„Teściowa nigdy nie ma czasu, by popilnować wnuków. Woli oglądać całymi dniami brazylijskie telenowele”
„Moja teściowa, kobieta, która wychowała trójkę dzieci, która ponoć kiedyś prowadziła dom twardą ręką, teraz zamieniła się w statuę przyklejoną do pilota. Od kiedy wprowadziła się do nas pół roku temu, po sprzedaży swojego mieszkania, liczyłam na pomoc. Na zwykłą, babciną obecność”.

- Redakcja
Myślałam, że posiadanie babci pod jednym dachem to błogosławieństwo, darmowa niania i ciepłe obiady. Rzeczywistość uderzyła mnie w twarz szybciej, niż się spodziewałam, a dźwięk czołówki jej ulubionego serialu stał się dla mnie symbolem mojej bezsilności. Kiedy błagałam o pomoc, słyszałam tylko wymówki, podczas gdy ona godzinami wpatrywała się w ekran. Nie wiedziałam jednak, że za tym lenistwem kryje się tajemnica, która wkrótce miała wywrócić nasze życie do góry nogami.
Zamieniła się w statuę przyklejoną do pilota
Każdy poranek w naszym domu wyglądał jak scena z filmu akcji, w którym bohaterowie mają minuty na rozbrojenie bomby. Tyle że u nas bombą był spóźniony autobus szkolny, brakujące skarpetki i niedopita kawa. Biegałam między kuchnią a łazienką, próbując ubrać czteroletniego Antosia, który akurat postanowił, że zostanie dżdżownicą i będzie pełzał po podłodze, odmawiając współpracy. Siedmioletnia córka w tym czasie głośno domagała się zaplecenia warkocza, bo kucyk był – jak to określiła – „dla dzidziusiów”.
W samym środku tego cyklonu, na wysłużonej, beżowej kanapie w salonie, siedziała ona. Teresa. Moja teściowa. Ubrana w podomkę, z parującym kubkiem herbaty w dłoni, wpatrzona w telewizor. Nawet nie drgnęła, gdy Antoś zrzucił miskę z płatkami, rozchlapując mleko na pół kuchni.
– Mamo, mogłabyś chociaż na chwilę na nich zerknąć? – rzuciłam w przelocie, wycierając podłogę papierowym ręcznikiem. – Spóźnię się na spotkanie.
Teresa powoli odwróciła głowę.
– Przecież patrzę, Ewelinko – odpowiedziała flegmatycznie. – Ale zaraz zaczyna się mój serial, nie mogę przegapić początku.
Zacisnęłam zęby tak mocno, że aż zazgrzytały. Moja teściowa, kobieta, która wychowała trójkę dzieci, która ponoć kiedyś prowadziła dom twardą ręką, teraz zamieniła się w statuę przyklejoną do pilota. Od kiedy wprowadziła się do nas pół roku temu, po sprzedaży swojego mieszkania, liczyłam na pomoc. Na zwykłą, babciną obecność. Tymczasem miałam wrażenie, że przyjęłam pod dach jakiegoś współlokatora, który ma emeryturę i wieczne pretensje o to, że w domu jest za głośno.
– To tylko pięć minut, mamo – jęknęłam, próbując wcisnąć Antosia w buty. – Tylko dopóki nie spakuję im śniadaniówek.
– Dzieci muszą uczyć się samodzielności – skwitowała, wracając wzrokiem do ekranu.
Wyszłam z domu z duszą na ramieniu, spocona i wściekła, zostawiając ją w jej bezpiecznej bańce telewizyjnych bzdur.
Ona musi ruszyć się z kanapy
Moja frustracja domowa nie była bezpodstawna. W firmie przechodziliśmy restrukturyzację. To słowo-klucz, które sprawia, że wszyscy pracownicy chodzą na palcach i uśmiechają się do siebie sztucznie przy ekspresie do kawy. Wiedziałam, że mój dział jest pod lupą. Nowa kierowniczka, Sylwia, była kobietą, która nie uznawała kompromisów. Nie miała dzieci, nie miała życia prywatnego, a jej jedynym celem było wykazanie się przed zarządem poprzez cięcie kosztów.
– Ewelina, ten raport na temat logistyki musi być gotowy na czwartek – powiedziała, stając nad moim biurkiem tuż po tym, jak usiadłam. – I nie chcę słyszeć o żadnych wcześniejszych wyjściach. Musimy to dopiąć.
Czwartek. Dzień, w którym Piotr, mój mąż, miał wyjazd służbowy do Wrocławia, a przedszkole Antosia było czynne krócej z powodu jakiegoś szkolenia kadry.
– Oczywiście, Sylwio – uśmiechnęłam się, czując, jak żołądek zawiązuje mi się w supeł. – Wszystko będzie gotowe.
Zadzwoniłam do Piotra w przerwie na lunch.
– Nie dam rady ich odebrać w czwartek o trzynastej – powiedziałam szybko, starając się nie brzmieć histerycznie. – Musisz pogadać z matką. Ona musi ruszyć się z kanapy. To sytuacja awaryjna.
– Ewelina, wiesz jaka ona jest – westchnął Piotr. W jego głosie słyszałam zmęczenie. On też był między młotem a kowadłem. Kochał matkę, ale widział, co się dzieje. – Spróbuję, ale ona ostatnio ciągle narzeka, że jest zmęczona.
– Zmęczona czym? Przełączaniem kanałów? – nie wytrzymałam. – Piotr, moja kariera wisi na włosku. Nie proszę jej o wejście na Rysy, tylko o odebranie wnuka i posiedzenie z nim trzy godziny. Oglądać seriale może z Antosiem na dywanie.
– Dobrze, pogadam z nią wieczorem. Obiecuję.
Rozłączyłam się, czując, jak narasta we mnie gniew. To nie było sprawiedliwe. Inne babcie chwaliły się zdjęciami wnuków na Facebooku, zabierały je do parku, lepiły pierogi. Moja teściowa znała lepiej imiona bohaterów teleturniejów niż kolegów własnej wnuczki.
Poradzimy sobie sami
Wieczór nadszedł szybciej, niż bym chciała. Wróciłam do domu obładowana zakupami, marząc tylko o gorącej kąpieli. W przedpokoju potknęłam się o buty Leny rzucone byle jak. W salonie panował półmrok, rozświetlany jedynie błękitną poświatą telewizora. Teresa siedziała w tej samej pozycji, w jakiej ją zostawiłam rano.
– Cześć mamo – rzucił Piotr, wchodząc za mną.
– Cii, oglądam – syknęła, machając ręką.
Piotr spojrzał na mnie bezradnie, ale ja posłałam mu spojrzenie, które mówiło: „teraz albo nigdy”.
– Mamo – zaczął głośniej, stając przed telewizorem. – Musimy cię o coś prosić. W czwartek Ewelina musi zostać dłużej w pracy, ja jestem we Wrocławiu. Trzeba odebrać Antka o trzynastej i posiedzieć z nim do szesnastej. Lenę ze szkoły odbierze świetliczanka i przyprowadzi, bo ma blisko, ale Antoś...
Teresa westchnęła głęboko.
– W czwartek? – zapytała, marszcząc czoło. – W czwartek o trzynastej leci powtórka mojego serialu. Wczoraj przegapiłam odcinek, bo zasnęłam. Nie mogę tak biegać po mieście.
Poczułam, jak wszystko się we mnie gotuje. Upuściłam siatkę z zakupami. Jabłka potoczyły się po podłodze.
– Żartujesz sobie, prawda? – mój głos był nienaturalnie spokojny, co zwiastowało wybuch. – Mamo, mówimy o twoim wnuku. O mojej pracy. A ty zasłaniasz się jakąś telenowelą?
– Nie unoś się, dziecko – powiedziała, poprawiając koc na nogach. – Jestem starszą kobietą, potrzebuję spokoju. Dzieci są głośne, biegają. Nie mam już do tego siły. A te moje programy... to moje jedyne okno na świat.
– Okno na świat? – wybuchłam. – Twoim światem jest ten salon! Nie wychodzisz, nie spotykasz się z ludźmi, nie chcesz spędzić czasu z własną rodziną. Wolisz patrzeć na cudze życie w telewizji, niż uczestniczyć w naszym!
– Ewelina, przestań – Piotr próbował mnie uspokoić, kładąc mi rękę na ramieniu.
– Nie, nie przestanę! – strząsnęłam jego dłoń. – Haruję jak wół, żebyśmy mieli co jeść i żeby spłacać kredyt, a ona mieszka tu za darmo i nie może poświęcić trzech godzin? To jest egoizm, czysty egoizm!
Teresa zamilkła.
– Poradzimy sobie sami – warknęłam. – Jak zawsze.
Wzięłam torbę i poszłam do sypialni, zatrzaskując drzwi. Tej nocy spałam na samym brzegu łóżka, odwrócona plecami do Piotra. Czułam się zdradzona i osamotniona w własnym domu.
Nie chciałam być ciężarem
Czwartek nadszedł nieubłaganie. Udało mi się ubłagać sąsiadkę, panią Krysię, żeby odebrała Antosia. Kosztowało mnie to butelkę dobrego wina i mnóstwo upokorzenia, bo musiałam tłumaczyć, dlaczego babcia, która siedzi w domu, nie może tego zrobić. W pracy szło mi dobrze, ale stres mnie zjadał. Około czternastej dostałam SMS-a od sąsiadki: „Antoś odebrany, wszystko ok”. Odetchnęłam z ulgą. Mogłam skupić się na raporcie. Wróciłam do domu po siedemnastej. Byłam wykończona, ale zadowolona – Sylwia przyjęła mój raport bez większych uwag. Weszłam do domu, spodziewając się standardowego widoku: Teresa przed telewizorem. Jednak w salonie było cicho. Telewizor był wyłączony. To było tak nienaturalne, że aż przystanęłam w progu.
– Mamo? – zawołałam.
Brak odpowiedzi. Weszłam do kuchni, pusto. Zajrzałam do pokoju dzieci – bawiły się klockami.
– Gdzie jest babcia? – zapytałam Lenę.
– W swoim pokoju. Powiedziała, że źle się czuje i żebyśmy jej nie przeszkadzali – odpowiedziała córka, nie odrywając wzroku od budowli z Lego.
Podeszłam do drzwi pokoju Teresy. Były uchylone. Już miałam zapukać, gdy usłyszałam cichy szloch. Zostawiłam drzwi, pchnęłam je lekko.
– Mamo? Co się stało? – weszłam do środka, zapominając o całej złości.
Teresa podniosła głowę. Była blada jak ściana, a po jej policzkach płynęły łzy.
– Kręci mi się – wyszeptała. – Wszystko wiruje, Ewelinko. Nie mogę wstać. Próbowałam iść do toalety, ale... upadłam.
Podbiegłam do niej.
– Dlaczego nie wołałaś dzieci? Dlaczego nie dzwoniłaś?
– Wstydziłam się – wychlipała. – Nie chciałam, żebyście widzieli mnie taką.
Pomogłam jej się położyć, podałam wodę. Kiedy oddech jej się uspokoił, usiadłam obok na krześle.
– O co chodzi, mamo? Od dawna tak masz? – zapytałam łagodnie.
Teresa spuściła wzrok na swoje dłonie. Te same dłonie, które uważałam za leniwe, teraz drżały.
– Od miesięcy – przyznała cicho.
Zatkało mnie. Patrzyłam na nią i nagle wszystkie puzzle wskoczyły na swoje miejsce.
– Dlatego nie chciałaś wychodzić z Antosiem? – zapytałam, czując ucisk w gardle.
– Ewelina, ja się boję – spojrzała mi w oczy. – Boję się, że pójdę z nim na spacer, zakręci mi się w głowie, upadnę, a on wybiegnie na ulicę. Nie jestem leniwa. A telewizor... to moja ucieczka. Tam świat jest kolorowy i prosty, a ja mogę udawać, że po prostu odpoczywam.
Poczułam się jak najgorszy człowiek na świecie. Moja wściekłość, moje oskarżenia o egoizm, moje frustracje – wszystko to było oparte na błędnym osądzie. Ona nie oglądała „bzdur” z nudów. Ona używała ich jako kotwicy, żeby uciec od własnych słabości.
– Dlaczego nam nie powiedziałaś? – zapytałam, chwytając ją za rękę.
– Bo nie chciałam być ciężarem – odparła szczerze. – Wprowadziłam się do was, zabrałam wam przestrzeń. Chciałam być tą silną babcią. A kiedy okazało się, że nie mogę... wolałam, żebyście myśleli, że jestem leniwa i marudna, niż niedołężna. Starość jest trudna do zaakceptowania, dziecko. Zwłaszcza dla kogoś, kto całe życie był w biegu.
To wydarzenie zmieniło wszystko
Kiedy Piotr wrócił z Wrocławia, odbyliśmy długą rozmowę. Tym razem bez krzyków, bez pretensji. Teresa przyznała się do wszystkiego synowi. Widziałam, jak Piotr płacze, przepraszając matkę, że nie zauważył, co się z nią dzieje. To wydarzenie zmieniło wszystko. Nie, Teresa nie zaczęła nagle biegać maratonów z wnukami. Ale my zmieniliśmy podejście. Przestaliśmy ją zmuszać do aktywności fizycznej ponad jej siły. Zamiast tego zorganizowaliśmy dom inaczej.
Zatrudniłam studentkę do odbierania dzieci dwa razy w tygodniu. Kosztuje to trochę, ale spokój w domu jest bezcenny. Teresa z kolei, czując się bezpieczniej i pewniej, bo już nie musi nic ukrywać. Wczoraj wróciłam z pracy i zobaczyłam scenę, która mnie wzruszyła. Teresa siedziała przed telewizorem, leciał jakiś serial. Obok niej siedziała Lena i czesała babcię, robiąc jej fikuśne fryzury. Teresa trwała nieruchomo, wpatrzona w ekran, ale trzymała wnuczkę za rękę.
Uśmiechnęłam się do siebie. Może nie jest to idealna babcia z reklamy, która gra w piłkę na trawie. Ale jest nasza. I jest obecna, na swój własny, bezpieczny sposób. Czasami to, co bierzemy za wadę charakteru, jest tylko tarczą ochronną przed czymś, czego nie rozumiemy. Nauczyłam się nie oceniać książki po okładce, a teściowej po pilocie do telewizora.
Ewelina, 34 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie prawdopodobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Zabraliśmy dzieci na ferie do babci na wieś. Chciałam dać im niezapomniane wspomnienia, a nie powód do wstydu”
- „Teściowa mnie zbeształa, że kupiłam za drogie składniki na pączki. Dla niej to tylko deser, dla mnie jakość na talerzu”
- „Walentynki miały być spokojne, ale teściowa od rana szukała zwady. Gdy odkryłam jej sekret, jędza straciła rezon”