Reklama

W sumie... nie wiem, od czego zacząć. Od kilku lat mieszkam tylko z mamą. Rodzice rozwiedli się, kiedy byłam w podstawówce – miałam wtedy może 10 lat. Pamiętam ten dzień doskonale, mimo że wszyscy powtarzali, że dzieci szybko zapominają. Ja nie zapomniałam niczego.

Mama mówiła, że tak będzie lepiej, że wreszcie będzie spokój, ale to nie był spokój. To była cisza. I pustka po ojcu. Widuję go rzadko, może dwa, trzy razy do roku. Ostatnio częściej rozmawiamy przez telefon niż na żywo, ale to nie to samo.

W tym roku zgodziłam się pojechać do niego na ferie. Szczerze? Bardzo na to czekałam. Wiem, może to głupie, ale naprawdę wierzyłam, że to będą nasze dni. Tylko moje i jego. Bez pośpiechu, bez krótkich rozmów w korytarzu, bez „muszę już lecieć, skarbie”. Miałam nadzieję, że choć przez chwilę poczuję się znowu jak jego córka, a nie jak gość w jego życiu.

Mama była sceptyczna. Krzywiła się, że „Tomek znowu się nie przygotuje”, że „on nie wie, jak się zajmować dzieckiem”. Ale ja nie chciałam tego słuchać. Może nie umie, ale to nadal mój tata. A ja... ja chyba wciąż czekałam, że on sobie o mnie przypomni.

Że będzie jak dawniej. Że zrobi mi rano jajecznicę, taką z dużą ilością szczypiorku. Że pogadamy. Że obejrzymy razem jakiś film, który już widzieliśmy milion razy. Że zapyta mnie, co u mnie naprawdę, a nie tylko jak mi w szkole idzie.

Nie chciałam wiele. Tylko kilku dni, w których poczuję, że dla kogoś jestem ważna. Ale już pierwszego dnia zrozumiałam, że się pomyliłam.

„Ależ się cieszymy!”

Stałam pod drzwiami z walizką, której kółka już dawno przestały działać. Mróz szczypał w policzki, choć nie czułam zimna. Tylko dziwne napięcie w brzuchu. Drzwi otworzyły się i… nie zobaczyłam taty. Zobaczyłam obcą kobietę. Młodą. W beżowym swetrze, z makijażem idealnym jak z filmików w internecie.

– Hej! Ty jesteś pewnie Julia! – zawołała z uśmiechem, jakbyśmy się znały. – Ależ się cieszymy!

We wspólnym „się” zabrzmiała fałszywa nuta. Weszłam, czując, jak serce bije mi w uszach. Dopiero po chwili zza rogu wyłonił się tata.

– Cześć, skarbie. – Pocałował mnie w czubek głowy. – Wiem, miałem ci powiedzieć, że... Karolina ze mną mieszka, ale jakoś tak wyszło. Nie chciałem przez telefon.

Jakoś tak wyszło. Wszystko w jego życiu „jakoś tak” wychodziło. Milczałam, patrząc na Karolinę, która już zabierała moją walizkę.

– Twój pokój jest gotowy, przyniosłam ci nową pościel, mam nadzieję, że lubisz miętowy – paplała.

Chciałam cofnąć się do windy. Uciec. Ale tylko skinęłam głową. W pokoju było zimno, pachniało nowością i obcością. Siedziałam na łóżku, gdy tata zapukał.

– Wszystko okej?

– A muszę mówić, że nie?

Usiadł obok, ale nie patrzył mi w oczy.

Dajmy sobie szansę, dobra?

Tylko że ja nie przyjechałam dawać szans Karolinie. Przyjechałam po ojca. A jego było już jakby mniej.

Nie była mile widziana

Kolejne dni ciągnęły się jak guma do żucia. Niby coś się działo, ale ja w tym nie uczestniczyłam. Karolina śmigała po kuchni w legginsach, tata chodził za nią jak piesek. Gotowali razem kolacje, śmiali się, przeglądali oferty wakacji na lato.

A ja? Siedziałam w swoim pokoju, odizolowana. Jak obca. Nikt mnie o nic nie pytał. Nikt nie powiedział: „chodź z nami”, „jak ci minął dzień?”, „co chcesz robić jutro?”. W salonie były tylko dwa kubki. Dwa talerze. Dwa śmiechy.

Pewnego wieczoru zebrałam się w sobie. Wyszłam z pokoju i stanęłam w drzwiach.

– Hej, może zagramy w coś? W karty? Albo obejrzymy jakiś film?

Karolina spojrzała na mnie jakby zaskoczona, tata tylko się skrzywił.

– Kochanie, właśnie mieliśmy włączyć serial, który oglądamy od tygodnia. Jesteśmy przy piątym sezonie...

– Jasne. – Uśmiechnęłam się krzywo. – To nie przeszkadzam.

Wróciłam do pokoju i zaczęłam przeglądać stare zdjęcia w telefonie. Ja i tata w aquaparku. Ja z brokatowym tatuażem na policzku, on z wielkim wiaderkiem popcornu. Miałam wtedy dziesięć lat.

Po chwili usłyszałam pukanie.

– Możemy pogadać? – zapytał tata. Wszedł, nie czekając na odpowiedź.

– Czy ja w ogóle byłam zaproszona, czy to miał być wasz wspólny czas?

– Julka, nie mów tak...

– A jak mam mówić? Tu nie ma miejsca dla mnie.

Spojrzał na mnie długo, ale nie zaprzeczył.

Te słowa brzmiały jak policzek

Ostatniego dnia ferii obudziłam się wcześniej. Wzięłam prysznic, spakowałam większość rzeczy i usiadłam przy oknie. Śnieg padał gęsto, świat był biały i cichy. W środku mnie – odwrotnie. Wszystko się kłębiło.

Zeszłam do kuchni tylko po herbatę. W salonie Karolina siedziała z kubkiem i laptopem. Tata był gdzieś w drugim pokoju. Już miałam się wycofać, gdy usłyszałam głos Karoliny – cichy, ale wyraźny.

– No nie wiem, Tomek... Trudno się z nią dogadać. Siedzi w swoim pokoju jak na wygnaniu. Ja się staram, ale... może następnym razem lepiej, żeby została u siebie.

Zamarłam.

– Wiem – odpowiedział tata. – Myślałem, że się otworzy, ale... w sumie jest już prawie dorosła. Może nie potrzebuje tyle naszej uwagi.

„Naszej uwagi”. Te słowa brzmiały jak policzek. Wróciłam do pokoju, wzięłam walizkę i pchnęłam ją na środek. Wróciłam do salonu, stanęłam w progu.

– Nie martwcie się. Nie będzie „następnego razu”.

Oboje spojrzeli na mnie zaskoczeni.

– Julka...

– Nie! – krzyknęłam, głos mi zadrżał. – Przyjechałam do ojca, a dostałam pobyt w obcym domu, gdzie nawet herbata nie jest dla mnie! Usłyszałam wszystko. Jestem problemem. Zawadzającym meblem. Przeszkodą w waszym idealnym świecie.

– To nieprawda – jęknął tata, podchodząc.

– A jednak nikt mnie tu nie chciał. Nie martw się, tato. Już więcej się nie narzucę.

Wróciłam do pokoju i zamknęłam drzwi. Spakowałam resztę rzeczy z zimną precyzją. Po godzinie podjechała mama. Nawet nie spojrzałam na Karolinę. Tacie powiedziałam tylko jedno:

– Żegnaj.

Tata ma swoje życie beze mnie

Droga powrotna była cicha. Mama nie pytała, nie narzucała się. Jechała, trzymając kierownicę mocniej niż zwykle. Ja gapiłam się w szybę, udając, że śledzę śnieg na poboczu. W rzeczywistości wszystko było zamazane. Oczy mi łzawiły, choć przecież nie płakałam. Jeszcze nie.

W domu rzuciłam walizkę w przedpokoju i pobiegłam do swojego pokoju. Mama poszła za mną.

– Córeczko...

– Już tam nie pojadę – powiedziałam tylko i wtedy pękłam.

Łzy wylewały się ze mnie bez końca. Płakałam jak wtedy, gdy miałam pięć lat i tata zapomniał odebrać mnie z przedszkola. Mama usiadła obok i objęła mnie bez słowa. A ja wtuliłam się jak dziecko, którego nikt nie chciał.

– Zrobił ci coś?

– Nie fizycznie. I... to boli bardziej. Karolina mnie nie znosi. A tata... on nawet tego nie zauważał. Jakby mnie tam nie było.

Mama westchnęła ciężko, jakby chciała coś powiedzieć, ale się powstrzymała.

– Wiesz – odezwała się po dłuższej chwili – bałam się tego wyjazdu. Bałam się, że znowu cię zawiedzie. Jednak myślałam, że może... Może tym razem...

– Mamo, on ma już nowe życie. A ja się w nim nie mieszczę.

Zamilkła. Głaskała mnie po głowie jak kiedyś, gdy byłam mała. Ale ja już nie byłam mała. I wiedziałam, że coś się we mnie zmieniło na zawsze.

Tego wieczoru patrzyłam na stare zdjęcia, a potem... usunęłam je. Każde jedno. Nie chciałam już tęsknić.

Może kiedyś to się zmieni

Minęło kilka dni. Nie dzwonił. Nie pisał. Cisza. Właściwie tego się spodziewałam. W końcu powiedziałam mu dość jasno, że to koniec. Że nie wrócę. Może uznał, że to wygodne. Że lepiej tak – beze mnie.

Jednak ósmego dnia, wieczorem, telefon zawibrował. Wiadomość od taty: „Julka, proszę… porozmawiajmy. Chcę wszystko naprawić”. Zignorowałam. Ale następnego dnia przyszła kolejna. I następnego. Pisał spokojnie, bez presji. Nie błagał. Po prostu był. Jakby czekał.

W końcu odebrałam, gdy zadzwonił. W słuchawce była cisza, a potem jego głos. Cichy. Spokojny.

– Julia?

– Naprawić co? – przerwałam mu, zanim powiedział więcej. – To, że mnie nie było w twoim planie? Że byłam problemem?

– Nie jesteś problemem. Jesteś moją córką.

– Nie zachowywałeś się jak ktoś, kto ma córkę.

Usłyszałam westchnienie.

Zawaliłem. Wiem. Chciałem, żebyś czuła się dobrze, ale... chyba się pogubiłem.

– Nie chciałeś, żebym czuła się dobrze. Chciałeś, żebym nie przeszkadzała.

Cisza. Długa. Myślałam, że się rozłączył, ale nie. Po chwili odezwał się znowu.

– Zależy mi na tobie. I nie chcę, żebyś czuła się niepotrzebna. Karolina też nie...

– Nie mów mi o niej – syknęłam. – To nie o nią chodzi. To o ciebie. Ty pozwoliłeś, żebym poczuła się obca w twoim domu.

Głos mu się załamał.

– Chciałbym to cofnąć. Chciałbym, żebyś mi dała szansę. Może nie teraz. Może... kiedyś.

Nie odpowiedziałam. Trzymałam telefon w ręce jeszcze długo po tym, jak się rozłączyłam.

Julia, 16 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama