„Uciekłam od rodziców ze wsi, bo miałam apetyt na lepsze życie. Po roku życie w mieście odbiło mi się jednak czkawką”
„Miasto, które miało być pełne życia, przytłoczyło mnie. On też się zmienił. Kiedy mówiłam, że nie mam siły pracować po dziesięć godzin jako kelnerka, śmiał się, że nie znam życia. Pewnej nocy wrócił późno”.

- Redakcja
W moim świecie wszystko miało swój rytm. Życie na wsi nie pytało o zgodę, tylko działo się po swojemu. Wstawałam przed świtem. Karmiłam kury, pomagałam ojcu w oborze, a potem szłam w pole z matką. To był mój świat. Bez makijażu, bez kawy na wynos, za to z brudem pod paznokciami i zapachem świeżo skoszonej trawy w nozdrzach.
Mieli plan dla mnie
Rodzice zawsze mówili, że to ja przejmę gospodarstwo. Mój brat wyjechał do miasta, siostra poszła na studia, a ja zostałam. Byłam najstarsza i najbliżej ziemi. Tato mawiał, że mam gospodyni ze mnie będzie pierwsza klasa. I nie miałam z tym problemu. Nawet lubiłam tę odpowiedzialność.
Gdzieś obok tego mojego świata był Antek, nasz sąsiad. Milczący, twardy, niezawodny. Gdy traktor nie odpalał – był. Gdy wichura zerwała dach ze stodoły – był. Wieś od zawsze mówiła, że jesteśmy sobie pisani. On się nie sprzeciwiał, ja też nie. Ale coś we mnie zaczęło się buntować. Jakby w środku rosła jakaś potrzeba, której nie rozumiałam. Pragnienie czegoś więcej. Czułam, że nie chcę całe życie tylko doić krów i obracać siana. Miałam dwadzieścia parę lat, a czułam się, jakbym już przeżyła swoje.
Którejś niedzieli matka znów poruszyła temat Antka i gospodarstwa.
– Marta, wiesz, że ojciec nie będzie wiecznie chodził. A Antek, no wiesz, on by się nadawał do roboty, do życia… A ty przecież też już nie dziewczynka…
– Mamo, mogę po prostu zjeść zupę, nie planując życia z kimś tylko dlatego, że dobrze karmi świnie? – odburknęłam.
Mama spojrzała na mnie, ale już nic nie powiedziała. A ja chciałam czegoś więcej niż Antka: świata poza tą wsią.
Zbuntowałam się
Dożynki w naszej wsi zawsze były wielkim wydarzeniem. Ludzie ubierali się odświętnie, orkiestra grała na placu, dzieci biegały z watą cukrową, a starsze kobiety pilnowały stoisk z ciastami i pierogami. Nawet ojciec, choć na co dzień raczej mrukliwy, z uśmiechem podawał rękę sąsiadom.
Tamtego dnia miałam na sobie sukienkę, którą matka kazała mi założyć, żebym nie wyglądała, jakby mnie z pola wyciągnęli. Stałam pod sceną, gdzie jakaś dziewczyna śpiewała ludową piosenkę, gdy usłyszałam śmiech za plecami. Obróciłam się. Wysoki, obcy chłopak w jasnej koszuli, z gitarą przewieszoną przez ramię. Mówił coś do grupki dziewczyn, a one wszystkie się śmiały. W pewnym momencie jego wzrok zatrzymał się na mnie. Uśmiechnął się i podszedł.
– Nie tańczysz? – zapytał, wskazując głową w stronę parkietu.
– Nie mam z kim – odpowiedziałam, a on tylko się uśmiechnął szerzej.
– To już masz.
Po tańcu poszliśmy pod wielką lipę, gdzie było ciszej. Powiedział mi, że ma na imię Tomek. Opowiadał mi o Warszawie, o podróżach, o tym, że gra w jakimś zespole, ale teraz ma przerwę. Mówił, że świat jest zbyt duży, by tkwić w jednym miejscu.
Urzekł mnie
Patrzyłam na niego i słuchałam, chłonęłam każde jego słowo. Mówił o marzeniach, o wolności, o tym, że nie trzeba całe życie robić tego, co inni od nas oczekują. Gdy wracałam do domu, Antek nagle znalazł się obok mnie. Szliśmy chwilę w ciszy. W końcu powiedział:
– Ten z gitarą ci się podoba, co?
Chciałam coś powiedzieć, zaprzeczyć, ale zabrakło mi słów.
– Marta… – dodał po chwili. – Rób, co chcesz. Ale wiedz, że nie wszyscy będą na ciebie czekać.
Nie odpowiedziałam. Poszedł swoją drogą, a ja w głowie miałam twarz Tomka i pytanie: „Czego ja naprawdę chcę?”.
Tomek zaczął mnie odwiedzać. Rozmawialiśmy godzinami. To, co opowiadał, wydawało się zupełnie innym światem. Pewnego dnia powiedział, że chce mi coś zaproponować.
– Wyjedź ze mną do miasta. Możesz wrócić, jeśli ci się nie spodoba. Ale chociaż spróbuj.
W domu próbowałam zachowywać się jak zwykle, ale matka szybko się zorientowała, że coś jest nie tak.
– Wiem, że się zadurzyłaś. Ale zastanów się, co będzie potem. On cię nie nakarmi, nie da ci ziemi. A Antek… jest stały. Nie wyjedzie przy pierwszym kłopocie.
– Może nie chcę życia, w którym wszystko już jest ustalone.
– A co ty sobie myślisz? Że tam, w mieście, będą na ciebie czekać z otwartymi ramionami Dziewczyno, ty się do tego świata nie nadajesz. Ty jesteś stąd.
Chciałam spróbować
Następnego dnia poszłam do Antka.
– Chciałam ci powiedzieć, że wyjeżdżam.
– Tak myślałem.
Wstałam, gotowa odejść, ale jeszcze się zawahałam.
– Antek…
Spojrzał na mnie. Jego oczy były chłodne, ale spokojne.
– Jedź. Tylko nie wracaj, jak ci nie wyjdzie.
Odwróciłam się i odeszłam.
Minął rok. Wróciłam, kiedy pola już leżały odłogiem. Niosłam ze sobą jedną walizkę i głowę pełną myśli, które nie dawały mi spokoju. Dom rodziców wyglądał znajomo, a jednak obco. Tynk bardziej zszarzały, furtka trzeszczała jeszcze głośniej niż dawniej. W kuchni siedziała Ula, moja młodsza o trzy lata siostra.
– Ojciec w oborze, mama w sadzie. Sama rozumiesz, nikt się nie spodziewał.
– Nie pisałam, bo nie wiedziałam, co napisać – powiedziałam cicho, ale ona tylko wzruszyła ramionami.
– Nie musisz się tłumaczyć. Przepisali wszystko na mnie.
Wiedziałam, że nie powinnam czuć żalu, ale jednak poczułam. To miało być moje. Nie dlatego, że chciałam, tylko dlatego, że całe życie tak było mówione. A teraz… już nie było.
Wszystko straciłam
Gdy rodzice wrócili, matka patrzyła na mnie długo. Ojciec nie powiedział ani słowa. Zjadł zupę i wyszedł. Gdy spytałam o gospodarstwo, matka tylko odparła:
– Myśleliśmy, że już cię nie będzie.
Nie wiedziała, że wszystko między mną a Tomkiem skończyło się kilka miesięcy wcześniej. Miasto, które miało być pełne życia, przytłoczyło mnie. On też się zmienił. Kiedy mówiłam, że nie mam siły pracować po dziesięć godzin jako kelnerka, śmiał się, że nie znam życia. Pewnej nocy wrócił późno. Pachniał damskimi perfumami, powiedział, że był u znajomych. Po prostu się spakowałam i wyszłam. Nie miałam dokąd pójść, więc krążyłam po mieście. W końcu kupiłam bilet i wróciłam do wsi, która już nie była moja.
Kilka dni później spotkałam Antka na targu. Stał przy ciężarówce z workami ziemniaków. Obok niego dziewczyna w ciąży. Gdy mnie zobaczył, skinął głową. Miałam ochotę podejść, zapytać, czy jest szczęśliwy, ale co by to zmieniło?
Wieczorem siedziałam na ławce pod domem. Słońce zachodziło za lasem, powietrze pachniało dymem z ognisk. Wszystko było takie samo, a jednak jakby zupełnie inne. Patrzyłam na pola, które miały być moje. I czułam, że nie mam już dokąd wrócić.
Marta, 27 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie prawdopodobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Teściowa kupiła działkę obok i co chwilę zapuszcza żurawia przez płot. Czuję się jak więzień we własnym domu”
- „Rodzina myślała, że w Warszawie żyję jak królowa. A ja nie miałam nawet łóżka i codziennie byłam głodna”
- „Wiedziałam, że synowa przyniesie wstyd naszej rodzinie. To, co zrobiła na ślubie, przyprawiło mnie o ciarki żenady”