Reklama

Walentynki zawsze kojarzyły mi się raczej z czekoladkami i trochę żenującą romantyczną atmosferą, ale odkąd jestem z Weroniką, postanowiłem podejść do sprawy na poważnie. Zaplanowałem kolację przy świecach, zamówiłem jedzenie z włoskiej restauracji, kupiłem jej ulubione wino. Wszystko miało być dopięte na ostatni guzik, bo w tym roku wyjątkowo zależało mi, żeby zrobić na niej wrażenie. Mieszkaliśmy od niedawna razem i chciałem, żeby poczuła, że liczy się dla mnie najbardziej na świecie. Gdy przyszedł wieczór, ubrałem koszulę, nawet ogarnąłem mieszkanie – byłem gotowy na tę naszą wspólną noc. Nie spodziewałem się jednak, że plany pokrzyżuje mi ktoś, kto zazwyczaj raczej nie kojarzy się z walentynkowym nastrojem – moja teściowa. Zjawiła się zupełnie niespodziewanie, w najmniej odpowiednim momencie, w dodatku w bardzo dziwnym nastroju...

Nie wiedziałem, co powiedzieć

Weronika była w łazience, kończyła się szykować, a ja już nalewałem do kieliszków wino, kiedy nagle usłyszałem dzwonek do drzwi. Zdziwiłem się, bo nikogo się nie spodziewaliśmy – nie czekaliśmy ani na kuriera, ani na znajomych. Ruszyłem więc w stronę drzwi, po drodze poprawiając kołnierzyk, żeby wyglądać jak człowiek, który wie, że dziś wszystko musi pójść idealnie. Otwieram, a tam stoi ona. Halina – matka Weroniki, moja teściowa. Zawsze perfekcyjnie ubrana, z fryzurą jak od fryzjera, nawet teraz – wieczorem – wyglądała jakby wybierała się na bal. Uśmiechnęła się szeroko, trzymając w jednej ręce siatkę z ciastem, a w drugiej – butelkę jakiegoś taniego likieru.

– No, dzień dobry, Jarek! – powiedziała z przesadnym entuzjazmem. – Przyszłam was odwiedzić, bo tak sobie pomyślałam, że może nie będziecie mieli nic przeciwko, jak się dołączę do świętowania.

Przez moment nie wiedziałem, co powiedzieć. Staliśmy w korytarzu, ona już zdejmowała płaszcz, a ja łapałem powietrze, próbując zrozumieć, czy to na pewno dzieje się naprawdę. Gdy Weronika usłyszała jej głos, wybiegła z łazienki z miną pełną niedowierzania.

– Mamo? Co ty tutaj robisz o tej porze?

Napięcie rosło z każdą minutą

Halina przeszła przez przedpokój jak burza. Nim się obejrzałem, siedziała już przy stole, rozpakowywała swój likier i kroiła ciasto, jakby od zawsze była zaproszonym gościem. Weronika próbowała coś tłumaczyć, tłumiąc w głosie złość:

– Mamo, wiesz, że dziś mamy walentynki? Mieliśmy z Jarkiem plany...

– Och, dziecko! – przerwała jej teściowa, machając ręką. – Walentynki są przereklamowane. Takie święto można spędzić razem, w rodzinie, a nie tylko we dwoje! – spojrzała na mnie, puszczając oko.

Zawiesiła na mnie wzrok nieco dłużej, niż to było potrzebne. Czułem, że atmosfera zaczyna robić się napięta. Próbowałem rozładować sytuację, nalewając każdemu wina i zmieniając temat:

– No dobrze, skoro już jesteśmy razem, może zrobimy sobie wspólną kolację?

Halina wyprostowała się dumnie, uśmiechnęła szeroko i zaczęła opowiadać o swoich nowych przygodach na siłowni, patrząc przy tym prosto na mnie.

– Jarku, ty chyba ćwiczysz, co? Wyglądasz na silnego chłopaka... – mrugnęła do mnie.

Weronika zacisnęła usta, a ja udawałem, że nie słyszę tego tonu. Napięcie rosło z każdą minutą. Kolacja, która miała być romantyczna, zaczęła przypominać jakiś dziwaczny test cierpliwości.

Halina odstawiała szopkę

Siedzieliśmy przy stole, a teściowa nie spuszczała ze mnie wzroku. Za każdym razem, gdy sięgałem po sałatkę czy chleb, nachylała się w moją stronę, opowiadając jakieś żartobliwe historyjki ze swojej młodości. Czułem się coraz mniej jak gospodarz własnego mieszkania, a bardziej jak gość na bardzo dziwnym przyjęciu. Weronika robiła wszystko, żeby odciągnąć uwagę matki, ale Halina najwyraźniej przyszła z zupełnie innym nastawieniem.

– Słuchaj, Weroniko, kiedyś to faceci naprawdę się starali, żeby zaimponować kobiecie! – mówiła głośno, spoglądając na mnie. – A dziś? Tylko komputer, siłownia i seriale. Jarek, ty przynajmniej coś ze sobą robisz. No, pochwal się, ile wyciskasz na klatę?

Zanim zdążyłem odpowiedzieć, sięgnęła przez stół i złapała mnie za ramię. Ucisk był dość stanowczy.

– No, no! – zachichotała. – Twarde jak skała! Mówiłam, Weroniko, masz chłopa jak dąb! – rzuciła, a Weronika rzuciła jej wściekłe spojrzenie.

– Mamo, przestań, proszę cię – wtrąciła cicho Weronika, starając się trzymać fason.

– Oj, daj spokój! Trochę żartu nikomu nie zaszkodzi! – Halina znowu się uśmiechnęła, tym razem do mnie, przeciągle.

Czułem, jak Weronika napina się obok mnie, a ja marzyłem tylko, żeby ta kolacja już się skończyła.

Robiło się niebezpiecznie

Weronika siedziała cicho, wyraźnie poirytowana, a Halina nabierała rozpędu. Po drugim kieliszku wina przestała się już w ogóle krępować. Co chwila przechylała się w moją stronę, poprawiała dekolt, odgarniała włosy, teatralnie się śmiała z moich najdrobniejszych uwag. Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek widział ją taką rozbawioną i jednocześnie… nachalną.

– Jarku, nie masz czasem ochoty na coś słodkiego? – zapytała i zanim zdążyłem odpowiedzieć, już podsuwała mi kawałek ciasta pod sam nos, niemal wsuwając mi łyżeczkę do ust. – Weronika, zobacz, jak twój chłopak potrafi zjeść – zażartowała. – Szkoda, żeby takie mięśnie się marnowały!

Weronika przewróciła oczami i wstała od stołu.

– Mamo, może już czas, żebyś wróciła do siebie? Mieliśmy z Jarkiem zrobić sobie wieczór tylko dla nas…

Halina spojrzała na nią z udawaną obrazą.

– Co ty, córciu, taka sztywna jesteś? Chciałam tylko trochę pożartować. Jarek to miły chłopak, nie przeszkadza mu chyba moja obecność? – spojrzała na mnie, wyczekując odpowiedzi, jakby liczyła na moją aprobatę.

Poczułem, że jestem przyparty do muru. Musiałem coś powiedzieć, żeby nie pogorszyć sytuacji, ale każde słowo mogło tylko dolać oliwy do ognia.

Granice zostały przekroczone

Chciałem jakoś załagodzić sytuację, ale zanim zdążyłem otworzyć usta, Halina podniosła się od stołu i nagle znalazła się tuż obok mnie. Usiadła na skraju kanapy, bardzo blisko, jakby zapomniała, że siedzimy we trójkę, a nie tylko we dwoje. Przechyliła się, śmiejąc się, dotknęła mojego ramienia i przesunęła dłonią wzdłuż bicepsa, celowo zatrzymując dłoń trochę za długo.

– Jarku, naprawdę, Weronika to szczęściara, ale powiedz mi szczerze... Nie znudziło ci się jeszcze takie grzeczne życie? – spytała, półgłosem, z tym jej kpiącym uśmiechem. – Może kiedyś zabierzemy się razem na siłownię, co? Zobaczysz, mam mocną kondycję!

Zamurowało mnie. Weronika patrzyła na nas z boku z mieszaniną niedowierzania i złości. Wyraźnie walczyła z sobą, żeby nie wybuchnąć.

Mamo, co ty wyprawiasz? – powiedziała, podnosząc głos. – Zachowujesz się jak… nie wiem nawet jak! Przesadzasz, naprawdę!

Halina odsunęła się, nagle speszona, choć tylko na chwilę. Westchnęła i rzuciła beztrosko:

– Oj, nie przesadzajcie, chciałam tylko trochę rozluźnić atmosferę… Czuję się młodo,to grzech?

W tym momencie dotarło do mnie, że przekroczyła już wszelkie granice. Weronika wstała, chwyciła matkę za ramię i wyprowadziła ją do przedpokoju.

Żart zamienił się w koszmar

Stanąłem w kuchni, wsłuchując się w przytłumione głosy Weroniki i Haliny. Czułem się, jakby ktoś wylał mi kubeł zimnej wody na głowę. Miała być spokojna, romantyczna kolacja, a zostało mi tylko zamieszanie, rozczarowanie i niezręczność, której nie zapomnę do końca życia. Weronika wróciła po kilku minutach, blada ze złości i zażenowania.

– Przepraszam cię – powiedziała cicho. – Nie wiem, co jej się stało. Zwykle taka nie jest…

Przytuliłem ją, choć oboje byliśmy spięci i nikt już nie miał ochoty na żadne świętowanie. Za ścianą teściowa jeszcze chwilę tłukła się z płaszczem, głośno wzdychając i komentując pod nosem, jakby czekała, że ją zatrzymamy. W końcu drzwi trzasnęły i zapadła cisza. Usiedliśmy z Weroniką do stołu, ale żadne z nas nie miało apetytu. Co jakiś czas tylko patrzyliśmy na siebie bez słowa, próbując zrozumieć, co się właściwie wydarzyło. Wiedziałem, że ta noc zostanie z nami na długo, choć wolałbym ją wymazać z pamięci. Czułem wstyd i złość, ale też… ulgę, że wreszcie jesteśmy sami. Może kiedyś obrócimy to w żart. Dziś jednak czułem, jakby nasz walentynkowy wieczór zamienił się w koszmar, z którego nie można się obudzić.

Jarek, 32 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama