„Remont łazienki obudził w mężu złotą rączkę. Zaczął świetnie zarabiać, ratując cudze żony w potrzebie”
„– Widziałam twojego Pawła w galerii handlowej – powiedziała, mieszając herbatę. – Z jakąś kobietą. Wybierali płytki, śmiali się. Wyglądali jak para. Poczułam, jak serce podchodzi mi do gardła. – To pewnie klientka – odpowiedziałam siląc się na uśmiech. – Teraz często też doradza przy zakupach”.

- Redakcja
Od zawsze uważałam, że największe zmiany przychodzą po cichu. W naszym przypadku zaczęło się od przeciekającego kranu i odklejonych płytek w łazience. Mój mąż, Paweł, wziął kilka dni urlopu, żeby „ogarnąć temat”. Nie przypuszczałam wtedy, że ten niewinny remont uruchomi lawinę wydarzeń, która wystawi nasze małżeństwo na próbę.
Myślałam, że to chwilowe
Łazienka była w opłakanym stanie. Kiedy Paweł zerwał stare płytki, spojrzał na mnie z błyskiem w oczach.
– Wiesz, że to wcale nie jest takie trudne? – powiedział, otrzepując ręce z pyłu. – W internecie wszystko jest pokazane krok po kroku.
– Obyś tylko nie musiał wszystkiego robić dwa razy – odpowiedziałam z uśmiechem, choć w duchu martwiłam się o koszty.
Przez tydzień pracował od rana do wieczora. Mierzył, docinał, fugował z dokładnością, której wcześniej u niego nie widziałam. Kiedy skończył, nasza mała łazienka wyglądała jak z katalogu. Nawet moja siostra, która zwykle znajdowała wady w każdej rzeczy, była pod wrażeniem.
– Paweł, ty się marnujesz w biurze – rzuciła podczas niedzielnego obiadu. – Powinieneś robić to zawodowo.
Wtedy wszyscy się roześmialiśmy. Tydzień później już nie było nam do śmiechu – Paweł złożył wypowiedzenie.
– Zwariowałeś? – zapytałam, kiedy położył dokument na stole. – Mamy kredyt, stałe rachunki. To nie jest zabawa.
– To nie jest zabawa – odpowiedział spokojnie. – Dostałem pierwsze zlecenie. Sąsiadka z trzeciego piętra chce remont kuchni. Zapłaci więcej niż moja miesięczna pensja.
Patrzyłam na niego i nie poznawałam człowieka, który jeszcze niedawno wracał z pracy zmęczony i zrezygnowany. Teraz mówił szybko, gestykulował, miał w sobie energię, która była zaraźliwa. Zgodziłam się, choć z niepokojem. Pierwsze zlecenie poszło świetnie. Potem przyszły kolejne – polecenia, telefony, wiadomości. Paweł zaczął pracować również w weekendy.
– To tylko na początku – tłumaczył, gdy wracał późnym wieczorem. – Muszę się wyrobić z terminami.
Pieniądze faktycznie zaczęły się zgadzać. Spłaciliśmy część kredytu, wymieniliśmy samochód na nowszy. Ja zaczęłam łapać się na tym, że przeglądam w internecie wakacyjne oferty, o których wcześniej mogłam tylko marzyć. Ale razem z pieniędzmi przyszła też zmiana, której nie umiałam nazwać. Paweł stał się niecierpliwy. Gdy coś w domu nie było po jego myśli, reagował ostrzej niż kiedyś.
– Dlaczego ta faktura leży tutaj? – zapytał pewnego wieczoru, wskazując na blat w kuchni.
– Bo przyszła dziś pocztą. Chciałam, żebyś ją zobaczył.
– Wszystko musi być na swoim miejscu – odparł sucho. – W pracy mam porządek, w domu też powinien być.
Zabolało mnie to. Zawsze byliśmy partnerami. Teraz miałam wrażenie, że rozmawiam z kimś, kto rozlicza mnie z drobiazgów. Pewnego dnia zobaczyłam, jak przegląda oferty wynajmu magazynów.
– Po co nam to? – zapytałam.
– Potrzebuję przestrzeni na sprzęt. Jeśli mam się rozwijać, muszę inwestować.
Słowo „rozwijać” powtarzał coraz częściej. Coraz rzadziej natomiast mówił „my”. Coraz częściej – „ja”. Wtedy jeszcze wierzyłam, że to tylko chwilowe. Że nowa praca, nowe obowiązki, stres. Nie zauważyłam momentu, w którym nasza wspólna codzienność zaczęła ustępować miejsca jego ambicji.
Coraz więcej ciszy
Magazyn wynajął szybciej, niż się spodziewałam. W sobotę pojechałam z nim obejrzeć to miejsce – duża hala na obrzeżach miasta, pachnąca świeżą farbą i kurzem jednocześnie. Paweł chodził między regałami jak dziecko w sklepie z zabawkami.
– Tu będą płytki, tu narzędzia. A tu zrobimy małe biuro – mówił, kreśląc w powietrzu wyimaginowane ściany.
– A kiedy będziesz w domu? – zapytałam cicho.
Spojrzał na mnie zaskoczony.
– Przecież to wszystko dla nas.
Skinęłam głową, choć w środku coś mnie uwierało. „Dla nas” brzmiało jak hasło, nie jak obietnica. Z czasem telefon Pawła nie przestawał dzwonić. Odbierał nawet podczas kolacji.
– Tak, dam radę wcisnąć to zlecenie w przyszłym tygodniu – mówił, nie patrząc na mnie. – Tak, materiały ogarnę jutro.
– Możesz na chwilę odłożyć telefon? – poprosiłam któregoś wieczoru. – Chciałam ci coś opowiedzieć.
– To ważne – rzucił, zasłaniając mikrofon dłonią. – Klient czeka.
Czekałam więc i ja. Zaczęły się też plotki. Moja koleżanka z pracy, Aneta, podeszła do mnie w kuchni.
– Widziałam twojego Pawła w galerii handlowej – powiedziała, mieszając herbatę. – Z jakąś kobietą. Wybierali płytki, śmiali się… Wyglądali jak para.
Poczułam, jak serce podchodzi mi do gardła.
– To pewnie klientka – odpowiedziałam z wymuszonym uśmiechem. – Teraz często doradza przy wyborze materiałów.
Aneta wzruszyła ramionami, ale jej spojrzenie mówiło więcej niż słowa. Tego samego wieczoru nie wytrzymałam.
– Byłeś dziś w galerii? – zapytałam, kiedy wszedł do domu.
– Byłem. A co?
– Z kim?
Zdjął kurtkę powoli, jakby ważył każde słowo.
– Z klientką. Panią Martą. Robię jej łazienkę i kuchnię. Ma konkretne wymagania.
– Aneta was widziała. Mówiła, że wyglądaliście jak para.
Paweł parsknął krótkim śmiechem.
– Naprawdę? Ludzie lubią dopowiadać sobie historie.
– A ja? – zapytałam cicho. – Ja też sobie dopowiadam?
Zamilkł. Przez chwilę patrzyliśmy na siebie jak obcy.
– O co ci chodzi, Karolina? – jego głos stał się twardszy. – Pracuję, żeby było nam lepiej. Zamiast mnie wspierać, podejrzewasz mnie o… nie wiadomo co.
Nie odpowiedziałam. Nie chciałam się kłócić, ale tej nocy długo nie mogłam zasnąć. Słyszałam, jak Paweł przewraca się z boku na bok. Między nami było coraz więcej ciszy.
Coś się jednak zmieniło
Kilka dni później pojechałam do magazynu bez zapowiedzi. Chciałam zrobić mu niespodziankę – przywieźć obiad, spędzić razem chwilę. Drzwi były uchylone. W środku stała kobieta, szczupła, elegancka. Śmiała się.
– Pan Paweł to prawdziwy fachowiec – mówiła. – Nie wiem, co bym bez niego zrobiła.
Stałam w progu, słuchając, jak mój mąż opowiada jej o nowych projektach, o planach zatrudnienia pomocnika, o marzeniu o własnej firmie z logo na samochodzie. Nie wspomniał ani słowem o mnie. Kiedy mnie zobaczył, na moment zamilkł.
– Karolina? Co tu robisz?
– Przywiozłam obiad – odpowiedziałam, podnosząc torbę. – Nie wiedziałam, że masz gościa.
Kobieta uśmiechnęła się uprzejmie.
– Dzień dobry. Marta.
Uścisnęłyśmy sobie dłonie. Jej dłoń była chłodna i pewna. Moja drżała. W drodze do domu milczałam. Paweł został jeszcze w magazynie. Tego wieczoru wrócił późno.
– Przesadzasz – powiedział, kiedy w końcu zaczęliśmy rozmawiać. – To klientka. Nic więcej.
– Może – odpowiedziałam. – Ale mam wrażenie, że w twoim nowym świecie nie ma już dla mnie miejsca.
Spojrzał na mnie zmęczonym wzrokiem.
– Jeśli tak myślisz, to może rzeczywiście coś się między nami zmieniło.
Te słowa zawisły w powietrzu jak ciężka zasłona. Po raz pierwszy naprawdę się przestraszyłam.
Serce zaczęło mi bić szybciej
Po tamtej rozmowie przestaliśmy udawać, że wszystko jest w porządku. W domu było cicho jak nigdy wcześniej. Paweł wychodził wcześnie, wracał późno. Ja coraz częściej zostawałam dłużej w pracy, jakby puste mieszkanie miało mnie mniej boleć, jeśli wejdę do niego zmęczona. Przełom przyszedł niespodziewanie. Pewnego popołudnia zadzwonił do mnie obcy numer.
– Dzień dobry, czy rozmawiam z żoną pana Pawła? – zapytała kobieta.
– Tak, słucham.
– Jestem Marta. Chciałabym z panią porozmawiać. To ważne.
Serce zaczęło mi bić szybciej. Umówiłyśmy się w kawiarni niedaleko mojego biura. Przyszła punktualnie, elegancka jak wtedy w magazynie.
– Domyślam się, że mogła pani źle odebrać to, co widziała – zaczęła bez wstępów. – Ale zapewniam, że między mną a pani mężem nie ma nic poza pracą.
Patrzyłam na nią uważnie.
– W takim razie dlaczego chciała się pani ze mną spotkać?
Westchnęła.
– Bo pani mąż jest na skraju wyczerpania. Widziałam to. Zgodził się na zbyt wiele zleceń. Chce wszystkim udowodnić, że jest najlepszy. Wczoraj zasłabł w trakcie pracy. Uparł się, żeby nie wzywać nikogo z rodziny.
Zrobiło mi się słabo.
– Nic mi nie powiedział... – wyszeptałam.
– Właśnie dlatego tu jestem. On buduje firmę, ale nie widzi, że traci coś ważniejszego.
Nie pamiętam drogi do magazynu. Wpadłam do środka bez pukania. Paweł siedział na skrzynce z narzędziami, z twarzą ukrytą w dłoniach.
– Dlaczego nic mi nie powiedziałeś? – zapytałam od progu.
Podniósł głowę. Wyglądał na starszego o kilka lat.
– O czym?
– O tym, że nie dajesz rady.
Uśmiechnął się krzywo.
– Daję radę. Muszę dawać.
Podeszłam bliżej.
– Nie musisz być bohaterem. Nie potrzebuję większego samochodu ani logo na aucie. Potrzebuję ciebie.
Zamilkł. Po chwili powiedział cicho:
– Bałem się, że jeśli nie wykorzystam tej szansy, wrócę do punktu wyjścia. Do biurka, którego nienawidziłem. A ty przestaniesz we mnie wierzyć.
– Przestałam wierzyć tylko w to, że jesteśmy drużyną – odpowiedziałam. – Bo przestałeś mnie do niej dopuszczać.
Usiadłam obok niego. Przez chwilę siedzieliśmy w ciszy, otoczeni workami z klejem i paczkami płytek. To nie było romantyczne miejsce, ale po raz pierwszy od dawna czułam, że naprawdę rozmawiamy.
– Chciałem cię chronić – powiedział w końcu. – Przed stresem, przed ryzykiem.
– A ja chciałam być obok, nawet jeśli to ryzyko oznacza mniej pieniędzy.
Uczyliśmy się żyć na nowo
Kilka dni później Paweł podjął decyzję, której się nie spodziewałam. Odrzucił część zleceń. Zatrudnił pomocnika, choć oznaczało to mniejszy zysk na początku. Wieczorami wracał wcześniej. Raz nawet sam zaproponował spacer.
– Wiesz – powiedział wtedy, kiedy szliśmy przez park – chyba zapomniałem, że to wszystko zaczęło się od tej naszej łazienki.
– I robiłeś to, żeby przestało cieknąć – zaśmiałam się.
– I żebyśmy mogli czuć się dobrze w naszym domu.
Problemy nie zniknęły jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Nadal zdarzały się spięcia, nadal uczyliśmy się nowej rzeczywistości, ale przestaliśmy udawać, że pieniądze załatwią wszystko. Remont łazienki obudził w Pawle złotą rączkę. Prawdziwą próbą było jednak to, czy potrafimy razem budować coś więcej niż ściany i podłogi. Dziś wiem, że wtedy, w magazynie pełnym kurzu, zaczęliśmy budować siebie od nowa – już bez udawania i bez samotnych ambicji.
Karolina, 34 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Upiekłam puszyste ciasto, by zadowolić surowego teścia. Ciarki żenady mam do teraz, po tym co mi powiedział”
- „Po walentynkach miałam ochotę rozpłynąć się ze wstydu jak masło na rozgrzanej patelni. Teść upokorzył mnie jak nigdy”
- „Myślałam, że starość upłynie mi samotnie w 4 ścianach. To w sanatorium znalazłam dojrzałą i wyczekaną miłość”