„Teść miał wyjechać na ferie z wnukami, ale wkręcił nam numer. Nie mogę uwierzyć, że olał dzieci dla kochanki”
„Zastanawiałam, jakim cudem teść przez tyle lat potrafił być w porządku, a teraz odwalił taki numer. Wieczorem jednak zadzwonił. Odebrałam tylko dlatego, że dzieci siedziały obok i zerkały na mnie z napięciem”.

- Redakcja
Te ferie miały być inne niż wszystkie. Długo je planowałam – wcześniej niż zwykle, bo zależało mi, żeby wszystko dopiąć na ostatni guzik. W tym roku pierwszy raz nie mogłam sama pojechać z dziećmi. Miałam ważne spotkania w pracy, których nie dało się przełożyć, ale nie chciałam, żeby bliźniaki siedziały całe dwa tygodnie w domu. I właśnie wtedy wpadłam na genialny pomysł – zapytać teścia. Był już na emeryturze, miał mnóstwo czasu, a z wnukami zawsze się dogadywał. Gdy zaproponowałam mu wyjazd w góry, od razu się zgodził. Cieszył się, że zabierze dzieci, nawet sam coś wspominał, że od dawna chciał wrócić w te okolice. Zapłaciłam więc za całość – hotel, a nawet zarezerwowałam im lekcje z instruktorem. W dniu wyjazdu byłam bardziej podekscytowana niż oni. Dzieci skakały z radości, a ja miałam poczucie, że ogarnęłam rzeczy niemożliwe. Przez moment naprawdę myślałam, że wszystko się ułożyło idealnie. Do czasu.
Stałam z otwartymi ustami
– Dobra, dzieciaki, sprawdźcie jeszcze raz, czy wszystko spakowaliście! – wołałam z kuchni, zerkając na zegarek.
Mieliśmy wyjechać za pół godziny, a oni tradycyjnie latali jak poparzeni.
– Mamo, nie wiem, gdzie jest druga rękawiczka! – jęknęła Lena.
– W szufladzie pod telewizorem! Wczoraj tam ją widziałam! – odkrzyknęłam i znowu spojrzałam na telefon.
Teść się nie odzywał od rana. Trochę mnie to dziwiło, ale uznałam, że pewnie szykuje się na wyjazd.
– Mamo, a czy dziadek będzie z nami jeździł na nartach? – zapytał Tymon.
– Nie wiem, kochanie. Może trochę, może nie, wiesz, dziadek ma już swoje lata – odpowiedziałam i uśmiechnęłam się do niego z czułością.
Właśnie wtedy zadzwonił telefon. Spojrzałam na ekran – teść.
– O, dziadek dzwoni! – krzyknęłam radośnie. Odebrałam niemal śpiewającym głosem. – Cześć, tato! Gotowy na wyjazd?
Po drugiej stronie zapadła cisza, a potem usłyszałam jego niezręczne chrząknięcie.
– No… wiesz, Magda… sprawa się trochę skomplikowała – zaczął.
Zamarłam. Już po tonie wiedziałam, że nic dobrego z tego nie będzie.
– Skomplikowała? Co znaczy „skomplikowała”?
– No właśnie… ja… nie jadę.
– CO?! – wydarłam się tak, że dzieci wybiegły z pokoju. – Jak to nie jedziesz?!
– Bo… Jola miała wolne i… zaprosiła mnie do Krynicy.
Stałam z otwartymi ustami. Przez chwilę nie wiedziałam, czy się śmiać, czy płakać.
– Żartujesz. Mów, że żartujesz.
– Nie żartuję. Przepraszam. Tak wyszło.
Zostałam na lodzie
– Dziadek nie jedzie? – zapytała Lena, patrząc na mnie wielkimi oczami.
– Co się stało? – Tymon był już w kurtce, z plecakiem na plecach, gotowy do wyjścia.
– Dziadek… zmienił plany – powiedziałam najspokojniej, jak potrafiłam, chociaż w środku kipiałam ze złości. – Nie pojedzie z wami.
– Ale jak to? – Lena była bliska płaczu. – Przecież wszystko było już ustalone…
Usiadłam przy stole i ukryłam twarz w dłoniach. Oddychałam głęboko, żeby nie wybuchnąć przy dzieciach.
– Zadzwonię do niego! – Tymon już wyciągał telefon.
– Nie – zatrzymałam go. – Nie dzwoń. To i tak nic nie zmieni.
Zostałam na lodzie. A raczej dzieci zostały.
– No to co teraz? – Lena usiadła przy mnie. – Zostajemy w domu?
Zacisnęłam zęby.
– Nie. Pojedziecie.
– Ale mamo, ty przecież miałaś pracę! – Tymon aż zbladł. – Mówiłaś, że nie możesz…
– Tak, ale nie mogę też pozwolić, żebyście cały tydzień patrzyli przez okno i czekali na śnieg, który tu nigdy nie spadnie – odpowiedziałam gorzko. – Pojedziemy razem. Zaprowadzę was do instruktora, wszystko wam pokażę, a potem... sama nie wiem.
Nie miałam pojęcia, jak to pogodzę z pracą, ale jedno wiedziałam: nie dam tej satysfakcji Joli.
Zacisnęłam ręce na kierownicy
Droga w góry była pełna napięcia. Dzieci próbowały udawać, że nic się nie stało, ale Lena siedziała wpatrzona w okno, a Tymon siedział z nosem w telefonie. Co chwilę spoglądałam w lusterko. Miałam ochotę zawrócić i pojechać do teścia.
– Mamo, a co jeśli dziadek będzie chciał, żebyśmy z nim pojechali za rok? – zapytał nagle Tymon, zaskakująco spokojnym tonem.
– To wtedy zapytam go, czy Jola też jedzie. I jak powie, że tak, to już znasz odpowiedź – odpowiedziałam, nie siląc się na dyplomację.
– W sumie… – Lena się odezwała – …może to lepiej, że pojechał z nią. Bo by tylko narzekał. Że zimno. Że stoki strome. Że dzieci za głośne.
– Nieprawda – burknął Tymon. – Dziadek zawsze był fajny. Tylko ostatnio jakby… zgłupiał.
Zacisnęłam ręce na kierownicy.
– Dziadek ma prawo robić, co chce. Jest dorosły – powiedziałam chłodno. – Tylko niech za swoje robi. Nie za moje.
– A ta Jola… – Lena się zawahała. – Ona cię lubi?
– Czy mnie lubi? – parsknęłam.
Zapadła cisza. Dojechaliśmy późnym popołudniem. Hotel był dokładnie taki jak na zdjęciach.
– I co, to tutaj? – Tymon otworzył drzwi samochodu.
– Tak. Tylko szkoda, że w innym składzie – mruknęłam. – No, ale trudno. Pokój opłacony, ferie też.
Uśmiechnęłam się gorzko
Przez pierwsze dwa dni udawałam przed dziećmi, że wszystko gra. Zawiozłam ich na stok, odebrałam po lekcjach, pokazywałam, gdzie jest suszarnia i jadłodajnia.
– Mamo, a ty serio wrócisz do domu? – zapytała Lena wieczorem.
– No przecież muszę. Praca sama się nie zrobi – uśmiechnęłam się słabo, popijając herbatę z plastiku. – Poza tym wasz instruktor wygląda na ogarniętego.
– A jak dziadek zadzwoni? – Tymon spojrzał na mnie z ukosa. – To, co mu powiesz?
Zastanowiłam się przez chwilę.
– Nic mu nie powiem – powiedziałam powoli. – Nie zamierzam się produkować. Nie jestem jego opiekunką ani terapeutką. Chciał jechać z Jolą? Świetnie. To niech teraz sobie siedzi z Jolą i patrzy, jak spadają płatki śniegu. Bez wnuków.
– Może mu się nudzi – mruknęła Lena.
– No to trzeba było o tym pomyśleć wcześniej – powiedziałam ostrzej, niż planowałam. Lena zamilkła i zapatrzyła się w ogień.
Po chwili Tymon wyciągnął telefon.
– To co, robimy sobie zdjęcie i wysyłamy dziadkowi?
Uśmiechnęłam się gorzko. W sumie, skoro już tu jesteśmy, to przynajmniej dzieci będą miały co wspominać.
Byłam na niego zła
Trzeciego dnia, kiedy byłam prawie pewna, że będę musiała wracać do domu, dostałam SMS-a. Teść.
„Jak dzieci? Może zadzwonię wieczorem?”
Spojrzałam na ekran, jakbym widziała obcy alfabet. Nie odpisałam od razu. Poszłam do bufetu, zamówiłam kawę i usiadłam sama przy oknie z widokiem na stok. Zastanawiałam, jakim cudem teść przez tyle lat potrafił być w porządku, a teraz odwalił taki numer. Wieczorem jednak zadzwonił. Odebrałam tylko dlatego, że dzieci siedziały obok i zerkały na mnie z napięciem.
– No, halo? – odezwałam się chłodno.
– Magda, przepraszam… naprawdę. Nie chciałem ci robić problemu. Myślałem, że jakoś się to ułoży…
– Myślałeś? – przerwałam mu. – Tato, ty najwyraźniej w ogóle nie myślałeś. Zostawiłeś dwójkę dzieci, które się cieszyły, że jadą z dziadkiem. I pojechałeś z kobietą, która nie potrafi nawet spojrzeć im w oczy na Wigilii.
– Wiem, zawaliłem. Jola… to był impuls.
– Nie musisz mi tłumaczyć, serio – powiedziałam szorstko. – Po prostu więcej nie obiecuj, że coś zrobisz. To oszczędzi i tobie, i nam, rozczarowań.
– Magda…
– Dzieci są bezpieczne. I czekam na przelew za ten hotel – dodałam spokojnie.
– Oczywiście, przeleję. Chciałem tylko… – zawahał się – porozmawiać z nimi.
Podałam telefon Tymonowi.
– Dziadek chce z tobą pogadać – mruknęłam.
– Teraz? – Tymon wzruszył ramionami. – A po co?
Zostałam z dziećmi
– No dobra, pogadam z nim – mruknął Tymon i przyłożył telefon do ucha. – Cześć, dziadek… Tak, jesteśmy już po kolacji. Nie, nie było gulaszu, był makaron… Co? Nie, nie pada śnieg… – przewrócił oczami.
Lena też podeszła, przysiadła obok brata.
– Może chociaż zapyta, czy dobrze się bawimy – szepnęła cicho.
Nie zapytał. Przez całą rozmowę próbował tłumaczyć, że mu przykro, że nie przemyślał tego, że Jola go zaskoczyła propozycją. Gadał dużo. Jak ktoś, kto wie, że nie ma nic na obronę.
– Jasne, dziadku. No dobra. Cześć – Tymon rozłączył się i oddał mi telefon. – W sumie, to nie wiem, po co dzwonił. Jakby chciał tylko pogadać o sobie.
– Bo tak właśnie było – powiedziałam cicho.
– Nie chcę z nim nigdzie więcej jechać – rzuciła Lena. – Niech sobie jeździ z Jolą.
– I niech Jola płaci – dodałam z przekąsem.
Zostałam z dziećmi. W pracy powiedziałam, że przez „nagły kryzys rodzinny” muszę pracować zdalnie. W końcu nie skłamałam. A teść? Przelał pieniądze. Może myślał, że tym kupi sobie spokój. Nie kupił.
Magda, 39 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Pojechałam na ferie sama, by wypocząć. Przypadkowe spotkanie zimą rozgrzało mnie bardziej niż niejeden letni romans”
- „Na nasz zimowy wyjazd do Pragi mąż zabrał pasażera na gapę. Kto by pomyślał, że zaprzyjaźnię się z jego kochanką”
- „Laurka od wnuków na Dzień Babci pokazała mi, kim dla nich jestem. Liczą tylko na koperty i robią ze mnie bankomat”