Reklama

Znów to samo. Siostra, jak zwykle, z pełną powagą oznajmiła, że "czas najwyższy, żebym zaczęła kogoś szukać". Oczywiście, powiedziała to w taki sposób, jakby robiła mi ogromną przysługę, jakby otwierała przede mną drzwi do jakiejś cudownej, nieznanej mi dotąd krainy. Wiesz, życie, które polega na „kogoś znaleźć i żyć długo i szczęśliwie”. A ja? Stałam tam, na środku jej salonu, patrzyłam na nią z ironią wymalowaną na twarzy, bo przecież wiedziałam, że dla niej ja zawsze będę tą „czarną owcą” rodziny. Tą, która nie spełnia standardów.

Mimo że nie miałam absolutnie nic przeciwko mojej samotności, dla niej to była klęska. Cóż, jej życie idealne – mąż, dziecko, dom, pies. Moje? Błądzę po świecie jak samotny wilk, nie potrafiąc odnaleźć tego, czego się ode mnie oczekuje. Ale nie zamierzam tu rozczulać się nad sobą. No, może tylko przez chwilę, bo tego dnia coś się zmieniło. Coś, co na pierwszy rzut oka wydawało się być tylko przypadkiem. Tego dnia poznałam mężczyznę. I to nie byle jakiego. Takiego, który zmienił absolutnie wszystko.

Ja nie potrzebuję faceta do szczęścia

Kiedy siostra wypaliła swoje tradycyjne „Wiesz, że to najwyższy czas, żebyś zaczęła kogoś szukać?”, spojrzałam na nią z wyraźnym niedowierzaniem. Serio? Naprawdę muszę tego słuchać po raz kolejny? Co roku mam ten sam wykład. Zawsze uważała się bardziej doświadczoną w kwestii związków. Sama wybrała sobie łatwe, spokojne życie u boku męża . A moje? Było zdecydowanie bardziej skomplikowane.

– Czy zawsze musisz się wtrącać w moje sprawy?

Siostra zmarszczyła brwi

– Przestań udawać, że ci to nie zależy – powiedziała, patrząc na mnie jak na dziecko, które nie rozumie podstawowych rzeczy.

– Przepraszam, ale to ty chyba zapomniałaś, że moje życie to mój wybór. Ja nie potrzebuję faceta do szczęścia – odpowiedziałam, zerkając na nią.

Zawsze mnie to bawiło, że traktowała moje życie jakby było jej osobistym projektem do poprawienia.

– Może ty powinnaś częściej odpoczywać od swojego męża. Ja przynajmniej mam spokój.

Na jej twarzy pojawił irytacja. Wzięła głęboki oddech.

– Ja po prostu nie chcę, żebyś została sama na starość. Musisz się otworzyć na innych.

– Ja nie muszę nikogo na siłę szukać, by być szczęśliwa. Po prostu cieszę się moim życiem. A jak jest mi pisana miłość, to sama mnie znajdzie.

Chciałam skończyć tę rozmowę, ale siostra wciąż była pełna energii. Dopiero wtedy dzwonek do drzwi wyrwał mnie z moich myśli. Odwróciłam się, a do mieszkania wszedł jakiś mężczyzna.

Może to ten błysk w oku?

Najpierw nie zwróciłam na niego większej uwagi. Siostra zaczęła go przedstawiać, ale coś w jej głosie sprawiło, że w końcu uniosłam wzrok. I wtedy go zobaczyłam – wysoki, z lekko zmierzwionymi włosami, ubrany w zwykłą koszulkę i dżinsy. Ale w jego oczach było coś, co przyciągnęło moją uwagę.

– To Maciek, kolega z pracy, musiał podrzucić mi dokumenty – powiedziała siostra, a jej ton nie pozostawiał wątpliwości, że chce mnie czymś „zainteresować”. – Maciek, to moja siostra, Julia.

Uśmiechnął się, ale nie był to uśmiech wymuszony. Wyciągnął rękę.

Miło mi cię poznać – powiedział.

– Cześć – odpowiedziałam, wciąż patrząc na niego z lekką nieufnością.

Zawsze miałam problem z takimi sytuacjami. Nie wiem, może to przez to, że życie zbyt często mnie rozczarowywało, a obcy ludzie rzadko spełniali moje oczekiwania. Ale coś w tym facecie było innego. Może to jego sposób, w jaki mnie patrzył? Może to ten błysk w oku? Nie miałam pojęcia.

– Właśnie trafiłeś, jak rozmawiałyśmy o facetach– powiedziała siostra – Julia twierdzi, że jest szczęśliwa sama. Może powinnaś zmienić zdanie, co?

– Wiesz, ja nie potrzebuję zmieniać swojego życia, by czuć się spełniona – odpowiedziałam trochę zbyt ostro, wiedząc, że to i tak nic nie zmieni.

Maciek spojrzał na mnie, a w jego oczach pojawił się cień rozbawienia.

– Ale może czasami warto się otworzyć na zmiany, nie? – powiedział, a jego głos zabrzmiał nieco bardziej miękko niż wcześniej.

Jego słowa mnie zaskoczyły. Czułam, że może być kimś więcej niż tylko przypadkowym gościem w tym mieszkaniu.

Moje życie jest takie, jakie chcę

Minęło kilka godzin od momentu, w którym Maciek pojawił się w moim mieszkaniu, ale nie potrafiłam przestać o nim myśleć. Moja siostra i on rozmawiali o pracy, ale coś w tym mężczyźnie nie dawało mi spokoju. I nie chodziło tylko o jego wygląd – chociaż, nie powiem, był dość przystojny. Było w nim coś, co kazało mi go zauważyć. Czułam, że nie pasuje do reszty mężczyzn, których spotykałam na co dzień. Kiedy w końcu zostaliśmy sami, Maciek zwrócił na mnie uwagę.

– Przepraszam, że się wtrącam, ale... – zaczął, uśmiechając się lekko. – Siostra opowiadała o twoim "idealnym" życiu. Zdecydowanie widać, że jesteś silną osobą, ale wiesz... Czasem warto pozwolić komuś zbliżyć się do siebie.

Spojrzałam na niego zaskoczona. Skąd on to wiedział? Czułam, jak rośnie we mnie ta irytacja, którą zawsze odczuwałam, gdy ktoś próbował mi doradzać, jak mam żyć.

– Nie potrzebuję nikogo, kto będzie mnie "naprawiał" – odpowiedziałam, starając się utrzymać ton neutralny, choć czułam, że moje słowa mogą zabrzmieć ostro. – Moje życie jest takie, jakie chcę. Nikt nie musi tego zmieniać.

Maciek nie wyglądał na zrażonego. Zamiast tego spojrzał na mnie z zaciekawieniem, jakby wyczuwał coś, czego sama jeszcze nie widziałam.

– Czasami nie trzeba nic zmieniać. Ale warto być otwartym. Na życie. Na ludzi. Może to wszystko, czego potrzebujesz, to mała zmiana perspektywy – powiedział, opierając się o stół.

I choć jego słowa brzmiały jak banał, czułam, że nie powiedział ich bez powodu. Może wcale nie chodziło o zmianę mojego życia, tylko o coś bardziej subtelnego. A może po prostu miał rację.

Czasami trzeba dać szansę samemu sobie

Maciek miał już wychodzić, gdy nagle zapytał, czy nie mam ochoty na kawę w pobliskiej kawiarni. W sumie nie miałam nic lepszego do roboty. Z początku rozmowa toczyła się w lekkim tonie, rozmawialiśmy o wszystkim, od książek po filmy, ale gdzieś w środku czułam, że wciąż jest coś, czego nie powiedziałam. Jakby rozmowa miała głębszy sens, którego jeszcze nie potrafiłam dostrzec.

– Muszę ci przyznać, że dawno z nikim nie rozmawiało mi się tak dobrze, jak z tobą, a przecież dopiero się poznaliśmy – powiedział Maciek, patrząc na mnie z lekkim uśmiechem.

– Ja też czuję się przy tobie swobodnie – odpowiedziałam.

Potem temat zszedł na nasze życie uczuciowe.

– Po moich nieciekawych doświadczeniach nie mam dziś ochoty szukać miłości – powiedziałam. – Życie jest prostsze, jeśli człowiek przestaje się aż tak bardzo starać. Po prostu cieszę się tym, co mam. Nie chcę znów się rozczarować.

– Może masz rację, ale... – zaczął.

Spojrzałam na niego i przez chwilę czułam, że nasza rozmowa staje się bardziej osobista, niż się spodziewałam.

– Może warto po prostu komuś zaufać, Julia. Czasami trzeba dać szansę samemu sobie.

Może to był moment, na który czekałam?

Tego wieczoru czułam się jakbym stała na krawędzi czegoś, co mogło zmienić całe moje życie. Maciek nie przestawał mnie zaskakiwać, a jego słowa wciąż brzmiały w mojej głowie, wywołując mieszankę niepokoju i ekscytacji. Mimo że byłam przyzwyczajona do samotności, zaczynałam dostrzegać, że może ona nie być jedyną opcją. Może był czas na coś więcej. Może to właśnie on miał stać się częścią tej zmiany. Po kawie wyszliśmy na zewnątrz. Miasto o tej porze było puste i ciche. Zastanawiałam się, co sobie myśli. Czy może on też czuł, że coś wisi w powietrzu?

– Dziękuję ci za ten wieczór – powiedział nagle.

– Ja też. To był mile spędzony czas – odpowiedziałam,

– Może chciałabyś się jeszcze ze mną spotkać? – odwrócił się w moją stronę. Jego wzrok był spokojny, ale pełen pewności, jakby chciał mi coś dać do zrozumienia.

Poczułam, jak moje serce bije szybciej. Może to był moment, na który czekałam? Może to on?

– Może... – powiedziałam cicho, czując, że właśnie coś się zaczyna.

Jedno spotkanie może zmienić wszystko

Minęło trochę czasu, a ja poczułam, że moje życie zaczyna się zmieniać, choć nie do końca wiedziałam, w którą stronę. Spotkania z Maćkiem stawały się coraz częstsze, ale nie były już takie jak na początku – pełne niepewności i dystansu. Zaczęliśmy rozmawiać o sprawach, które kiedyś wydawały się dla mnie nieistotne, a teraz były częścią mojego świata. Czułam, jak powoli otwieram się na niego, na siebie, na nowe możliwości.

– Dziwne, prawda? – powiedział Maciek pewnego wieczoru, gdy siedzieliśmy razem, a miasto w tle migotało tysiącem świateł. – Jak jedno spotkanie może zmienić wszystko.

Spojrzałam na niego, czując, że jego słowa mają głębszy sens, niż mogłam się spodziewać.

– To prawda – odpowiedziałam z uśmiechem, próbując ukryć emocje, które zaczęły się we mnie zbierać. – Myślałam, że nie jestem gotowa na zmiany, ale chyba nie miałam racji.

Maciek spojrzał na mnie z lekkim zdziwieniem, jakby chciał powiedzieć coś więcej, ale nie wiedział, czy to odpowiedni moment.

– Wiesz, Julia – zaczął nieco ciszej, a jego ton stał się bardziej poważny. – Może to tylko początek. Może to, co się teraz dzieje, to nie przypadek. Może to jest właśnie to, czego oboje szukaliśmy.

Poczułam, jak moje serce bije szybciej. Coś w tym wszystkim wydawało się naturalne, jakby cała reszta mojego życia prowadziła do tego momentu.

– Może… – odpowiedziałam, patrząc mu w oczy, czując, jak w tej chwili wszystko w moim życiu zaczyna się układać. – Może to jest początek czegoś naprawdę ważnego.

I wiedziałam, że to nie tylko słowa. To była prawda.

Julia, 29 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie prawdopodobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama