„Siedzę w domu z dzieckiem, a mąż nie daje mi kasy na paznokcie i ciuchy. Za ciężką pracę należy mi się godna zapłata”
„Od kiedy urodziłam Franka, świat jakby się skurczył. Do pieluch, obiadków, drzemek i krzyków. Tomek, mój mąż, powiedział wtedy, żebym została w domu, a on wszystko ogarnie. Brzmiało jak troska, więc zostałam. Mija rok i czuję się jak w klatce z ładnym widokiem na podwórko. A on to wykorzystuje”.

- Redakcja
Jeszcze dwa lata temu byłam kobietą niezależną, pracowałam w agencji reklamowej, miałam swoje pieniądze, swoje tempo, swoje życie. Lubiłam rano wybiec z domu w szpilkach, z kawą w ręce, czułam się wtedy jak ktoś ważny. Teraz? Teraz jestem tą, co grzeje mleko o szóstej, z rozwalonym koczkiem na głowie i w rozciągniętej bluzie. Od kiedy urodziłam Franka, cały świat jakby się skurczył – do pieluch, obiadków, drzemek i krzyków.
Tomek, mój mąż, powiedział wtedy: „Zostań w domu, ja wszystko ogarnę. Odpocznij, naciesz się małym”. Brzmiało to jak troska, więc zostałam. Mija rok i czuję się jak więzień z ładnym widokiem na podwórko. Najgorsze jednak jest to, że jestem na jego utrzymaniu. I że zaczyna to wykorzystywać. Kiedy ostatnio poprosiłam go o stówkę na fryzjera, rzucił: „A po co ci fryzjer? Siedzisz przecież w domu”. Poczułam się, jakby ktoś mi napluł w twarz.
– To on ci nie daje własnych pieniędzy? – spytała Ola przez telefon, wyraźnie zszokowana.
– Nie. Mówi, że wszystko kupuje i że mi niczego nie brakuje…
– Karola, to nie tak się żyje z partnerem. Ty nie jesteś jego dzieckiem.
A ja, głupia, przez chwilę naprawdę myślałam, że tak powinno być.
Czułam się jak więzień
– Tomek, możesz mi przelać jakieś pieniądze? Chciałabym kupić sobie spodnie. Wszystko mam już za małe albo za bardzo sprane – powiedziałam cicho, podając mu telefon z otwartym koszykiem ze sklepu internetowego.
Spojrzał na ekran i zmarszczył brwi.
– Po co ci nowe ciuchy? Przecież siedzisz tylko w domu – rzucił obojętnie, nie odrywając wzroku od komputera.
– Tylko w domu? – powtórzyłam, czując, jak w gardle rośnie mi gula. – Może i siedzę w domu, ale nadal jestem człowiekiem. Chciałabym wyglądać jak kobieta, a nie jak służąca w brudnych łachmanach.
– Oj, nie przesadzaj. Dziecko cię kocha nawet w dresie.
– Ale ja siebie nie kocham w dresie! Nie mam nawet na głupi tusz do rzęs. A ty mi mówisz, że nie potrzebuję?
Tomek odłożył laptopa, spojrzał na mnie z irytacją.
– Bo nie potrzebujesz! Wszystko masz. Zakupy są, pieluchy są, jedzenie też. Więc o co ci chodzi?
– O mnie, Tomek. Chodzi o mnie! – podniosłam głos, co zdarza mi się rzadko. – Nie jestem twoją córką, której dajesz kieszonkowe. Chcę mieć swoje pieniądze. Na coś więcej niż chleb i pampersy!
– A ja muszę tyrać po godzinach, żeby to wszystko było! A ty nawet nie doceniasz.
– Bo to nie jest łaska. To obowiązek! Nie mam za co kupić sobie nawet majtek, a ty uważasz, że nie mam prawa się o to upominać?!
Odszedł bez słowa. Zatrzasnął drzwi od sypialni. Znowu. Zostałam w kuchni sama. Patrzyłam na czajnik, który właśnie się wyłączył. Para biła w górę, a ja miałam ochotę razem z nią wyparować. Poczułam się jak dziecko, które znów musi prosić. O wszystko. Nawet o odrobinę godności.
Sama jak nigdy dotąd
– Mamo, mogę cię o coś zapytać? – odezwałam się przez telefon, choć już po tonie swojego głosu wiedziałam, że to nie skończy się dobrze.
– Mów, dziecko, co tam u was?
– A co byś powiedziała, gdybyś się dowiedziała, że Tomek nie daje mi pieniędzy na nic poza zakupami spożywczymi? Że muszę prosić go o każdą złotówkę? Nawet na bieliznę?
W słuchawce zapadła cisza. Myślałam, że się rozłączyła.
– No... To chyba normalne, Karolinko. Przecież on pracuje, ty siedzisz w domu. Masz co jeść, masz dach nad głową. Czego ci więcej trzeba?
– Mamo... Ja nie jestem kurą domową z PRL-u! Chcę mieć własne pieniądze, chcę czuć, że mam kontrolę nad swoim życiem.
– Oj, nie przesadzaj. My to miałyśmy gorzej. A ty masz dobrego męża, zdrowe dziecko. Nie narzekaj.
Zacisnęłam dłonie w pięści.
– Nie mam siebie! Nie mam nawet prawa się ubrać, jak chcę, bo nie mam za co. Nie mogę kupić książki, szminki, niczego. Mam być wdzięczna, że nie jestem głodna?
– Twój obowiązek to dbać o dom i rodzinę, nie o paznokcie i fatałaszki – powiedziała chłodno.
– Czyli już nie jestem osobą, tylko funkcją? „Matka i sprzątaczka”, tak?
– Nie dramatyzuj. Ciesz się, że masz męża. Teraz kobiety same wychowują dzieci i nikt im nie pomaga.
– Może dlatego, że nie godzą się być niewidzialne?
Rozłączyłam się bez pożegnania. W tej jednej rozmowie matka zawiodła mnie bardziej niż ktokolwiek inny. Czułam się nagle tak potwornie sama. Sama jak nigdy dotąd. Nawet kobiety, które powinny mnie rozumieć, mówiły mi, że mam siedzieć cicho. A ja już nie chcę.
Myślałam, że szlag mnie trafi
Wyszłam z łazienki z ręcznikiem na głowie, niosąc kosz z praniem. Słyszałam, że Tomek rozmawia z kimś przez telefon. Miałam mu tylko podać skarpetki, ale coś mnie zatrzymało. Przystanęłam w progu sypialni. Jego głos był cichy, jakby nie chciał, żebym słyszała.
– Nie, mamo, spokojnie. Już się przyzwyczaiła. Ona nie wróci do pracy.
Zamarłam.
– Wiesz, że jakby zaczęła zarabiać, to zaraz by mi się na głowę władowała. Lepiej, żeby zostało, jak jest. Dziecko potrzebuje matki, nie?
– Dobrze mówisz, synku – usłyszałam głos Basi. – Nie pozwól jej za bardzo się usamodzielnić. Bo potem będzie rządzić, a ty zostaniesz z garami i pieluchami.
Upuściłam z wrażenia kosz. Zrobił się hałas. Tomek gwałtownie się odwrócił. A ja stałam – cała w nerwach, z rozpaloną twarzą.
– To tak o mnie rozmawiacie? Jak o jakimś więźniu, którego trzeba pilnować?
– Karolina, ja... To nie tak...
– A jak?! Bo wyglądało na to, że moja własna niezależność to dla was zagrożenie! – wrzasnęłam.
– My się tylko martwimy o wnuka – zaczęła Basia z głośnika.
– Nie bredź! Ty się martwisz tylko o to, żebyś mogła mną gardzić jeszcze przez dziesięć lat!
– Dobrze, wystarczy już – Tomek próbował mnie uciszyć. – Nie rób sceny.
– Sceny?! Ty mnie właśnie zamknąłeś za kratami i jeszcze uważasz, że to ja przesadzam?
Złapałam za komórkę i rzuciłam twardo:
– Wracam do pracy. Nie pytam o zgodę. Informuję.
Wyszedł z pokoju, trzaskając drzwiami. A ja stałam tam, z jedną skarpetką w dłoni, czując, że właśnie coś się zmieniło. Że nie cofnę się już. Nawet jeśli miałabym iść sama.
Czułam, że się rozpadam
Uciekłam z domu. Po prostu. Wrzuciłam płaszcz na piżamę, wzięłam telefon i wybiegłam. Bez celu. Bez planu. Chciałam tylko nie czuć ścian, które przez ostatni rok powoli zacieśniały się wokół mnie jak kajdany. Szłam bez celu po mieście. Ludzie mijali mnie obojętnie. W końcu usiadłam na ławce pod starą agencją reklamową, gdzie kiedyś pracowałam. Przez szybę zobaczyłam znajomą twarz – Magdę. Siedziała przy komputerze z tą samą skupioną miną jak kiedyś. Nie wiem, co mnie podkusiło. Weszłam.
– Karola?! – zawołała z niedowierzaniem. – Co ty tu robisz?
– Nie wiem – szepnęłam. – Chyba przyszłam zobaczyć, czy jeszcze istnieje świat, w którym jestem kimś więcej niż tylko matką.
Magda zaprosiła mnie do kuchni, zrobiła herbatę. Gdy zobaczyła, że drżą mi ręce, złapała mnie za dłoń.
– Słyszałam, że urodziłaś synka. Gratulacje. Ale czemu wyglądasz, jakbyś miała się zaraz rozpaść?
– Bo chyba się rozpadam – odpowiedziałam, czując, jak łzy cisną mi się do oczu. – Siedzę w domu, nie mam pieniędzy, nie mam prawa głosu. Dzisiaj powiedziałam mężowi, że wracam do pracy.
– I bardzo dobrze. My akurat szukamy kogoś na pół etatu. Może spróbujesz?
Zaniemówiłam.
– Boże, nie wiem, czy jeszcze coś potrafię...
– Potrafisz. Zawsze byłaś dobra. Wróć do siebie, Karola.
Rozpłakałam się. Nie z rozpaczy. Z ulgi. Po raz pierwszy od miesięcy ktoś mówił do mnie jak do człowieka. Nie jak do żony. Nie jak do matki. Jak do Karoliny.
Coś się na pewno skończyło
Wróciłam do domu wieczorem. Tomek siedział na kanapie z tabletem, ale nie oglądał nic konkretnego. Udawał, że mnie nie widzi. Przebrałam się w sypialni, położyłam Franka do łóżeczka i usiadłam naprzeciwko niego.
– Musimy pogadać.
Spojrzał na mnie z rezerwą, jakby już miał dość.
– O czym jeszcze? Już powiedziałaś, że wracasz do pracy.
– Tak. I to się nie zmieni. Ale chciałabym, żebyś zrozumiał, czemu.
– Nie, Karolina. Ja to rozumiem. Po prostu nie jestem twoim wrogiem, okej? Ale powiedz mi jedno: po co ci to? Masz dziecko, masz dom, ja zarabiam. Po co ci ta cała kariera?
– To nie chodzi o karierę, Tomek. Chodzi o to, że chcę znów być sobą. Nie twoim projektem, nie gospodynią domową, którą można odsunąć od rozmów o pieniądzach. Potrzebuję siebie.
– Więc teraz będziesz robić karierę, a ja co? Mam tu siedzieć i patrzeć, jak wracasz z biura, a ja dalej tyrać po dziesięć godzin?
– A ty co? – spojrzałam mu prosto w oczy. – Będziesz miał żonę, która się szanuje. Która nie musi się przed tobą tłumaczyć z każdej wydanej złotówki.
– Czyli nie potrzebujesz mnie?
– Potrzebuję partnera. Nie właściciela.
Zamilkł. Po raz pierwszy od dawna nie miał gotowej riposty. Wstałam. Wyszłam do kuchni i nalałam sobie herbaty. Drżały mi ręce, ale serce biło spokojniej niż kiedykolwiek. Wiedziałam, że coś się skończyło – ten stary, jednostronny układ. Może i nasze małżeństwo. Ale pierwszy raz od miesięcy czułam, że oddycham.
Karolina, 32 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Upiekłam sernik na Dzień Babci, ale nikt nie przyszedł. Wieczorem nadeszły jednak wieści, po których drżałam jak osika”
- „Wyjazd z mężem w góry nie wypalił z powodu tajemniczej koperty. To, co w niej odkryłam, zatrzymało mnie w drzwiach”
- „Rzuciłam korpo, by zaznać spokoju na wsi i już żałuję. Po pierwszych dniach moje łzy padały mocniej niż śnieg za oknem”