Reklama

Gdybym umarła tamtej nocy, zorientowaliby się dopiero wtedy, gdybym nie odebrała wnuków z przedszkola. Po prostu przyzwyczaili się, że jestem zawsze gotowa, dyspozycyjna jak kuchenka mikrofalowa – naciśnij guzik i jest ciepło. Babcia na dyżurze.

Wykorzystywali mnie

Bartek podrzucał mi dzieci często bez pytania. Przecież nie pracowałam, więc co niby miałam do roboty? Moja synowa Aneta potrafiła zadzwonić o trzynastej, mówiąc, że Michałek nie ma dziś WF-u, więc trzeba go odebrać wcześniej.

– Musisz – potrafiła powiedzieć tonem nieznoszącym sprzeciwu.

I nie wiem, czy słyszała siebie, kiedy to mówiła. Gotowałam im obiady. Odbierałam paczki, podlewałam kwiaty, chodziłam do apteki, przypominałam o badaniach, byłam psychoterapeutką od złamanych serc i zagubionych skarpetek. Przez czterdzieści lat byłam matką, potem matką i babcią. I cały czas nikim więcej. Zawsze się mówiło: „rodzina jest najważniejsza”, ale co, jeśli w tej rodzinie nie było już miejsca dla mnie? Jeśli byłam tylko funkcją, nie osobą?

Na trzy dni przed Dniem Babci podjęłam decyzję, że w tym roku będzie inaczej. Nie zrobiłam obiadu dla rodziny, nie upiekłam ciasta. Spakowałam za to walizkę i postawiłam w przedpokoju. Chciałam pojechać do SPA. Sama. Nie powiedziałam o tym nikomu.

Po prostu pojechałam

W kurorcie recepcjonistka spojrzała na mnie zza okularów i wpisała moje nazwisko do komputera. Miałam rezerwację od tygodnia, ale do ostatniej chwili nie wierzyłam, że naprawdę tu przyjadę. Potwierdziła, że wszystko się zgadza, wręczyła mi kartę do pokoju, zapytała, czy chcę skorzystać dziś z masażu. Pokiwałam głową. Chciałam wszystkiego. Masażu, ciszy, łóżka, którego nie trzeba ścielić, nocy bez pobudki, śniadania, które zrobi ktoś inny.

Mój pokój wyglądał luksusowo i pachniał świeżością i lawendą. Zasłony były ciężkie, miękkie, tłumiły światło i dźwięki. W łazience leżał szlafrok i ręczniki ułożone w idealną wieżę. Wokół było cicho. Nie słyszałam telewizora z sąsiedniego pokoju, kłótni dzieci albo ich rodziców. Zsunęłam buty i usiadłam na łóżku. Było bardzo miękkie.

Telefon zadzwonił po raz pierwszy, gdy wyjmowałam kosmetyczkę z walizki. To był mój syn Bartek. Zignorowałam. Po chwili telefon zadzwonił ponownie, tym razem jego żona Aneta. Odrzuciłam połączenie. Wyciszyłam telefon, położyłam go ekranem do dołu i poszłam do łazienki, zmyć z twarzy resztki wczorajszego zmęczenia.

Martwili się

Gdy wyszłam spod prysznica, pojawiły się pierwsze wiadomości. Przeczytałam je z dystansem, jakby dotyczyły kogoś innego. Aneta: „Mamo, gdzie jesteś? Mieliśmy przyjść o 14”. Bartek: „Dzieci pytają, czemu cię nie ma. Coś się stało?”. Napisałam krótko: „Nic się nie stało. Jestem na wyjeździe. Wszystko w porządku”.

Przez chwilę patrzyłam na ten SMS, zanim go wysłałam. Nie tłumaczyłam się, nie przepraszałam. Byłam zdziwiona, jak łatwo to przyszło. Położyłam się na łóżku i pozwoliłam sobie nic nie robić. Z zewnątrz nie docierały żadne dźwięki. Nikt nie wołał mnie z drugiego pokoju, nikt nie pytał, gdzie są widelce ani co będzie na obiad.

Poczułam ulgę. Po raz pierwszy od miesięcy mogłam złapać oddech pełną piersią. Zasnęłam w środku dnia. Obudził mnie dźwięk wiadomości, ale nie sięgnęłam po telefon. Leżałam dalej i patrzyłam w sufit. Nie wiedziałam, ile tam zostanę – może dwa dni, może więcej. Nikt nie ustalił dla mnie planu, nikt nie wpisywał mnie do żadnego grafiku. Na razie miałam zamiar tylko leżeć.

Chciałam odpocząć

Telefon dzwonił co godzinę. Bartek, Aneta, potem znowu Bartek. Wiadomości stawały się coraz bardziej ponaglające. Oskarżające. „Nie możesz tak znikać. Jesteś babcią, a nie nastolatką” – napisała Aneta. Długo nie odpowiadałam. Siedziałam w jacuzzi i patrzyłam na parę unoszącą się nad wodą. W uszach miałam tylko ciszę. Odpisałam dopiero wieczorem: „Babcia nie zginęła. Babcia odpoczywa i ma zamiar robić to częściej”.

Bartek napisał, że dzieci płaczą, bo nie ma babci. Popatrzyłam na jego wiadomość i pomyślałam, ile razy ja płakałam, kiedy nikt nie widział, ile razy czekałam, że ktoś zapyta, jak się czuję, zanim poprosi o przysługę. Wyłączyłam telefon i sięgnęłam po książkę, którą wzięłam ze sobą z domu. Przeczytałam dziesięć stron bez patrzenia na zegarek. Nie czułam już wyrzutów sumienia. Zamiast nich pojawiło się coś innego. Coś dziwnego i obcego. To była duma.

Wieczorem nie mogłam zasnąć. Przekręcałam się z boku na bok, aż w końcu usiadłam na brzegu łóżka i zapatrzyłam się w ciemne okno. Zobaczyłam w nim siebie sprzed lat, przy kuchence, w fartuchu. To była Wigilia, na stole dwanaście potraw, w lodówce sernik, w piekarniku pasztet, na półmisku karp w galarecie, krokiety, trzy rodzaje śledzi.

Zawsze byłam dla nich

Aneta i Bartek jeszcze wtedy mieszkali z nami, mój mąż żył. Mama mojego męża siedziała przy stole i narzekała, że kapusta jest za kwaśna. Nie usłyszałam ani jednego dziękuję. Nikt nie zapytał, czy ja już jadłam, tylko dokładali sobie z półmisków i śmiali się z żartów Bartka. Wszystkim dopisywały doskonałe humory, a ja ledwo stałam na nogach ze zmęczenia.

Nie wiedziałam wtedy, po co właściwie to robię. Wszystko we mnie było wtedy puste. Żołądek, serce, ręce. Obiecałam sobie wtedy, że to ostatni raz, ale potem przyszły kolejne święta, kolejne zupy, kolejne fartuchy. Zajęło mi dziesięć lat, żeby dotrzymać tamtej obietnicy.

Kilka dni po powrocie zarezerwowałam kolejny wyjazd. Tym razem na weekend z warsztatami z ceramiki. Nie mówiłam nikomu, dopóki wnuki nie zapytały, czy znowu jadę do hotelu z basenem. Uśmiechnęłam się i powiedziałam, że nie basen, ale glina, i że tak – wyjeżdżam.

Nie przestałam być babcią. Nadal kocham swoje wnuki, swoje dzieci, ale teraz jestem też kobietą, która ma swoje potrzeby, swoje plany. Nie wiem, czy Aneta i Bartek to zrozumieją. Może jeszcze nie teraz, a może w ogóle nigdy, ale pierwszy raz w życiu to nie ma dla mnie takiego znaczenia. Zawsze chciałam być potrzebna, ale nigdy nie pomyślałam, że mogę być po prostu sobą.

Maria, 66 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie prawdopodobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama