Reklama

Zawsze uważałam się za osobę rozsądną. Nie wtrącałam się w cudze małżeństwa, nawet jeśli chodziło o mojego jedynego syna. Kiedy jednak wprowadził do domu kobietę, która od pierwszego dnia patrzyła na mnie z uprzejmym, wyćwiczonym uśmiechem, poczułam niepokój. Byłam przekonana, że to tylko kwestia czasu, aż pokaże, kim naprawdę jest. Nie przypuszczałam, że to ja zostanę przedstawiona jako ta najgorsza.

Podejrzewałam, że jest dwulicowa

Poznałam Olę w niedzielne popołudnie. Michał przyjechał z nią na obiad, a ja od rana krzątałam się po kuchni. Chciałam, żeby wszystko było dopięte na ostatni guzik. Zależało mi na tym, by zobaczyła, że w tym domu panują zasady, ale też ciepło.

– Mamo, to jest Ola – powiedział Michał z dumą w głosie.

Wyciągnęła do mnie rękę. Uścisk miała delikatny, spojrzenie spokojne.

– Bardzo mi miło, pani Krystyno. Michał tyle o pani opowiadał.

– Mam nadzieję, że same dobre rzeczy – odpowiedziałam z uśmiechem.

– Oczywiście – wtrącił syn i objął ją w talii.

Zauważyłam, jak swobodnie rozsiadła się przy stole, jak szybko zaczęła mówić do mojego męża po imieniu, choć znali się od kilku minut. Wydawała się aż nazbyt pewna siebie. Gdy podałam rosół, podziękowała, ale zaraz potem dodała:

– Ja zwykle gotuję lżej, mniej tłusto. Michał ostatnio bardzo polubił moje zupy krem.

Zamarłam na chwilę z chochlą w dłoni.

– Michał od dziecka lubił tradycyjne potrawy – odpowiedziałam spokojnie.

Ludzie się zmieniają – uśmiechnęła się łagodnie.

To zdanie zabrzmiało niewinnie, ale odebrałam je jak ostrzeżenie. Jakby chciała powiedzieć, że mój czas minął. Po obiedzie zaproponowałam kawę. Ola wstała i zaczęła zbierać talerze.

– Nie trzeba, jesteś gościem – powiedziałam.

– Wolałabym pomóc. W domu zawsze wszyscy robimy coś razem – odparła i już była w kuchni.

Michał patrzył na nią z zachwytem.

– Widzisz, mamo? Ona taka jest. Zawsze myśli o innych.

Zabolało mnie to bardziej, niż chciałam przyznać. Czy ja przez te wszystkie lata nie myślałam o innych? Czy nie podporządkowałam życia rodzinie? W kuchni Ola stanęła obok mnie przy zlewie.

– Pani Krystyno, wiem, że nie znamy się zbyt dobrze – zaczęła cicho. – Ale ja naprawdę chcę dobrze dla Michała.

– Ja też – odpowiedziałam krótko.

– Wiem. Dlatego mam nadzieję, że się dogadamy.

Słowa były uprzejme, ale ton miał w sobie coś stanowczego. Jakby stawiała granicę. Kiedy wyjechali, powiedziałam do męża:

– Zobaczysz, jeszcze pokaże swoją prawdziwą twarz.

– Przesadzasz – westchnął. – To miła dziewczyna.

Może i przesadzałam. Może to tylko zazdrość, że mój syn ma teraz kogoś ważniejszego. Ale intuicja rzadko mnie zawodziła. Widziałam, jak sprytnie potrafiła wplatać drobne uwagi, które podważały wszystko, co budowałam przez lata. Nie wiedziałam jeszcze, że to dopiero początek. I że wkrótce nawet Michał zacznie patrzeć na mnie inaczej.

Rodzina patrzyła na mnie inaczej

Przez kilka następnych tygodni próbowałam dać im przestrzeń. Nie dzwoniłam codziennie, nie pytałam o każdy szczegół, nie wpraszaliśmy się z wizytami. To oni przyjeżdżali do nas – ale zauważyłam, że coś się zmieniło. Michał stał się bardziej zdystansowany, jakby ważył każde słowo. Któregoś popołudnia zadzwoniła do mnie siostra.

– Krysiu, wszystko w porządku? – zapytała ostrożnie.

– A dlaczego pytasz?

– Spotkałam Olę w sklepie. Mówiła, że ciężko cię przekonać do czegokolwiek. Że trudno się z tobą rozmawia.

Poczułam, jak robi mi się gorąco.

– Co takiego? – niemal szepnęłam.

– Nie mówiła nic złego wprost… Raczej z troski. Że jesteś przywiązana do swoich racji i że ona bardzo się stara, ale bywa jej trudno.

Odłożyłam słuchawkę z bijącym sercem. Przecież nigdy jej nie obraziłam. Nie podniosłam głosu. Skąd więc taki obraz? Kilka dni później Michał przyszedł sam.

– Mamo, możemy porozmawiać? – zapytał, stojąc w progu.

Usiedliśmy w salonie. Widziałam, że jest spięty.

– Ola czuje, że jej nie akceptujesz – powiedział w końcu.

– To nieprawda – odpowiedziałam od razu. – Staram się być uprzejma.

– Uprzejma to nie to samo co serdeczna.

Zaniemówiłam.

– Czy ona ci tak powiedziała? – zapytałam.

– Mamo, ja to widzę. Te twoje uwagi o gotowaniu, o tym, jak powinno się prowadzić dom…

– To były zwykłe rozmowy! – przerwałam mu. – A ona? Wspominała twojej cioci, że trudno ze mną wytrzymać.

Michał zmarszczył brwi.

– Ola by czegoś takiego nie powiedziała.

– Powiedziała. Może nie wprost, ale wystarczyło.

Zapadła cisza. Syn wstał i podszedł do okna.

– Ona naprawdę się stara – powiedział ciszej. – A ty jakbyś od początku tylko czekała, aż się potknie.

Te słowa zabolały najmocniej.

– Jestem twoją matką – odpowiedziałam drżącym głosem. – Mam prawo się martwić.

– Martwić się, tak. Ale nie podważać wszystkiego, co robimy.

Kiedy wyszedł, długo siedziałam bez ruchu. Zaczęłam analizować każde spotkanie, każdą rozmowę. Może rzeczywiście byłam zbyt sztywna? Może mój chłód był bardziej widoczny, niż myślałam?

Oczerniała mnie za plecami

Tydzień później zorganizowaliśmy rodzinne spotkanie z okazji urodzin mojego męża. Przyjechali kuzyni, moja siostra, nawet dalsza rodzina. Ola krzątała się po domu jak gospodyni.

– Ciociu, może przestawimy stół, będzie więcej miejsca – zaproponowała mojej siostrze.

– Świetny pomysł – odparła siostra z uśmiechem.

Stałam obok i czułam, jak grunt usuwa mi się spod nóg. To był mój dom. Moje zasady. Podczas kolacji Ola wstała z kieliszkiem.

– Chciałam podziękować, że tak ciepło mnie przyjęliście do rodziny – zaczęła. – Wiem, że nie zawsze jest łatwo wejść w czyjeś życie. Ale bardzo mi zależy, żebyśmy się wspierali.

Wszyscy bili brawo. Ktoś powiedział: „Jaka ona dojrzała”. Spojrzałam na Michała. Patrzył na nią z dumą. W pewnym momencie kuzynka nachyliła się do mnie.

Masz szczęście do synowej. Taka wyrozumiała. Mówiła, że czasem jest między wami napięcie, ale że rozumie, że to z troski.

Zrozumiałam wtedy, co robiła. Nie atakowała mnie wprost. Oczerniała mnie za plecami. Opowiadała o „trudnych chwilach”, podkreślając własną cierpliwość. Stawiała się w roli tej spokojnej, a mnie – w roli wymagającej i nieprzystępnej. I najgorsze było to, że robiła to tak subtelnie, że nikt nie mógł jej nic zarzucić. Tamtego wieczoru, gdy goście wyszli, podeszłam do niej w kuchni.

– Musimy porozmawiać – powiedziałam.

Spojrzała na mnie uważnie.

– O czym, pani Krystyno?

– O tym, jak przedstawiasz mnie rodzinie.

Na jej twarzy pojawiło się zdziwienie.

– Ja? Przecież zawsze mówię, że pani bardzo dba o Michała.

– A jednocześnie sugerujesz, że jestem trudna.

Przez chwilę milczała, po czym odparła spokojnie:

– Ja tylko opowiadam, jak się czuję.

Jej głos był cichy, niemal bezbronny. W tej samej chwili do kuchni wszedł Michał.

– Co się dzieje?

Ola odwróciła się do niego.

– Twoja mama uważa, że ją oczerniam – powiedziała łagodnie. – A ja naprawdę próbuję budować mosty.

Michał spojrzał na mnie z rozczarowaniem. Poczułam, że tracę grunt pod nogami. Nie podniosłam głosu, nie powiedziałam niczego ostrego. A jednak to ja wyglądałam na tę, która atakuje. Wtedy po raz pierwszy przemknęła mi przez myśl myśl, której się bałam: może przegrałam, zanim w ogóle zaczęła się ta walka.

Nie byłam ich wrogiem

Tamtej nocy nie mogłam zasnąć. W głowie wciąż słyszałam spokojny głos Oli i widziałam spojrzenie Michała – pełne zawodu, jakbym to ja była źródłem całego napięcia. Po raz pierwszy od lat poczułam się w swoim własnym domu jak intruz. Przez kilka dni nie dzwoniłam do syna. Czekałam, aż on się odezwie.

W końcu sama zaprosiłam ich na rozmowę. Nie na obiad, nie na rodzinne spotkanie. Tylko rozmowę. Usiedliśmy przy stole w salonie. Bez kawy, bez ciasta. Atmosfera była ciężka.

– Chcę coś wyjaśnić – zaczęłam spokojnie. – Nie jestem waszym wrogiem. Ale czuję, że w ostatnich miesiącach zostałam odsunięta.

Ola spojrzała na mnie uważnie.

– Nikt pani nie odsuwa – odpowiedziała miękko.

– Kiedy opowiadasz rodzinie, że między nami jest trudno, stawiasz mnie w złym świetle.

– Ja tylko mówię prawdę o swoich uczuciach – odparła.

– A czy powiedziałaś komuś, że nigdy cię nie obraziłam? Że nie podniosłam głosu? Że próbowałam się dostosować?

Zapadła cisza. Michał westchnął.

– Mamo, problem nie w tym, co mówisz, tylko jak to odbieramy. Ola czuje dystans. A ty od początku byłaś wobec niej chłodna.

– Bo chciałam zobaczyć, kim jest naprawdę – przyznałam.

– Właśnie – odpowiedział cicho. – Traktowałaś ją jak kogoś, kto musi zdać egzamin.

Te słowa uderzyły mnie mocniej niż wszystko inne. Może rzeczywiście tak było? Może zamiast dać jej szansę, czekałam na potknięcie?

Prawie przegrałam syna

Ola odezwała się po chwili:

– Pani Krystyno, nie chcę walczyć. Ale też nie pozwolę, żeby ktoś stale mnie oceniał. Jeśli mamy być rodziną, oczekuję akceptacji.

Zrozumiałam wtedy coś bolesnego. Ona nie musiała mnie oczerniać. Wystarczyło, że mówiła o swoich uczuciach. A ja, zamknięta w swojej dumie, dawałam jej argumenty. Spojrzałam na Michała. Już nie był chłopcem, którego chroniłam przed całym światem. Był dorosłym mężczyzną, który wybrał swoją partnerkę.

Nie chciałam cię stracić – powiedziałam cicho.

– Nie stracisz mnie – odpowiedział. – Ale musisz pozwolić mi żyć po swojemu.

To była najtrudniejsza lekcja mojego życia. Przez lata byłam centrum tej rodziny. Nagle musiałam zrobić krok w tył.

– Dobrze – powiedziałam w końcu. – Spróbuję inaczej.

Ola skinęła głową. Nie było triumfu w jej oczach, tylko ulga. Od tamtej rozmowy minęło kilka miesięcy. Nie jesteśmy przyjaciółkami. Nadal bywają chwile napięcia. Ale przestałam analizować każde jej słowo. Przestałam szukać podstępu tam, gdzie może go nie było.

Najtrudniej było przyznać przed samą sobą, że to ja od początku budowałam mur. Ona może i była sprytna w swoich słowach, ale to ja dostarczałam powodów, by widziano mnie jako tę nieprzystępną.

Dziś, kiedy przychodzą do nas na obiad, pytam Olę o jej pracę, słucham uważnie. Czasem się z czymś nie zgadzam, ale nie muszę tego podkreślać. Michał znów patrzy na mnie tak jak dawniej – z ciepłem w oczach, nie z obawą. Nie przegrałam z synową, za to prawie przegrałam syna. I to była różnica, którą wreszcie zrozumiałam.

Krystyna, 58 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama