Reklama

Kiedy patrzyłam na kalendarz w kuchni i skreślałam kolejne dni, odliczając czas do powrotu Adasia z ferii, czułam coś pomiędzy ulgą a niepokojem. Ulgą, bo przez ten tydzień miałam okazję odpocząć od codziennego rozgardiaszu związanego z wychowywaniem ośmiolatka, którego energia przerasta czasem możliwości energetyka. Niepokojem, bo z tyłu głowy wciąż brzmiały mi słowa męża: „Ojciec zabierze go tylko na tydzień, odpocznie trochę, pojeżdżą na nartach, pospacerują – przecież dziadek go kocha”. Teść go kocha, owszem, ale po swojemu. A „po swojemu” w przypadku mojego teścia oznaczało luz, samowolkę i absolutny brak zasad. Mężczyzna, który sam siebie nazywał „wiecznym chłopcem”, raczej nie słynął z odpowiedzialności. Nie miałam pojęcia, co ich tam spotka, ale przeczuwałam, że po tym wyjeździe nic już nie będzie takie samo.

Stanęłam jak wryta

– No wreszcie są! – rzucił mój mąż z kanapy, słysząc szuranie butów na klatce schodowej.

Podeszłam do drzwi z duszą na ramieniu. Słyszałam śmiech teścia, zanim jeszcze przekręciłam zamek. Otworzyłam – i... stanęłam jak wryta.

– No to mamy z powrotem chłopa z gór! – zawołał teść z szerokim uśmiechem, a Adaś wparował do mieszkania jak torpeda. Tyle że… to nie był mój Adaś. Nie ten, którego oddałam teściowi tydzień temu. Mój syn wyglądał jak miniatura nastolatka z osiedla: bok głowy ogolony, grzywka na żel, bluza z jakimś dziwnym napisem, a w uchu… kolczyk?

Co to ma być?! – wydukałam, wskazując na jego ucho.

– Fajnie, nie? Dziadek mi pozwolił! – Adaś aż się trząsł z ekscytacji.

– Pozwolił?! – spojrzałam na teścia z niedowierzaniem. – Przekłułeś dziecku ucho?

– Oj, to tylko jeden kolczyk. Moda taka. Mój kumpel, ten od snowboardu, powiedział, że teraz wszystkie dzieciaki tak robią – rzucił beztrosko teść, zdejmując kurtkę.

– I jeszcze ta fryzura... – szepnęłam bardziej do siebie.

– No, zrobiliśmy mu na Krupówkach, fajnie, co? Dziewczyny za nim szalały – roześmiał się głośno.

Mój mąż tylko spojrzał z kanapy i westchnął. Popatrzyłam na Adasia, który już zdążył odpalić telefon i pokazywał filmiki, jak zjeżdżają z teściem na oponach z jakiejś gigantycznej górki.

– Mamo, dziadek kupił mi colę! Wypiliśmy po dwie i potem jeździliśmy na sankach do dwudziestej!

– Colę?! – wrzasnęłam.

Teść tylko wzruszył ramionami.

– A co, miał pić kakao?

Zrobiło mi się niedobrze

– Czy wyście wszyscy powariowali?! – złapałam się za głowę. – On ma osiem lat, nie osiemnaście!

– No dobra, dobra – mruknął teść, rozpinając kurtkę. – Trochę ci się rozkręcił chłopak, ale bez przesady. Nie umarł od tego przecież.

– Jeszcze! – odparowałam. – Cola? Fryzura jak u jakiegoś rapera? Kolczyk w uchu? Co dalej? Tatuaż?

Adaś w tym czasie już rozsiadł się w salonie i krzyczał w ekran telefonu:

– Dziadek, puść to w telewizorze! Musisz pokazać mamie, jak robiłem trick na desce! No weź, to było sztos!

Mój mąż wszedł do kuchni i spojrzał na mnie z rozbawieniem.

Nie dramatyzujmy. Przeżył.

– A ty go słyszysz? On mówi „sztos”. Nasze dziecko mówi „sztos”! – syknęłam. – Wrócił z Zakopanego, jakby spędził tydzień na planie teledysku.

Teść wychylił się zza futryny i dodał:

– I dobrze. Bo był taki… no, jakby to powiedzieć… trochę miękki. Teraz to mężczyzna!

– Mężczyzna? – powtórzyłam, zbliżając się do niego. – A gdzie był ten „mężczyzna”, jak w nocy przychodził do nas do łóżka, bo bał się ciemności?

– Już się nie boi! – rzucił triumfalnie Adaś. – Dziadek mówił, że strach to ściema.

– I tak cię uczył? Że masz tłumić emocje i udawać twardziela?

– Mamo, nie udaję! Ja po prostu już wiem, co jest ważne. Dziadek mi wszystko wytłumaczył.

Zrobiło mi się niedobrze. Bałam się zapytać, co dokładnie mu „wytłumaczył”.

Zamarłam

– Przepraszam bardzo, ale co znaczy, że Adaś „dostał tydzień wolnego”? – spytałam powoli, jakby każde słowo miało ważyć tonę.

– No normalnie – teść wzruszył ramionami. – Napisałem mu usprawiedliwienie i nie musi przez tydzień chodzić do szkoły.

– Ty mu... pisałeś usprawiedliwienie? – uniosłam brwi.

– A co, miał mieć nieobecność nieliczoną? – odburknął, wyraźnie już poddenerwowany.

– On jest w drugiej klasie! – syknęłam. – Tam nie chodzi o oceny, tylko o rytm, regularność, odpowiedzialność. Cokolwiek ci to mówi?

Adaś tymczasem wlazł do kuchni z paczką chipsów.

– Dziadek powiedział, że dieta to ściema. I że jak się dużo ruszam, to mogę jeść, co chcę. Więc jem.

A potem zawołał z dumą.

– Patrz, mamo!

Podciągnął rękaw i napiął biceps wielkości dużej fasoli. Teść aż się zakrztusił herbatą ze śmiechu.

– No, kulturysta rośnie! A nie jakieś chucherko bez charakteru. Niech będzie chłopem, a nie księżniczką.

Zamarłam.

Ty chyba sobie żartujesz… – wyszeptałam. – Wiesz co, to nie jest śmieszne. Ja próbuję wychować go na dobrego, empatycznego człowieka, a ty robisz z niego podrzędną kopię siebie.

Teść się zaśmiał.

Oj, nie przesadzaj. Będzie ci jeszcze dziękował, że spędził ten tydzień z facetem, który pokazał mu życie. A nie tylko z matką, co ciągle zabrania, ogranicza i panikuje.

I nie wiedziałam już, czy mam krzyczeć, czy płakać.

Serce mi pękło

– Adaś, odłóż tę czekoladę, natychmiast – powiedziałam sucho, choć w środku aż mnie gotowało.

– Ale to dobre, mamo! – zaśmiał się. – Dziadek mówi, że jak coś ci smakuje, to znaczy, że to zdrowe dla duszy!

– To ja ci zaraz zrobię zdrową duszę – warknęłam, zabierając mu miskę. – A ty, może mi w końcu powiesz, co jeszcze pozwoliłeś mu robić przez ten tydzień?

– No... – teść rozparł się na krześle. – Uczyłem go grać w karty.

– W karty?

– No, w pokera. Dla zabawy, na orzeszki. No i w oczko. A raz poszliśmy do knajpy, bo była transmisja meczu. I...

Do knajpy?! – przerwałam mu z niedowierzaniem. – Z ośmioletnim dzieckiem?!

– E tam, to była restauracja z telewizorem! Spokojnie, nie dostał piwa. Przestań robić z igły widły. Ja w jego wieku...

– Nie jesteśmy w latach siedemdziesiątych, tylko w dwudziestym pierwszym wieku! – przerwałam mu ostro.

Adaś znowu się odezwał:

– A dziadek mówił, że jak coś cię nie zabije, to cię wzmocni!

Miałam ochotę wrzasnąć, ale zamiast tego usiadłam na krześle, czując, jak ręce mi się trzęsą.

– Adaś, idź do pokoju. Muszę porozmawiać z dziadkiem.

– Ale...

– Już.

Syn posłusznie zniknął, choć rzucił teściowi porozumiewawcze spojrzenie. To, które mówiło: „Nie przejmuj się, stara znowu histeryzuje”. A mnie serce pękło.

Nie mogłam w to uwierzyć

– Dobra, teraz powiedz mi prosto w oczy – zaczęłam spokojnie, choć cała drżałam – co, według ciebie, było tak fantastycznego w tym wyjeździe? Bo ja tu widzę tylko chaos, nieodpowiedzialność i dziecko, które wróciło do domu jak z innej planety.

Teść wziął łyk herbaty i spojrzał na mnie jak na rozhisteryzowaną nauczycielkę z podstawówki.

– Posłuchaj, ja po prostu chciałem sprawić mu trochę frajdy. Jest chłopakiem, potrzebuje luzu, przygody, adrenaliny. Ty tylko planujesz, kontrolujesz, zakazujesz. On ci się udusi w tym twoim idealnym świecie.

– Frajdy? To się robi fryzurą z Krupówek?! Ty wiesz, ile będę teraz odkręcać?

– Nie przesadzaj. Jeszcze mi powiesz, że przez tydzień u dziadka mu się krzywda stała.

– A nie stała? To nie jest już ten sam chłopiec. Nie poznaję go. Nawet sposób, w jaki mówi – jest jakby wyuczony, jakbyś wcisnął mu do głowy jakąś swoją wersję męskości.

Teść wstał i podszedł do okna.

– Może dlatego, że trzymasz go w bańce. I boisz się, że ktoś tę bańkę przekłuł.

– Nie trzymam go w bańce. Wychowuję. To różnica.

– Nie, ty go chowasz, nie wychowujesz. A ja go trochę odchowałem, tyle. Pokazałem mu, że świat nie kończy się na regulaminach.

– Świetnie – westchnęłam. – Tylko że to nie twoje dziecko.

– A mój wnuk – odpowiedział twardo. – I nigdy się tego nie wyrzeknę.

Patrzyliśmy na siebie chwilę w milczeniu. Każde z nas przekonane, że racja stoi po jego stronie. Wtedy do kuchni wszedł Adaś z komórką w ręku.

– Mamo, mogę nagrać filmik z dziadkiem? Będzie, że robimy challenge na ostre papryczki.

Teść aż się rozpromienił. A ja wiedziałam, że to dopiero początek problemów.

Byłam nieugięta

– Nie, nie będzie żadnego filmiku – powiedziałam stanowczo. – I nie będzie żadnych kolejnych wyzwań z ostrymi papryczkami. Oddaj telefon.

– Ale mamo...! – jęknął Adaś, chowając się za plecami dziadka. – Wszyscy robią takie filmiki!

– Wszyscy to nie znaczy my. Oddaj telefon. Teraz.

Teść wciągnął powietrze, jakby chciał coś powiedzieć, ale zatrzymałam go ruchem ręki.

– Nie. Teraz ja mówię. Masz prawo go kochać, masz prawo z nim spędzać czas, ale nie masz prawa robić z mojego dziecka karykatury dorosłego faceta. To, że ty nie dorosłeś do bycia ojcem, nie znaczy, że teraz odbijasz to sobie na wnuku.

– No już nie przesadzaj – mruknął. – Przecież to tylko zabawa.

– Dla ciebie. Bo ty zawsze zrzucałeś odpowiedzialność na innych. Twój syn pamięta, jak czekał na ciebie z rowerem, a ty znów byłeś „z kolegami”. I teraz chcesz być superdziadkiem? To nie tak się to robi.

Zapadła cisza. Adaś patrzył to na mnie, to na dziadka.

– Mamo... ja nie wiedziałem, że to źle. Dziadek mówił, że jestem już duży.

– Jesteś wspaniały, synku – powiedziałam miękko. – Ale bycie dużym to też umieć przyznać, że się czegoś nie wie. I wiedzieć, komu ufać.

Teść spuścił wzrok.

– Może trochę przesadziłem. Może... chciałem być dla niego kimś ważnym.

– Możesz być. Jednak pod jednym warunkiem – spojrzałam mu prosto w oczy. – Następnym razem ferie spędzacie u nas. Pod naszym dachem. I z naszymi zasadami.

Umowa stoi – westchnął.

A Adaś? Zdjął kolczyk. A wieczorem razem zrobiliśmy pizzę. Razem. Bez wyzwań. Bez szaleństw. I chyba wtedy poczułam, że wrócił mój synek.

Joanna, 35 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama