„Szykowałam walentynkowy prezent, ale to mąż mnie zaskoczył. Gdy odkryłam czerwoną kopertę, nie mogłam powstrzymać łez”
„Przesuwałam kolejne teczki, gwarancje sprzętów, stare faktury. Na samym dnie, pod plikiem rachunków, coś przykuło moją uwagę – czerwona koperta, niepasująca do reszty. Wyjęłam ją i przez chwilę wpatrywałam się w nią, walcząc ze sobą, czy powinnam ją otworzyć. Serce waliło mi jak szalone”.

- Redakcja
Nigdy nie byłam szczególnie romantyczna, a Walentynki traktowałam raczej z przymrużeniem oka. W tym roku jednak postanowiłam zrobić wyjątek. Widziałam, jak znajome z pracy prześcigają się w planach na ten dzień, chwalą się rezerwacjami w restauracjach i wymyślnymi prezentami dla swoich facetów. Pomyślałam, że nie zaszkodzi trochę tej „miłości” w naszym małżeństwie, szczególnie że ostatnio między mną a Krzysztofem wiało chłodem. Może prezent, drobiazg prosto od serca, poprawi naszą relację? Może znowu poczuję to, co kiedyś, gdy wystarczyło jego spojrzenie, żebym się uśmiechnęła? Chciałam, żeby ten dzień był inny niż wszystkie, żeby znów zobaczyć błysk radości w jego oczach. Nie spodziewałam się jednak, że zamiast wzruszenia i czułości, znajdę coś, co przekreśli wszystkie nasze wspólne plany.
Chciałam mu zrobić prezent
Dwa tygodnie przed Walentynkami zaczęłam przeglądać internetowe fora, szukając inspiracji na prezent dla męża. Krzysztof nie należał do łatwych osób w tej kwestii – nie nosił biżuterii, nie przepadał za perfumami, a koszulki czy krawaty uważał za banał. Siedziałam z kubkiem herbaty przy laptopie, przewijając kolejne propozycje: vouchery na masaż, bilety do kina, książki o samorozwoju… Nagle przypomniałam sobie, że od dawna wspominał o eleganckim zegarku.
Wiedziałam, że jeden model szczególnie mu się podobał – widziałam go kiedyś na stronie sklepu, a potem zupełnie o tym zapomniałam. Postanowiłam działać. Zaczęłam przeszukiwać nasze dokumenty, szuflady i półki w sypialni, szukając katalogu z adresem sklepu, który kiedyś zostawił na nocnym stoliku. Myślałam naiwnie, że to będzie zwyczajny dzień – ja, pochłonięta zadaniem, on w pracy, wieczorem razem, jak zwykle, z serialem i kolacją na szybko.
Wiedziałam, że Krzysztof trzyma ważne papiery w szufladzie pod łóżkiem. Otworzyłam ją z niejakim oporem – zawsze miałam wrażenie, że naruszam jego prywatność, choć przecież byliśmy małżeństwem. Przesuwałam kolejne teczki, gwarancje sprzętów, stare faktury. Na samym dnie, pod plikiem rachunków, coś przykuło moją uwagę – czerwona koperta, niepasująca do reszty. Wyjęłam ją i przez chwilę wpatrywałam się w nią, walcząc ze sobą, czy powinnam ją otworzyć.
Serce waliło mi jak szalone. Koperta nie miała adresu, była zamknięta, ale nie zaklejona. „Pewnie jakaś karta urodzinowa albo coś głupiego” – próbowałam się uspokoić. Mimo to, ręce drżały mi coraz mocniej. Ostatecznie przegrałam z ciekawością. Wysunęłam ze środka gruby karton z napisem: „Kocham Cię, Krzysiu, na zawsze. Twoja K.”. Do kartki była dołączona para kolczyków – zupełnie nie w moim stylu. Usiadłam ciężko na podłodze, jakby świat na chwilę przestał istnieć. W głowie dudniła mi tylko jedna myśl: kim jest K.?
Nie umiał nawet skłamać
Cały dzień chodziłam po mieszkaniu jak cień, nie wiedząc, co mam myśleć. Wpatrywałam się w czerwoną kopertę, jakby miała mi za chwilę wyjaśnić wszystko sama. Krzysztof wrócił z pracy, jak zwykle rzucił klucze na komodę, nawet nie zauważył, że jestem jakaś inna. Chciałam udawać, że wszystko gra, lecz już po pierwszych minutach wiedziałam, że nie wytrzymam.
– Krzysiek, możemy pogadać? – zapytałam, starając się, by głos mi nie zadrżał.
– Jasne, co się stało? – podszedł, unosząc brwi.
Wyjęłam kopertę i położyłam na stole.
– Znalazłam to. Chcesz mi coś powiedzieć?
Przez ułamek sekundy widziałam, jak zbladł. Odsunął kopertę, jakby parzyła go w palce.
– To… to nie moje – wydukał, unikając mojego wzroku.
– Krzysztof, błagam cię. Nie rób ze mnie idiotki. Kolczyki, kartka… wyznanie…
– Naprawdę nie wiem, skąd to się wzięło. Może ktoś podłożył?
Poczułam, jak zbiera mi się na śmiech – taki pusty, bezradny. Kłamstwa, które nie mają sensu, są jeszcze bardziej bolesne niż sama zdrada.
– Nie umiesz nawet kłamać – powiedziałam cicho i wyszłam do sypialni, trzaskając drzwiami.
Już nie mogłam udawać
Nie spałam prawie całą noc. Przewracałam się z boku na bok, zbyt roztrzęsiona, by zamknąć oczy choćby na chwilę. Krzysztof leżał obok, cichy i napięty, ale nie powiedział już ani słowa. Rano wyszedł do pracy wcześniej niż zwykle, nawet się nie pożegnawszy. Zostałam sama z rosnącym niepokojem, tysiącem pytań i poczuciem, że grunt pod nogami rozmięka z każdą godziną.
Po południu zaczęłam grzebać dalej. Sprawdziłam wszystkie kieszenie jego kurtek, torby na siłownię, telefon – niestety z kodem, którego nie znałam. Przypomniałam sobie, że czasem korzysta z laptopa w kuchni. Włączyłam go, ręce miałam mokre od potu. W historii przeglądarki natrafiłam na maile z jakąś „K.”, pełne żartów, ukradkowych aluzji, wspólnych planów na „nasz weekend”.
Zamarłam, czytając wiadomość: „Zostawiłam Ci kolczyki, żebyś o mnie pamiętał. Karolina”. Na monitorze zamigotał nowy mail – właśnie od niej. Nie umiałam się powstrzymać i kliknęłam. „Nie mogę się doczekać, kiedy znowu będziesz tylko mój”. Poczułam, że serce wali mi w gardle. Już nie mogłam udawać, że to jakaś pomyłka. To wszystko było prawdziwe. Zdrada istniała naprawdę – a nie tylko w mojej wyobraźni.
Oczy zachodziły mi łzami
Walentynki nadeszły, a ja przez cały dzień czułam się jak widmo. W pracy nie potrafiłam się skupić, byle pretekst sprawiał, że oczy zachodziły mi łzami. Wieczorem, zamiast przygotowywać romantyczną kolację, siedziałam przy stole, patrząc na migoczącą świecę, którą wcześniej planowałam postawić między nami. Krzysztof wszedł do mieszkania z gotową miną niewinnego, może liczył, że po prostu przełknę całą tę historię.
– I co, dzisiaj świętujemy? – rzucił z udawaną lekkością, rozkładając ramiona.
– Świętujemy? – powtórzyłam, czując, jak łamie mi się głos. – Krzysztof, ja już wiem wszystko. Przeczytałam twoje maile. Wiem, kim jest „K.” i wiem, że nie jestem jedyną kobietą w twoim życiu.
Zbladł, usiadł ciężko przy stole i spuścił głowę.
– Chciałem ci powiedzieć, ale… nie umiałem. To wszystko wymknęło się spod kontroli.
– To może teraz możesz już powiedzieć prawdę? – spytałam zimno.
Przez dłuższą chwilę milczał. Potem wyszeptał:
– Przepraszam. Naprawdę.
Śmieszne, jak bardzo to słowo nic już nie znaczyło. Wstałam i zgarnęłam z blatu świeczkę, talerze i całą resztę.
– Kolacji nie będzie. Teraz będzie ścisły post. Dla nas obojga.
Nie wiem, co będzie dalej
Zamknęłam się w sypialni, zostawiając Krzysztofa samego przy pustym stole. Przez długi czas słyszałam, jak krząta się po mieszkaniu, potem nagłą ciszę – wreszcie odgłos zamykanych drzwi. Nie płakałam, nie krzyczałam, nie czułam nawet złości. Może to szok, może zmęczenie, a może po prostu w tym momencie wszystko już było jasne i nieodwracalne. Wstałam dopiero, gdy zapadła noc. Przeszłam się po pustych pokojach, zaglądając do miejsc, które kiedyś kojarzyły mi się z czułością i bliskością. Każda rzecz, każdy gest nagle wydawały się podszyte kłamstwem. Świece, które miały oświetlić naszą kolację, wrzuciłam do szuflady razem z resztką złudzeń. Nie wiem, co będzie dalej. Może życie samotne okaże się łatwiejsze niż ciągłe udawanie, że wszystko jest w porządku. Może kiedyś znowu nauczę się ufać, choć teraz wydaje się to kompletnie nierealne. Jedno wiem na pewno – już nigdy nie będę szukać prezentu na Walentynki z tą samą naiwnością, z jaką szukałam w tym roku.
Iwona, 37 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Mój współlokator w sanatorium chrapał jak traktor. Ciszy szukałem u sąsiadki, ale dostałem tam coś lepszego”
- „Moje dzieci nie chciały spędzać czasu z dziadkiem. Córka w końcu przyznała, jakie bzdury im wmawiał”
- „Złowiłam bogatego wdowca i czekałam na pierścionek. Miałam nosić markowe szpilki, a skończyłam w znoszonych trampkach”