„Spod moich drzwi znikały torby z zamawianym jedzeniem. Moja zemsta na złodzieju była kwaśna jak sok z kiszonej kapusty”
„Następnego dnia wszystko wróciło do normy. Torba czekała pod drzwiami, a ja odetchnęłam z ulgą, uznając poniedziałkowe zamieszanie za jednorazowy błąd. Niestety, w czwartek sytuacja się powtórzyła – tym razem jednak kurier przysłał mi zdjęcie”.

- Redakcja
Od ponad dwóch lat pracuję zdalnie. Czasami mam wrażenie, że moje życie rozgrywa się głównie między ekranem laptopa a kuchnią. W teorii mogłabym w przerwie wyskoczyć do sklepu po coś świeżego, ale w praktyce – praca wciąga mnie jak bagno, a każda przerwa kończy się na przeglądaniu maili. Dlatego dieta pudełkowa to był mój złoty strzał. Ktoś inny gotuje, liczy kalorie, układa menu, a ja po prostu odbieram torbę z jedzeniem spod drzwi.
Paczka zniknęła
Przez pierwsze tygodnie działało to jak w zegarku. Rano kurier zostawiał paczkę, ja otwierałam drzwi i miałam gotowe posiłki na cały dzień. Jedzenie było pyszne, porcje akurat, a w bonusie czułam się zdrowiej niż kiedykolwiek wcześniej.
Z sąsiadami żyję raczej w neutralnych relacjach. Wszyscy się mijamy, czasem wymienimy „dzień dobry” w windzie i na tym koniec. No… poza panią Ireną. Mieszka naprzeciwko, ma około siedemdziesięciu lat i wie o wszystkich w tym bloku więcej, niż sami by chcieli.
Pierwszy raz paczka z jedzeniem nie dotarła pewnego poniedziałku. Byłam pewna, że to zwykła pomyłka – może nowy kurier pomylił adresy. Zadzwoniłam do restauracji.
– Widzę w systemie, że torba została dostarczona o 7:42.
– Nie było jej – odparłam, marszcząc brwi. – Sprawdziłam po godzinie ósmej.
– Bardzo mi przykro. Przekażę sprawę kierowcy – powtórzyła, jakby recytowała formułkę. – Ale według nas dostawa została zrealizowana.
Rozłączyłam się, wpatrując się w puste miejsce przed drzwiami. Jeszcze wtedy nawet przez myśl mi nie przeszło, że problem dopiero się zaczyna.
Myślałam, że to pomyłka
Następnego dnia wszystko wróciło do normy. Torba czekała pod drzwiami, a ja odetchnęłam z ulgą, uznając poniedziałkowe zamieszanie za jednorazowy błąd. Niestety, radość trwała krótko. W czwartek sytuacja się powtórzyła – tym razem jednak kurier przysłał mi zdjęcie.
Na ekranie telefonu widniała moja wycieraczka, a na niej torba z jedzeniem, dokładnie w tym miejscu, gdzie zawsze ją zostawiał. Zdjęcie było zrobione o 7:39. O 8:05 wyszłam po nią… i zastałam pustą wycieraczkę. Przez resztę dnia chodziłam poddenerwowana. W głowie miałam milion scenariuszy, ale żaden nie dawał sensownego wytłumaczenia. Ktoś mógł się pomylić? Wziąć przez przypadek? Ale dwa razy w jednym tygodniu?
Kiedy w piątek kurier Damian akurat trafił na moment, gdy wracałam z wyrzucania śmieci, postanowiłam go zagadnąć.
– Jest pan pewien, że zostawia to u mnie? – spytałam.
– Tak, nawet robię zdjęcie.
– A może ktoś… zabiera je potem? – zapytałam ostrożnie, czując, że brzmi to trochę jak teoria spiskowa.
– Nie mogę nic zrobić, ja tylko dostarczam.
Otworzyłam usta, by powiedzieć coś jeszcze, ale on już uśmiechnął się przepraszająco i poszedł w stronę windy. Zostałam w korytarzu sama, trzymając w rękach świeżo dostarczoną torbę. I z rosnącym poczuciem, że w tej historii ktoś gra ze mną w dziwną, irytującą grę.
Irytowało mnie to
Zaczęłam się uważniej rozglądać. I szybko zauważyłam coś, co wcześniej mogło mi umknąć – drzwi naprzeciwko uchylały się dosłownie chwilę po tym, jak kurier znikał za rogiem. Pani Irena wychodziła niby z workiem śmieci, ale dziwnym trafem zawsze wtedy, gdy pod moimi drzwiami stała torba z jedzeniem.
Z jednej strony podejrzenia rosły z każdym dniem, z drugiej – co jeśli się pomylę i ośmieszę? Wyobrażałam sobie, jak zarzucam jej kradzież, a ona wyciąga rachunek z restauracji i mówi, że to jej paczka.
Spotkałyśmy się w windzie w sobotni poranek. To był ten moment, kiedy postanowiłam nieco wybadać grunt.
– Ostatnio coś często paczki mi giną… – rzuciłam niby od niechcenia.
– Może kurier źle zostawia. Ja tam nic nie widzę – odpowiedziała, siląc się na obojętność, ale kąciki jej ust drgnęły w sposób, który trudno było nazwać przyjaznym.
Zostałam z dziwnym wrażeniem, że właśnie odbyłyśmy rozmowę, w której obie wiemy więcej, niż mówimy.
Podejrzewałam ją
W poniedziałek postanowiłam, że koniec z domysłami. Zaparzyłam mocną kawę, usiadłam w przedpokoju obok drzwi i zaczęłam nasłuchiwać, co się dzieje. O 7:41 pojawił się kurier. Postawił torbę z jedzeniem na wycieraczce i ruszył w stronę windy.
Minęło może trzydzieści sekund. Zamek w drzwiach naprzeciwko cicho kliknął, a potem uchyliły się one szerzej. Wyszła pani Irena, w kapciach i rozpinanym swetrze. Rozejrzała się na boki, jakby sprawdzała, czy nikt jej nie widzi. Kiedy schyliła się po torbę, serce mi zabiło jak oszalałe. To było tak bezczelne, że aż trudno mi było uwierzyć, że naprawdę to robi. Otworzyłam drzwi gwałtownie, tak że aż podskoczyła.
– Przepraszam, co pani robi z moim jedzeniem? – zapytałam lodowatym tonem.
Zamiast się zawstydzić, lekko się uśmiechnęła.
– A co? I tak za dużo pani je.
– To jest kradzież! – podniosłam głos.
– Proszę nie przesadzać – machnęła ręką. – To tylko jedzenie.
Poczułam, jak krew uderza mi do głowy. Wyrwałam jej torbę z dostawą z rąk. Pani Irena stała jak wyta, a ja odwróciłam się na pięcie i zniknęłam w swoim mieszkaniu.
Chciałam się zemścić
W głowie kłębiły się myśli: czy zgłosić to na policję? Do administracji? A może po prostu przestać zamawiać jedzenie i udawać, że problem nie istnieje? Im dłużej o tym myślałam, tym bardziej narastała we mnie złość. Ktoś uznał, że może sobie bezkarnie wejść w moje życie i je rozgrabić.
W głowie zaczęły mi kiełkować różne pomysły – od zgłoszenia sprawy administracji, przez nagranie całej akcji, aż po małą, prywatną zemstę. Bo jeśli pani Irena myśli, że może bezkarnie korzystać z moich pieniędzy i mojego jedzenia, to może czas, żeby wzięła coś, czego naprawdę nie chciałaby zjeść.
Następnego dnia wstałam wcześniej niż zwykle i przygotowałam torbę na dostawę sama. Dzień wcześniej powiadomiłam kuriera, żeby paczkę z jedzeniem dla mnie zostawił w ochronie. Do środka włożyłam puste pojemniki po obiedzie z poprzedniego dnia, kilka zwiędłych liści sałaty i skórki po cytrynie. Całość zawinęłam starannie, żeby wyglądało jak pełnowartościowa paczka.
Wychyliłam się i wystawiłam torbę pod drzwi. Tuż przed ósmą drzwi naprzeciwko się uchyliły. Pani Irena szybko schyliła się po torbę i zniknęła w mieszkaniu. Usiadłam z kawą w ręku i czekałam.
Dostała nauczkę
Około godziny później usłyszałam skrzypnięcie drzwi. Sąsiadka wyszła na korytarz, niosąc worek ze śmieciami. Twarz miała zaciśniętą, a nozdrza lekko drgały – chyba wciąż czuła „aromat” mojej zemsty.
– Smakowała dzisiejsza dostawa? – zapytałam słodko, wychylając się z mieszkania.
Pani Irena nie odpowiedziała, tylko odwróciła wzrok i przyspieszyła krok w stronę windy. Zamknęłam drzwi i oparłam się o nie z poczuciem dziwnej satysfakcji. Wiedziałam, że to nie naprawi relacji sąsiedzkich. Właściwie one były już nie do uratowania. Ale przynajmniej czułam, że odzyskałam choć odrobinę kontroli.
Bo w tej historii nie chodziło tylko o pudełka z jedzeniem. Chodziło o szacunek. A ten, raz stracony, nie wraca tak łatwo jak poranna dostawa.
Marta, 30 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Robiłem wszystko, by zabłysnąć na randce, a wyszedłem na sztywniaka. Nie chcę być dłużej starym kawalerem”
- „Córka zachowuje się tak, jakby pieniądze rosły na drzewach. Codziennie kurier przyjeżdża do niej z jakąś nową paczką”
- „Moja synowa latała z wnuczkiem do swojej mamy, a mnie odganiała jak natrętną muchę. Nie dam się zołzie zepchnąć na margines”