„Teść ma się za arystokratę, a słoma mu z butów wystaje. Klasa to nie tylko drogi garnitur i perfumy z najwyższej półki”
„Siedziałam tam, w tej białej sukni, z uśmiechem przyklejonym do twarzy, a we mnie wszystko wirowało. Chciałam wstać i pobiec za tatą, ale czułam się jak przywiązana. Ludzie patrzyli, a ja udawałam, że nic się nie stało”.

- Redakcja
Pochodzę z małej wsi pod Łowiczem. Moja mama całe życie była cichą, uległą kobietą, a ojciec z dumą mówił o sobie, że rękami zarabia na chleb. Prosty człowiek, ale z zasadami. I choć jego twarz stwardniała przez lata ciężkiej pracy, to mnie kochał na swój specyficzny, czasem zbyt szorstki sposób.
Tomek – mój mąż – wręcz przeciwnie: wychowany w mieście, syn wyniosłego profesora prawa i eleganckiej pani farmaceutki. Zamożna rodzina, kultura, savoir-vivre. Kiedy go poznałam na uczelni, wydawał się inny niż jego świat – ciepły, szczery, zwyczajny. Zakochałam się na zabój. Kiedy się zaręczyliśmy, mój ojciec długo milczał. Znałam go – nie ufał Tomkowi, a zwłaszcza jego ojcu.
– Za bardzo nos zadziera – rzucił kiedyś, ale potem dodał: – Dla ciebie uśmiechnę się nawet do diabła.
Organizacja wesela pochłonęła mnie całą. Dopięłam wszystko na ostatni guzik. Sukienka była jak z marzeń – prosta, koronkowa, sala w dworku pod Warszawą, z rustykalnym klimatem i wielkimi oknami, menu dogadane do perfekcji: trochę swojsko, trochę elegancko – żeby wszystkim pasowało.
Kiedy wchodziliśmy z Tomkiem na salę, goście wstali z miejsc i rozległy się brawa. DJ puścił naszą piosenkę, a ja poczułam, że nogi mam jak z waty. Wszystko wyglądało dokładnie tak, jak planowałam – kwiaty, światła, układ stołów. Usiadłam przy stole i starałam się nie dać po sobie poznać, że zaczynałam się denerwować. To był ten moment, kiedy wszystko powinno już iść gładko. A potem wstał teść.
Przeszedł mnie dreszcz
Uniósł kieliszek, a sala zamilkła. Wstał powoli, dostojnie, jakby miał wygłosić mowę stulecia. Poprawił mankiet i spojrzał na wszystkich z góry. Tomek już wtedy ścisnął moją dłoń pod stołem.
– Drodzy państwo – zaczął – dziś żegnam syna… chłopca, który biegał po ogrodzie, zrywał kwiaty z grządek mamy i chował się za zasłoną, kiedy miał iść do przedszkola. I witam mężczyznę. Męża. Oj, przyznam, że serce mi dziś mięknie.
Sala się zaśmiała, ja też. To był ten moment, który powinien trwać. Ale teść kontynuował.
– Kiedy pierwszy raz Tomek powiedział mi, że się zakochał… przyznam, miałem swoje wyobrażenia – zrobił pauzę. – Nie spodziewałem się, że pewnego dnia do naszego domu wejdzie dziewczyna z innego świata. Z miejsca, gdzie, jak to mawia mój kolega, chleb jeszcze piecze się w piecu.
Mama spuściła głowę, ojciec patrzył na teścia bez ruchu. Tomek jakby znieruchomiał.
– No cóż – mówił dalej teść – można powiedzieć, że w tym małżeństwie spotykają się dwa światy. Świat z klasą i świat… bardziej swojski. Ale nasz Tomek zawsze miał serce dla ludzi. Nawet tych… mniej obytych.
Zadzierał nosa
Kilka osób zachichotało, inni zaczęli się kręcić na krzesłach. Nagle ktoś odsunął krzesło i wstał. To był mój ojciec. Nie powiedział nic. Przeszedł przez całą salę i wyszedł. Mama szepnęła mi do ucha tak, że tylko ja mogłam to usłyszeć:
– To był błąd… Małgosiu, to był błąd…
Siedziałam tam, w tej białej sukni, z uśmiechem przyklejonym do twarzy, a we mnie wszystko wirowało. Chciałam wstać i pobiec za tatą, ale czułam się jak przywiązana. Ludzie patrzyli, a ja udawałam, że nic się nie stało, że to tylko żart. A to nie był żart. To było upokorzenie.
Zamknęłam się w toalecie i przekręciłam zamek. Światła jarzyły się ostro nad lustrem, a ja patrzyłam na siebie jak na kogoś obcego. W białej sukni, z rozmazanym makijażem i włosami, które jeszcze godzinę temu układały się idealnie. Teraz nic nie wyglądało, jak powinno. Oparłam się o umywalkę i zaczęłam oddychać głęboko, ale to nic nie dawało. Łzy cisnęły się same.
Byłam załamana
Ktoś zapukał.
– Gośka? To ja – rozpoznałam głos mojej świadkowej. – Wiem, że chcesz zostać sama, ale… Wszyscy to zauważyli. Ale to nie twoja wina.
Chciałam jej powiedzieć, żeby sobie poszła, że nie chcę już słuchać tych wszystkich uspokajających słów. Wiedziałam, że zrobiła to z dobrego serca, ale to nie pomagało.
– On nie miał prawa tak mówić – dodała ciszej. – Twój tata wyszedł. Tomek wygląda, jakby się zapadł pod ziemię.
Znowu ktoś zapukał. Tym razem mocniej.
– Kochanie, proszę, otwórz – to Tomek. – Wiem, że jesteś zła, ale on nie miał tego na myśli. To były żarty, po prostu głupie żarty. Chodź, pogadamy. Wszystko naprawimy.
Stałam tam i nie ruszałam się z miejsca. W mojej głowie powtarzały się jego słowa: „świat z klasą i świat bardziej swojski”. I to, jak patrzył na moich rodziców. „To miał być nasz dzień”, pomyślałam. „A wyszło jak zawsze. On tego nie rozumie. To nie żart. To upokorzenie”.
– Małgośka, otwórz, proszę… – szeptał za drzwiami. – Porozmawiajmy. Nie zostawiaj mnie tak.
Wszystko runęło
Wzięłam chusteczkę i starłam rozmazany tusz spod oczu. Odetchnęłam. Wiedziałam, że muszę wyjść. Nie po to, żeby rozmawiać, tylko żeby skończyć to, co się zaczęło. Wyszłam z łazienki powoli. Na korytarzu było pusto. Sala tętniła muzyką, ale przy moim stole panowała cisza. Ojciec stał pod drzwiami, jakby się wahał, czy wrócić.
– Tato… – podeszłam cicho.
– Wiesz co? Żałuję, że tu przyjechałem – powiedział bez cienia emocji. – Nie pozwolę, żeby ktoś pluł mi w twarz i udawał, że pada deszcz.
Wszystko wydarzyło się w sekundach. Ojciec ruszył w stronę teścia. Ktoś go złapał za ramię, Tomek stanął między nimi, podniósł ręce. DJ przerwał muzykę. Część gości zaczęła się zbierać. Stałam i patrzyłam, jak ten dzień rozpada się na kawałki. Nie mogłam oddychać. Wszystko wirowało. Usiadłam przy stole, patrząc bez celu. Czułam tylko jedno: to się właśnie wydarzyło. I już się nie cofnie.
Obrazili się
Minęło pięć lat. Żadne przeprosiny nie padły, żadne ręce nie zostały wyciągnięte. Święta spędzamy osobno – ja u moich rodziców, on u jego. Urodziła nam się córka. Myślałam, że może wtedy coś się zmieni. Wysłałam zdjęcia, zadzwoniłam do wszystkich. Matka Tomka przysłała paczkę z ubrankami. Teść – cisza. Mój ojciec z kolei, kiedy tylko usłyszał, że planujemy chrzest, zapytał:
– A on będzie?
– Tomek? Oczywiście, że tak.
– Nie. Jego ojciec.
Nie odpowiedziałam. Nasze rozmowy z Tomkiem coraz częściej kończą się milczeniem, jakbyśmy nie umieli już dotrzeć do siebie. Jednego wieczoru zapytałam go wprost:
– Myślisz, że oni kiedykolwiek się pogodzą?
– Nie wiem. Mój ojciec uważa, że nie powiedział nic złego.
– A ty? Też tak uważasz?
Nie odpowiedział od razu. Potem tylko wzruszył ramionami.
– Widzisz – powiedziałam. – To właśnie boli najbardziej.
Żyjemy w napięciu
Gdy nasza córka kończyła cztery lata, pomyślałam, że może to ostatnia szansa. Że jeśli nie teraz, to już nigdy. Zorganizowałam małe przyjęcie u nas w domu, zaprosiłam obie strony, nawet teścia, choć robiłam to z ciężarem w żołądku. Mama przez telefon była zdenerwowana.
– Gosiu… twój ojciec nie zapomni tego dnia nigdy.
– Ale nie chcę, żeby moja córka rosła w tym zimnie.
Mój ojciec został w domu. Przysłał torbę z prezentem przez mamę. Teść nie przyszedł. Przysłał prezent kurierem: pudełko z lalką. Siedzieliśmy z gośćmi, było poprawnie, grzecznie, jak na imieninach u cioci. Ale to nie było to. Patrzyłam na córkę, jak cieszy się z tortu i wiedziałam, że to wszystko – ten wysiłek, te zaproszenia – to był teatr.
Małgorzata, 33 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie prawdopodobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Gdy mój mąż zmarł, ludzie się nade mną litowali. Nie wiedzieli, że długo wdową nie pobędę, bo mam dla niego zastępstwo”
- „Spadek po ciotce otworzył mi oczy. Mój facet, gdy tylko poczuł pieniądze, zamienił się w chciwego typa”
- „Dziwiłam się, gdy zięć pozwalał, by moja córka traktowała go jak śmiecia. Zrozumiałam, że sama się do tego przyczyniłam”