„Teść w Dzień Dziadka zachował się podle. Syn dał mu drogie perfumy, a on tylko prychnął pod nosem”
„Mąż milczał. Syn siedział z opuszczoną głową. A ja? Ja miałam ochotę powiedzieć wszystko, co od lat siedziało mi na wątrobie. Jednak się powstrzymałam”.

- Redakcja
Mówią, że liczy się gest, ale coraz częściej widzę, że liczy się tylko to, kto ile komu dał i jak głośno się tym pochwalił. Zresztą, nie o mnie tu chodzi, tylko o mojego męża i jego nieśmiałe próby docenienia ojca. Człowieka, który od lat zachowywał się, jakby istniał tylko wówczas, gdy coś od nas chciał.
Prawda jest taka, że ja już dawno przestałam oczekiwać jakiejkolwiek wdzięczności z jego strony. Jednak mój mąż... On wciąż próbował. Wciąż miał nadzieję, że może tym razem usłyszy coś więcej niż tylko „mhm” albo „no”. Jakby każdy Dzień Dziadka był dla niego kolejną szansą, że ten jego szorstki i wiecznie niezadowolony ojciec w końcu powie coś miłego. A może chociaż skinie głową z uznaniem. W tym roku razem z naszym synem wybrał taki prezent, który sam chciałby dostać. A potem siedzieliśmy przy stole i patrzyliśmy, jak teść otwiera pudełko z perfumami i... no właśnie.
Byłam bliska furii
Siedzieliśmy przy stole jak na szpilkach. Teść siedział jak król – z założonymi rękami, z miną, jakby przyszedł tu za karę. Syn podszedł do niego, żeby go ucałować i wręczyć mały pakunek, a on tylko kiwnął głową i burknął pod nosem:
– No, no, ładne, ładne...
Spojrzałam na męża. Był spięty, jakby sam miał zaraz iść na egzamin.
– Dziadku, to dla ciebie... Coś wyjątkowego. Mam nadzieję, że ci się spodoba.
Teść spojrzał na paczkę, jakby podano mu talerz zepsutego jedzenia. Zerwał papier z obojętnością. Wydobył czarne pudełko z logo znanej marki i uniósł brew.
– Perfumy? – zapytał z taką miną, jakby mu ktoś wręczył flakon trucizny.
– Tak. Wybierałem razem z Michasiem. Pomyślałem, że ci się spodobają – odpowiedział mój mąż z lekkim uśmiechem.
– Mhm – mruknął teść i... prychnął. Normalnie prychnął pod nosem! – Perfumy... Dla faceta po siedemdziesiątce? Ciekawe.
Zrobiło się cicho. Nawet syn przestał się wiercić. Mój mąż zbladł, a ja poczułam, jak zalewa mnie złość.
– Myśleliśmy, że ci będzie miło – powiedziałam spokojnie, choć w środku aż mnie skręcało.
– Dobrze myśleliście – odburknął. – Ale to się młodym przydaje. Ja tam wolę wodę po goleniu z kiosku.
Było mi niezręcznie
Mąż milczał. Syn siedział z opuszczoną głową, jakby ktoś go uderzył. A ja? Ja miałam ochotę powiedzieć wszystko, co od lat siedziało mi na wątrobie. Jednak się powstrzymałam.
– Woda po goleniu z kiosku też pewnie z sentymentem, co? – rzuciłam, udając lekki ton, choć zęby zaciskałam tak, że aż mnie głowa rozbolała.
– A czemu nie? – Teść wzruszył ramionami. – Przynajmniej nie kosztuje majątku i nie śmierdzi, jakby człowiek wpadł do perfumerii.
– Tato, to prezent – odezwał się mój mąż cicho. – Nie chodzi o zapach. Chcieliśmy, żebyś miał coś... porządnego.
– Porządne to są narzędzia, nie pachnidła – odburknął teść i sięgnął po kawałek sernika. – Kiedyś nikt takich rzeczy nie kupował i jakoś ludzie żyli. Teraz to same fanaberie.
Spojrzałam na syna, który znowu zaczęły się wiercić na krzesłach. Michaś popatrzył na mnie z pytającym wzrokiem, jakby nie rozumiał, co jest nie tak. I pewnie nie rozumiał. Bo jak dziecku wytłumaczyć, że dziadek umie tylko krytykować?
– To może ich użyjesz? – powiedziałam spokojnie. – Choć raz. Zobaczysz, może ci się spodobają.
Teść spojrzał na mnie spode łba i z zaciśniętymi ustami rzucił:
– Prędzej je dam Mietkowi spod piątki. Ten to się przynajmniej stroi. I goli co drugi dzień.
Mój mąż wstał od stołu.
Było mi go żal
W kuchni zapanowała cisza. Mąż odszedł do okna i stał tam, patrząc gdzieś w przestrzeń, jakby tam było coś ważniejszego niż to wszystko, co się właśnie wydarzyło.
– Niepotrzebnie żeście się tak wykosztowali – burknął teść z ustami pełnymi sernika. – Zresztą... co wy tam wiecie. Wszystko teraz takie udawane.
– Udawane? – powtórzyłam cicho, czując, jak krew zaczyna mi buzować. – Co niby jest udawane? Że chcieliśmy zrobić coś miłego?
Teść wzruszył ramionami, jakby właśnie komentował pogodę.
– Mówię, jak jest. Dzień Dziadka – święto wymyślone przez marketingowców. Żebyście się tylko lepiej poczuli, że coś daliście.
Mąż w końcu się odwrócił.
– Tato – powiedział spokojnie – ty zawsze tak? Nawet jak byłem dzieckiem, nie pamiętam, żebyś kiedykolwiek powiedział: „dziękuję”, „dobrze zrobiłeś”, „jestem z ciebie dumny”. Zawsze tylko: „mogłeś lepiej”, „a po co to”, „na co ci to”.
Teść spojrzał na niego bez emocji.
– I co, teraz masz mi za złe?
– Już nie – odparł mój mąż. – Już nawet nie mam siły mieć za złe.
– Taka dzisiaj wrażliwa ta młodzież – mruknął teść, wstając od stołu. – Całe życie harowałem, nikt mi nic nie dawał. A wy? Prezenty, zapachy, głupoty.
Patrzyłam, jak mój mąż siada z powrotem i cicho mówi:
– Wiesz, tato... czasem człowiekowi bardziej brakuje jednego dobrego słowa niż całego majątku.
Myślałam, że zrozumie
Po tych słowach zapadła cisza. Dłuższa niż wcześniej. Teść spojrzał na wnuka, a potem na swojego syna i, na ułamek sekundy, zdawało się, że coś do niego dociera. Jednak zaraz potem zmarszczył brwi i rzucił:
– A może właśnie dlatego wy jesteście tacy miękcy. Za dużo tego gadania o uczuciach.
– Miękcy? – powtórzył mój mąż, nie podnosząc wzroku. – Nie, tato. My po prostu nie chcemy być tacy jak ty. Chcę być innym ojcem dla swojego syna.
Te słowa przecięły powietrze jak brzytwa. Teść zamarł. Ja też. Wiedziałam, że to nie była chwilowa złość. To było podsumowanie lat ciszy, chłodu, pretensji ubranych w ironiczne komentarze.
– No to gratuluję. Wyszło wam – rzucił teść lodowato. – Widać, że się udało.
– Przynajmniej się staramy – odparłam. – A nie siedzimy z kwaśną miną, wytykając wszystkim, że są niewystarczająco twardzi.
Teść spojrzał na mnie z pogardą.
– Ty to zawsze miałaś za dużo do powiedzenia.
– I właśnie dlatego nasz syn wie, że jest kochany – odpowiedziałam spokojnie.
Syn, który do tej pory siedział w milczeniu, wstał i podszedł do męża.
– Tato, to były super perfumy. Naprawdę. Cieszę się, że wybraliśmy je razem.
Mój mąż uśmiechnął się słabo, przytulił go i pocałował w czoło.
– Dzięki, synku. Dla ciebie to się opłacało.
Teść stał jeszcze chwilę, po czym odwrócił się do drzwi.
– Idę już. Nie będę wam tu przeszkadzał w tej... czułości.
Odwrócił się na pięcie i poszedł do swojego pokoju.
Wspierałam go
Zamknęły się za nim drzwi, a ja natychmiast wstałam i zaczęłam zbierać talerzyki. Ręce mi drżały, choć starałam się to ukryć. Chwile później podszedł do mnie Michaś i się przytulił.
– Wiesz... – zaczęłam, ale mój mąż pokręcił głową.
– Nie mów nic – szepnął, ledwo słyszalnie.
Mąż usiadł przy stole, spojrzał na pudełko z perfumami, które teść zostawił.
– Wiesz, co jest najgorsze? – zapytał po chwili. – Że ja nie jestem nawet wściekły. Jest mi po prostu... smutno. Jakbym znowu miał siedem lat i czekał, że mnie pochwali za gola na meczu. A on tylko powiedział, że za wolno biegam.
– Bo ty wciąż go kochasz. Tylko już nie chcesz na to marnować więcej energii – odpowiedziałam. – I masz prawo.
Mą wstał, objął mnie ramieniem i przytulił Michasia. Przez chwilę tuliliśmy się w trójkę.
– Dzięki, że nie kazałaś mi udawać. Że nie zaczęłaś go tłumaczyć.
– Chciałam. Naprawdę. Tylko że potem spojrzałam na ciebie i pomyślałam: może lepiej wreszcie przestać.
Spojrzeliśmy na siebie i wiedzieliśmy, że mimo wszystko ten dzień był ważny. Choć nie taki, jaki planowaliśmy.
Współczułam mu
Wieczorem, gdy syn już spał, a dom ucichł, usiedliśmy razem w kuchni z herbatą.
– Myślisz, że się odezwie? – zapytałam cicho, patrząc przez okno na ciemne niebo.
– Nie wiem – odpowiedział mąż. – On nie jest z tych, co dzwonią. Raczej będzie siedział i czekał, aż to ja do niego zadzwonię. Jak zawsze.
– I zadzwonisz?
– Nie wiem... Może kiedyś.
Pokiwałam głową. Rozumiałam. Po tylu latach człowiek nie przestaje kochać ojca z dnia na dzień, ale przestaje się łudzić, że coś się zmieni. A może to właśnie jest początek zmiany – nie u niego, tylko u nas.
– Michaś dzisiaj powiedział, że Dzień Dziadka był dziwny – rzuciłam, uśmiechając się smutno.
– No, miał rację – przytaknął. – Ale wiesz co? Chyba pierwszy raz nie był udawany.
– Co z perfumami?
Mąż wzruszył ramionami.
– Może kiedyś mu je dam. A może dam komuś, kto się z nich naprawdę ucieszy.
Wstałam, podeszłam do niego i go przytuliłam.
– Wiesz, że nasz syn nigdy nie będzie musiał się zastanawiać, czy go kochasz?
– Wiem – odpowiedział. – Bo mówię im to codziennie.
Joanna, 38 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Obiad na Dzień Babci do dziś odbija mi się czkawką. To wtedy przejrzałam na oczy, że rodzina ma mnie w nosie”
- „Nie sądziłem, że w Dzień Dziadka poznam nową babcię. Gdy stanęła w drzwiach, wszyscy przecierali oczy ze zdumienia”
- „Mąż ciągle żył pod dyktando teściowej, aż w końcu tupnęłam nogą. Dorosły chłop nie może się trzymać maminej spódnicy”