Reklama

Byłam wtedy na trzecim roku studiów i, szczerze mówiąc, życie emocjonalne miałam dość ubogie. Większość moich koleżanek już od dawna spotykała się z kimś na poważnie, a ja zawsze byłam „tą, która słucha cudzych zwierzeń”. Zamiast randek – wieczory z książką, zamiast wspólnych spacerów – telefoniczne rozmowy z mamą. Może dlatego właśnie historia z Walentym tak bardzo mnie wciągnęła. Zaczęło się od zwykłych wiadomości w internecie, gdzie przyjęłam zaproszenie do grupy, nie podejrzewając, że ta niewinna decyzja wciągnie mnie w wir wydarzeń, które całkowicie mnie zaskoczą.

Nigdy nie miałam w zwyczaju angażować się w znajomości z ludźmi poznanymi online, ale tym razem poczułam się zaintrygowana. Najbardziej niezwykłe w tej historii było to, że przez wiele miesięcy rozmawiałam z kimś, kogo nie znałam z widzenia, nie znałam nawet jego prawdziwego imienia. On też nie wiedział o mnie wszystkiego. To, co zaczęło się jako żart, z czasem nabrało powagi i stało się dla mnie jednym z najważniejszych przeżyć w życiu.

Walenty był mi coraz bliższy

Wszystko zaczęło się całkiem niewinnie, od przypadkowej wiadomości na grupie studenckiej. Ktoś wrzucił mema o sesji, pod którym rozwinęła się lawina komentarzy. Kiedy odpowiedziałam zabawną ripostą, po chwili dostałam prywatną wiadomość: „Masz poczucie humoru, lubię to. Walenty”. Pomyślałam, że to kolejny nudny żart, ale odpisałam równie lekko. Słowa same płynęły. Walenty – tak się przedstawił – miał dar pisania. Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym: o wykładach, o profesorach, o tym, jak bardzo nie chce się wstawać na poranne ćwiczenia. Nigdy nie wysyłał mi swojego zdjęcia, choć ja kilka razy proponowałam wymianę fotografii. Unikał tego tematu.

Zaczęło mnie to intrygować, ale z drugiej strony – właśnie ta niewiedza była pociągająca. Każdego dnia sprawdzałam telefon z nadzieją, że znów do mnie napisze. Moje koleżanki zaczęły żartować, że chyba się zakochałam w wirtualnym duchu. Trochę się śmiałam, trochę udawałam obojętność, ale w środku czułam, że Walenty staje mi się coraz bliższy. Nawet nie zauważyłam, kiedy rozmowy zaczęły schodzić na poważniejsze tory. Opowiadałam mu o swoich lękach, planach i marzeniach, jakbym znała go od lat. Wciąż nie wiedziałam, jak wygląda, ani kim jest naprawdę.

Było w tym coś wciągającego

Z czasem rozmowy z Walentym stały się moją codziennością. Niezależnie od nastroju, mogłam do niego napisać o każdej porze, a on zawsze odpowiadał w sposób, który poprawiał mi humor. Było w tym coś wciągającego – poczucie, że po drugiej stronie ekranu jest ktoś, kto naprawdę mnie słucha. Kiedy zaproponowałam spotkanie, wymigał się żartem.

– Może najpierw spróbujemy od kawy on-line? – napisał.

– Może najpierw pokażesz mi swoje zdjęcie, Walenty – odpowiedziałam z przekorą.

A jeśli ci się nie spodobam? – zagrał w otwarte karty.

– Wtedy się pośmiejemy razem – próbowałam go przekonać.

Nie naciskałam jednak zbyt mocno, bojąc się, że się wycofa. W końcu sama nie byłam pewna, czy jestem gotowa poznać prawdę. Tajemnica dawała mi poczucie bezpieczeństwa. W realnym świecie byłam nieśmiała, nie do końca pewna siebie. Dzięki Walentemu mogłam być bardziej otwarta, odważniejsza. On też coraz częściej opowiadał mi o sobie, ale zawsze bardzo ogólnie – o rodzinie wspominał rzadko, o przyjaciołach jeszcze mniej. Zastanawiałam się, kim jest ten chłopak. Zaczęłam analizować profile na grupie, porównywałam styl wypowiedzi. Podejrzewałam kilku chłopaków z roku, jednak żaden nie pasował mi do tego obrazu, który już zbudowałam w głowie.

Chciałam go poznać na żywo

Im dłużej trwała nasza znajomość, tym bardziej czułam się związana z Walentym. Czasem budziłam się w nocy, żeby sprawdzić, czy napisał. Opowiadałam mu o swoim dzieciństwie, o tym, że boję się porażek i nie umiem mówić o uczuciach. Był dla mnie jak lustro – mogłam się przy nim wygadać, nie bojąc się oceny. Pewnego wieczoru, gdy wracałam zmęczona po zajęciach, znów odezwał się pierwszy:

– Hej, coś dziś cicha jesteś.

– Po prostu miałam kiepski dzień. Znowu się pokłóciłam z matką.

– Znasz mnie na tyle, że możesz się wygadać. Chcesz pogadać przez telefon?

Zaskoczył mnie tą propozycją. Przez chwilę zawahałam się, ale w końcu wpisałam numer i czekałam, aż zadzwoni. Głos miał głęboki, spokojny, zupełnie inny niż sobie wyobrażałam. Przegadaliśmy ponad godzinę, głównie o mnie. Na koniec rozmowy Walenty nagle powiedział:

Lubię cię słuchać. Chciałbym kiedyś usiąść z tobą na ławce, po prostu tak pogadać, bez ekranu.

Wtedy poczułam, że to już nie jest tylko zabawa w domysły. Niewidzialna bliskość, która rosła między nami, stała się zbyt silna, żeby ją ignorować. Chciałam go poznać, zobaczyć. Jednak wciąż nie byłam pewna, czy jestem gotowa zmierzyć się z prawdą.

Oboje byliśmy zakłopotani

Od naszego pierwszego telefonu nie mogłam przestać myśleć o Walentym. Stał się kimś więcej niż wirtualnym znajomym – był blisko, chociaż nie mogłam go zobaczyć. W głowie tworzyłam różne scenariusze naszego spotkania. Zastanawiałam się, jak zareaguję, gdy w końcu poznam jego twarz. Z każdym kolejnym dniem miałam coraz więcej pytań i coraz mniej cierpliwości. Któregoś popołudnia napisał mi niespodziewanie:

– Może byśmy się jednak spotkali? Nie chcę cię już dłużej zwodzić.

Przez chwilę zawahałam się, czy to na pewno dobry pomysł, ale zgodziłam się bez namysłu. Ustaliliśmy miejsce: park w centrum, ławka przy fontannie. Przyszłam pierwsza, z duszą na ramieniu. Obserwowałam wszystkich młodych mężczyzn – który z nich to Walenty? Mijały minuty, a ja byłam coraz bardziej zestresowana. W końcu usłyszałam za plecami ciche:

– Cześć, to ty?

Odwróciłam się i zobaczyłam… chłopaka z mojego roku, ale nie tego, którego podejrzewałam. Zaskoczył mnie nie tyle wygląd, co jego imię, które wypowiedział:

Mam na imię Kamil. Walenty to tylko mój internetowy pseudonim. Bałem się, że mnie nie poznasz i… może się rozczarujesz.

Patrzyliśmy na siebie w milczeniu, oboje lekko zakłopotani.

Czułam rozczarowanie i ulgę

Pierwsza chwila była niezręczna. Nie wiedziałam, co powiedzieć, a Kamil wyglądał, jakby też nie był pewien, czy to wszystko nie jest pomyłką. Usiadł obok mnie na ławce i przez chwilę żadne z nas się nie odezwało. W końcu to on przerwał ciszę.

– Wiem, że trochę cię oszukałem. Naprawdę mam na imię Kamil. Walenty to… mój drugi profil, taki do żartów. Bałem się, że gdybym napisał z prawdziwego konta, nie potraktujesz mnie poważnie. Ty zawsze byłaś taka „poukładana”, ja raczej z tych, co nie wychylają się na zajęciach. Chciałem cię poznać, a nie miałem odwagi w realu.

Poczułam się rozdarta. Z jednej strony czułam złość – ktoś, kogo darzyłam sympatią, ukrywał przede mną swoją prawdziwą tożsamość. Z drugiej – wiedziałam, że ten głos, który mnie uspokajał przez tyle wieczorów, należy właśnie do niego.

– Przykro mi, że to wszystko było takie nie do końca szczere – powiedziałam. – Ale… rzeczywiście nie jestem pewna, czy bym cię wtedy w ogóle zauważyła.

– Zrozumiem, jeśli nie będziesz chciała mnie więcej widzieć – odpowiedział cicho, spuszczając wzrok.

Patrzyłam na Kamila, czując dziwną mieszankę rozczarowania i ulgi. Może jednak oboje byliśmy trochę innymi ludźmi niż w naszych internetowych wersjach?

Nie wiem, co będzie dalej

Wstałam z ławki i spojrzałam na Kamila, który wciąż wyglądał na skruszonego. Przez chwilę miałam ochotę po prostu odejść, odciąć się od tego dziwnego zamieszania. Coś mnie jednak powstrzymało. Może to była ciekawość, może sentyment do tych wszystkich rozmów, które tak wiele dla mnie znaczyły.

– Wiesz, nie wiem, jak się teraz zachować – przyznałam szczerze. – Trochę czuję się oszukana, ale chyba sama pozwoliłam, żeby ta tajemnica tak długo trwała.

– Może dam ci coś na przeprosiny? – zaproponował cicho, wyciągając z plecaka mały notes. – Zapisuj tu swoje myśli, jeśli nie będziesz chciała już do mnie pisać.

Wzięłam notes do ręki. Poczułam się jak ktoś zupełnie nowy – nieśmiała dziewczyna, która odważyła się wejść w świat, którego się bała. Być może właśnie ta historia, tak nieoczywista i nieidealna, była mi potrzebna, by spojrzeć na siebie inaczej. Nie wiem, czy z Kamilem się jeszcze spotkamy. Może będziemy rozmawiać jak dawniej, a może każde z nas pójdzie własną drogą. Wiem jednak, że już nie chcę być tylko „tą od wysłuchiwania innych”. Chcę być dziewczyną, która ryzykuje, nawet jeśli może się rozczarować.

Natalia, 22 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama