„Syn marzył o feriach w Alpach, a mnie brakowało na rachunki. Nie wiedziałem, że wychowałem takiego uparciucha”
„Syn marzył o feriach w Alpach, a mi z trudem przychodziło opłacenie podstawowych rachunków. Choć się starałem, mój warsztat samochodowy nie przynosił zysków jak kiedyś. Kredyty, opłaty, codzienne życie – wszystko pożerało pieniądze szybciej, niż je zarabiałem. Nie podejrzewałem, że reakcja syna na odmowę będzie tak poważna. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, co planuje”.

- Redakcja
W styczniu w naszym domu zawsze było trochę chłodniej niż gdzie indziej – nie tylko z powodu pogody, ale też pieniędzy, których brak dawał się coraz bardziej we znaki. Syn, od miesięcy marzący o wyjeździe na snowboard do Alp, znów oglądał filmiki w sieci, wzdychając cicho. Nie mieliśmy z żoną serca powiedzieć Kubie, że to niemożliwe.
Rozczarowanie w oczach syna
– Wszyscy jadą – powiedział z tym swoim spokojnym, ale napiętym głosem, który znałem aż za dobrze. – Bartek, Igor, nawet ten nowy z drugiej B. Tylko ja siedzę w domu.
Wiedziałem, że nie mam jak tego przeskoczyć. Spojrzałem na niego, próbując zebrać w sobie resztki ojcowskiej siły.
– Synu, wiesz, jaka jest sytuacja. Robię, co mogę, ale teraz nie dam rady. Może za rok.
– Za rok to już nie będzie miało znaczenia – mruknął i wyszedł do swojego pokoju, trzaskając drzwiami.
Nie był krzykliwym nastolatkiem. Raczej tym cichym, który tłumił emocje. I to właśnie mnie przerażało. Bo w tej ciszy czułem, jak bardzo jest zawiedziony. Jak bardzo czuł się gorszy.
Wieczorem siedziałem z żoną przy herbacie. Powiedziała tylko:
– On to przeżywa mocniej, niż myślisz.
Skinąłem głową, ale w środku miałem tylko jedno pytanie: co się dzieje w głowie piętnastolatka, który czuje się pominięty przez życie? Zacząłem się bać, że nie chodzi tylko o wyjazd. Że to coś głębszego. I że może przestaję go rozumieć.
Obietnica, której nie złożyłem
W kolejnych dniach syn praktycznie się do mnie nie odzywał. Wracał ze szkoły, rzucał plecak w kąt i zamykał się w pokoju. Z żoną próbowaliśmy udawać, że to tylko bunt, że minie. Ale oboje wiedzieliśmy, że sprawa jest poważniejsza.
Pewnego wieczoru usiadłem obok niego, gdy grał na komputerze.
– Może pojechalibyśmy gdzieś razem na weekend? W góry, nie Alpy, ale gdzieś blisko. Wypożyczymy sprzęt, choć na dzień-dwa...
Nie odwrócił głowy, patrzył w ekran, ale odpowiedział:
– Nie musisz się starać. I tak nie pojedziemy.
Nie obiecałem mu wyjazdu do Francji, nigdy nie składałem takich deklaracji. A jednak w jego oczach wyglądałem jak ktoś, kto nie dotrzymał słowa. Jak ojciec, który zawiódł. I to bolało najbardziej.
Wieczorem, kiedy leżałem już w łóżku, usłyszałem, jak rozmawia przez telefon. Mówił cicho, ale wyłapałem kilka słów: „...tak, da się... mogę to załatwić... wiem, gdzie”. Zmroziło mnie. To nie brzmiało jak rozmowa o feriach. Bardziej jak jakiś plan, którego nie chciałem znać.
Poszedłem spać z niepokojem w sercu, ale jeszcze nie miałem odwagi zapytać. Wolałem wierzyć, że to tylko młodzieńcze gadanie.
Podejrzane pieniądze
W piątek wróciłem z warsztatu później niż zwykle, brudny od smaru i zmęczony jak po całym tygodniu kłótni z rzeczywistością. W domu było cicho. Żona krzątała się w kuchni, a syn siedział przy stole i coś liczył na kalkulatorze w telefonie. Zatrzymałem się w progu, bo na blacie leżał plik banknotów.
– Skąd to masz? – zapytałem od razu, zanim zdążyłem pomyśleć, czy powinienem.
Syn podniósł wzrok. Nie wyglądał na przyłapanego. Raczej na kogoś, kto długo czekał na tę chwilę.
– Uzbierałem – odparł spokojnie.
– Uzbierałeś? Z czego? Przecież nawet nie pracujesz.
Wzruszył ramionami i zaczął układać banknoty w równą kupkę, jakby chodziło o zwykłe kieszonkowe.
– Pomagałem. Tu i tam. Ludzie płacili.
Żona spojrzała na mnie z niepokojem, ale nic nie powiedziała. Syn za to mówił dalej, szybciej, jakby chciał mnie zasypać szczegółami, zanim zdążę zadać kolejne pytania.
– Nie chciałem was prosić. Wiem, że nie macie. To na wyjazd, rozumiesz? Na Alpy.
Zrobiło mi się duszno. To nie była duma. To był strach. Chłopak, który nagle wyciąga kilkaset złotych, nie powinien mnie uspokoić. Powinien mnie zaalarmować.
– Powiedz mi prawdę – poprosiłem ciszej. – Skąd to jest?
Nie odpowiedział. Tylko wstał i schował pieniądze do szuflady, jakby kończył rozmowę.
Prawda wychodzi na jaw
W sobotę rano syn zniknął z domu wcześniej niż zwykle. Nawet nie zapytał, czy chcę z nim pogadać. Zostawił po sobie tylko kubek po kakao i otwarte okno w przedpokoju, jakby spieszył się tak bardzo, że nie myślał o niczym innym.
Nie wytrzymałem. Zajrzałem do jego pokoju, niby przypadkiem. Łóżko było równo zasłane, plecak zniknął, a na biurku leżała kartka wyrwana z zeszytu. Kilka cyfr, jakieś nazwisko, godzina. I jedno słowo zapisane mocniej: „odbiór”.
Serce zaczęło mi walić, jakbym to ja miał zaraz coś odebrać. Zadzwoniłem do niego, ale odrzucił połączenie. Drugi raz to samo. Żona stała w drzwiach pokoju i patrzyła na mnie z twarzą, której nie zapomnę.
– Co ty robisz? – wyszeptała. – Przeszukujesz mu rzeczy?
– Coś jest nie tak – odpowiedziałem. – On nie mógł tego zarobić normalnie.
Wtedy mój telefon zawibrował. Numer nieznany. Odebrałem, bo myślałem, że to klient z warsztatu. Zamiast tego usłyszałem męski, chłodny głos.
– Pan jest ojcem Kuby? Bo pański syn narobił sobie kłopotów.
Zrobiło mi się zimno.
– Gdzie on jest? – wydusiłem.
– W komisariacie. Złapali go na próbie kradzieży w wypożyczalni sprzętu narciarskiego. Mówił, że to na wyjazd w Alpy.
Przez chwilę nie umiałem złapać oddechu. Żona osunęła się na krzesło, jakby nagle zabrakło jej nóg. Syn nie tylko chciał jechać. On postanowił sam sobie to „załatwić”.
Czy zawiodłem jako ojciec?
Siedzieliśmy w małym pokoju na tyłach komisariatu. Kuba był blady, ręce trzymał splecione na kolanach, nie patrzył mi w oczy. Obok nas stał funkcjonariusz, który wyglądał, jakby widział takich chłopaków dziesiątki. Ale ja widziałem tylko mojego syna. Chłopaka, którego miałem chronić.
– Ukradłeś sprzęt narciarski? – zapytałem, choć znałem już odpowiedź.
Skinął głową. Milczał.
– Po co?
– Bo wiedziałem, że inaczej nie pojadę – wyszeptał. – A ja musiałem tam być. Choć raz nie czuć się jak ostatni frajer.
Zrobiło mi się niedobrze. Nie dlatego, że zrobił coś głupiego. Tylko dlatego, że tak bardzo chciał udowodnić światu, że coś znaczy. I że nie widział innej drogi.
– Dlaczego mi nie powiedziałeś?
– Bo i tak byś mnie nie zrozumiał. Ty tylko pracujesz, liczysz pieniądze, mówisz, że się nie da. Ja nie chciałem słyszeć „może za rok”. Chciałem po prostu pojechać.
Zaniemówiłem. Słowa nie przychodziły łatwo, bo pierwszy raz naprawdę usłyszałem, co dzieje się w jego głowie. Nie był rozpieszczonym dzieckiem. Był chłopakiem, który się poddał. Bo czuł się sam.
Tego nie przewidziałem
Nie ukarali go surowo. Sprawa trafiła do sądu rodzinnego, ale dzięki temu, że to pierwszy raz, skończyło się na nadzorze kuratora i pracach społecznych. Kuba przez dwa miesiące pomagał w miejskiej bibliotece, gdzie – jak później sam przyznał – nauczył się więcej o ludziach niż przez całą szkołę.
W domu też się zmieniło. Nie od razu, nie spektakularnie. Zamiast uciekać w telefon, zaczął częściej siedzieć z nami w kuchni. Czasem zapytał o coś, co robiłem w warsztacie. Czasem po prostu milczeliśmy razem, ale to było inne milczenie. Już nie pełne rozczarowania, tylko jakby zrozumienia.
Ja też się zmieniłem. Zacząłem więcej słuchać. Mniej tłumaczyć, dlaczego się nie da. Bo wiem, że on nie potrzebował luksusu. Potrzebował poczucia, że jego marzenia coś znaczą. I że nie jest sam w walce o nie.
Nie pojechał w Alpy. Ale wiosną pojechaliśmy razem w Beskidy. Spało się w schroniskach, jeździliśmy na starym sprzęcie. I śmiał się jak dawniej. A ja czułem, że może nie wszystko da się kupić, ale niektóre rzeczy można naprawić. Nawet jeśli wcześniej się zepsuło więcej, niż chcieliśmy przyznać.
Michał, 42 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Moja dorosła córka woli oglądać szwedzkie seriale, niż iść do pracy. Wstyd mi, że wychowałam taką bumelantkę”
- „Wnuczka nie złożyła mi życzeń na Dzień Babci. Smarkula może zapomnieć o dodatkowym kieszonkowym”
- „Wyjazd w góry miał naprawić moje relacje z synem. Zamiast tego usłyszałem, że dla niego jestem tylko weekendowym ojcem”