„Szwagier miał mi pomóc się zemścić na niewiernym mężu. Zamiast tego zasiał nasionko, które wyrośnie za 9 miesięcy”
„Uśmiechnęłam się. Daniel wierzył, że to jego dziecko. A ja... ja udawałam, że wierzę w nasze małżeństwo. Były momenty, że naprawdę chciałam znów być jego żoną. Nie kimś, kto w środku nocy budzi się, bo śniłam, że Wojtek trzyma mnie za rękę”.

Zawsze wiedziałam, co robię. Nie panikowałam, nie rzucałam słów na wiatr, nie wpadałam w histerię. Życie z Danielem – moim mężem przez ostatnie dziewięć lat – było stabilne. Może trochę nudne, ale w tej nudzie było coś uspokajającego. Codzienne śniadania, obiady, rozrzucone skarpetki na kanapie, wieczory z serialem. My przy kuchennym stole, rozmawiający o niczym, ale jednak razem.
Kiedyś nawet śmiałam się z koleżanek, które podejrzewały mężów o zdrady, gdy ci spóźniali się godzinę z pracy. Daniel nigdy się nie spóźniał. Daniel był przewidywalny. Taki... mój. Bezpieczny. Zbudowaliśmy razem dom – może nie idealny, może czasem męczący, ale nasz.
Do dnia, w którym powiedział:
– Mira, musimy pogadać.
Nie lubię tego zdania. To zawsze brzmi jak początek końca. Myślałam, że powie, że ktoś z jego rodziny jest chory, że go zwolnili z pracy. Cokolwiek. A on powiedział, że… się zakochał. Że poznał kogoś, kto sprawił, że zrozumiał, jak bardzo jest nieszczęśliwy. Teraz już nie chce żyć w kłamstwie.
Ja byłam tym kłamstwem. Zawsze wydawało mi się, że wiem, kim jestem. Żoną, kobietą z planem, silną, wytrzymałą. Kiedy jednak ten, kto miał być twoim fundamentem, mówi ci, że odchodzi, wszystko w tobie się wali. Wtedy robi się coś, czego nigdy się po sobie nie spodziewałaś.
To była emocjonalna decyzja
– Muszę być szczery – powiedział, patrząc gdzieś poza mnie, jakby bał się mojego wzroku. – Zakochałem się. Nie planowałem tego, ale tak się stało. Jestem z Sandrą.
Nie zrozumiałam. Przez chwilę myślałam, że żartuje.
– Z kim? – spytałam, udając, że nie słyszałam.
– Z Sandrą. Taka dziewczyna z pracy. Spędzaliśmy ostatnio sporo czasu razem…
– Ty… z nią? – zaczęłam się śmiać. Prawie histerycznie. – Chcesz mi powiedzieć, że rzucasz nasze małżeństwo, bo zakochałeś się w sekretarce?
– Ona nie jest sekretarką – mruknął.
– Nie obchodzi mnie, kim jest! – krzyknęłam. – Jesteś moim mężem! Masz przysięgę, wspólny kredyt i lodówkę pełną twoich ulubionych jogurtów!
Wyszedł. Po prostu wyszedł. A ja zostałam. Z pustymi rękami i tępym bólem w klatce piersiowej.
Trzy dni później zapukał Wojtek – brat Daniela. Z butelką whisky i miną, jakby mu ktoś umarł. A może jemu też coś umarło? Lojalność? Złość? Uporządkowany świat?
– Nie wiem, co mam ci powiedzieć – powiedział. – Sam się czuję jak w jakimś kiepskim filmie.
Usiedliśmy na kanapie. Piliśmy. Milczeliśmy. A potem powiedział:
– Ty na to nie zasłużyłaś, Mirka. Jesteś lepsza niż on.
Nie wiem, kto pierwszy kogo pocałował. Może to był moment. Może bezsilność. Może upokorzenie. Wiem tylko, że obudziłam się rano obok niego. To nie było z miłości. To był krzyk. Rozdzierający, niemądry, gorzki krzyk kobiety, która właśnie straciła wszystko.
Nagle wszystko się odwróciło
Początkowo zrzucałam wszystko na stres. Spóźniony okres, zawroty głowy, mdłości. To mógł być szok, przecież cały świat mi się zawalił. Myśli krążyły gdzieś między „co dalej” a „czy jestem idiotką”. Test kupiłam bardziej z obowiązku niż z przekonania. Wróciłam do domu, weszłam do łazienki i zrobiłam go bez namysłu. Nawet nie patrzyłam na wynik od razu. Poszłam zrobić herbatę.
Wróciłam kilka minut później. Dwie kreski. W ustach suchość, w głowie pustka. Kiedy? Jak? Przecież to niemożliwe... A jednak. Chwyciłam telefon. Przewinęłam listę kontaktów i zatrzymałam się na dwóch imionach. Daniel. Wojtek. Palec zawisł między nimi. W końcu odłożyłam telefon i usiadłam na podłodze. Po prostu siedziałam i patrzyłam na ścianę.
Kilka dni później zadzwonił Daniel. Z tonu jego głosu wyczułam, że coś się wydarzyło.
– Sandra mnie zostawiła – powiedział w końcu bez emocji. – Zrozumiałem, że... że popełniłem błąd.
Nie od razu go wpuściłam. Pojawił się pod drzwiami z bukietem tulipanów. Jakby to miało wszystko załatwić.
– Jesteś w ciąży? – zapytał z nadzieją, gdy w końcu powiedziałam mu prawdę. – Kiedy się dowiedziałaś?
– Niedawno – skłamałam.
Przytulił mnie. Zaczął mówić o nowym początku, o dziecku, o rodzinie. A ja tylko stałam, przyklejona do jego klatki piersiowej, i słyszałam w głowie jedno pytanie, które nie dawało mi spokoju: „Czy mam prawo to zrobić? A może to sprawiedliwość?”.
Sam się domyślał
Zobaczyłam go przez okno – stał pod moim blokiem, oparty o samochód. Ręce w kieszeniach, wzrok wbity w ziemię. Wcale nie chciałam z nim rozmawiać, ale nie mogłam udawać, że go nie widzę. Wyszłam.
– Wojtek... Co ty tu robisz?
– Mirka, nie będę udawał – zaczął. – Słyszałem, że jesteś w ciąży.
Nie odpowiedziałam.
– Powiedz mi szczerze… Jest szansa, że to moje dziecko?
Zamilkłam. Patrzyłam gdzieś w bok. Nie chciałam patrzeć mu w oczy, bo bałam się, że odczyta z nich wszystko.
– Nie. To nie twoje – powiedziałam w końcu. Głos miałam pusty. Jakbym recytowała coś, w co sama nie wierzę.
– Mirka, nie kłam – powiedział cicho. – Ja też umiem liczyć. To było tuż po tym, jak Daniel cię zostawił.
– Powiedziałam, że nie twoje – powtórzyłam ostro. – Zajmij się swoim życiem. To był jeden błąd. Jeden wieczór, który nigdy się nie powtórzy.
– Może dla ciebie to był błąd – mruknął. – Ale ja nie potrafię tak łatwo tego zapomnieć.
Odwróciłam się i odeszłam, nie czekając na więcej. Przez następne dni dostawałam od niego sporo wiadomości. Nie były agresywne. Raczej zbyt łagodne. „Chcę tylko porozmawiać”, „Może chociaż kawa?”, „Wiesz, że masz u mnie niedokończoną rozmowę”. Nie odpowiadałam. Bałam się, że jeśli mu odpowiem, coś się we mnie złamie. A on… On patrzył na mnie z uczuciem, którego Daniel nigdy nie miał. Ja nie chciałam uczuć. Chciałam spokoju. Normalności. Kłamstwa, w które jeszcze umiałam wierzyć.
Wybrałam złudne szczęście
Mój mąż wrócił. Na dobre. Przywiózł walizkę, kilka koszul, dwie pary spodni i nowy plan na nasze wspólne życie. Przypominał chłopca, który chce się wkupić po jakimś niewinnym wybryku. Gotował mi kolacje, kupił kwiaty bez okazji, mówił, że kocha. Jakby dwa miesiące temu nie rzucał naszym małżeństwem o ścianę. Jakby nie zostawił mnie z pustką i wymiętym kocem po jego stronie łóżka.
– Zaczynamy od nowa – powtarzał. – Wszystko będzie inaczej. Już rozumiem, co jest naprawdę ważne.
Z uśmiechem głaskał moje powiększające się powoli ciało. Opowiadał o przyszłości. O tym, jak przerobimy drugą sypialnię na pokoik dziecięcy. O tym, że będzie się starał być lepszym mężem i ojcem.
– Wiesz, chyba to dziecko spadło nam z nieba – powiedział, całując mnie w brzuch.
Uśmiechnęłam się. Cicho. Nie dlatego, że się z nim zgadzałam. Daniel wierzył, że to jego dziecko. A ja... ja udawałam, że wierzę w nasze małżeństwo. Były momenty, że naprawdę chciałam znów być jego żoną. Tą spokojną, zorganizowaną, bezpieczną. Nie tą, która w środku nocy budzi się spocona, bo śniła, że Wojtek trzyma ją za rękę.
Zamknęłam oczy na wszystko, co działo się wcześniej. Skupiłam się na grze. Byłam dobrą aktorką. Śmiałam się, kiedy trzeba. Przytulałam się do Daniela, mówiłam to, co chciał usłyszeć. W zamian dostawałam złudne szczęście. Nocą, kiedy zostawałam sama, czułam, że moje życie zbudowane jest na piasku. I ten piasek już zaczynał się osuwać.
Nie dawał za wygraną
Zobaczyłam go przez okno. Stał dokładnie w tym samym miejscu co wtedy, kilka tygodni wcześniej. Tym razem nie wyglądał na zdeterminowanego. Wyglądał na zmęczonego i na gotowego, by nie odejść, dopóki nie usłyszy ode mnie prawdy.
Otworzyłam drzwi, zanim zdążył zadzwonić.
– Mirka, błagam cię, tylko mnie wysłuchaj – powiedział natychmiast.
– Przyszedłeś po testy? – zapytałam sucho.
Zamarł.
– A jednak to prawda – powiedział cicho. – Myślałem… liczyłem, że jednak się mylę.
– Nie, Wojtek. Nie jest twoje – skłamałam znów. – I nie chcę o tym więcej rozmawiać.
– Mirka, do cholery, ja mam prawo wiedzieć – w jego głosie była nie złość, ale żal. – Byłem tamtej nocy z tobą. I wiem, że to nie było tylko coś, co się po prostu wydarzyło. Przynajmniej nie dla mnie.
Poczułam, jak coś we mnie się łamie. Nie dlatego, że miał rację. Dlatego, że naprawdę chciałam, żeby jej nie miał.
– To był jeden błąd, Wojtek. Nie chcę do niego wracać – powiedziałam, z trudem utrzymując ton głosu. – Nie chcę cię więcej widzieć.
– A dziecko? Nie chcesz, żebym znał własne dziecko?
– To nie twoje dziecko! – krzyknęłam. – Przestań już!
Wojtek spojrzał na mnie długo. Po raz pierwszy nie miał w oczach czułości. Było w nich rozczarowanie i bezsilność. Odwrócił się i odszedł. A ja zostałam w progu, z dudniącym sercem i pytaniem, które bolało najbardziej: „Czy naprawdę mogę dalej żyć w tym kłamstwie?”.
Żyję w cieniu kłamstwa
Daniel tuli naszą córkę jak największy skarb. Śmieje się, gdy ona łapie go za palec, mówi, że ma jego oczy. Ja uśmiecham się i nic nie mówię. Trzymam to wszystko w sobie. Kłamstwo, które wrosło w naszą codzienność jak ściana między pokojami. Niewidoczna, ale nie do przejścia.
Czasem patrzę na jej buzię i szukam śladów Wojtka. Gestu, spojrzenia, układu ust. Czegoś, co potwierdzi moje podejrzenia, choć przecież je znam. Nigdy nie zrobiłam testu. Nie chcę mieć dowodu. Wolę niepewność niż wyrok.
Daniel niczego nie podejrzewa. Jest zadowolony, że „odbudowaliśmy” naszą rodzinę. Czasem aż za bardzo. Przytula mnie częściej niż kiedyś, mówi, że kocha. A ja czuję się jak oszustka, która codziennie wygrywa grę, w której nie chciała brać udziału.
Wojtek zniknął. Przestał pisać, nie pojawia się. Może zrozumiał, że przegrał albo po prostu miał dość czekania. Nie wiem, czy kiedyś jeszcze się odezwie. Nie wiem, czy będzie chciał poznać swoje dziecko, kiedy prawda w końcu wyjdzie na jaw. Każdego dnia czekam na moment, w którym coś się rozsypie. W którym Daniel zapyta o coś, na co nie będę miała odpowiedzi. A wtedy nie będzie już odwrotu. Na razie milczę. Żyję w cieniu tego, co zrobiłam.
Mirosława, 36 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Szwagierka zgodziła się popilnować moich dzieci, gdy pojadę na wakacje. Zdębiałam, gdy wystawiła mi za to rachunek”
- „Nowa dziewczyna syna miała bardzo nietypową profesję. Policzki paliły mnie jak ogień, gdy wodziła za mną wzrokiem”
- „Po śmierci rodziców brat chciał mnie wykiwać jak dzieciaka i zostawić z niczym. Moja zemsta spadła na niego znienacka”