„Spędziłam ferie zajmując się córką szwagierki. Przez 14 dni żyłam w piekle, by ta mogła jeść włoską pizzę”
„Serio, dawno nie byłam aż taka zła. Miałam dość tego, że nie mogę mieć nawet sekundy spokoju, bo ktoś za mnie decyduje. Ale co miałam zrobić? Nie cofnę czasu, choć żałowałam, że nie powiedziałam jej, co o tym wszystkim myślę”.

Miałam wolne podczas ferii, więc marzyłam tylko o odpoczynku z moimi dziećmi w górach. Nie wiedziałam, że jeden telefon zmieni cały mój plan. Gdy numer bratowej wyświetlił mi się na ekranie, odebrałam ochoczo, ale z każdym jej słowem mój uśmiech opadał. Zadzwoniła z prośba o przysługę.
– Cześć kochana, masz chwilę? – zapytała.
– No jasne, co słychać?
– Wiesz, głupia sprawa. Mam strasznie dużo pracy, deadline goni deadline, wiesz jak jest w dużych korporacjach. Słyszałam od mamy, że wybieracie się na ferie w góry z Markiem i dzieciakami, może mogłabym wam dorzucić do paczki jeszcze Małgosię? Błagam zgódź się. Nie chcę, żeby dziecko spędziło ferie przed telewizorem – mówiła zrozpaczona.
Milczałam
– Wiem, że trochę wam się zwalam na głowę, ale obiecuję, wynagrodzę wam to. Proszę!
– Dobrze. Niech będzie, zajmę się nią – odpowiedziałam.
– Jezu! To wspaniale. Dziękuję. Nie masz zielonego pojęcia, jak bardzo jestem ci wdzięczna – piszczała z zachwytu. – Dzieciaki się będą świetnie bawić, przecież tak bardzo się lubią! Musze już lecieć, dogramy szczegóły potem, papa!
– Ta... wręcz przepadają za sobą – powiedziałam do siebie w myślach.
Cóż. Nie na to się pisałam. Doskonale wiem, że nasze dzieci są jak ogień i woda. Moja Zosia jest dość spokojnym i opanowanym dzieckiem, Józek żyje w swoim świecie, a Małgosia? To dziecko potrafi wyprowadzić mnie z równowagi w 30 sekund. Nie tylko mnie, bo gdy tylko trafi się okazja, to Zosia i Małgosia kłócą się i wydzierają na siebie wniebogłosy.
Marzyłam o spokojnych feriach, przechadzkach po górach, dobrej książce i winku wieczorem w towarzystwie męża i strzelającego drewna w kominku. Jestem wręcz pewna, że nie mam co liczyć nawet na 10 minut spokoju. Wiedziałam, że to będzie prawdziwy obóz wytrwałości i cierpliwości. Nie byłam daleka od prawdy. Dziewczynki jak tylko się zobaczyły, zaczęły prychać na siebie, kłócić się o byle głupotę. A to Małgosia chciała się bawić, gdy Zosia wolała porysować. Wyzywały się, wyrywały kredki. Nie mieściło mi się to w głowie.
5 godzin przed przyjazdem
Zamiast cieszyć się górskim otoczeniem, ja odliczałam dni, aż w końcu wrócę do domu. Tyle właśnie było z moich spokojnych ferii. Nie spodziewałam się, że najgorsze dopiero nadchodzi. Dosłownie 5 godzin przed tym, jak szwagier miał przyjechać odebrać swoje oczko w głowie, dostałam kolejny telefon.
– Sylwusiu, kochanie, ja ciebie strasznie przepraszam, ale nie damy rady odebrać dziś Małgoni. Mam też kolejna prośbę, może zostać u was kolejny tydzień? Bardzo cię proszę. To kryzysowa sytuacja, wytłumaczę, jak się zobaczymy! A Małgosia tak bardzo lubi spędzać czas w dużym mieście, może pokażesz jej Wawel?
Co miałam zrobić? Ferie trwają 2 tygodnie, więc właściwie przez całe 14 dni miałam żyć w piekle na życzenie mojej szwagierki. Wręcz wspaniale.
– Okej, ale posłuchaj, jeśli kolejny raz wytniesz mi taki numer, to przysięgam, że odwiozę ją do twojej matki i zostawię pod drzwiami – byłam wściekła.
– Hahaha, ty i twój cięty język, oczywiście, tylko tydzień, No, musze lecieć, papa!
Serio, dawno nie byłam aż taka zła. Miałam dość tego, że nie mogę mieć nawet sekundy spokoju, bo ktoś za mnie decyduje. Ale co miałam zrobić? Nie cofnę czasu, choć żałowałam, że nie powiedziałam jej, co o tym wszystkim myślę.
Minęły może 2 dni, wrzaski się tylko nasilały, a ja próbowałam chociaż trochę wyciszyć się piekąc ciasteczka dla całej rodziny. Wtedy mój mąż zadał mi pytanie:
– Sylwia, wiesz, gdzie jest wiertarka? chciałem przewiercić ten obraz, który kupiliśmy w weekend – zapytał.
– A to Bartek ci jej jeszcze nie oddał? Pożyczaliśmy ją twojemu bratu jakoś z miesiąc temu – odpowiedziałam zdezorientowana.
– Aaa, faktycznie. No, nie oddał, ale to nic. Skoczę do niego i jeszcze dziś to załatwię. Lecę, papa!
Niby zwykła rozmowa, prawda?
To słuchajcie dalej. Zajęłam się codziennymi domowymi sprawami, gdy nagle mój telefon rozbrzmiewa. Na ekranie numer męża. Zapnijcie pasy.
– Sylwia, no nie uwierzysz. Przyjeżdżam pod dom Bartka, puka, dzwonie i cisza. Odbiłem się od drzwi. Myślałem, że może gdzieś wyszli, ale nie. Zadzwoniłem do mamy, żeby podpytać, czy może coś jej mówili, przecież nie będę jeździł 40 km na marne i słuchaj tego. Mama mówi, że Bartek jest właśnie w Mediolanie, jakieś służbowe sprawy, nie wiem, ale Danka pojechała z nim! Ponoć wyrwała się z pracy, wzięła urlop i pojechała z nim na jakieś 10 dni, rozumiesz to?
– Nie, żartujesz sobie – zatkało mnie.
– No, nie! Ponoć od dawna to planowali, więc to nie jest spontan. Normalnie wcisnęła nam dziecko i pojechała się bawić, niesamowite!
Musiałam się rozłączyć, bo w uszach zaczęło mi piszczeć. Co za bezczelna baba! Ja poświęcam 2 tygodnie wolnego, żeby zajmować się jej rozwrzeszczanym dzieciakiem. Gotuje mu obiadki, podstawiam pod nos deserki, znoszę, że szarga moje nerwy, a ona sobie wypoczywa we Włoszech zajadając pizzę i pijąc aperolka? Koniec tego.
Wysmarowałam jej smsa, w którym wygarnęłam wszystko to, co leżało mi na sercu. Podsumowałam również wydatki, które musiałam zrobić, żeby należycie zajmować się jej córeczką. Przysięgłam sobie, że już nigdy nie podam jej pomocnej ręki. Współczuję temu dziecku, że ma taką matkę.
Sylwia, 32 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Były mąż pojechał z naszym synem na ferie do Szczyrku. Żałuję, że się zgodziłam, bo było o włos od tragedii”
- „Po 20 latach małżeństwa uciekliśmy z miasta na wieś. Mąż, zamiast pielić rabatki, zadbał o ogródek sąsiadki”
- „Córka po feriach w Austrii nie chciała wracać do szkoły. Dopiero po tygodniu teść przyznał, co się wydarzyło”