodzie. Nie znam drugiej tak wielkiej hipokrytki”