„Teściowa latami ukrywała romanse mojego męża. Według niej właśnie tak powinna wyglądać matczyna miłość i lojalność”
„Marcin wracał późno z pracy, milczący, zmęczony, jakby obcy. Zaciskałam zęby, żeby nie pytać. Nie chciałam być tą podejrzliwą żoną, która robi awantury z powodu jednej plotki. Ale wewnętrzny niepokój narastał z każdym dniem”.

- Redakcja
Prowadzę własny salon kosmetyczny. Zawsze marzyłam, by robić coś swojego i sama być sobie szefową. Dziś mam mały, ale rozkręcony gabinet i zaufane klientek, które nie tylko wracają, ale często przyprowadzają ze sobą koleżanki. Mam też dwójkę dzieci i męża Marcina – kiedyś mojego najlepszego przyjaciela.
Lubiłam swoje życie
Jeszcze parę miesięcy temu mówił do mnie „kochanie” nawet gdy prosił, żebym podała mu sól. A dziś?
– Jutro zostanę dłużej w pracy – rzucił z kuchni, nie odrywając wzroku od telefonu. – Znowu mamy raporty.
– Okej – odpowiedziałam cicho, mimo że chciałam zapytać, czy w ogóle jeszcze mamy czas tylko dla siebie.
W salonie bywało różnie – raz spokój, raz jak na dworcu. Ale to było moje. Klientki często opowiadały mi różne plotki i swoje sekrety. Tamtego dnia przyszła do mnie nowa klientka – niska blondynka, może dwadzieścia pięć lat, bardzo pewna siebie. Usiadła i od razu zaczęła mówić:
– Wiesz, mam kochanka. Jest żonaty i ma dwójkę dzieci oraz żonę, która prowadzi własny biznes. Ale to nic poważnego – uśmiechnęła się bez zażenowania.
– Serio? – starałam się zabrzmieć neutralnie, ale palce zadrżały mi nad pilnikiem.
– No wiesz, faceci potrzebują czasem odskoczni. Ona pewnie nie ma czasu, wiecznie w pracy. A on chce czuć się ważny potrzebny – wzruszyła ramionami.
Zamarłam. Marcin też miał dwójkę dzieci i żonę z własnym biznesem. Kiedy dodała jeszcze kilka szczegółów, nabrałam całkiem poważnych podejrzeń, że mój mąż ma coś za paznokciami.
Miałam przeczucie
Od tamtej rozmowy z klientką minęło kilka dni, ale jej słowa krążyły w mojej głowie jak natrętna mucha. Wracały, kiedy sprzątałam salon, wracały, kiedy gotowałam zupę dla dzieci, a już najmocniej wtedy, gdy Marcin wracał późno z pracy, milczący, zmęczony, jakby obcy.
Zaciskałam zęby, żeby nie pytać. Nie chciałam być tą podejrzliwą żoną, która robi awantury z powodu jednej plotki. Ale wewnętrzny niepokój narastał z każdym dniem. Postanowiłam, że porozmawiam z kimś, kto zna Marcina lepiej niż ktokolwiek – z jego matką. Może mnie uspokoi, może wyśmieje moje domysły, a ja wreszcie wrócę do porządku.
Zadzwoniłam rano i zapytałam, czy mogę wpaść na kawę. Ucieszyła się, jak zawsze. Gdy weszłam do jej mieszkania, pachniało drożdżówkami. Usiadłam przy stole i patrzyłam, jak zamaszyście kroi ciasto.
– Słuchaj, ostatnio usłyszałam w salonie taką historię… – zaczęłam niepewnie, a ona podniosła na mnie wzrok. – Dziewczyna opowiadała o romansie z żonatym facetem. Dzieci, żona z własnym biznesem… Wiesz, zabrzmiało to trochę… znajomo.
Zignorowała mnie
Chciałam, żeby mnie uspokoiła, powiedziała coś w stylu: „Klaudia, nie wygłupiaj się, przecież Marcin nigdy by cię nie zdradził”. Ale ona tylko skinęła głową i sięgnęła po łyżeczkę.
– Kobiety często lubią fantazjować. Zwłaszcza jak im się nudzi w życiu – powiedziała spokojnie, jakby to była zupełnie nieistotna rozmowa.
– Ale to wszystko tak bardzo pasowało… – dodałam, obserwując jej twarz, szukając jakiejkolwiek reakcji, zaskoczenia, czegokolwiek.
– Może za dużo słuchasz tych plotek z salonu. Naprawdę, lepiej czasem włożyć słuchawki i nie słuchać, co mówią ludzie – rzuciła lekko, po czym zmieniła temat i zaczęła opowiadać o jakimś przepisie.
Poczułam, że coś jest nie tak. Ta obojętność nie była zwyczajna. Nie tak reaguje matka, która ufa swojemu synowi. Czułam się, jakbym rozmawiała z kimś, kto zna już zakończenie tej historii i nie chce go zdradzić.
Coś było nie tak
Wieczorem, kiedy Marcin wrócił do domu, próbowałam go zagadnąć.
– Jak tam w pracy? Dużo tego raportowania?
– Sporo – odpowiedział krótko, siadając przed telewizorem. – Muszę jutro wcześniej wyjść do pracy.
Nie zapytał, jak mi minął dzień, nie zapytał, co u dzieci, od miesięcy nie mówił, że ładnie wyglądam. I choć nie powiedział nic złego, to właśnie ta obojętność bolała najbardziej. Podejrzenia, które początkowo wydawały mi się absurdalne, teraz zaczynały układać się w ciąg znaków. Może nie miałam jeszcze dowodu, ale czułam, że coś się dzieje. I że nie jestem jedyną kobietą w jego życiu.
Nie dawało mi spokoju to, co powiedziała tamta klientka. Wracałam do tej rozmowy w myślach, próbując przypomnieć sobie każdy szczegół. Opowiadała o tym, jak poznała go na grillu u wspólnych znajomych, że wtedy pierwszy raz tak naprawdę z nim porozmawiała. Miał na sobie jasną koszulę w romby i cały czas dolewał jej wina. Marcin miał taką koszulę.
Zaczęłam grzebać. Najpierw przeszukałam profile społecznościowe kilku klientek, które mogłyby pasować do tamtej dziewczyny. Potem przypomniałam sobie, że wspomniała o mamie, która pracuje w ośrodku zdrowia. To zawęziło poszukiwania. I w końcu – bingo. Córka dobrej znajomej mojej teściowej, którą poznałam kiedyś u niej na imieninach.
Odkryłam prawdę
Z każdym kliknięciem czułam coraz większy ucisk w żołądku. Na jednym zdjęciu ta dziewczyna była na tej samej imprezie, o której mówił kiedyś mój mąż, że to bankiet firmowy. W komentarzu ktoś oznaczył lokalizację – nasza działka.
Zadzwoniłam do drzwi teściowej jeszcze przed południem. Otworzyła zaskoczona. Usiadłam przy stole, złożyłam ręce i powiedziałam:
– Wiem, że Marcin ma romans. I wiem, że to córka twojej znajomej. I wiem, że spotykają się na naszej działce.
Popatrzyła na mnie spokojnie, odłożyła ściereczkę, usiadła naprzeciwko.
– Chciałam, żeby to zostało między nimi. Żeby to się samo wypaliło. On nie chce się z tobą rozwodzić, Klaudia. Kochacie się, macie dzieci. To tylko odskocznia.
– Odskocznia?! – podniosłam głos. – To moja rodzina, moje małżeństwo. To miał być człowiek, któremu mogę ufać, a nie facet, który wyjeżdża na firmowy bankiet, a jedzie na naszą działkę z inną kobietą!
– Mężczyźni czasem potrzebują czegoś więcej – odpowiedziała cicho. – Nie chciałam, żeby wszystko się rozpadło. Lepiej tak, niż rozwód. Chociaż dla ciebie to pewnie żadna różnica.
Kryła go
Siedziałam nieruchomo, czując, że nie tylko Marcin mnie zawiódł. Jego matka też. Osoba, którą traktowałam jak rodzinę, jak babcię moich dzieci, właśnie próbowała mi wmówić, że to wszystko dla naszego dobra.
Wróciłam do domu na drżących nogach. Dzieci były u swoich kolegów. Nie chciałam, żeby słyszały. Kiedy Marcin wrócił, miał policzki lekko zaróżowione i jeszcze wilgotne włosy, jakby przed chwilą brał prysznic. Pachniał perfumami, które kiedyś kupiłam mu na rocznicę.
– Byłaś gdzieś? – zapytał, odkładając klucze.
– Tak. U twojej matki – popatrzyłam mu prosto w oczy. – Powiedziała mi wszystko.
Przez chwilę udawał, że nie rozumie.
– Klaudia…
– Nie. Teraz ty mówisz. Tylko nie próbuj kłamać, bo wiem, że to córka znajomej twojej matki. Wiem, że jeździsz z nią na naszą działkę. Powiedz mi tylko jedno: ile to trwa?
To był koniec
Stał chwilę w milczeniu, jakby liczył coś w głowie. W końcu usiadł przy stole.
– Nie wiem… rok. Może trochę dłużej.
Poczułam, jak serce mi staje.
– Dlaczego?
– Bo… w domu wszystko kręci się wokół dzieci, twojego salonu, rachunków. Ty wiecznie zmęczona, ja z tymi raportami. Ona po prostu… przypomniała mi, że jestem facetem.
– A ja? Ja cię nie kochałam? Nie dbałam, nie robiłam obiadów, nie martwiłam się, kiedy siedziałeś do nocy w pracy?!
– Nie o to chodzi – odpowiedział cicho. – Nigdy nie przestałem cię kochać. Kocham nasze dzieci, nie chcę ich zostawiać. Nie chcę rozwodu.
– Ale zdrada to już ci się zmieściła w głowie – wstałam. Ręce mi się trzęsły. – Jak mogłeś zabierać ją tam, gdzie kiedyś spała nasza Hania w śpiworze, gdzie uczyłam Franka jeździć na rowerze?
Nie miał odpowiedzi. Siedział i milczał, a ja stałam i czułam, że nie mam siły płakać.
Klaudia, 37 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie prawdopodobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Mieliśmy weselić się na góralskim weselu, ale narzeczony osiągnął szczyty hipokryzji. Już nigdy nie spojrzę mu w oczy”
- „Gdy umarła moja mama, zostałam sama z córką i dorosłym życiem. Pierwszy dzień szkoły już nigdy nie będzie radosny”
- „Gdy dowiedziałam się, że mąż mnie zdradza, zaślepiła mnie żądza zemsty. Romans z teściem miał jednak gorzki posmak”