„Syn wrócił z ferii u taty i powiedział mi coś, co mnie kompletnie złamało. Czy ja naprawdę jestem aż tak złą matką?”
„Kiedy wrócił, od razu wiedziałam, że coś jest nie tak. Nie rzucił mi się w ramiona, nie opowiadał, nie śmiał się jak zawsze. Wszedł do mieszkania, rzucił plecak w przedpokoju i po prostu poszedł do swojego pokoju. Bez przywitania, bez uśmiechu. Jakby wracał do jakiegoś hotelu, nie do domu”.

- Redakcja
Nie jestem superbohaterką. Choć czasem słyszę, że samotne matki mają nadludzką siłę – ja czuję tylko zmęczenie. Każdy dzień to walka z budzikiem, spóźnionym autobusem, listą zakupów i obiadem na szybko. Potem lekcje z Olkiem, zmywanie, pranie, ogarnianie. Wieczorem padam, ale nie narzekam. Bo mam jego. Mojego syna. Mój sens. Olek ma dziesięć lat i wychowuję go sama od kiedy skończył dwa. Tomek – jego ojciec – wyprowadził się wtedy „na chwilę”, ale już nie wrócił. Od lat nasza relacja jest chłodna, ale poprawna. Pozwalam Olkowi jeździć do niego na ferie. Nie chcę być tą, która utrudnia kontakty. Co roku wraca zadowolony, opowiada o konsoli, pizzy na śniadanie, śmiesznych filmach. Potem wracamy do codzienności i wieczornego przytulania. Tak było zawsze. Aż do teraz.
– Cześć, skarbie. Wszystko dobrze? – zapytałam przez telefon trzeciego dnia ferii.
– Jestem u babci. Tata poszedł z Anką na kolację – mruknął.
Zdziwiło mnie to. Zwykle mówił więcej, z entuzjazmem. Teraz był chłodny, obojętny. Odłożyłam telefon i poczułam coś dziwnego. Niepokój. Później powiedziałam do przyjaciółki:
– Zawsze wraca taki szczęśliwy… ale tym razem czuję, że coś jest na rzeczy.
Nie wiedziałam jeszcze, że to „coś” rozbije mi serce.
Czułam, że coś jest nie tak
Kiedy wrócił, od razu wiedziałam, że coś jest nie tak. Nie rzucił mi się w ramiona, nie opowiadał, nie śmiał się jak zawsze. Wszedł do mieszkania, rzucił plecak w przedpokoju i po prostu poszedł do swojego pokoju. Bez „cześć, mamo”, bez uśmiechu. Jakby wracał do hotelu, nie do domu.
– Olek, może coś zjesz? – zapytałam po chwili, stając w drzwiach jego pokoju.
– Nie jestem głodny – burknął, nie odrywając wzroku od tabletu.
– A jak było u taty?
– Normalnie.
Normalnie. To jedno słowo uderzyło mnie jak cegła. Olek zawsze opowiadał. Z entuzjazmem, z energią, przekrzykując sam siebie. Teraz siedział zgarbiony, zamknięty w sobie. Obserwowałam go ukradkiem przez kilka dni. Jadł byle co, nie przytulał się, nie szukał kontaktu. Zaczęłam się bać. A potem usłyszałam to.
– Mamo, ja… nie chcę już tu mieszkać.
Zamarłam.
– Co? – szepnęłam, odwracając się do niego.
– U taty jest lepiej – powiedział twardo, ale bez złości. – Spokojniej. I on ma czas dla mnie.
Poczułam, jak robi mi się gorąco. Jakby ktoś zepchnął mnie ze schodów.
– Ale Olek… To jest twój dom.
– U taty też jest dom. Tam… nie ma krzyków. On mnie słucha.
Patrzyłam na niego i nie poznawałam własnego dziecka. Słowa zaciskały mi się w gardle. Próbowałam coś powiedzieć, cokolwiek. Ale byłam w szoku. Zdradzona. Złamana. I… obwiniałam się. Może faktycznie tylko krzyczałam? Może byłam ciągle zmęczona, nieobecna? Może naprawdę nie byłam taką matką, jaką chciał mieć.
Ogarnął mnie wstyd
Zadzwoniłam do Tomka zaraz po tym, jak Olek wyszedł do szkoły. Ręce mi się trzęsły. W głowie miałam tylko jedno: co on mu nagadał? Telefon odebrał po kilku sygnałach, spokojnym tonem.
– Cześć, Anka. Coś się stało?
– Tak. Olek wrócił i mówi, że nie chce już tu mieszkać. Gratulacje, udało ci się.
– Słucham? – w jego głosie nie było zaskoczenia, tylko irytacja.
– Co mu powiedziałeś? Że u mnie źle? Że mam fochy? Że pracuję za dużo?
– Nie musiałem nic mówić – odparł zimno. – On sam zaczął o tym mówić. Powiedział, że czuje się przy mnie swobodniej. Że się mniej denerwuje.
Zacisnęłam pięść.
– Wyprałeś mu mózg, tak?! Pokazałeś mu ładne życie na pokaz, a on to łyknął!
– Nie. Po prostu porównał. I może nie podoba mu się, że ciągle jesteś zestresowana. Że krzyczysz. Że nie masz czasu.
Zamilkłam. Bo choć nienawidziłam go w tej chwili, coś we mnie pękło. Może miał rację? Może rzeczywiście tylko goniłam. Praca, rachunki, zakupy, obowiązki... A Olek był gdzieś pomiędzy.
– Nie możesz go zabrać tylko dlatego, że teraz jesteś fajny i wypoczęty. Ja go wychowałam!
– Anka – westchnął. – Ja nie chcę wojny. Naprawdę. Ale jeśli Olek mówi, że chce u mnie mieszkać… może powinniśmy go wysłuchać.
W słuchawce zapadła cisza. A mnie ogarnął wstyd. Może naprawdę nie zauważyłam, jak moje dziecko odsunęło się ode mnie, krok po kroku. A teraz było już za późno.
Już nie byłam jego domem
Było po dwudziestej drugiej, siedziałam z herbatą w kuchni, próbując się nie rozkleić. W mieszkaniu panowała cisza – taka, która nie koi, tylko świdruje w głowie. Usłyszałam stłumiony głos Olka z jego pokoju. Najpierw myślałam, że mówi do siebie, ale zaraz zorientowałam się, że rozmawia przez telefon. Wstałam i ostrożnie podeszłam pod drzwi.
– ...u taty było fajnie. Naprawdę – szeptał. – Nie, mama nic nie wie. Nie chcę jej mówić.
Zamarłam. Serce biło mi jak oszalałe.
– Babciu, ja po prostu... u niej jest inaczej. Ona zawsze zmęczona. Krzyczy o byle co. Tata mówi, że to nie musi tak wyglądać. Że dom może być spokojny.
Babcia, czyli amtka Tomka. Zawsze była dla mnie neutralna. Albo tylko taką udawała?
– Ja nie chcę, żeby mama była smutna. Ale nie chcę tu wracać na zawsze. U taty... jakoś lepiej. I on mnie rozumie. I Anka też fajna.
Tego już było za dużo.
– Naprawdę tak o mnie myślisz? – weszłam nagle do pokoju.
Olek spojrzał na mnie z przestrachem. Telefon wypadł mu z dłoni. Milczał. Patrzył na mnie tak, jakby zobaczył kogoś obcego.
– Powiedz to mi, nie babci. Powiedz, że chcesz ode mnie odejść.
– Mamo… ja… – wyjąkał, ale nie dokończył.
Wyszłam bez słowa, zasłaniając usta dłonią, żeby nie zacząć płakać na jego oczach. Zimna podłoga w kuchni bolała mnie mniej niż to, co przed chwilą usłyszałam. Olek już nie był moim chłopczykiem. I chyba już nie byłam jego domem.
Prawda w oczy kole
Zadzwoniłam do Izy. Nie dlatego, że liczyłam na radę. Potrzebowałam po prostu się rozkleić. I wiedziałam, że przy niej mogę.
– Może wpadniesz na herbatę? – zapytałam, udając, że mówię lekko.
Przyszła z czekoladą i butelką wina.
– Dobra, mów wszystko – rzuciła, siadając na kanapie. – Bo widzę po twojej minie, że jesteś na granicy.
I się zaczęło. Mówiłam. O tym, że Olek się zmienił. Że podsłuchałam rozmowę. Że chyba woli mieszkać z ojcem. Że może naprawdę byłam złą matką. Że nie wiem, co dalej. W pewnym momencie płakałam, zupełnie nie przejmując się tym, jak wyglądam.
– Anka... – powiedziała, gdy się uspokoiłam. – Ty wiesz, że ja cię kocham, prawda? Ale muszę to powiedzieć. Ty naprawdę ostatnio byłaś nie do zniesienia.
Zamarłam.
– No wiesz, że się wiecznie spinałaś. Stres, praca, rachunki... Ja rozumiem. A Olek? On to chłonął. On nie miał matki, tylko wiecznie zmęczoną kobietę, która nie potrafiła się zatrzymać.
– Czyli to moja wina?
– Nie. To nie o winę chodzi. Ale może... naprawdę przegapiłaś moment, kiedy on przestał być dzieckiem. I zaczął cię widzieć taką, jaką jesteś.
Patrzyłam na nią w ciszy. A potem pierwszy raz pomyślałam: może naprawdę próbowałam być idealna. A wyszło, jak zawsze – niewystarczająco.
Wreszcie poczułam ulgę
Usiedliśmy przy kuchennym stole. Cisza była gęsta, prawie namacalna. Olek patrzył w swoją filiżankę z herbatą, kręcąc łyżeczką bez celu. Wiedziałam, że teraz wszystko zależy od niego.
– Olek… – zaczęłam drżącym głosem. – Jeśli naprawdę chcesz mieszkać u taty, nie zatrzymam cię. Ale chcę zrozumieć. Chcę wiedzieć, co czujesz.
Chłopak odwrócił wzrok. – Ja… ja cię kocham, mamo. Naprawdę. Ale… tam… u taty czuję się spokojniej. On ma dla mnie czas. Nie muszę się bać, że coś źle zrobię.
Poczułam, jak serce mi się ściska.
– Kocham cię tak, że czasem aż boli. Może za bardzo.
– Nie chcę cię zranić, ale chcę mieć spokój – odpowiedział cicho.
Patrzyłam na niego i nagle dostrzegłam wahanie w jego oczach. Nie był już taki pewny, jak wcześniej. Chciałam mu powiedzieć, że wróci do mnie w każdej chwili, że nasz dom zawsze jest jego domem, ale powstrzymałam się. Chciałam, żeby sam podjął decyzję.
– Wiesz, Olek… możesz spróbować być u taty na próbę. Ale jeśli poczujesz, że czegoś ci brakuje, wrócisz – powiedziałam miękko.
Chłopak spojrzał na mnie. Na chwilę zobaczyłam w nim małego chłopca, który potrzebuje tylko bezpieczeństwa. Skinął głową. – Może… spróbuję. Ale… mogę wrócić, prawda?
– Zawsze – uśmiechnęłam się przez łzy. – Zawsze, synku.
I wtedy po raz pierwszy od kilku dni poczułam ulgę. Nie była to radość – to była ulga, że decyzja należy teraz do niego, a nie do mnie.
Anna, 39 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „W walentynki zamiast czekoladek kupowałam białe lilie na pogrzeb. Wraz z ukochanym pogrzebałam mój najcenniejszy skarb”
- „W walentynkowy wieczór odkryłam brudny sekret męża. Gdy zobaczyłam, co robi w łazience, nie miałam już złudzeń”
- „Poszłam na randkę w ciemno, ale znaliśmy się nie tylko z widzenia. Serce pragnęło, ale ja bałam się powtórki z rozrywki”