Reklama

Dom teściów zawsze tętnił życiem, ale tamtego popołudnia atmosfera była ciężka jak przed burzą. Siedziałam przy kuchennym stole i miałam wrażenie, że coś nieodwracalnie się zmienia. Dotąd wierzyłam, że wszystko da się jeszcze poukładać, jednak kolejne decyzje teścia sprawiły, że po raz pierwszy pomyślałam o granicach, których nie da się już przesuwać bez konsekwencji.

Miałam dość

Pierwszy sygnał, że sprawy wymykają się spod kontroli, pojawił się przy niedzielnym obiedzie. Teść wszedł do kuchni z uśmiechem, jakby świat był placem zabaw, a nie miejscem, gdzie rachunki same się nie płacą. Postawił na stole kopertę i mrugnął do mnie porozumiewawczo.

– Drobna sprawa – zaczął, siadając naprzeciwko. – Potrzebowałbym małej pomocy. Finansowej.

Zamarłam. Spojrzałam na mojego męża, ale on utkwił wzrok w talerzu, jakby nagle znalazł w nim coś fascynującego.

Ostatnio też miało być na chwilę – powiedziałam spokojnie, choć w środku coś we mnie drgało. – I jakoś ta chwila się przeciągnęła.

Teść machnął ręką.

– Przesadzasz. Zawsze oddaję, tylko… los bywa kapryśny.

– Los nie podpisuje umów i nie bierze pożyczek – odpowiedziałam.

Paweł w końcu podniósł wzrok.

– Tata ma teraz trudniejszy okres – rzucił niepewnie.

Spojrzałam na niego z niedowierzaniem. Taki „okres” trwał, odkąd go poznałam. Teść zmieniał pomysły jak rękawiczki: raz chciał otworzyć warsztat, innym razem wyjechać w trasę z dawnymi znajomymi. Zawsze brakowało mu tylko jednego: pieniędzy.

A co z nami? – zapytałam ciszej. – Z naszymi planami?

Teść westchnął teatralnie, a ja poczułam, że rozmowa znowu zmierza w stronę, gdzie moje „nie” znaczy mniej niż jego zachcianki. Wstałam od stołu.

Muszę się zastanowić – powiedziałam krótko.

Wyszłam do przedpokoju, a za plecami słyszałam jeszcze jego pogodny ton, jakby nic się nie stało. Wtedy dotarło do mnie, że jeśli tym razem ustąpię, nie będę już mogła mieć pretensji do nikogo poza sobą.

Zaśmiałam się gorzko

Wieczorem w domu cisza była jeszcze gorsza niż u teściów. Paweł krzątał się po salonie. Siedziałam na kanapie, z telefonem w dłoni, ale wszystkie myśli krążyły wokół jednego pytania: dlaczego znowu to ja muszę być tą rozsądną?

Nie musiałaś tak ostro – odezwał się w końcu Paweł, nie patrząc na mnie. – Tata poczuł się dotknięty.

– A ja? – zapytałam spokojnie. – Ja się nie czuję dotknięta, kiedy kolejny raz mamy ratować jego pomysły?

Usiadł naprzeciwko mnie i przetarł twarz dłońmi.

– On taki jest. Zawsze był lekkoduchem.

– Lekkoduch to ktoś, kto zapomina o kluczach – odpowiedziałam. – Nie ktoś, kto regularnie zapomina, że pieniądze nie biorą się znikąd.

Paweł milczał dłuższą chwilę. Widziałam, że walczy sam ze sobą.

Obiecał, że tym razem szybko odda – powiedział w końcu cicho.

Zaśmiałam się gorzko.

– Zawsze obiecuje. Pamiętasz zeszłe lato? I wiosnę przed nim? Każde „szybko” kończyło się tym, że zaciskaliśmy pasa.

Paweł wstał gwałtownie.

To mój ojciec! – rzucił podniesionym głosem. – Mam go zostawić samego?

Te słowa zabolały mnie najbardziej.

A ja kim jestem? – zapytałam już ciszej. – Tylko dodatkiem do waszej relacji?

Zatrzymał się w pół kroku.

Muszę to jeszcze przemyśleć – powiedział wymijająco.

Tamtej nocy długo nie mogłam zasnąć. Zrozumiałam, że problemem nie jest tylko teść i jego lekkomyślność.

Wiedziałam, że zna odpowiedź

Kilka dni później Paweł wrócił z pracy później niż zwykle. Już od progu wiedziałam, że coś się stało. Nie zdjął nawet kurtki, tylko stanął w drzwiach kuchni, jakby bał się zrobić krok dalej.

Byłem u taty – powiedział w końcu.

Odłożyłam nóż na deskę. Serce zaczęło mi bić szybciej, choć jeszcze nie znałam odpowiedzi.

– I? – zapytałam, nie odwracając się w jego stronę.

– Jest w trudnej sytuacji – ciągnął ostrożnie. – Ma zaległości, parę spraw się nałożyło. Potrzebuje pomocy. Teraz. Inaczej będzie źle.

Spojrzałam na niego w końcu. Jego twarz była napięta, oczy unikały moich.

– Już pomogliśmy – powiedziałam powoli. – Wiele razy. To niczego nie zmieniło.

Tym razem będzie inaczej – odpowiedział automatycznie, jakby powtarzał cudze słowa.

Podeszłam do okna. Na podwórku ktoś śmiał się głośno, dzieci biegały między blokami. Zwyczajne życie toczyło się dalej, tylko u nas wszystko wisiało na włosku.

– Paweł – zaczęłam cicho. – Jeśli znowu damy pieniądze, to nie pomożemy. My tylko odsuniemy kolejną rozmowę, kolejny problem.

Czyli co mam zrobić? – zapytał z nutą złości. – Odwrócić się plecami?

Odwróciłam się gwałtownie.

Masz wreszcie postawić granicę.

Zapadła cisza. Paweł usiadł przy stole i spuścił głowę.

– On powiedział, że jeśli mu nie pomożemy, to straci wszystko – wyszeptał.

Te słowa ścisnęły mnie w środku, ale jednocześnie obudziły coś jeszcze: zmęczenie. Ogromne, przytłaczające zmęczenie byciem tą odpowiedzialną.

A my? – zapytałam. – Co my stracimy, jeśli znowu się zgodzimy?

Nie odpowiedział. Wiedziałam, że zna odpowiedź, tylko nie miał odwagi jej wypowiedzieć. Wtedy dotarło do mnie, że problem nie leży w pieniądzach ani w teściu. Leży w tym, że od lat nikt nie nauczył się mówić „dość”.

Nie czułam ulgi

Następnego dnia to teść zadzwonił bladym świtem. Telefon leżał na stole, wibrował uparcie, jakby chciał wytrząsnąć ze mnie resztki spokoju. Paweł spojrzał na wyświetlacz i się zawahał.

– Odbierz – powiedziałam. – I tak musimy to usłyszeć.

Włączył głośnik.

– No wreszcie! Martwiłem się, że coś się stało – zaczął. – Udało wam się coś ustalić?

Paweł przełknął ślinę.

– Tato… rozmawialiśmy. I… nie możemy ci teraz pomóc finansowo.

Po drugiej stronie zapadła cisza.

– Jak to nie możecie? – zapytał w końcu teść. – Przecież zawsze dawaliście radę.

– Właśnie o to chodzi – wtrąciłam spokojnie. – Zawsze dawaliśmy radę my. A ty nigdy nie musiałeś.

To ona cię nastawiła? – prychnął. – Paweł, nie poznaję cię.

Mąż zamknął oczy. Widziałam, ile go to kosztuje.

To nasza wspólna decyzja – powiedział cicho, ale wyraźnie. – Nie możemy brać na siebie kolejnej odpowiedzialności.

– Czyli zostawiacie mnie samego – rzucił ostro teść. – Ładnie. Rodzina, wielkie słowa.

– Rodzina to nie tylko branie pieniędzy – odpowiedziałam, zanim Paweł zdążył zareagować. – To też branie odpowiedzialności za własne wybory.

– Zawsze byłaś taka mądra – syknął. – Ale zobaczymy, jak wam będzie, kiedy sami będziecie czegoś potrzebować.

Rozmowa urwała się nagle. Paweł długo trzymał telefon w dłoni, jakby nie dowierzał, że to naprawdę się wydarzyło. Usiadł ciężko na krześle.

Czuję się, jakbym zrobił coś strasznego – powiedział.

Usiadłam obok i położyłam dłoń na jego ramieniu.

– Zrobiłeś coś trudnego – poprawiłam. – To nie to samo.

Nie było ulgi. Był smutek, żal i niepewność.

Wzruszyłam ramionami

Po tamtej rozmowie teść nie dzwonił, nie pisał, nie pojawiał się pod byle pretekstem. Przez pierwsze dni Paweł reagował nerwowo na każdy sygnał telefonu, jakby spodziewał się oskarżeń albo dramatycznych wieści. Nic takiego jednak nie nadchodziło, a to było chyba najtrudniejsze.

– Może naprawdę coś się stało – mruknął któregoś wieczoru, krążąc po kuchni. – On nigdy tak nie znikał.

– Albo po raz pierwszy musi sobie poradzić sam – odpowiedziałam ostrożnie.

Spojrzał na mnie z wyrzutem.

Myślisz, że da radę?

Wzruszyłam ramionami.

– Nie wiem, ale wiem, że my nie damy rady, jeśli zawsze będziemy ratować innych kosztem siebie.

Kilka dni później przypadkiem spotkaliśmy teścia. Zatrzymał się, kiedy nas zobaczył. Przez chwilę patrzyliśmy na siebie w milczeniu.

– No proszę – odezwał się w końcu. – Jednak żyjecie.

– Jak widać – odpowiedział Paweł ostrożnie.

Teść skinął głową, jakby coś ważył w myślach.

– Znalazłem rozwiązanie – rzucił w końcu. – Nie było łatwo, ale może tak musiało być.

Nie było w jego głosie ani przeprosin, ani wdzięczności. Było coś nowego: rezerwa. Jakby nagle zobaczył, że świat nie zawsze ugnie się pod jego uśmiechem.

Cieszę się – powiedział Paweł.

Teść spojrzał na mnie krótko.

Nadal uważam, że mogliście pomóc – dodał. – Ale… może przesadziłem z oczekiwaniami.

To było wszystko, na co było go stać. Kiedy odszedł, Paweł wypuścił powietrze z ulgą.

Myślałem, że będzie gorzej – przyznał.

– Ja też – odpowiedziałam szczerze.

Nie wiedziałam, co przyniesie przyszłość. Wiedziałam tylko, że granica, którą wreszcie postawiliśmy, zmieniła nie tylko relację z teściem, ale i nas samych. I choć kosztowała nas wiele nerwów, dała coś, czego wcześniej brakowało najbardziej – poczucie, że mamy wpływ na własne życie.

Odzyskałam spokój

Kilka tygodni później życie wróciło do pozornej normalności. Rachunki przestały być tematem codziennych rozmów, a ja po raz pierwszy od dawna nie analizowałam w myślach cudzych problemów, tylko własne sprawy. Paweł zmienił się bardziej, niż się spodziewałam. Stał się cichszy, ale też pewniejszy siebie. Jakby odmowa, która tak bardzo go bolała, jednocześnie coś w nim uporządkowała. Teść odzywał się rzadko. Zero próśb o pieniądze. Czasem miałam wrażenie, że wciąż jest na mnie obrażony, innym razem, że po prostu uczy się nowej roli – takiej, w której nie wszyscy są na każde skinienie. Nie było między nami ciepła, ale zniknęło też napięcie. To wystarczyło. Pewnego wieczoru Paweł spojrzał na mnie znad herbaty i powiedział coś, czego wcześniej nigdy nie potrafił nazwać.

– Gdybym wcześniej postawił granicę, wielu rzeczy dałoby się uniknąć.

Uśmiechnęłam się słabo.

Ważne, że w końcu to zrobiłeś.

Zrozumiałam wtedy, że ta historia nie była tylko o teściu i pieniądzach. Była o dorastaniu do odpowiedzialności, nawet wtedy, gdy przychodzi za późno i kosztuje więcej, niż byśmy chcieli. Nie uratowaliśmy świata ani teścia. Jednak uratowaliśmy siebie.

Magdalena, 34 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama