Od rana chodziło za mną coś słodkiego. Gdy tylko wróciłam do domu, wiedziałam, że trudno będzie mi się oprzeć. Postanowiłam więc upiec lekką babkę według sprawdzonego przepisu. Wszyscy ją lubiliśmy, zarówno ja, jak i mój mąż oraz dzieci. Zajrzałam do szafek i sprawdziłam, czy mam wszystkie potrzebne składniki.
WIDEO…
– Mąka jest, cukier również, kakao też powinno się znaleźć – mruczałam pod nosem, zaglądając kolejno do kuchennych szafek.
Brakowało mi jeszcze oleju. W pośpiechu narzuciłam kurtkę i pobiegłam do pobliskiego sklepu. Zależało mi, żeby przygotować wszystko przed powrotem rodziny z basenu. Kiedy tylko wróciłam, od razu zaczęłam piec. Początkowo wszystko przebiegało bez najmniejszych problemów. Aż nadszedł moment, kiedy sięgnęłam po kakao. Nie mogłam go znaleźć. Zaczęłam przeszukiwać szafkę, choć byłam niemal pewna, że jeszcze niedawno widziałam je obok mąki.
– Widocznie tylko mi się wydawało – powiedziałam do siebie.
Nie chciałam tracić czasu, więc postanowiłam upiec ciasto bez kakao.
Dziwna powtórka z rozrywki
Kilka dni później, w sobotę, zaplanowałam pieczenie domowego chleba. Tym razem postanowiłam być szczególnie dokładna. Już poprzedniego wieczoru sprawdziłam wszystkie składniki, a nawet przygotowałam odpowiednią ilość mąki. Kiedy następnego dnia zabrałam się za pieczenie, czekała mnie kolejna niespodzianka. Mąki po prostu nie było. Jakby rozpłynęła się w powietrzu.
– Pewnie wykorzystałaś ją do naleśników, które robiłaś rano – zirytował się mój mąż Marek, kiedy zasugerowałam, że może to on w jakiś sposób ją zużył.
– Tę mąkę? Przecież była odłożona specjalnie do chleba! – oburzyłam się. – Doskonale wiem, co robię!
– No, wygląda na to, że jednak nie – mruknął.
Powiedział to niby pod nosem, ale na tyle wyraźnie, że bez problemu go usłyszałam.
Znikało coraz więcej rzeczy
Kolejna sytuacja wydarzyła się, gdy okazało się, że przepadła również ładowarka Marka. Tym razem zdecydowanie nie było mu do śmiechu. Od dawna denerwowało mnie, że odkładał ją gdzie popadnie, dlatego przez chwilę pomyślałam nawet, że może wreszcie nauczy się pilnować swoich rzeczy.
– Pewnie gdzieś ją schowałaś – stwierdził, jak zwykle doszukując się we mnie winy.
Razem dokładnie sprawdziliśmy cały dom. Zajrzałam nawet w miejsca, w których normalnie nigdy bym jej nie szukała, ale ładowarki nie udało się znaleźć. Wieczorem, kiedy leżeliśmy już w łóżku, Marek nagle odezwał się:
– A jeśli to dzieci ją gdzieś zabrały?
Zapaliłam lampkę i spojrzałam na niego z niedowierzaniem.
– To co, mąkę też wykorzystały? Może po kryjomu urządziły sobie piekarnię i piekły bułki? – odpowiedziałam ironicznie.
Nic na to nie powiedział. Tylko ciężko westchnął.
– Może rzeczywiście wydawało ci się, że wcześniej tam była. Ja mówię o ładowarce! A co, jeśli dzieci ją sprzedały? Może ktoś próbuje wyciągnąć od nich pieniądze?
Popatrzyłam na niego z niedowierzaniem i znacząco stuknęłam się palcem w czoło.
– Przecież dzisiejsze dzieciaki ze szkoły podstawowej mają telefony lepsze od twojego! – przypomniałam mu. – Kto miałby kupić ładowarkę pasującą do takiego starocia?
Nie mogłam dłużej udawać
Przez następne tygodnie zaczęły znikać kolejne drobiazgi. Nie były to rzeczy szczególnie cenne, ale jendnak. Gdzieś zapodziała się książka kucharska, paczka herbaty malinowej, a nawet materiałowa torba na zakupy. Mimo to coraz trudniej było mi BLDudawać, że nic się nie dzieje. Gdzie właściwie podziewały się wszystkie te przedmioty? Początkowo wmawiałam sobie, że to ja mam problemy z pamięcią. Jednak kiedy córka któregoś dnia oznajmiła, że nie może znaleźć swojego kompletu kolorowych mazaków, poczułam prawdziwy niepokój. W normalnych okolicznościach pewnie powiedziałabym jej, żeby bardziej pilnowała własnych rzeczy. Tym razem jednak lista zaginionych przedmiotów była już zdecydowanie zbyt długa. Uznałam, że Marek powinien w końcu coś z tym zrobić.
– Ale co ja właściwie mam zrobić? Gdzie to zgłosić? – roześmiał się. – Mam powiedzieć, że zginęły mi mazaki, herbata i książka kucharska?
Pewnie poradziliby mi tylko, żebym dokładniej posprzątał mieszkanie!
– Skoro tak, to sama się tym zajmę – odpowiedziałam, wyraźnie zirytowana.
Gruntowne porządki nic nie dały
Następnego dnia, zaraz po pracy, postanowiłam pojechać do znajomej, która kiedyś pracowała na posterunku. Uznałam, że nic na tym nie stracę, najwyżej dowiem się, że nic nie można zrobić. Kiedy przedstawiłam jej historię znikających przedmiotów, od razu przyszło jej coś do głowy.
– Najlepiej byłoby zamontować w domu kamery. W ten sposób łatwo będzie ustalić, kto te rzecz zabiera – powiedziała rzeczowo.
No właśnie! Dlaczego sama wcześniej o tym nie pomyślałam? Kiedy wróciłam do domu, od razu opowiedziałam Markowi o tym pomyśle.
– Takie kamery mogą nas trochę kosztować – zauważył. – Może jeszcze się wstrzymajmy. Jeśli znowu coś zniknie, wtedy je zamontujemy.
Postanowiłam więc dokładnie posprzątać całe mieszkanie. Pomyślałam, że być może ktoś z nas po prostu odkłada rzeczy w przypadkowe miejsca i później nie pamięta, gdzie je zostawił. Niestety, porządki niczego nie wyjaśniły. Nie natrafiłam na żadną z rzeczy, które wcześniej zaginęły. Wkrótce jednak zniknęło coś, czego brak zauważyliśmy natychmiast. Klej. I nie chodziło o zwykły klej szkolny. Był to specjalny klej, którego Marek używał do swoich modeli statków zamykanych w butelkach. Nasz syn często pomagał mu przy tym hobby. Mąż zawsze trzymał klej na swoim biurku i nikt poza nim nie miał powodu, żeby po niego sięgać. A teraz nagle go nie było.
– Marek, naprawdę musimy w końcu zamontować te kamery – powiedziałam stanowczo.
Mąż właśnie wkładał buty, kiedy rozległ się dzwonek do drzwi.
– Hej! – usłyszałam od strony drzwi. W progu stała nasza sąsiadka, Patrycja.
Wydawała się taka godna zaufania
Patrycja była wyraźnie zaskoczona. Była ode mnie młodsza o dziesięć lat. Czasami zachowywała się trochę dziecinnie, ale mimo to zawsze uważałam ją za osobę godną zaufania i odpowiedzialną. Właśnie dlatego bez obaw zostawialiśmy jej klucze, kiedy wyjeżdżaliśmy na urlop albo odwiedzaliśmy rodziców. Wiedzieliśmy, że nakarmi kota, podleje kwiaty i dopilnuje wszystkiego pod naszą nieobecność.
– Przyniosłam wam klej, który jakiś czas temu od was pożyczyłam! – oznajmiła z uśmiechem.
Nasz syn od razu do niej podbiegł.
– Mamo, przecież to właśnie ten klej! – zawołał podekscytowany, zabierając Patrycji tubkę.
Przez chwilę patrzyłam na nią z niedowierzaniem.
– Ale ja naprawdę nie przypominam sobie, żebym ci go kiedykolwiek pożyczała – powiedziałam zaskoczona.
– Wzięłam go, kiedy nikogo z was nie było w domu – wyjaśniła spokojnie, jakby mówiła o czymś zupełnie oczywistym, i machnęła ręką.
Patrzyłam na nią w osłupieniu
Marek spojrzał najpierw na mnie, a potem na Patrycję. Widząc moje osłupienie, odezwał się:
– Chcesz powiedzieć, że wchodziłaś do naszego domu pod naszą nieobecność?
– Przecież kiedy wyjeżdżaliście, też zaglądałam do waszego mieszkania – wyjaśniła Patrycja. – Jeśli czegoś akurat potrzebuję, po prostu wpadam.
Nie będę przecież jechała specjalnie do sklepu po łyżeczkę kakao. Raz nawet, tuż przed wyjściem, rozdarły mi się rajstopy…Uśmiechnęła się do mnie znacząco.
– Ale klej oczywiście wam zwracam. Podejrzewam, że trochę kosztuje, a poza tym nie mam nic do ukrycia – dodała z wyraźną dumą. – Mam też waszą ładowarkę. Jeśli będziecie jej potrzebować, mogę ją przynieść.
– Akurat teraz bardzo jej potrzebuję – mruknął Marek. – I skoro już jesteśmy przy oddawaniu rzeczy, przynieś też nasze klucze.
– I moje mazaki! – przypomniała Joasia.
Patrycja pokręciła głową.
– Naprawdę robicie takie zamieszanie przez parę małych rzeczy? – westchnęła.
Po chwili przyniosła nam wszystko, co miała. No, prawie wszystko. Mąki nadal nie było. Najwyraźniej zdążyła ją już wykorzystać. Na dodatek okazało się, że ładowarka Marka wcale nie działała…
Ewa, 37 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Mój teść miał romans i cała rodzina już szeptała o tym po kątach. Nikt się jednak nie spodziewał, kim jest jego kochanka”
- „Kupiłam tanią działkę na końcu wsi i cieszyłam się jak dziecko. Gdy mama zobaczyła adres, nagle przestała się uśmiechać”
- „Mąż od lat widział tylko swój idealnie przystrzyżony trawnik. Sąsiad uświadomił mi, że marnuję sobie życie”