„Teściowa myślała, że zdrady dzieją się tylko w filmach. Teraz przyszła do mnie z płaczem, bo jej mąż wziął nogi za pas”
„Teściowa była właśnie taką osobą. Miała swoje opinie, niekoniecznie poparte doświadczeniem, ale za to wygłaszane z przekonaniem godnym noblisty. Uwielbiała krytykować cudze decyzje, wyciągać morały z sytuacji, które jej nie dotyczyły, i udawać, że zna receptę na wszystko – od udanego małżeństwa po idealne święta”.

- Redakcja
Zawsze mnie bawiło, jak niektórzy ludzie mają potrzebę dzielenia świata na czarne i białe, prawdę i kłamstwo, dobro i zło. Jakby życie było prostym równaniem, w którym wystarczy przestrzegać zasad, a wszystko potoczy się zgodnie z planem. Teściowa była właśnie taką osobą. Miała swoje opinie, niekoniecznie poparte doświadczeniem, ale za to wygłaszane z przekonaniem godnym noblisty. Uwielbiała krytykować cudze decyzje, wyciągać morały z sytuacji, które jej nie dotyczyły, i udawać, że zna receptę na wszystko – od udanego małżeństwa po idealne święta.
Ja natomiast żyłam według zasady: „Obserwuj, nie komentuj, chyba że pytają”. I obserwowałam. Te lata spędzone na rodzinnych obiadach, podczas których z uśmiechem przytakiwałam jej mądrościom o tym, że zdrady zdarzają się tylko kobietom, które nie potrafią ugotować porządnego rosołu albo zbyt często noszą czerwone paznokcie. Słuchałam i milczałam. Przecież po co psuć komuś satysfakcję z bycia lepszym?
Nie przypuszczałam jednak, że przyjdzie dzień, kiedy ta sama kobieta, tak pewna swojej nietykalności, będzie spała na mojej kanapie, chrapiąc cicho i tuląc się do poduszki w obcym mieszkaniu. I że to ja będę tą, która poda jej herbatę, gdy cały jej świat rozpadnie się na kawałki. W końcu, jak mawiała, „to wszystko tylko teatr”. No cóż. Kurtyna właśnie opadła.
On mnie zdradził
Telefon zadzwonił dokładnie w momencie, gdy wlewałam jajka na rozgrzaną patelnię. Spojrzałam na wyświetlacz i westchnęłam. „Teściowa”. Nie dzwoniła często, a już na pewno nie o tej porze. Odruchowo przetarłam ręce o ścierkę i odebrałam.
– Halo?
– To ja… – jej głos był słaby, jakby zbyt długo milczała i teraz próbowała sobie przypomnieć, jak się mówi. – Czy mogę… mogłabym u ciebie przenocować?
– Co się stało? – spytałam ostrożnie, choć domyślałam się, że to nie będzie coś w stylu „przyjechałam z pierogami”.
– On… on mnie zdradził – wydusiła. – Z jakąś kobietą z pracy. Młodszą. Z księgowości.
Zamieszałam jajka, które właśnie zaczynały się przypalać. Słowa rozchodziły się po mojej kuchni jak dym – powoli, nie do końca realnie.
– Mówisz o swoim mężu?
– O kim innym? Kazał mi się wyprowadzić. Powiedział, że „musimy żyć prawdziwie”. Co to w ogóle znaczy?
– Znaczy, że jest palantem w kryzysie wieku średniego – odpowiedziałam bez cienia współczucia.
– Mogę przyjechać? To tylko na chwilę. Przysięgam. Jutro coś wymyślę.
Rozłączyła się, nie czekając na moją zgodę. Typowe. Nawet jako wyrzucona z domu, potrafiła wejść w cudze życie drzwiami, których nikt nie otwierał. Spojrzałam na patelnię. Jajka przypalone, jak jej poczucie godności. Zgarnęłam je do zlewu. Czekała mnie bardzo długa noc.
Powiedział, że nie widzi już sensu
Siedziała na kanapie w moim szlafroku w renifery, którego wcześniej nie omieszkała nazwać „infantylnym dziwactwem”. Teraz tuliła się do niego, jakby to był ostatni przyjaciel na świecie. W jednej dłoni miała kubek z herbatą, drugą trzymała pilot, choć telewizor był wyłączony.
– On nawet się nie zająknął – powiedziała nagle, patrząc w pusty ekran. – Powiedział, że nie widzi już sensu. Jakbyśmy byli umową najmu, którą można wypowiedzieć z miesięcznym okresem wypowiedzenia.
– Nie chciałaś seriali? – usiadłam obok niej. – A masz scenariusz pierwsza klasa. Dialogi gotowe, tylko reklamy brakuje.
– To nie jest zabawne.
– Nie miało być. Ty też się nie śmiałaś, kiedy mówiłaś, że zdradzają tylko kobiety z pustką w oczach i garami w zlewie.
– Powiedziałam coś takiego?
– Kilka razy. Najczęściej przy herbacie. Tej samej, którą właśnie pijesz.
Spojrzała na kubek, jakby nagle zaczął ją parzyć. Odstawiła go na stolik.
– Nie poznaję go. Przysięgam, nigdy nie sądziłam...
– Że zdradzi? – dokończyłam za nią. – Bo przecież jesteście „z innej gliny”. Twardej, starej, z zasadami.
– Nie musisz być złośliwa.
– A ty nie musisz udawać, że wszystko się nie wali.
Westchnęła ciężko i wsunęła się głębiej pod koc.
– Chciałam tylko jednej spokojnej nocy.
– W takim razie nie rozmawiajmy. Jutro też jest dzień.
Skinęła głową i zamknęła oczy. Przynajmniej udawała, że śpi. Może właśnie na tym polegało przetrwanie: na krótkim zawieszeniu między jednym dramatem a drugim.
Starałaś się, żeby wasz związek był dobry
Rano weszłam do łazienki, jeszcze zaspana, z myślą o cichej kawie. Teściowa już tam była. Stała przed lustrem w mojej bluzie, rozsmarowując krem tak dokładnie, jakby miał ją ochronić nie tylko przed czynnikami zewnętrznymi, ale i przed rzeczywistością.
– Wybacz, że zajęłam łazienkę – rzuciła, nie odwracając się. – To już nawyk. Od czterdziestu lat robię to rano.
– Nie przeszkadza mi.
– Szkoda, że krem nie przykryje tego nieszczęścia wymalowanego na mojej twarzy.
Popatrzyła na siebie w lustrze, po czym dodała:
– Kiedyś wydawało mi się, że wszystko jest na swoim miejscu.
– Czyli kiedy?
– Może dwadzieścia lat temu. Może wczoraj rano, zanim sprawdziłam jego telefon.
– Zajrzałaś?
– Niechcący. Szukałam kontaktu do hydraulika. Znalazłam „Moja Anusia”.
Parsknęłam, choć nie powinnam.
– Serio?
– Mhm. Nawet nie potrafił być dyskretny.
– Albo chciał, żebyś się dowiedziała.
Westchnęła, zmywając resztki kremu z dłoni.
– Całe życie uważałam, że jak się będę starać, to to mnie nie zostawi.
– Starałaś się, żeby wasz związek był dobry, a nie żeby ktoś cię nie zostawił.
Spojrzała na mnie uważnie, jakby po raz pierwszy słyszała coś rozsądnego z moich ust. W sumie – może tak właśnie było.
To niezły moment na przemyślenia
Wróciłam z pracy wcześniej, bo mój mąż zapowiedział, że zrobi kolację „dla poprawy nastroju w rodzinie”. Znalazłam ich w kuchni – on mieszał w garnku, a ona siedziała przy stole w moich kapciach z flamingami, których wcześniej nie znosiła. Widać, z dramatem w tle i one stały się „komfortowe”.
– Dobrze, że jesteś – rzucił mój mąż. – Robię zupę.
– Dzięki, umieram z głodu – odpowiedziałam z uśmiechem. – Mama, wygodnie ci?
– Zaskakująco – przyznała. – Twoje kapcie są brzydkie, ale miękkie.
– Zawsze coś ci nie pasuje – mruknęłam, siadając obok.
– Nie byłam dla ciebie miła. Myślałam, że wiem wszystko.
– A teraz?
– Teraz siedzę w kapciach, których nie lubię, w domu synowej, której nie doceniałam. Myślę, że to niezły moment na przemyślenia.
– Chcesz się wyżalić?
– Nie. Chcę tylko przestać się czuć, jakby moje życie się skończyło, bo facet z siwym karkiem uznał, że potrzebuje odmiany.
– Wiesz, że ona nie jest nawet ładniejsza ode mnie? – wtrącił mój mąż. – Sprawdziłem. Ma brokatowe tipsy i mówi „wziąść”.
– Nie chodzi o urodę – westchnęła teściowa. – Chyba po prostu chciał, żeby ktoś patrzył na niego z podziwem. Ja patrzyłam z listą zakupów.
– To może następnym razem nie dawaj nikomu za dużo pewności siebie. Ludzie się wtedy robią zbyt odważni.
Uśmiechnęła się lekko. Może zrozumiała więcej, niż powiedziała. A może po prostu zupa zaczęła pachnieć obietnicą normalności.
Nie zamierzam zostać tu na zawsze
Minął tydzień. Jej walizka nadal stała w przedpokoju, choć twierdziła, że „to tylko przejściowe”. W lodówce pojawiły się jogurty o smaku śliwkowym, których nikt w naszym domu nie jadł. W łazience – szczoteczka do zębów w kolorze miętowym i krem na noc podpisany markerem. Kanapa, dotąd moja strefa relaksu, zamieniła się w jej nocne królestwo.
– Nie zamierzam zostać tu na zawsze – powiedziała, przykrywając się kocem, który wcześniej nazywała „pstrokacizną z przeceny”.
– Nie jestem pewna, czy próbujesz mnie przekonać, czy siebie.
– Siebie. Może. Sama nie wiem.
– A wrócisz do niego?
– Nie wiem, czy potrafiłabym spojrzeć na niego jak dawniej. Wciąż przed oczami mam ten jego głupi uśmieszek, gdy mówił, że „życie to zmiana”.
– Mógł równie dobrze rzucić to jako hasło reklamowe.
– Mógłby. W reklamie kremu dla mężczyzn w kryzysie wieku średniego.
Usiadłam obok niej z herbatą.
– Masz prawo być wściekła.
– Nie jestem. Jestem zmęczona. Całe życie żyłam według zasad. Pilnowałam porządku, obiadów, świąt, garniturów. Myślałam, że to wystarczy.
– A teraz śpisz na kanapie u synowej i jesz jogurty jej łyżeczką.
– Życie ma poczucie humoru.
– Przynajmniej się śmiejesz.
– Nie śmieję się. Po prostu już nie mam siły płakać.
Podałam jej kubek.
– Idź spać, staraj się nie myśleć o tym wszystkim przed snem.
– Dzięki.
Zwinęła się w kłębek. Zgasiłam światło i usiadłam w kuchni. W ciszy.
Napisał, że „tęskni za normalnością”
Teściowa wyniosła się po dwóch tygodniach i czterech dniach. Nie wróciła do niego. Wynajęła małą kawalerkę z balkonem i jak mówiła „Ciasne, ale własne”. Zaczęła chodzić na pilates, choć wcześniej mówiła, że to „naciąganie ludzi w rajtuzach”. Kupiła sobie nową torebkę, co skomentowała słowami:
– Trzeba jakoś wyglądać, jak się ma nowy adres zameldowania.
Zaczęła do mnie dzwonić. Nie za często – akurat tyle, żeby dać mi znać, że żyje.
– Wiesz, że on próbował do mnie napisać? – powiedziała któregoś wieczoru przez telefon.
– Domyślam się. Nie wyszło mu z tą kobietą?
– Chyba nie. Albo nie tak, jak sobie wymarzył. Napisał, że „tęskni za normalnością”.
– Czyli za tobą i twoim rosołem?
– Albo za czystymi skarpetkami. Nie odpisałam.
– Dobrze zrobiłaś.
– Nie czuję się już zła. Ani nawet skrzywdzona. Po prostu – wolna. I wiesz co? Trochę się siebie boję. Nigdy wcześniej nie byłam sama.
– Masz siebie. To już coś.
– I synową z ironicznym poczuciem humoru.
– Nie przeczę. Pakiet premium.
Zaśmiała się. Tym razem bez cienia smutku. Głośno, ciepło, trochę jakby znów miała trzydzieści lat i zero problemów.
– Dziękuję ci.
– Nie dziękuj. I tak zniszczyłaś mi pokrowce na poduszki.
– To już ci wypiorę. Wiesz, chyba jednak seriale nie są aż tak oderwane od życia.
– Tylko te lepsze.
Monika, 36 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Spędziłam z teściową ferie, bo obiecała, że pomoże z dziećmi. Nie wiedziałam, że w zamian dostanę od niej lekcję życia”
- „Dla świętego spokoju pojechałam z teściową na ferie. To, co usłyszałam od niej 1 dnia, powaliło mnie na kolana”
- „Staram się być miły dla teściowej, ale ona traktuje mnie z pogardą. Nie mogę dłużej robić dobrej miny do złej gry”