Reklama

Nazywam się Kinga i pracuję w niewielkiej firmie, która, jak wiele innych, pragnie przyciągnąć i utrzymać najlepszych pracowników. Zawsze byłam dumna z mojego zaangażowania w pracę. Przychodziłam do biura przed wszystkimi, by przygotować się do nadchodzącego dnia. Przez lata budowałam swoją pozycję i relacje z kolegami, co nie było łatwe w świecie pełnym rywalizacji.

Reklama

Ostatnio jednak atmosfera w biurze uległa zmianie. Marek, mój przełożony, zaczął faworyzować młodszą koleżankę, Olę. Nie mogłam tego zignorować. Było coś niepokojącego w tym, jak Ola błyskawicznie pięła się po szczeblach kariery, a jej awanse wydawały się... zbyt szybkie.

Siedząc przy biurku, obserwowałam, jak Marek z nieukrywaną przychylnością podchodzi do Oli. Zauważyłam, jak często przychodził do niej, by porozmawiać, śmiejąc się i żartując w sposób, który sprawiał, że reszta zespołu czuła się wykluczona.

– Kinga, widziałaś? Znowu jej przyniósł kawę – zauważyła Kasia, moja przyjaciółka z biura, podchodząc do mnie z filiżanką.

– Tak, zauważyłam. To zaczyna być... dziwne – odpowiedziałam, zastanawiając się, co naprawdę dzieje się między nimi.

Trzęsłam się z nerwów

Dni mijały, a moje podejrzenia rosły. Pewnego poranka, przy przerwie na kawę, postanowiłam podzielić się swoimi przemyśleniami z Kasią. Spotkałyśmy się w naszej ulubionej kawiarni, gdzie zawsze mogłyśmy liczyć na chwilę spokoju.

– Kasia, czy tylko mi się wydaje, czy coś naprawdę dziwnego dzieje się między Markiem i Olą? – zapytałam, upijając łyk gorącej kawy.

Kasia spojrzała na mnie z powagą.

– Kinga, wszyscy to widzą. Nawet Anka z księgowości zaczęła plotkować na ten temat. Ale, szczerze mówiąc, nie wiem, co możemy z tym zrobić. Może to nie nasza sprawa?

– A może to właśnie nasza sprawa? Wydaje mi się, że coś tu nie gra. Ola dostaje awans za awansem, a my... – urwałam, nie chcąc powiedzieć tego na głos.

Kasia westchnęła.

– Tak, wiem. Jest to niesprawiedliwe. Ale co zamierzasz zrobić? Pójść do Marka i zapytać wprost?

Słysząc te słowa, zaczęłam zastanawiać się nad konfrontacją z Markiem. Może to właśnie było to, czego potrzebowałam, by rozwiać wszelkie wątpliwości. A może przynajmniej sprawić, że Marek zrozumie, jak cała sytuacja wygląda z naszej perspektywy.

– Myślę, że muszę z nim porozmawiać – powiedziałam, choć w środku trzęsłam się z nerwów.

Kasia położyła rękę na moim ramieniu.

– Cokolwiek zdecydujesz, jestem z tobą. Ale bądź ostrożna, dobrze?

Przytaknęłam, zastanawiając się, jakie skutki może przynieść moja decyzja.

Musiałam poznać prawdę

Zdecydowana na konfrontację, postanowiłam podejść do Marka po pracy. Czekałam, aż większość kolegów opuści biuro, a Marek zostanie sam w swoim gabinecie. Byłam zdenerwowana, ale wiedziałam, że muszę poznać prawdę. Zapukałam delikatnie do drzwi i weszłam, zanim Marek zdążył odpowiedzieć. Podniósł wzrok znad dokumentów i uśmiechnął się, choć wydawało mi się, że w jego oczach dostrzegłam cień niepokoju.

– Cześć, Kinga. Coś się stało? – zapytał, wskazując na krzesło naprzeciwko swojego biurka.

Usiadłam, czując, jak moje serce przyspiesza.

– Marek, chciałam porozmawiać o Oli i jej awansach – zaczęłam ostrożnie.

Marek uniósł brwi.

– Co z nimi?

– Chodzi o to, że wszyscy zauważają, jak szybko awansuje. Wiesz, jak to wygląda z zewnątrz? – starałam się mówić spokojnie, choć czułam, że moje emocje mogą w każdej chwili wybuchnąć.

Marek westchnął i odchylił się na krześle.

– Kinga, Ola jest zdolną pracownicą. To naturalne, że jej wysiłki są nagradzane. Może po prostu zazdrościsz jej sukcesu?

To stwierdzenie mnie rozjuszyło.

– Nie chodzi o zazdrość, Marek! Chodzi o uczciwość i o to, jak ta sytuacja wpływa na morale zespołu.

Marek potrząsnął głową, jakby chciał zakończyć tę rozmowę.

– Kinga, myślę, że nie powinnaś się tym przejmować. Skup się na swojej pracy, dobrze?

Wstałam, czując mieszaninę frustracji i złości. Wiedziałam, że nie uzyskam od niego żadnych szczerych odpowiedzi. To spotkanie tylko zwiększyło moje podejrzenia.

– Dobrze. Dzięki za rozmowę – odpowiedziałam chłodno, opuszczając gabinet.

Wracając do domu, zaczęłam zastanawiać się nad możliwymi powodami zachowania Marka. Wiedziałam, że muszę dowiedzieć się więcej, zanim podejmę dalsze kroki.

Nie mogłam tego tak zostawić

Pewnego wieczoru, gdy już zbierałam się do wyjścia z biura, los postanowił dostarczyć mi odpowiedzi. Było już po zmroku, a ja szłam do swojego samochodu zaparkowanego na tyłach budynku. Moje myśli krążyły wokół rozmowy z Markiem i poczucia bezradności, które mnie przytłaczało. Nagle zauważyłam coś, co przykuło moją uwagę. Nieopodal, na parkingu, stał samochód Marka. Przez uchyloną szybę dostrzegłam w środku jego i Olę. Byli blisko siebie, zbyt blisko, a ich rozmowa wyglądała na... zbyt intymną.

Zatrzymałam się w pół kroku, starając się pozostać niezauważoną. Wtedy zobaczyłam, jak Marek delikatnie sięga po rękę Oli i ją ściska. To, co się działo, było oczywiste. Serce zaczęło mi bić mocniej, a w mojej głowie pojawiła się myśl: "To dlatego..." Nie mogąc się powstrzymać, wyciągnęłam telefon i zrobiłam kilka zdjęć, starając się uchwycić tę chwilę jako dowód. To, co wcześniej było jedynie podejrzeniem, stało się teraz rzeczywistością.

Gdy się oddalałam, słyszałam już w oddali głosy innych pracowników, którzy najwyraźniej również byli świadkami tej sytuacji. Plotki zaczęły krążyć z prędkością błyskawicy. Tej nocy nie mogłam zasnąć. Przewracałam się z boku na bok, zastanawiając się, co teraz zrobić z tą wiedzą. Wiedziałam, że nie mogę tego zostawić bez reakcji.

Następnego dnia w pracy atmosfera była ciężka. Wszyscy mówili o tym, co widzieli poprzedniego wieczoru na parkingu. Plotki krążyły jak burzowe chmury, a ja czułam, że muszę coś z tym zrobić. Jednak nie byłam pewna, czy jestem gotowa na to, co może przynieść ujawnienie tej sytuacji. Po pracy spotkałam się z moim przyjacielem, Piotrem, w jednej z naszych ulubionych kawiarni. Potrzebowałam porady kogoś z zewnątrz, kto nie byłby zaangażowany emocjonalnie w całą sprawę.

– Piotr, muszę ci coś powiedzieć – zaczęłam, mieszając powoli swoją herbatę. – To dotyczy pracy. Widziałam coś, czego nie powinnam była widzieć. Mój przełożony i koleżanka... są w zażyłej relacji.

– Masz jakieś dowody? – Piotr spojrzał na mnie z powagą.

Skinęłam głową.

– Tak, mam zdjęcia. Ale nie wiem, czy powinnam to zgłaszać. Boję się konsekwencji, ale czuję, że tak będzie uczciwie wobec innych.

Wiedziałam, że nie mogę już tego ignorować. Postanowiłam, że zgłoszę sprawę do dyrekcji. Bałam się, ale czułam, że muszę postąpić zgodnie ze swoim sumieniem.

Prawda wyszła na jaw

Z ciężkim sercem udałam się do biura dyrektora, aby opowiedzieć o wszystkim, czego byłam świadkiem. Drzwi zamknęły się za mną, a ja poczułam, że nie ma już odwrotu.

– Dzień dobry, Kinga. Proszę, usiądź – powiedział dyrektor, wskazując na krzesło. Jego spojrzenie było życzliwe, ale i badawcze.

Usiadłam, czując, jak ręce drżą mi z nerwów.

– Panie dyrektorze, przyszłam, bo mam poważne obawy dotyczące Marka i Oli. Widziałam coś, co nie powinno mieć miejsca i myślę, że ma to wpływ na funkcjonowanie naszej firmy.

Dyrektor zmarszczył brwi, wyraźnie zaniepokojony.

Co takiego widziałaś?

Opowiedziałam mu o tym, co się wydarzyło na parkingu, a następnie pokazałam zdjęcia, które zrobiłam. Dyrektor patrzył na nie z rosnącym zaniepokojeniem.

– To bardzo poważne zarzuty, Kinga. Dziękuję, że przyszłaś z tym do mnie. Musimy to wyjaśnić – powiedział, odkładając zdjęcia na biurko. – Porozmawiam z Markiem i Olą.

Kilka dni później dowiedziałam się, że dyrekcja przeprowadziła rozmowę zarówno z Markiem, jak i z Olą. Atmosfera w biurze była napięta. Widziałam, jak Marek wychodzi z gabinetu dyrektora z ponurą miną. Wkrótce dowiedzieliśmy się, że stracił pracę, a Ola została zdegradowana. Wewnątrz czułam ulgę, że prawda wyszła na jaw, ale jednocześnie smutek, że musiało dojść do takich konsekwencji. Wiedziałam, że to było nieuniknione, ale zastanawiałam się, jak teraz potoczy się nasze życie zawodowe.

Reklama

Kinga, 39 lat

Reklama
Reklama
Reklama