„Teściowa wyliczała nam wszystko, nawet pączki w tłusty czwartek. Wolę jeść suchy chleb, niż dalej z nią mieszkać”
„Kiedy z żoną wprowadziliśmy się do jej rodziców, wierzyłem, że to tylko chwilowe i że damy radę. Mieliśmy oszczędzać, pomagać w domu i szybko stanąć na swoim. Jednak było to życie pełne napięć, pretensji i żalów. Aż jeden tłusty czwartek, pączki i awantura uświadomiły mi, że to nie jest już nasz dom”.

- Redakcja
Kiedy przeprowadziliśmy się z żoną do jej rodziców, miałem w głowie wizję, że jakoś damy radę. Zaczęło się od prostego założenia: odłożymy trochę pieniędzy, wynajmiemy coś własnego, a przez ten czas pomożemy w domu. Byłem już po trzydziestce i wiedziałem, że mieszkanie z teściami to nie jest szczyt marzeń żadnego faceta, ale wtedy tłumaczyłem sobie, że dam radę. Tym bardziej że Hela przekonywała mnie, że z mamą i tatą zawsze można się dogadać.
Przez pierwsze miesiące żyliśmy jak pod wspólnym dachem da się wytrzymać. Niestety, im dłużej trwało to nasze „tymczasowe” rozwiązanie, tym bardziej docierało do mnie, że zaczynamy żyć jak tykająca bomba. Każdy dzień był mieszanką spięć, ukrytych pretensji i wzajemnych oczekiwań, które z tygodnia na tydzień narastały. Szczytem wszystkiego stał się tłusty czwartek – dzień, który wielu ludziom kojarzy się z radością i pączkami, dla mnie zamienił się w iskrę, która doprowadziła do katastrofy.
Tłusty czwartek inny niż wszystkie
Tłusty czwartek zawsze kojarzył mi się z zapachem drożdżowego ciasta i śmiechem w domu. W tym roku było jednak inaczej. Obudziłem się rano i od razu wyczułem w powietrzu napięcie. Teściowa krzątała się po kuchni, głośno przewracając garnkami, a teść jak zwykle udawał, że nie słyszy. Hela próbowała udobruchać wszystkich herbatą, jakby ten jeden napój miał załagodzić narastający konflikt.
– Dzień dobry, co dziś na śniadanie? – zapytałem, wchodząc do kuchni.
– Na pewno nie pączki, bo te miały być na później! – odburknęła teściowa, nawet na mnie nie patrząc.
– Może pomogę? – zaproponowałem ostrożnie.
– Lepiej już niczego nie dotykaj, bo ostatnio popsułeś mikser – dodała z irytacją, nalewając sobie kawy.
Czułem, że za chwilę coś wybuchnie. Kiedy do kuchni wszedł teść, wymienił ze mną szybkie spojrzenie. On też był już zmęczony tym domem pełnym niewypowiedzianych żalów.
Hela próbowała zażartować:
– Mamo, nie przesadzaj, pączków jest dużo, starczy dla każdego.
– Nie dla każdego, jak twój mąż pożera wszystko, co zobaczy! – rzuciła teściowa.
Wiedziałem, że tego dnia pączki będą miały gorzki smak. I że jeszcze nie wiem, jak bardzo zmieni się nasze życie przez te kilka słodkich kulek ciasta.
To tylko na chwilę...
W naszym domu każdy dzień zaczynał się i kończył tak samo – napiętą ciszą lub cichymi pretensjami. Tłusty czwartek był tylko kolejną odsłoną tej samej gry. Teściowa narzekała, że nikt jej nie pomaga, chociaż Hela co wieczór biegała po domu z odkurzaczem. Teść miał swój azyl w garażu, gdzie godzinami majstrował przy rowerze, byleby nie słyszeć kłótni w kuchni. Ja natomiast coraz częściej wychodziłem na długie spacery po osiedlu, łudząc się, że na zewnątrz znajdę choć odrobinę spokoju.
Po powrocie z pracy pierwsze, co słyszałem, to westchnięcia i pytania w stylu: „Kto znowu nie wyniósł śmieci?”. Hela próbowała mnie uspokajać, mówiąc, żebym nie brał wszystkiego do siebie.
– Wiesz, mama ma trudny charakter, ale przecież to tylko na chwilę, musimy się uzbroić w cierpliwość.
– Na chwilę? Hela, minęły już dwa lata – rzuciłem zrezygnowany.
Wieczorem, gdy wszyscy siedzieliśmy przy stole, atmosfera była gęsta jak lukier na pączkach. Teściowa z uporem odliczała każdy zjedzony pączek, jakby liczyły się punkty do jakiegoś niewidzialnego bilansu. Teść czytał gazetę, udając, że nie słyszy, gdy teściowa komentuje mój „wilczy apetyt”.
Strażniczka pączków ruszyła do akcji
Po południu atmosfera zgęstniała jeszcze bardziej. Hela poszła do sklepu po mleko, a ja zostałem sam na sam z teściami. Usiadłem w kuchni, udając, że przeglądam telefon, ale kątem oka widziałem, jak teściowa wyjmuje pączki z pudełka i dokładnie je liczy.
– Wiesz co, Robercie, może lepiej zostaw te pączki na później – rzuciła, zamykając wieczko tak, jakby broniła największego skarbu.
– Mamo, ja nie miałem zamiaru... – zacząłem, ale przerwała mi z gestem rezygnacji.
– Już raz zjadłeś cztery, zanim wszyscy wrócili. Możesz trochę pomyśleć o innych? – powiedziała z wyrzutem.
Wtedy wszedł teść, słysząc ton głosu żony.
– Może dasz już spokój temu chłopakowi? W końcu mieszkają tu razem z nami, a nie są twoimi podwładnymi z pracy – mruknął, siadając przy stole.
Teściowa obrzuciła go gniewnym spojrzeniem. Wyciągnęła pączka i postawiła przede mną.
– Proszę, zjedz sobie. Zobaczymy, czy na jutro coś zostanie.
Nie wiedziałem, czy się śmiać, czy wyjść. Poczułem się jak intruz w cudzym domu, choć to miał być też mój dom. W drzwiach stanęła Hela, zaskoczona napiętą ciszą i moją miną.
– Co tu się dzieje? – zapytała, czując, że to dopiero początek awantury.
To nie nasz dom
Hela od razu poczuła, że atmosfera w kuchni jest gęsta. Spojrzała na mnie, potem na matkę, która stała z założonymi rękami, jakby czekała na kolejny atak. Teść próbował odciągnąć wzrok od wszystkich, udając, że szuka czegoś w szufladzie.
– Mamo, dlaczego znowu robisz aferę o te pączki? – Hela zapytała spokojnie, choć w jej głosie drżała złość.
– Może byście się w końcu nauczyli, że wszystko kosztuje! Jak już mieszkacie u nas, to nie musicie wszystkiego wyjadać – teściowa nie zamierzała odpuścić.
– Przecież dokładajmy się do zakupów, sama o tym dobrze wiesz – odparła Hela, z trudem zachowując spokój.
– To nie chodzi tylko o pieniądze! – głos teściowej był coraz głośniejszy. – Chodzi o zasady. Kiedyś w tym domu się szanowało jedzenie, a nie rzucało na wszystko, jakby za chwilę miało zabraknąć!
Zacisnąłem zęby. Poczułem, że jestem już o krok od wybuchu.
– Może po prostu powinniśmy się wynieść, skoro wszystko jest problemem – wyrwało mi się, zanim zdążyłem pomyśleć.
Zapadła głucha cisza. Hela patrzyła na mnie zaskoczona, a teść w końcu oderwał się od szuflady.
– Może to nie jest taki głupi pomysł – rzucił cicho, ale stanowczo.
Teściowa westchnęła i odwróciła się do okna. Po raz pierwszy poczułem, że ten dom naprawdę nie jest już naszym domem.
Decyzja zapadła
Wieczór po awanturze o pączki był dziwnie cichy. Siedzieliśmy z Helą w naszym niewielkim pokoju, każde z własnymi myślami. Słychać było tylko dźwięk z telewizora dochodzący z salonu i ciche stukanie naczyń w kuchni, gdzie teściowa pewnie wciąż przeżywała swoje żale.
– Robert, ty serio chcesz się wynieść? – zapytała Hela, siadając obok mnie na łóżku.
– Chcę mieć spokój, rozumiesz? Chcę poczuć, że gdzieś jestem u siebie – odpowiedziałem, nie patrząc jej w oczy.
– Myślisz, że damy radę? Przecież to tyle kosztów, kredyt, jedzenie… – Hela mówiła cicho, jakby bała się wypowiedzieć swoje myśli na głos.
– Lepiej próbować niż dalej żyć tak, jak teraz – odparłem stanowczo.
W tym momencie do pokoju zapukał teść. Stał w progu przez chwilę, jakby się wahał.
– Dzieci, nie chcę się wtrącać, ale może to rzeczywiście czas, żebyście pomyśleli o swoim miejscu. My z Krysią swoje już przeżyliśmy, a wy potrzebujecie własnej przestrzeni. Wiem, że to trudne, ale czasami trzeba coś zmienić, żeby potem nie żałować – powiedział, patrząc nam prosto w oczy.
Hela ścisnęła moją dłoń. Wiedziałem już, że decyzja zapadła. Ktoś musiał się w końcu wynieść, a my po raz pierwszy poczuliśmy, że możemy zacząć od nowa.
Teściowa nawet się nie pożegnała
Wyprowadzka nie była łatwa. Spakowaliśmy nasze rzeczy w kilka walizek i kilka kartonów. Teściowa nawet się z nami nie pożegnała. Siedziała w kuchni, z filiżanką herbaty, odwrócona plecami do drzwi. Teść przytulił Helę i uścisnął mi dłoń, szepcząc, żebyśmy się trzymali razem, bo tylko na siebie możemy liczyć.
Wynajęliśmy małe, dwupokojowe mieszkanie na obrzeżach miasta. Na początku wszystko wydawało się nowe i nieco przytłaczające, ale każda rzecz była już nasza. Wreszcie mogliśmy jeść pączki, kiedy chcieliśmy, i nikomu się nie tłumaczyć z rachunków za prąd czy gaz. Było ciężko – liczyliśmy każdą złotówkę i czasem zastanawialiśmy się, czy podjęliśmy dobrą decyzję.
Jednak pewnego popołudnia, siedząc na kanapie z Helą i pijąc herbatę bez strachu, że ktoś zaraz wejdzie i zacznie narzekać, poczułem pierwszy raz od dawna spokój. Nauczyłem się, że nawet jeśli życie pod jednym dachem wydaje się rozsądne, czasem wolność i własna przestrzeń warte są każdego wysiłku.
Robert, 34 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Zaprosiłam dzieci na rodzinny obiad z okazji 70. urodzin, a one wybrały Alpy. Wolą tyrolskie knedle od moich kotletów”
- „Żona sama planuje budżet domowy. Ja dowiaduję się o wydatkach dopiero, gdy mamy zero na koncie”
- „Marzyłam o kaszmirowych perfumach na walentynki. Dostałam od ukochanego tanią podróbkę, bo mu szkoda kasy”