„Robiliśmy remont sypialni, by rozpalić ogień. Myślałam, że lód między nami stopnieje, ale farba nie zamaluje zdrady”
„Usiadłam na podłodze, między puszkami z farbą. Nagle cały ten remont wydał mi się śmieszny. Myślałam, że wystarczy zmienić zasłony, by znów patrzył na mnie tak jak kiedyś. A on już patrzył w inną stronę. Spojrzałam na nasze rozkręcone łóżko, materac oparty o ścianę, obrazy zdjęte z haków. Sypialnia wyglądała jak po burzy. Dokładnie tak jak my”.

- Redakcja
Od kilku miesięcy patrzyliśmy na siebie jak współlokatorzy, nie jak małżeństwo z dziesięcioletnim stażem. Cisza przy kolacji była gęstsza niż kurz na półkach. To ja zaproponowałam remont sypialni. Nowy kolor ścian, nowe światło, nowe zasłony. Wierzyłam, że skoro zmienimy przestrzeń, łatwiej będzie nam zmienić siebie. Nie spodziewałam się, że pod warstwą farby znajdę coś znacznie trudniejszego do zamalowania.
Nagle remont stracił sens
Kiedy w sobotę przesuwaliśmy łóżko, Michał mruknął tylko:
– Uważaj na listwę, już się kiedyś obluzowała.
– Spokojnie, dam radę – odpowiedziałam, choć wcale nie chodziło mi o listwę.
Od dawna miałam wrażenie, że wszystko między nami się obluzowało, tak samo jak ta listwa. Rozmowy były krótkie, spojrzenia uciekały w bok. Remont stał się moją ostatnią próbą, by coś jeszcze naprawić.
Kurz unosił się w powietrzu, gdy odłączałam lampkę nocną Michała. Jego telefon leżał na szafce, podpięty do ładowarki. Ekran rozświetlił się nagle powiadomieniem. Nie chciałam patrzeć, naprawdę nie chciałam. Ale zobaczyłam fragment zdania: „Tęsknię za wczoraj. Kiedy znów się zobaczymy?”. Serce zabiło mi tak mocno, że musiałam oprzeć się o ścianę.
– Michał… – odezwałam się spokojniej, niż się czułam. – Dzwoniła do ciebie… Natalia?
Zamarł. Stał z wałkiem w ręku, w połowie ruchu.
– To tylko koleżanka z pracy.
– Koleżanki piszą o tęsknocie? – zapytałam, podając mu telefon.
Spojrzał na ekran i w jednej chwili zniknęła z jego twarzy pewność siebie.
– Nie zdążyłem tego skasować – wymknęło mu się, zanim zdążył się zastanowić.
Te słowa zabolały bardziej niż sama wiadomość.
– Czyli było co kasować – wyszeptałam.
Próbował coś tłumaczyć. Że to nic poważnego, że rozmowy były niewinne. Że czuł się ostatnio samotny. Każde zdanie brzmiało sztucznie.
– Samotny? – powtórzyłam. – Mieszkamy razem. Śpimy w jednym łóżku.
– Ale jakbyśmy byli daleko od siebie – odpowiedział cicho.
Usiadłam na podłodze, między puszkami z farbą. Nagle cały ten remont wydał mi się śmieszny. Myślałam, że wystarczy zmienić zasłony, by znów patrzył na mnie tak jak kiedyś. A on już patrzył w inną stronę.
– Spotykasz się z nią? – zapytałam wprost.
Milczał przez kilka sekund. Wystarczająco długo.
– Kilka razy. Po pracy.
W pokoju było duszno, choć okno stało otwarte. W głowie dudniło mi jedno pytanie: czy to początek końca, czy jeszcze mamy o co walczyć? Michał usiadł naprzeciwko mnie.
– To nie zaszło daleko – powiedział. – Zorientowałem się, że to nie to. Chciałem z tym skończyć.
– A ja miałam się nigdy nie dowiedzieć?
Nie odpowiedział. Patrzyłam na nasze rozkręcone łóżko, materac oparty o ścianę, obrazy zdjęte z haków. Sypialnia wyglądała jak po burzy. Dokładnie tak jak my.
Wszystko się posypało
Nie pamiętam, kto pierwszy wstał z podłogi. Wiem tylko, że w pewnym momencie Michał znów malował ścianę, jakby nic się nie stało. Ruchy miał nerwowe, farba kapała na listwę.
– Nie rób teraz z siebie ofiary – powiedział nagle, nie patrząc na mnie. – To nie wzięło się znikąd.
– Ofiary? – odwróciłam się gwałtownie. – To ja mam przepraszać?
Odłożył wałek do kuwety.
– Od miesięcy mnie nie słuchasz. Wracasz z pracy i jesteś nieobecna. Każda rozmowa kończy się „zaraz” albo „jestem zmęczona”.
Zacisnęłam dłonie na brzegu komody.
– A ty? Kiedy ostatnio zapytałeś, jak się czuję? Kiedy zaproponowałeś coś więcej niż wspólne oglądanie wiadomości?
Przez chwilę patrzyliśmy na siebie jak obcy ludzie, którzy przypadkiem znaleźli się w jednym pokoju.
– Z Natalią po prostu… rozmawiało się łatwo – powiedział ciszej. – Śmiała się z moich żartów. Słuchała.
– Ja też kiedyś słuchałam – odpowiedziałam. – Tylko przestałeś mówić.
Te słowa zawisły między nami. Wiedziałam, że nie chodzi tylko o nią. Chodziło o to, że przestaliśmy się starać. Oboje. Usiadłam na brzegu materaca.
– Powiedz mi jedno – poprosiłam. – Czy ty ją kochasz?
Zawahał się. Widziałam w jego oczach niepewność.
– Nie. To było… taka odskocznia. Chciałem poczuć, że jeszcze potrafię komuś zaimponować.
Zabolało mnie to bardziej, niż gdyby powiedział, że się zakochał.
– A mnie już nie chcesz imponować?
– Myślałem, że już nie muszę – odpowiedział.
Roześmiałam się krótko, bez radości.
– Właśnie dlatego wszystko się posypało.
Telefon znów zawibrował. Oboje spojrzeliśmy w jego stronę.
Miałam dość udawania
Michał się nie ruszył, ale ja miałam już dość udawania, że wszystko gra.
– Odbierz – powiedziałam. – Przy mnie.
Wziął urządzenie do ręki, ale zamiast odebrać, odczytał wiadomość. Westchnął ciężko.
– Pisze, że czeka pod blokiem. Chce porozmawiać.
Serce mi zamarło.
– Pod blokiem? – powtórzyłam. – Teraz?
– Nie wiedziałem, że przyjedzie – tłumaczył się szybko. – Miałem jej dziś powiedzieć, że to koniec.
Poczułam, jak grunt usuwa mi się spod nóg.
– To idź – powiedziałam. – Powiedz jej to. A ja… ja tu poczekam.
Spojrzał na mnie z niedowierzaniem.
– Chcesz, żebym wyszedł?
– Chcę zobaczyć, czy wrócisz.
Zapanowała cisza. Słyszałam tylko tykanie zegara w kuchni. Michał przez chwilę stał w miejscu, jakby ważył każdą możliwość. W końcu odłożył telefon na szafkę.
– Nie pójdę – powiedział stanowczo. – Jeśli mam coś kończyć, zrobię to przy tobie. Nie chcę już robić niczego za plecami.
Podszedł do okna, otworzył je szerzej i wybrał numer.
– Natalia? – jego głos był napięty. – Nie zejdę. To był błąd. Nie będziemy się już spotykać. Proszę, uszanuj to.
Nie słyszałam jej odpowiedzi, ale widziałam, jak jego twarz twardnieje.
– Nie, nie przyjadę jutro. I nie, to nie jest chwilowe.
Rozłączył się i zamknął okno. Oparł się o parapet.
– To koniec – powiedział.
Patrzyłam na niego długo, próbując zrozumieć, czy zrobił to z miłości do mnie, czy ze strachu przed utratą stabilnego życia. Nie byłam pewna.
– A z nami? – zapytałam w końcu. – To też koniec, czy dopiero początek trudnej rozmowy?
Michał podszedł bliżej, ale nie dotknął mnie.
– Nie wiem – przyznał szczerze. – Wiem tylko, że jeśli mamy się rozstać, chcę mieć pewność, że spróbowaliśmy naprawdę.
W pokoju pachniało świeżą farbą i napięciem. Nasza sypialnia była w połowie odnowiona – tak jak nasze małżeństwo. Jeszcze nie całkiem zniszczone, ale dalekie od dawnej świeżości.
Przestaliśmy o siebie walczyć
Tamtej nocy nie złożyliśmy łóżka. Spaliśmy na materacu, każdy po swojej stronie, w ciszy przerywanej tylko szelestem kołdry. Czułam, że coś we mnie pękło, ale jednocześnie po raz pierwszy od dawna rozmawialiśmy naprawdę. Bez udawania.
– Boję się, że już ci nie ufam – powiedziałam w ciemności.
– Wiem – odpowiedział. – I nie oczekuję, że jutro będzie normalnie.
Odwróciłam się w jego stronę.
– Nie chodzi tylko o nią. Chodzi o to, że przestałeś być po mojej stronie. Nawet jeśli nie było zdrady w sensie, którego się bałam… to była zdrada naszej bliskości.
Długo milczał.
– Masz rację – przyznał w końcu. – Szukałem łatwego potwierdzenia, że wciąż coś znaczę. Zamiast zawalczyć tutaj, o ciebie.
Te słowa były bolesne, ale prawdziwe. A prawda, nawet niewygodna, była lepsza niż kolejne półsłówka.
Przez następne dni kończyliśmy remont w dziwnej, skupionej ciszy. Nie było czułości, ale była rozmowa. Ustaliliśmy zasady, których wcześniej nie potrzebowaliśmy, bo wydawały się oczywiste. Teraz już wiedziałam, że oczywistości nie istnieją. Któregoś wieczoru usiadłam przy stole z kartką papieru. Spisałam wszystko, czego potrzebuję, żeby zostać: szczerości, transparentności, wspólnego czasu bez telefonów, gotowości na trudne pytania. Michał czytał to długo.
– Zgadzam się – powiedział. – Ale ja też czegoś potrzebuję.
– Czego?
– Żebyś znowu patrzyła na mnie nie tylko jak na męża od obowiązków.
Zrozumiałam, że przez ostatni rok traktowałam go jak stały element mieszkania. Był, więc nie trzeba było o niego dbać. Tak samo jak on przestał dbać o mnie.
Chcieliśmy wzmocnić fundamenty
Tydzień później zadzwonił domofon. Serce podeszło mi do gardła. To była ona.
– Chcę tylko porozmawiać – powiedziała, gdy otworzyłam drzwi klatki.
Była młodsza, niż sobie wyobrażałam. Spięta, zbyt elegancka jak na zwykły wieczór.
– Nie ma o czym – odpowiedziałam spokojnie. – Michał zakończył tę relację.
– Myślałam, że mówi tak tylko dlatego, że się o nas dowiedziałaś – rzuciła ostrożnie.
W tym momencie za moimi plecami stanął Michał.
– Nie – powiedział wyraźnie. – To moja decyzja. I proszę, uszanuj ją.
Patrzyła na nas przez chwilę, jakby próbowała ocenić, czy blefujemy. W końcu skinęła głową i odeszła bez słowa. Zamknęłam drzwi i oparłam się o nie plecami. Michał podszedł bliżej.
– Dziękuję, że dałaś mi szansę – powiedział cicho.
Nie odpowiedziałam od razu. Wiedziałam, że jedna scena nie naprawi wszystkiego. Ale zobaczyłam coś, czego nie widziałam od dawna – odpowiedzialność, a nie wymówki.
Sypialnia była już gotowa. Jasne ściany, nowe zasłony, ciepłe światło. Kiedy położyliśmy się tego wieczoru, po raz pierwszy od miesięcy to on wyciągnął rękę pierwszy. Zawahałam się tylko sekundę. Nie odzyskaliśmy nagle dawnej lekkości. Odbudowywanie zaufania było powolne i momentami bolesne. Były dni, kiedy wracały wątpliwości i pytania bez odpowiedzi. Ale za każdym razem rozmawialiśmy, zamiast uciekać w ciszę.
Remont nie rozpalił dawnej namiętności tak, jak sobie wyobrażałam. Odsłonił coś ważniejszego – pęknięcia w fundamentach. A my zdecydowaliśmy się je wzmocnić, zamiast udawać, że ich nie ma. Dziś, kilka miesięcy później, wiem jedno: można stracić bliskość niepostrzeżenie, małymi krokami. I równie małymi krokami można ją odzyskać, jeśli obie strony naprawdę tego chcą.
Zofia, 38 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Mąż zrobił mi niespodziankę walentynkową i zabrał mnie na ferie w górskim SPA. Rachunek na 15 tys. odebrał mi mowę”
- „Syn zawsze pamiętał o mnie w walentynki. Przyszła synowa tak zawróciła mu w głowie, że mamę zrzucił na 2 plan”
- „Teściowa chwaliła się zakupami w luksusowej cukierni. Wybierała najdroższe pączki, by udowodnić mi, że jestem gorsza”