Reklama

Czasami tak w życiu bywa, że myślisz, że jesteś ustawiony, a tu figa z makiem. Tak właśnie było z moją szwagierką i jej mężem, którzy byli przekonani, że złapali Pana Boga za nogi i że mają komfort i wygodę. Potem się okazało, że podjęli niekoniecznie dobre decyzje w życiu i teraz wylewali na nas swoje frustracje.

Teściowe mieli duży dom

Teściowa od zawsze mówiła, a teść przytakiwał, że szarpnęli się na taką wielką chatę po to, żeby na stare lata, ktoś z nimi zamieszkał.

– Po kiego będziecie się ładować w jakiś kredyt, przecież jest gdzie mieszkać, druga rodzina się tu u nas spokojnie pomieści – powtarzali te słowa jak mantrę podczas każdego rodzinnego spotkania.

My z mężem od razu czuliśmy, co się święci i że szwagierka nie przepuści takiej okazji, żeby dostać w swoje łapy pokaźną część domu teściów.

– Zośka ma łeb do interesów. Zwłaszcza takich przy których się nie narobi za dużo, a zawsze sporo jej skapnie. Wyszarpie coś jeśli jest za friko, choćby miała ziemię przekopać pazurami – złośliwie komentował mój mężulek.

– No tak czy siak dom rodziców, czy jakaś jego część powinna być też twoja… Nie rozumiem, czemu oni mają mieszkać jak paniska bez płacenia, a my płacić jak za zboże za wynajmowane albo zaciągać kredyt na swoje? – piekliłam się lekko.

– A idź! Nic mnie to nie obchodzi, mam swoją godność i szarpać się z nią nie będę o jakieś ochłapy. Mam dobre zarobki, ty też nieźle sobie radzisz, mamy całkiem pokaźną sumkę na czarną godzinę oszczędzone z kasy z wesela… Damy radę. Niech Zocha się nachapie – tłumaczył mi dobitnie.

Małżonek nie chciał się kłócić

Nie mogłam tego pojąć, ale postanowiłam, że uszanuję decyzję Roberta. Rzeczywiście, gdy Zośka wyczuła, że nie zamierzamy jej robić problemów, od razu przystąpiła do urabiania teściów, żeby całość jej została przepisana. Kazała też mojemu mężowi zrzec się domu. Na to już nie było mojej zgody. Co za dużo, to niezdrowo!

– Może tam sobie siedzieć, ale jeśli, nie daj Boże, rodzicom się coś przytrafi, to dom przecież podzielicie między siebie! – ciskałam się z wściekłości.

Na szczęście Robert oprzytomniał i nie podpisał niczego, co by dotyczyło zrzeczenia się należnych mu praw do rodzinnego domu. Szwagierka zachowywała się jak typowa roszczeniowa zołza, a jej argumenty były wyssane z palca. Traktowała własnego brata jak najgorszego wroga, który chce ją zniszczyć i sprzedać. Tego już było za wiele!

– Chyba nie wiesz, co pleciesz, kobieto! – wybuchł Robert, bo już sam nie wytrzymywał tych bredni. Ale ona dalej swoje.

– Zrozum, Robert, jak ja tu zacznę mieszkać, będę uznawała to za moje, zrobię jakieś inwestycje, coś wyremontujemy, a ty nagle będziesz chciał kasę, żebym cię spłaciła! To niedorzeczne! – nerwy jej puszczały.

– Takie jest prawo, moja droga. Czemu miałbym się zrzec czegoś, co mi się prawnie należy jak psu buda? – odpierał jej ataki mąż.

– Dlatego, że ty dużo zarabiasz i zawsze spadasz na cztery łapy. A ja niestety zawsze miałam pod górkę – chytrze argumentowała.

– Od lat pracowałem więcej i ciężej niż ty – uśmiechnął się mój mąż. – Teraz mam się zrzec dorobku życia rodziców, którzy pracowali na to, byśmy my mieli łatwiej w życiu? Na pewno chcieli byśmy czerpali z tego po równo. A nie żebyś ty, ponieważ sobie nie radzisz, przejęła wszystko.

Zośka nie wiedziała chyba, co na to odpowiedzieć, a potem strzeliła takiego focha, że dramat. Dzięki temu przez dłuższy czas mieliśmy z nią spokój, bo przestała się odzywać.

Lepiej nam się powodziło

Gdy już się w końcu tam przeniosła ze swoim świeżo upieczonym małżonkiem, wydawało mi się, że nawet jakby się trochę przed nami chełpiła, że tak świetnie się z tym wszystkim urządziła. Mąż, dom, wszystko, co trzeba. Paskudne babsko! Gdy my musieliśmy w pocie czoła harować na nasz kredyt i oszczędzać na kupno solidnych mebli, które nam będą służyć latami, Zośka przechwalała się, że wybiera się na drugi urlop w tym roku. W ciepłe kraje!

– Mam tego dość, Robert! Co za wredna baba! – dostawałam szału, po jakiejś kolejnej niedzieli z teściami i szwagierką w komplecie.

Niech se gada, co chce. Nie przejmuj się. Spływa to po mnie jak po kaczce. Daj spokój – uspokajał mnie mąż ze swoją wrodzoną łagodnością, która akurat teraz wyprowadzała mnie z równowagi.

Nie miałam jednak na co się skarżyć. Harowaliśmy jak woły, to trzeba przyznać, ale też zarabialiśmy niemało. Opłacało się ciężko pracować. Trafiliśmy piękne mieszkanie do wyremontowania w bogatszej części miasta i powolutku krok po kroczku wiliśmy sobie tam cudowne gniazdko. Mieszkanie było wyjątkowo wysokie, miało bardzo stylowe okiennice. Dokupiliśmy tam droższe meble i naprawdę udało nam się stworzyć wyjątkowe wnętrze.

Zośkę zżerało od środka

– Jak tu u was luksusowo! Jak w jakiejś drogiej reklamie! – teściowa nie mogła się nachwalić, gdy nas odwiedzili na tzw. parapetówce.

Zośka, rzecz jasna, łaziła z nosem na kwintę z kąta w kąt i nic jej się nie podobało.

– Bożesz, jaka drożyzna… W życiu by mnie nie było stać na taką lampę. Widzę, że głodem nie przymieracie – złośliwie dogadywała.

Udawaliśmy, że nie słyszymy tych złośliwości, choć mnie język świerzbił, żeby jej wszystko wygarnąć. Że za darmo mieszka u rodziców, a pewnie i za jedzenie niewiele płaci, więc mogłaby sobie zaoszczędzić na wszystko… Zośkę aż zżerało od środka, że nam się tak dobrze widzie, pracujemy w zagranicznych firmach, a mieszkanie jak z katalogu wnętrzarskiego i że wszystko nam się układa jak po maśle. Że ona jednak nie jest górą w tej jej wymyślonej rywalizacji, mimo że szczęście się do niej uśmiechnęło z tym domem.

Nie mogłam już tego znieść

Niedługo potem spodziewałam się pierwszego dziecka, potem dość szybko zaszłam w drugą ciążę. Wtedy szwagierce się już ulało. Przykra sprawa, bo chyba sama nie mogła się doczekać macierzyństwa, ale niestety jej mąż-lekkoduch, ciągle nie był gotów do tego życiowego zadania. Gdy do naszych zarobków, mieszkania i ogólnego szczęścia, doszły jeszcze dzieci, Zośka po prostu pękła z zazdrości. Kiedy pewnego razu opowiedziałam teściowej o tym, jakie mam kłopoty w pracy, nie mogła ukryć swojego jadu.

– Nie może być?! Masz jakieś kłopoty? Myślałam, że to tylko tacy zwykli biedacy jak ja mają problemy życiowe, a nie wielcy państwo… – wyzłośliwiała się już na całego. Nawet się z tym nie kryjąc.

– Wyobraź sobie, że mam. Nic nam nie przychodziło łatwo, wszystko zawdzięczamy ciężkiej pracy. I nie rozumiem skąd te złośliwości. W końcu daliśmy ci tu mieszkać, bez robienia problemów, więc o co ci ciągle chodzi?

– Dziękuję, łaskawcy! Gdybyś zarabiała tyle co ja, to dopiero byś wiedziała, co to znaczy prawdziwe życie i prawdziwe problemy – skwitowała smętnie.

Myślałam, że nie wytrzymam dłużej. Ta bezczelna smarkula za wiele już sobie pozwalała!

– Nic nigdy nie dostaliśmy za darmo, w przeciwieństwie do niektórych. Mogłabyś się wreszcie wziąć do prawdziwej pracy, to może byś i zarobiła więcej, a nie tylko ciągle kombinowała jak tu się nie narobić! – wrzasnęłam.

Bezczelność bez granic

Nawet teściowa zwykle rezolutna, teraz milczała ze wzrokiem wbitym w ziemię, a Zośka purpurowa na twarzy z wściekłości siedziała jak oniemiała. Potem zaczęła coś w rodzaju wypuszczania powietrza, tak jakby miała coś za chwilę wypalić. Niestety argumentów jej zabrakło. Teściowa wstała i zaczęła robić zamieszanie szukając srebrnej łopatki do ciasta z owocami. A my nadal ciskałyśmy w siebie gromami. Po dłuższej chwili milczenia, Zośka wymyśliła swoją ripostę. Była to tak bezdennie głupia rzecz, że nawet nie ma słów, by to skomentować!

– Nieważne, za czyje to jest pieniądze… – wymamrotała niewyraźnie. – A jeśli wam się tak dobrze wiedzie, to chyba nie będziecie mieli problemu, żeby już całkowicie zrzec się domu rodziców, prawda? Macie te swoje luksusowe sto metrów, więc nie potrzebujecie starej chaty!

Wybuchłam w tej chwilo homeryckim śmiechem. Inaczej nie można było na to odpowiedzieć!

– To Robert zdecyduje, ja się w to już nie mieszam – powiedziałam, pożegnałam się serdecznie, ale szybko z teściową i popędziłam stamtąd jakby mnie kto gonił.

Miałam wyrzuty sumienia

W domu zrelacjonowałam wszystko Robertowi, a on patrzył na mnie zdziwiony, jakby mnie pierwszy raz na oczy widział.

– Od dawna było wiadomo, że Zośka to niezły numer, ale nie sądziłem, że jest aż tak… wyrachowana! Bo że bezczelna to i ślepy, by zobaczył.

– Teraz mam trochę wyrzuty sumienia… Niepotrzebnie aż tak jej to wszystko wygarnęłam – czułam się winna, że nie byłam ponad to, że nie zmilczałam tych bredni.

– Właśnie, że dobrze zrobiłaś! W końcu ktoś jej powiedział do słuchu i zastopował tę żenadę. Rodzice od zawsze jej pobłażali, a ja to olewałem. – odpowiedział.

To mnie trochę uspokoiło, choć dalej jakieś takie lekkie ukłucie w sercu nie dawało mi spokoju. Co więcej, moja ostra reprymenda zaczęła chyba działać! Zośka przestała złośliwie komentować, że wszystko mamy i nie wiemy, co to prawdziwe życie, ani wyliczać nam, co kupiliśmy i za ile. Przycichła też w temacie zrzeczenia się domu. Na razie teściowie zdrowi, Zośka ma wszystko podane jak na srebrnej tacy, ale za nic w świecie nie mamy zamiaru odpuścić i oddawać tego, co prawnie należy do nas! Po moim trupie!

Ewa, 42 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama