Reklama

Czasem wydaje mi się, że jestem duchem. Przezroczystą istotą, która sprząta, gotuje, uśmiecha się do sąsiadów – i znika, gdy zamkną się drzwi mieszkania. Dawid, mój mąż, już mnie nie widzi. Mija mnie w przedpokoju, jakbyśmy byli współlokatorami, nie małżeństwem. Kiedyś myślałam, że to minie, że to przez pracę, stres, zmęczenie. Teraz wiem, że to trwa. Że to już nasz „normalny” stan.

A ja tak bardzo chciałam dziecka. Nie jakiejś bajki z internetu, tylko kogoś, komu mogłabym śpiewać kołysanki, całować zadrapane kolana, kogoś, dla kogo byłabym wszystkim. Dawid mówił, że to zrujnuje mu życie. Że dzieci to obowiązek, że on „nie jest gotowy”. Właściwie to nie wie, czy kiedykolwiek będzie.

W pracy widzę to codziennie – mamy, które tulą swoje pociechy, ojców, którzy przychodzą z kanapkami i zapasowymi spodniami. To boli. Czasem tak bardzo, że muszę zamykać się w łazience i udawać, że poprawiam makijaż.

Wśród tych rodziców był on – Patryk. Wdowiec albo rozwiedziony, tego nie wiedziałam. Przychodził po córkę z ciepłym uśmiechem i spojrzeniem, które zatrzymywało się na mnie na sekundę dłużej niż powinno. Patrzył tak, jak mój mąż nie patrzył na mnie od lat.

To było jak zderzenie ze ścianą

Pewnego dnia postanowiłam spróbować.

– Dawid, możemy pogadać? – zapytałam cicho, siadając obok niego na kanapie. Telewizor grał, a on nawet nie spojrzał w moją stronę.

– Mów – rzucił krótko, nie odrywając wzroku od ekranu.

– Chodzi o nas. O dziecko. Ja... coraz częściej o tym myślę. Czuję, że to dobry moment. Że tego mi brakuje najbardziej.

Wzruszył ramionami.

– Wiola, znowu zaczynasz? Naprawdę musimy o tym gadać teraz?

– A kiedy? – podniosłam głos. – Ty zawsze mówisz „nie teraz”. Albo „to nie moment”. To nigdy nie jest moment, prawda?

W końcu na mnie spojrzał, ale nie z czułością. Z irytacją.

– A może po prostu nie chcę dzieci. Tak ciężko to zrozumieć? Lubię nasze życie. Jest spokojne. Nie potrzebuję wrzasków, pieluch i braku snu.

Poczułam, jakby coś we mnie zgasło.

A ja tego potrzebuję. Nie mam z kim o tym pogadać, bo ty mnie nie słuchasz. Traktujesz mnie jak powietrze. Jak... mebel. Dawid, ja się czuję niewidzialna!

– Dramatyzujesz. Masz pracę, dom, stabilizację. Ludzie mają gorzej.

– A ja nie chcę „stabilizacji”. Chcę żyć! Czuć, że jestem ważna, że coś nas łączy! Czasem się zastanawiam, po co w ogóle jesteśmy razem…

On milczał. A ja uciekłam do sypialni, trzaskając drzwiami. W tej ciszy zrozumiałam jedno: to nie jest tylko kryzys. To ściana, w którą uderzam każdego dnia.

Przy nim czułam ciepło

– Dzień dobry, pani Wiolu. Przepraszam, że się spóźniłem – Patryk wbiegł zdyszany do szatni, trzymając pod pachą mały różowy plecaczek. – Dzień pełen wrażeń.

Nic się nie stało – uśmiechnęłam się. – Jeszcze się nie zorientowała, że tata się spóźnił.

Dziewczynka w tym samym momencie zawołała z sali:

– Tatooo! Już jestem gotowa!

Patryk spojrzał na mnie i rozłożył ręce:

Dzieci mają radar na rodziców. Włącza się, jak tylko się oddalimy.

Zaśmialiśmy się oboje.

Jak ona to robi? – zapytał, gdy pomagałam Hani założyć kurtkę. – Codziennie wstaje z takim entuzjazmem do przedszkola, jakby szła na najlepsze urodziny świata.

– To znak, że dobrze się tu czuje – odparłam. – A ja mam szczęście, że trafiły mi się takie dzieciaki. I rodzice też.

Zawahał się, jakby coś chciał powiedzieć.

– Jeśli pani kiedykolwiek będzie potrzebować... no wie pani, pomocy, kontaktu, czegokolwiek – niech pani śmiało dzwoni. Nie tylko w sprawie Hani. Zostawię numer, dobrze?

– Dziękuję. To miłe – odpowiedziałam, starając się nie brzmieć na zbyt poruszoną.

Wieczorem zerkałam na jego numer zapisany w telefonie. Niby nic wielkiego. Zwykła uprzejmość. A jednak coś we mnie drgnęło. Jego głos, sposób, w jaki patrzył… Byłam kobietą, o której ktoś myśli, a nie tylko dodatkiem do czyjejś wygody. Nie powinnam, ale czułam, że chcę usłyszeć ten głos jeszcze raz.

Jeden wieczór zmienił wszystko

– Czasem nie wiem, jak to wszystko ogarnąć. Praca, dom, przedszkole, wszystko sam... – westchnął Patryk, opierając się o ławkę.

Siedzieliśmy w parku z kubkami kawy na wynos. Wieczór był chłodny, pachniało jesienią i mokrymi liśćmi. Przyszłam trochę z ciekawości, trochę z potrzeby – powiedział, że potrzebuje pogadać. A ja chyba też tego potrzebowałam.

I nie masz nikogo do pomocy? – zapytałam.

– Nie. Rodzice są daleko. A po rozwodzie znajomi jakoś się rozpłynęli. Ludzie nie lubią niezręczności. Zostają tylko tacy, którzy naprawdę chcą.

Musi być trudno. Samotne rodzicielstwo...

Patryk spojrzał na mnie uważnie.

– A pani? Przepraszam, Wiolu. Jak to jest u ciebie?

Zamilkłam na chwilę.

– Mąż. Praca. Cisza – wzruszyłam ramionami. – On nie chce dzieci. A ja... marzę o nich. Czasem czuję, że jesteśmy w dwóch różnych światach i wcale się nie spotykamy.

Też tak miałem – powiedział cicho. – Z moją byłą. Dopiero jak została matką, zrozumiała, że to nie to i że to nie ja.

Zapanowała chwila ciszy. Jego dłoń musnęła moją.

Nie jesteś niewidzialna, wiesz? – szepnął.

Nie wiem, kto się pierwszy nachylił, ale kiedy nasze usta się spotkały, świat na chwilę przestał istnieć. Zgasła we mnie cała tęsknota, cały głód dotyku. Została tylko ta chwila i jego bliskość. Wróciliśmy do niego i nie żałowałam ani trochę.

Wróciłam do domu w milczeniu. Dawid spał na kanapie. Przykryłam go, patrząc na niego jak na obcego człowieka. Zrobiłam coś, czego się po sobie nie spodziewałam, ale pierwszy raz od dawna czułam, że istnieję.

Zupełnie się odmienił

Pojawiły się dwie kreski. Wpatrywałam się w test, jakby miał za chwilę zniknąć. Serce waliło mi w piersi. Przeszłam się po mieszkaniu, wróciłam do łazienki. Znowu spojrzałam. Nie zmieniło się nic. Dwie wyraźne, mocne kreski. Jestem w ciąży.

Patryk – wspomnienie jego dłoni na mojej talii, jego ciche „jesteś piękna” przed snem, wrócił nagle i boleśnie. Wszystko, co miało być jednym impulsem, chwilą słabości, stało się czymś nieodwracalnym. Wzięłam głęboki oddech. Nie mogę teraz panikować. Muszę pomyśleć.

– Kochanie? – Dawid wszedł do kuchni z bukietem tulipanów. – Pomyślałem, że... może pójdziemy dziś na kolację? Tylko my dwoje.

Spojrzałam na niego z niedowierzaniem. Ubrany był schludnie, uśmiechnięty, jakby ktoś go podmienił.

– Co się stało? – zapytałam ostrożnie.

Dużo ostatnio myślałem. Może byłem zamknięty, odległy... Wiem. Może czas się otworzyć. Może to dziecko… – urwał. – Może jesteśmy gotowi?

Zakręciło mi się w głowie. Chciałam wybuchnąć śmiechem, płaczem, czymkolwiek.

Co cię tak nagle odmieniło?

– Samotność. Cisza. Twoja nieobecność. Poczułem, że cię tracę.

Kolacja. Świece. Czerwone wino, którego nie dotknęłam. Siedziałam tam, z nasionkiem w brzuchu i dwoma mężczyznami w głowie.

Czy powiedzieć prawdę? Czy wmówić mu, że to jego? Czy powiedzieć Patrykowi? W tej jednej chwili moje życie rozpadło się na kawałki. Wiedziałam, że któryś z nich będzie musiał zostać okłamany.

Miałam wybrać jednego z nich

Patryk czekał przy tej samej ławce, na której kiedyś pierwszy raz dotknął mojej dłoni. Miał ten sam szalik i ten sam łagodny uśmiech. Dziś jednak wszystko było inne. Usiadłam obok niego. Trzymałam ręce splecione, palce były lodowate od napięcia.

– Muszę ci coś powiedzieć – zaczęłam cicho. – Jestem w ciąży.

Nie zareagował gwałtownie. Spojrzał na mnie spokojnie, jakby się tego spodziewał.

– Wiedziałem. Przeczuwałem – powiedział po chwili. – To moje?

– Tak – wyszeptałam.

Zamilkł. Przejechał dłonią po brodzie, potem spojrzał w bok, jakby musiał wszystko w sobie poukładać.

– Chciałem ci powiedzieć, że... cokolwiek postanowisz, nie wykluczaj mnie. Nie będę cię naciskał. Nie zrobię scen. Ale to też moje dziecko. Chcę być w jego życiu. Jeśli mi pozwolisz.

Zakręciło mi się w głowie. Nie prosił, nie błagał. Mówił spokojnie, ale z siłą, która rozbroiła mnie bardziej niż jakiekolwiek krzyki.

– Mój mąż... on nic nie wie – powiedziałam. – Nagle zaczął się starać. Mówi o dziecku, o przyszłości. Nie wiem, co robić.

Patryk spojrzał na mnie z troską.

– Nie jestem dla ciebie obowiązkiem, ale chcę być twoim wyborem. Waszym. Moim i tego malucha.

Zamilkłam. Czułam, jak zaciska mi się gardło. Między nimi był tylko jeden test. Jedno życie. Jedno dziecko. A ja miałam zdecydować, komu je oddam.

Czeka mnie trudna decyzja

Siedzę sama w salonie. W mieszkaniu, które pachnie jeszcze jego zapachem. Dawid dziś wyszedł wcześniej z tym dziwnym blaskiem w oczach, jakby naprawdę wierzył, że zaczynamy od nowa. Zrobił mi herbatę z cytryną, położył rękę na moim brzuchu. Uśmiechał się, jakby był pewien, że pod tą skórą rośnie jego dziecko. Tylko ja wiem, że to nieprawda. Tylko ja muszę z tym żyć.

Nie podjęłam jeszcze decyzji. Stoję między tym, co znane i bezpieczne, a tym, co prawdziwe i nieprzewidywalne. Z jednej strony – mąż, który w końcu się „obudził”. Z drugiej – Patryk, który nigdy nie zasnął. Gdzieś pośrodku ja. I ktoś jeszcze. Mały człowiek, który nie zawinił w tej plątaninie serc.

Mam czas. Jeszcze chwilę. Może tydzień. Może dwa. Wiem, że prawda, którą wybiorę, kogoś zaboli. Kogoś zniszczy. A ja... chyba już nigdy nie będę taka sama. Patrzę na kubek z herbatą i wyobrażam sobie, że to jego dłonie. Tego, który przychodził po córkę, ale zobaczył mnie. Kogo mam okłamać?

Wiola, 31 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama