Reklama

Moje życie zawsze kręciło się gdzieś obok mojej siostry. Starsza ode mnie o niecałe dwa lata i od dzieciństwa grała pierwsze skrzypce: to ona pierwsza się zakochiwała, to ona zawsze wygrywała konkursy recytatorskie, to na nią mama kupowała nowe sukienki, a ja dostawałam po niej sweterki, które już lekko się rozciągnęły na łokciach. Nauczyłam się z czasem z tym żyć. Byłam „tą drugą”, „tą cichszą”, „tą od organizowania, nie od błyszczenia”. Może to zabrzmi śmiesznie, ale nawet lubiłam to swoje miejsce w cieniu – przynajmniej nie musiałam się z nikim ścigać i mogłam sobie z boku obserwować świat. Z biegiem lat wydawało mi się, że już nic mnie nie zaskoczy, a pewne role rodzinne są po prostu nie do ruszenia. Jednak ten jeden wieczór pokazał mi coś, czego wcześniej nie byłam gotowa zobaczyć. I nie, nie chodzi tylko o świecące cekiny.

Miałam złe przeczucia

Na imprezie było już gwarno, z głośników leciała muzyka z lat osiemdziesiątych, a koleżanki kręciły się wokół lustra, poprawiając stroje. Przysiadłam na brzegu kanapy, nerwowo poprawiając opaskę z piórami. Moja kreacja była... niech będzie, skromna. Krótka czarna sukienka, trochę brokatu na powiekach, sztuczne perły. Tak bezpiecznie, jak lubię.

Fajnie wyglądasz! – zawołała do mnie Basia, podając mi kieliszek. – A za kogo się przebrałaś?

– Za tajemniczą damę albo czarnego łabędzia, sama już nie wiem – odpowiedziałam wymijająco.

Czekamy jeszcze na twoją siostrę? – zapytała Ewa, zbierając talerzyki ze stołu.

– Powinna być lada moment. Pewnie znów wymyśliła coś odjechanego – próbowałam się uśmiechnąć, choć czułam, jak żołądek podjeżdża mi do gardła.

Nagle zadzwonił domofon. W powietrzu zawisła chwila oczekiwania, jakby wszyscy wiedzieli, że zaraz wydarzy się coś niecodziennego. W końcu drzwi się otworzyły. Najpierw zobaczyłam jej buty: srebrne, na absurdalnie wysokim obcasie. Potem – cekinowy kombinezon w kolorach tęczy i okulary, które przypominały dwie lśniące gwiazdy.

– No witam wszystkich! – rzuciła moja siostra teatralnym głosem, kręcąc biodrami. – Przybyła gwiazda disco!

Czułam się przezroczysta

Moja siostra weszła jak na scenę, jakby nie była zwykłą dziewczyną z bloku, tylko finalistką telewizyjnego show. Ludzie zaczęli bić brawo, ktoś zagwizdał, a Ewa aż się zakrztusiła śmiechem.

– Matko jedyna, co za strój! – wykrztusiła, obejmując moją siostrę. – Skąd wzięłaś takie buty?

– Wypożyczalnia kostiumów i trochę własnej inwencji, kochana! – rzuciła, rzucając futrzany boa na fotel. – Przecież to bal karnawałowy!

Wszyscy się śmiali, robiąc jej miejsce w centrum pokoju. Basia, która jeszcze chwilę temu pytała mnie o mój strój, podbiegła, żeby zrobić sobie z nią selfie.

– Stój, stój! – zawołała, wciskając się obok mojej siostry. – Muszę mieć zdjęcie z największą gwiazdą imprezy!

Uśmiechałam się, kiwałam głową, kiedy Ewa zachwycała się kolejnym elementem przebrania mojej siostry. Nawet dziewczyny, z którymi zwykle rozmawiałam o serialach i nowościach kinowych, podeszły do niej, jakby nagle odkryły, że jest jedyną osobą wartą uwagi.

– No i co, młoda? – odezwała się w końcu moja siostra, zauważając mnie kątem oka. – Nie poznajesz królowej dyskotek? Trzeba było się do mnie zgłosić, zrobiłabym ci metamorfozę!

– Wiesz, jakoś wolę być sobą – odpowiedziałam cicho, ale jej już przy mnie nie było.

Tańczyła z Ewą do jakiegoś hitu sprzed pięćdziesięciu lat, wokół niej kłębił się tłum, a ja czułam się przezroczysta.

Nikt mnie nie słuchał

Przez chwilę próbowałam wtopić się w tło. Usiadłam przy stole, nalewając sobie oranżadę. Wszyscy skupiali się na mojej siostrze – robiła pokaz taneczny na środku salonu.

– O rany, ale ona się wygina? – ktoś zawołał, pstrykając zdjęcia telefonem.

– Tak, zawsze tak miała – odparłam, siląc się na uśmiech, chociaż nikt mnie nie słuchał.

Moja siostra najwyraźniej czuła się jak ryba w wodzie. Królowała na parkiecie, śpiewała do szczotki udającej mikrofon. Co rusz ktoś się do niej przysiadał, żeby zapytać, skąd pomysł na taki strój.

– Wiesz, trzeba się wyróżniać – rzucała nonszalancko, zerkając co chwilę na mnie. – Szkoda życia na przeciętność!

– To pewnie miałaś najlepsze oceny z plastyki, co? – zagadywał ją jeden z chłopaków, przekonany, że rozmawia z jakąś celebrytką.

A skąd! – roześmiała się. – Najlepsza byłam tylko z wygłupów i improwizacji.

W pewnej chwili ktoś zawołał:

– Dawaj, poprowadzisz konkurs tańca!

– No pewnie! – Moja siostra podskoczyła, a wszyscy niemal z marszu ustawili się do zabawy.

Zostałam sama przy stole. Słyszałam ich śmiech, okrzyki, oklaski. Czułam się jak niechciany gość – niby byłam, ale jakby mnie nie było.

Miałam łzy w oczach

Kiedy konkurs tańca się rozkręcił, zaczęło się prawdziwe show. Moja siostra, w roli prowadzącej, rozkręcała wszystkich jak zawodowa konferansjerka. Światła mrugały, muzyka pulsowała, a ludzie wirowali po salonie, ledwo łapiąc oddech między kolejnymi rundami. Nadal tkwiłam przy stole z uśmiechem przyklejonym do twarzy.

– A teraz, uwaga, tura finałowa! – zawołała siostra, stając w samym środku pokoju. – Tańczymy disco lat osiemdziesiątych! Pokażcie, na co was stać!

Śmiechy, gwizdy, wszyscy patrzyli tylko na nią. Przez chwilę wyobraziłam sobie, że to ja tam stoję, a oni wiwatują dla mnie, ale zaraz w myślach wróciłam do rzeczywistości. Ewa podeszła do mnie z talerzykiem.

Czemu siedzisz tak sama? – zapytała zmartwionym głosem. – Coś się stało?

– Nie, po prostu nie lubię być w centrum – odpowiedziałam, siląc się na nonszalancję. – Fajnie się bawię, naprawdę.

Ewa usiadła obok, ściszając głos:

– Słuchaj, nie przejmuj się. Twoja siostra po prostu jest taka, a ciebie też wszyscy lubią, wiesz?

– Jasne – uśmiechnęłam się, choć poczułam, że mam łzy w oczach.

Ewa przytuliła mnie lekko.

– Nie przesadzaj. Zaraz tu wrócą, będziesz musiała nam opowiadać jakieś głupoty z pracy. Umiesz mnie rozbawić jak nikt!

Z salonu dobiegł okrzyk:

– Lena, chodź do nas, nie rób scen! – to była moja siostra, oczywiście. – Wszyscy czekają, aż zatańczysz z nami!

Spojrzałam na Ewę z wdzięcznością.

– Jeszcze trochę posiedzę – szepnęłam, odwracając głowę.

Nigdy w życiu nie czułam się bardziej samotna i nieszczęśliwa.

Przełamałam się

W końcu dałam się namówić. Ewa niemal siłą wciągnęła mnie na parkiet, tłumacząc, że przecież nie można przesiedzieć całego balu na kanapie. Wstałam, czując na sobie spojrzenia – może nie wszystkich, ale wystarczająco wielu, by poczuć ukłucie w żołądku.

– Ooo, Lena jednak wstała! – rzuciła moja siostra z szerokim uśmiechem. – Teraz pokaż nam, jak się tańczy prawdziwe disco!

Wszyscy zaczęli klaskać, zupełnie jakby szykowali się na mój występ. Przez chwilę miałam ochotę się wycofać, uciec do łazienki, zadzwonić po taksówkę. A potem coś mnie tknęło. Zaczęłam tańczyć. Początkowo sztywno, ostrożnie, ale z każdą sekundą czułam, jak rytm muzyki jednak mnie niesie.

Brawo! – krzyczała Basia, podnosząc ręce do góry. – No, Lena, dajesz!

Moja siostra podeszła bliżej, kręcąc biodrami w swoim brokatowym kombinezonie.

Widzę, że mam konkurencję, co? – rzuciła z tym swoim typowym, półżartobliwym tonem.

– Nie musisz się martwić, nikt cię nie przebije – odpowiedziałam, choć tym razem w moim głosie zabrzmiała nuta goryczy.

– Ej, nie rób takiej miny! – zawołała, śmiejąc się, ale spojrzała na mnie nieco uważniej niż zwykle. – Przecież to tylko zabawa!

Przez chwilę tańczyłyśmy razem. Było w tym coś gorzkiego, bo im bardziej się starałam, tym bardziej czułam, że to nie mój świat. Kiedy muzyka ucichła, rozległy się brawa – oczywiście głównie dla mojej siostry.

– Fajnie, że się odważyłaś! – rzuciła Ewa, klepiąc mnie po ramieniu. – Bez ciebie ta impreza nie byłaby taka sama.

Uśmiechnęłam się, nie bardzo wiedząc, czy to prawda.

Nie umiałam być jak ona

Impreza powoli się dobiegała końca. Ludzie przesiadali się na kanapy, ktoś włączył cichszą muzykę. Moja siostra jeszcze przez chwilę brylowała w centrum pokoju, ale już widziałam, jak jej makijaż zaczyna się rozmazywać, a brokat sypie się z włosów na dywan. Ewa sprzątała puste kieliszki, Basia opowiadała jakieś żarty o pracy w korporacji. Siedziałam z boku, obserwując całą tę scenę jak przez szybę. Moja siostra nagle przysiadła się do mnie.

– No, rozkręciłaś się pod koniec. Szkoda, że nie od początku, byłoby weselej – powiedziała, szturchając mnie łokciem.

– Wiesz, to nie do końca mój klimat. Czasem mam wrażenie, że jestem tu tylko tłem – rzuciłam półżartem.

– Oj, przestań. Przecież wszyscy cię lubią. Tylko… musisz się bardziej pokazać. Nie chować się za mną.

– Łatwo ci mówić – odpowiedziałam, lekko wzruszając ramionami. – Ty zawsze potrafisz przyciągać ludzi.

– Zawsze możesz spróbować inaczej – mruknęła.

Popatrzyłam na nią przez chwilę. Może miała rację. Może nie każdy musi być gwiazdą disco, żeby zostawić po sobie ślad. Tylko że tego wieczoru, nawet gdy próbowałam zabłysnąć, jej światło było zbyt oślepiające. Zebrałam się do wyjścia, żegnając się ze wszystkimi. Na schodach zatrzymałam się, słysząc zza drzwi śmiech siostry. Pomyślałam, że w sumie dobrze jej w tej roli. I wtedy zrozumiałam, że ja jednak wybieram spokój, nawet jeśli czasem wiąże się z niewidzialnością.

Lena, 28 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama