Reklama

Niektórzy twierdzą, że rodzina to największy dar, jaki można dostać od losu. Cóż, powiem szczerze – czasem mam co do tego wątpliwości. Zwłaszcza gdy rodzina nieustannie patrzy ci na ręce i każdą twoją decyzję rozbiera na czynniki pierwsze. Mam młodszą siostrę, która, o ironio, zawsze wiedziała wszystko najlepiej. Według niej nie nadawałam się do roli matki, a już na pewno nie na tyle, żeby sama sobie poradzić. Oczywiście, ona znała się na dzieciach lepiej, choć sama własnych nie miała. Nie wiem, skąd wzięła tę pewność, że jej wyobrażenia o macierzyństwie są bardziej prawdziwe od mojej codzienności. Owszem, nie jestem mamą, która na śniadanie serwuje dzieciom owsiankę z chia, ale czy to znaczy, że jestem złą matką? Przypuszczam, że dla niej tak. I kiedy nadszedł ten jeden weekend, w którym uznała, że musi „uratować” moje dzieci przed własną matką, przestało to być zabawne.

Zacisnęłam zęby

Miałam już wszystkiego dość. Praca, korki, dwójka rozwrzeszczanych dzieciaków w samochodzie, w bagażniku zakupy, które na pewno nie wystarczą na cały tydzień i telefon od siostry. Oczywiście odebrałam, bo jak zwykle – nie odpuszczała.

– Odbierasz w końcu! – usłyszałam pretensję już w pierwszej sekundzie.

– Jechałam samochodem, wybacz, że nie trzymam komórki przy uchu, kiedy prowadzę – syknęłam, starając się nie krzyczeć na dzieci, które właśnie wszczęły bitwę o jakieś plastikowe zwierzątko.

– Wiesz, że dziś piątek? – zaczęła tonem księgowej rozliczającej długi.

– Tak, niestety, wiem. A co, masz zamiar wpaść na kontrolę?

– Właściwie... Tak. Boję się, że znowu zapomnisz o wszystkim. Mówiłaś, że dzieci mają jutro konkurs recytatorski. Sądząc po tym, co ostatnio opowiadały, nie miały w ręku żadnej książki od tygodnia.

– O, jak miło, że mnie oceniasz przez telefon – parsknęłam.

– Nie oceniam, tylko stwierdzam fakty. Ty po prostu nie ogarniasz. Potrzebujesz pomocy, a ja mam dziś wolny weekend. Wezmę dzieci do siebie, niech choć raz ktoś zrobi im porządne śniadanie, przypilnuje nauki i pozwoli się wyspać w czystej pościeli – ciągnęła swoim przesłodzonym głosikiem.

– Świetnie. Może jeszcze od razu wyślesz mi listę, co robię źle jako matka?

Usłyszałam ciężkie westchnienie po drugiej stronie.

– Przestań się obrażać, to dla ich dobra.

Zacisnęłam zęby. Najchętniej powiedziałabym jej coś naprawdę dosadnego, ale dzieci słuchały.

Przewróciłam oczami

Do wieczora próbowałam udawać, że rozmowa z siostrą to tylko zły sen. Niestety, tuż po kolacji dzieciaki wbiegły do kuchni z minami, które zwiastowały kłopoty.

– Mamo, ciocia mówiła, że możemy u niej spać! – wykrzyknęła moja córka, nie kryjąc radości.

Syn już pakował swój ukochany pluszowy kocyk do plecaka.

– Oho, widzę, że decyzja już podjęta. Nawet nie zapytacie, czy mama wyraża na to zgodę? – próbowałam brzmieć poważnie, ale dzieciaki nawet nie drgnęły.

– Ciocia obiecała, że jutro pojedziemy na lody, a potem do kina. No i że zrobimy naleśniki na śniadanie – dodała moja córka, patrząc na mnie nieco prowokująco.

Przewróciłam oczami, starając się nie okazać, jak bardzo mnie to boli.

– U cioci zawsze pachnie cynamonem, a u nas to tylko kawą.

W tym momencie w drzwiach pojawiła się moja siostra.

– To jak, gotowi? – uśmiechnęła się szeroko, wchodząc bez zaproszenia. – Spakowałam im szczoteczki, piżamy, nawet te wasze przytulanki, żeby nie było dramatu.

– Fantastycznie, widzę, że wszystko pod kontrolą – powiedziałam z przekąsem. – Może jeszcze powiesz mi, o której je odebrać, bo ja tu chyba jestem tylko od podwożenia.

W niedzielę wieczorem. Oddam ci dzieci wypoczęte, najedzone i może nawet nauczone wiersza.

Przez chwilę chciałam powiedzieć jej, że jednak dzieci zostają w domu. Jednak ich błagalne spojrzenia nie zostawiły mi wyboru.

– No dobra, niech wam będzie. Tylko niech nie wracają przejedzone cukrem i z bałaganem w głowie!

Coś mnie dusiło

Dom bez dzieci był dziwnie cichy. Przez chwilę łudziłam się, że będzie mi błogo – zrobię sobie maseczkę, obejrzę film, zjem kolację bez ukradkowego wycierania rozlanej zupy ze stołu. Niestety, po godzinie snułam się po mieszkaniu jak cień. Pod wieczór zadzwoniła siostra. Oczywiście na wideorozmowę, żebym mogła zobaczyć, jak moje dzieci „kwitną” w jej mieszkaniu.

Popatrz tylko, jak pięknie recytuje! – nachylała telefon nad synem, który z wyuczoną powagą wygłaszał wierszyk.

Córka już pałaszowała naleśniki.

– U nas nikt nie gada przy jedzeniu – pouczyła mnie siostra z uśmiechem, zerkając wymownie w ekran. – O, a teraz pokazujemy mamie, jak wyglądają czyste paznokcie.

Dzieciaki śmiały się, coś jej opowiadały, a ja, jak idiotka, próbowałam udawać, że mnie to bawi.

– Słuchaj, skoro już masz trochę wolnego czasu, może pójdziesz do fryzjera albo po prostu odpoczniesz? – zaproponowała z nutką troski, której nigdy jej nie wierzyłam.

– Dziękuję za radę – wypaliłam złośliwie.

– No widzisz, należy ci się. Ja też odpoczywam, tylko trochę inaczej. Kiedy dzieci pójdą dp łóżek, przeczytam im jeszcze kawałek „Ani z Zielonego Wzgórza”, żeby wiedziały, jak to jest mieć prawdziwe dzieciństwo.

Zgrzytnęłam zębami, słysząc ten komentarz.

– Przypomnij mi, w której książce dzieci grzecznie sprzątają po sobie i nie marudzą rano przy ubieraniu? Może sobie ją zamówię.

Siostra tylko westchnęła, jakby rozmawiała z kompletnie nieudolną matką.

– Wrócą do ciebie inne dzieci i jeszcze mi podziękujesz.

Rozłączyłam się, patrząc na pusty pokój. Niby miałam wolność, ale coś mnie dusiło.

Miała mnie za nieogarniętą

Następnego dnia obudziłam się wcześniej niż zwykle. W domu panowała cisza. Przeciągałam się leniwie w łóżku, próbując wmówić sobie, że to luksus, o którym marzy każda matka. Prawda była taka, że czułam się zupełnie zbędna. Telefon milczał, co tylko potęgowało moją irytację. W końcu nie wytrzymałam i sama zadzwoniłam do siostry.

– No, cześć, jak tam? Wszystko w porządku? – próbowałam brzmieć nonszalancko, jakby zupełnie mnie nie obchodziło, co się dzieje.

– O, patrzcie dzieci, mama dzwoni! – zawołała siostra. – Chcesz zobaczyć, jak robimy zdrowe koktajle na śniadanie? Dzieci, pomachajcie mamie!

Dzieci wyglądały na zadowolone.

– Mamo, ciocia pozwoliła nam spać w salonie! Było super! – zawołała córka. – A rano dostaliśmy koktajl z jarmużu. Wiesz, zielony! Nawet mi smakował, chociaż wyglądał jak błoto.

Siostra spojrzała na mnie z politowaniem.

– Słuchaj, nie musisz się tłumaczyć. Po prostu każdy ma swój styl. Ty masz swój… dość oryginalny – powiedziała z tym swoim uśmiechem wyższości. – Dobrze, że dzieci poznają też inne smaki i zwyczaje.

– Przypomnę ci, że jeszcze tydzień temu, to ja ci ratowałam tyłek, kiedy zostawiłaś na gazie mleko sojowe i cała kuchnia była w dymie – warknęłam, trochę już wyprowadzona z równowagi.

– Oj, jeden raz się zdarzyło – odpowiedziała beztrosko.

Zastanawiałam się, czy w ogóle jestem tu jeszcze potrzebna, skoro dzieci zachwycone były jej „idealnym światem”.

– Daj znać, jakby coś się działo – rzuciłam, próbując ukryć zazdrość. – Mam dzisiaj dużo na głowie.

– Nie martw się, wszystko jest pod kontrolą! – odparła wesoło. – U nas nuda nie grozi.

Rozłączyłam się, czując ulgę, ale i wściekłości. Miała mnie za nieogarniętą amatorkę. No to zobaczymy, kto się jeszcze śmieje ostatni.

Nie kryłam irytacji

W niedzielę moje mieszkanie lśniło czystością, ale ja miałam wrażenie, jakby ktoś usunął z niego cały sens. Zaczęłam nerwowo krzątać się po kuchni, by czymś zająć ręce. Tuż przed siedemnastą rozległ się dzwonek do drzwi. Dzieci wpadły do domu, a za nimi pojawiła się moja siostra – wciąż z tym swoim „wszystkowiedzącym” uśmiechem.

– Mamo, zobacz! Nauczyłem się wiersza na pamięć! – pochwalił się syn i od razu zaczął deklamować.

– A ciocia zrobiła nam tort z owocami! – dodała córka, pokazując kolorową fotografię na telefonie.

– No widzę, że mieliście intensywny weekend. To dobrze, bo teraz czas wrócić do zwykłego życia, gdzie torty zdarzają się raz w roku, a wierszyków nikt nie recytuje przy śniadaniu – rzuciłam, starając się, by zabrzmiało to żartobliwie, choć słyszałam własną zgryźliwość.

Siostra spojrzała na mnie z lekko uniesioną brwią.

– Wiesz, dzieci są bardzo zdolne, tylko potrzebują trochę więcej uwagi.

– Rzeczywiście, cudotwórczyni. Zastanawiam się, dlaczego jeszcze nie napisałaś poradnika dla matek – odparłam, zerkając na nią spod oka.

– Nie przesadzaj. Przecież sama mówiłaś, że jesteś zmęczona i potrzebujesz przerwy. Ciesz się, że ktoś cię zastąpił na chwilę – odpowiedziała, jakby od niechcenia, poprawiając dziecku kołnierzyk.

Dzieci już rozpakowywały plecaki i śmiały się z czegoś, o czym nie miałam pojęcia.

– A może następnym razem to ja zabiorę je na weekend? – rzuciłam, nieco prowokacyjnie.

Siostra tylko się uśmiechnęła.

– Każdy dom ma swoje zasady. Najważniejsze, żeby dzieci wiedziały, że są kochane.

Niby banał, ale w tamtej chwili zabrzmiał trochę jak wyrzut.

Dałam jej do zrozumienia

Wieczorem, gdy dzieci biegały po mieszkaniu w piżamach, usiadłam na kanapie i obserwowałam je przez chwilę. I poczułam ulgę. Nie tęskniłam już ani za ciszą, ani za „perfekcją”. Telefon znowu zadzwonił.

– Chciałam tylko zapytać, jak dzieciaczki – powiedziała siostra.

– O dziwo tak. Żadne nie ma gorączki od jarmużu ani koszmarów po nocowaniu na podłodze. Szkoda, że podczas ich nieobecności nie umyłam okien i nie ugotowałam rosołu na cały tydzień, może wtedy zasłużyłabym wreszcie na tytuł matki roku.

– Przestań już. Tak naprawdę robisz wszystko, co możesz. Tylko czasem daj się wyręczyć – odpowiedziała spokojnie, jakby naprawdę chciała dobrze.

– Jasne, a ty czasem mogłabyś przestać mnie oceniać. Naprawdę staram się być dobrą matką.

Przez chwilę było cicho po obu stronach słuchawki.

– Wiesz... może czasem przesadzam. Po prostu martwię się o ciebie. Chciałabym, żebyś miała łatwiej – powiedziała niespodziewanie.

– Wiem. Też czasem przesadzam, bo jestem zazdrosna o twoją pewność siebie. Jednak na koniec dnia to ja całuję ich na dobranoc.

I o to chodzi – uśmiechnęła się. – Dobranoc, siostro.

– Dobranoc.

Odłożyłam telefon i spojrzałam na dzieci, które właśnie wdrapywały się na kanapę. W tym bałaganie i chaosie byłam dokładnie tam, gdzie powinnam.

Żaneta, 29 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama