„Synek zrobił laurkę z okazji Dnia Babci. Teściowa się skrzywiła i powiedziała, że pewnie wygrzebał ją ze śmieci”
„Zbliżał się Dzień Babci, a Staś z ogromnym przejęciem przygotowywał dla babci specjalną laurkę. Pomagałam mu trochę przy klejeniu i rysowaniu, choć większość pracy wykonał sam – z typową dla pięciolatka niezdarnością i ogromną fantazją. Marzyłam, żeby choc jeden dzień będzie wolny od jej docinków”.

- Redakcja
Nie będę udawać, że relacje z moją teściową są idealne. Prawdę mówiąc, od samego początku miałam wrażenie, że nie do końca akceptuje mnie jako żonę jej syna. Na szczęście, mój mąż zwykle stawał po mojej stronie, choć bywały chwile, gdy wolał udawać, że nie widzi problemu. Próbowałam jakoś poukładać sobie z nią stosunki, szczególnie odkąd na świecie pojawił się nasz synek, Staś. Miałam nadzieję, że miłość do wnuka zmiękczy jej serce i sprawi, że choć na chwilę zapomni o swoich uprzedzeniach wobec mnie.
Zależało mi na tym, by Staś miał dobre wspomnienia z dzieciństwa i poczucie, że jest kochany przez całą rodzinę. Zbliżał się Dzień Babci, a Staś z ogromnym przejęciem przygotowywał dla babci specjalną laurkę. Pomagałam mu trochę przy klejeniu i rysowaniu, choć większość pracy wykonał sam – z typową dla pięciolatka niezdarnością i ogromną fantazją. Marzyłam, że choć ten jeden dzień będzie wolny od docinków i przykrych słów. Niestety, rzeczywistość jak zwykle mnie zaskoczyła.
Włożył w to całe serce
Staś od rana nie mógł się doczekać, kiedy wręczy babci prezent. Kręcił się po kuchni, nieustannie podpytywał, czy laurka już dobrze wyschła i czy można ją zapakować do koperty. Co chwilę sprawdzał, czy kredki są w pudełku, a klej nie wypływa spod obrazka. Widziałam, jak bardzo mu zależy, żeby wszystko było idealnie. Po śniadaniu usiedliśmy razem przy stole, by dokończyć dzieło. Staś przyklejał wycięte serduszka i naklejał kolorowe naklejki, a ja pilnowałam, żeby nic się nie rozsypało.
– Mamo, a myślisz, że babcia się ucieszy? – zapytał, patrząc na mnie szeroko otwartymi oczami.
– Oczywiście, kochanie. Sama bym się popłakała ze wzruszenia – odpowiedziałam z uśmiechem, przecierając palcem kleks czerwonej farby na jego policzku.
Gdy skończyliśmy, Staś popatrzył na swoje dzieło z dumą, a potem wręczył mi je do sprawdzenia. Przypomniał sobie, że babcia lubi róże, więc jeszcze szybko dorysował kwiatka na skraju kartki. Potem starannie wsunął laurkę do kolorowej koperty i schował ją pod bluzą, żeby nikt nie widział niespodzianki. Byłam pewna, że choć laurka nie jest doskonała, to zrobi wrażenie, bo włożył w nią całe serce. Takie prezenty cieszą najbardziej – bo są szczere i prawdziwe. Czułam dumę, patrząc na synka, i cieszyłam się, że rośnie na wrażliwego chłopca. Niestety, życie pokazało, że nie każdy potrafi docenić dziecięcy wysiłek.
Przykre słowa teściowej
Wyruszyliśmy do teściowej zaraz po obiedzie. Staś w drodze trzymał kopertę jak największy skarb, a ja modliłam się w duchu, żeby tym razem wszystko poszło dobrze. Zawsze czułam nieprzyjemny ścisk żołądka, gdy zbliżaliśmy się do jej mieszkania – coś, czego nie potrafiłam się pozbyć mimo upływu lat. Po wejściu do środka przywitało nas zimne powietrze i zapach starych kwiatów. Teściowa spojrzała na nas znad gazety, nawet się nie uśmiechnęła.
– Dzień dobry, babciu! – wykrzyknął Staś, wyciągając do niej laurkę.
– A co to za afera od rana? – westchnęła, nie podnosząc się z fotela.
– Mam coś dla ciebie – Staś dumnie podał jej kopertę.
Teściowa wyciągnęła laurkę, obejrzała ją przez chwilę, krzywiąc usta w charakterystyczny sposób.
– No, proszę… – mruknęła cicho, a potem uniosła kartkę i przyjrzała się jej z bliska. – A to gdzie znalazłeś? Wygrzebałeś ze śmieci?
Staś spojrzał na mnie zdezorientowany, nie rozumiejąc, dlaczego babcia mówi coś takiego.
– Sam zrobiłem… dla babci – szepnął, nagle tracąc całą pewność siebie.
Ja stałam z boku, czując jak narasta we mnie złość i bezradność. Z jednej strony miałam ochotę wykrzyczeć, że to okrutne, z drugiej nie chciałam robić sceny przy synku. Powietrze w pokoju zgęstniało, a atmosfera stała się nieznośna. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, jak bardzo te słowa wbiją się w moją pamięć i jak długo będę je analizować.
Miał już łzy w oczach
W tamtej chwili miałam ochotę rzucić wszystko i wyjść. Patrzyłam na Stasia, jak powoli opuszcza ramiona, wciąż wpatrując się w babcię z nadzieją, że może jeszcze coś powie, może się uśmiechnie albo przytuli. Zamiast tego teściowa odłożyła laurkę na stolik obok siebie, jakby była zupełnie bezwartościowa, i wróciła do czytania gazety.
– To chyba nie twój pomysł, co? – rzuciła kąśliwie, nie patrząc na mnie. – Teraz dzieciom się nic nie chce, wszystko pod nos podstawione.
– Babciu, naprawdę sam zrobiłem – próbował tłumaczyć się Staś, ale miał już łzy w oczach. – Mama mi tylko dała klej, a ja sam rysowałem.
Siedziałam obok, starając się zachować spokój, choć w środku wszystko się we mnie gotowało. Nie potrafiłam zrozumieć, dlaczego dorosła kobieta może być tak okrutna wobec małego dziecka. Przecież to miał być zwykły, radosny dzień. Staś spojrzał na mnie, jakby szukał potwierdzenia, że zrobił dobrze. Przytuliłam go, choć czułam, że ten gest nie wystarczy, żeby rozgonić przykre słowa babci.
– Nie przejmuj się – szepnęłam mu do ucha. – Wiem, ile włożyłeś w to serca.
Milczenie w pokoju było tak gęste, że aż dzwoniło w uszach.
Nie wiedziałam, co robić
Z każdą minutą czułam coraz większą bezsilność. Teściowa przysiadła ciężko w fotelu i udawała, że już nas nie ma. Staś, przytulony do mnie, próbował nie płakać, choć drżała mu broda. Próbowałam jakoś ratować sytuację, odwrócić uwagę synka.
– Może zrobimy razem herbatę dla babci? – zaproponowałam cicho, wstając i głaszcząc Stasia po głowie.
– Nie trzeba, sama sobie zrobię, jak będę miała ochotę – warknęła teściowa, rzucając mi nieprzyjazne spojrzenie.
– Mamo, Staś bardzo się starał – odważyłam się odezwać. – Dla niego to było ważne.
– Wiem swoje – odburknęła. – Teraz dzieciaki nie wiedzą nawet, jak się kartkę wycina.
Staś ścisnął moją rękę tak mocno, że aż mnie zabolało. Przez chwilę miałam wrażenie, że się rozpłaczę razem z nim, ale wzięłam głęboki oddech. Nie chciałam, żeby zapamiętał ten dzień jako porażkę.
– Chodź, synku, idziemy do domu – powiedziałam stanowczo, podnosząc go z podłogi.
– A babcia nie chce mojej laurki? – zapytał, jeszcze raz spoglądając na teściową.
– Zostaw jej, na pewno się cieszy… tylko nie umie tego pokazać – odpowiedziałam, choć miałam ochotę powiedzieć coś zupełnie innego.
Sama w to nie wierzyłam
Po powrocie do domu długo nie mogliśmy się pozbierać. Staś usiadł przy stole i przez dłuższą chwilę gapił się na kredki rozrzucone po blacie. Nie płakał, tylko cicho wzdychał, co chwilę ocierając rękawem nos. Usiadłam obok niego, przytulając go mocno.
– Mamo, babcia chyba mnie nie lubi – powiedział w końcu, patrząc na mnie z powagą, której nie spodziewałam się po pięciolatku.
– To nieprawda, Staś. Po prostu czasem dorośli mają trudniej z okazywaniem uczuć. Babcia nie zawsze potrafi powiedzieć coś miłego, nawet jeśli jej na tobie zależy – próbowałam tłumaczyć, choć sama w to nie wierzyłam.
Staś milczał, bawiąc się końcówką rękawa.
– Ale ty się nie martw. Zrobiłeś wspaniałą laurkę. Jestem z ciebie dumna – dodałam, przytulając go mocniej.
– A czy tata ją zobaczy? – zapytał, wyraźnie pragnąc choć odrobinki uznania za swój wysiłek.
– Oczywiście, że tak. I będzie bardzo dumny – obiecałam.
Wieczorem Staś poszedł spać wcześniej, bez zwyczajowych negocjacji o jeszcze jedną bajkę. Zasnął szybko, zmęczony emocjami tego dnia, a ja siedziałam w kuchni, czując żal i złość, ale też dumę z synka, że mimo przykrości nie przestał kochać.
Byłam na nią wściekła
Następnego dnia, gdy mąż wrócił z pracy, opowiedziałam mu wszystko. Słuchał w milczeniu, marszcząc brwi coraz mocniej. W końcu westchnął ciężko i bez słowa poszedł do pokoju synka. Przez uchylone drzwi słyszałam ich rozmowę.
– Staś, słyszałem, że zrobiłeś piękną laurkę dla babci. Mogę ją zobaczyć? – zapytał ciepło.
– Babcia powiedziała, że pewnie ją znalazłem w śmieciach – wymamrotał Staś, nie patrząc na tatę.
– Nie przejmuj się, synku. Ja wiem, ile serca w to włożyłeś. Jestem z ciebie dumny – mąż przytulił go mocno.
Usiadłam na łóżku obok nich i też objęłam Stasia. Pomyślałam, że choć nie możemy zmienić babci, to możemy stworzyć dom, w którym dzieci są doceniane i kochane, niezależnie od tego, jak bardzo ich rysunki odbiegają od ideału. Teściowa nie zadzwoniła, nie zapytała, jak Staś się czuje. Laurka została u niej na stoliku, pewnie szybko trafiła do kosza. W pewnym sensie pogodziłam się z tym, że nie wszyscy potrafią być taką rodziną, jakiej byśmy chcieli. Najważniejsze jednak, że Staś wie, że u nas w domu jego wysiłek, emocje i serce mają wartość.
Alicja, 34 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „W Dzień Dziadka córka powiedziała jedno zdanie, a mi aż zakręciło się w głowie. Przyniosła wstyd naszej rodzinie”
- „Zaprosiłam teściów na rodzinny obiad, a oni wyszli, zanim zdążyłam podać deser. To był ostatni raz”
- „W Dzień Babci moja mama wyznała mi prawdę o swojej rodzinie. Żałuję, że zrobiła to tak późno”