Reklama

W moim wieku człowiek już nie oczekuje cudów. Ogród, kubek herbaty z miodem i spokojna głowa – tyle mi wystarczy. Mam siedemdziesiąt dwa lata i jedną wnuczkę, która nadaje sens mojemu życiu. Natalia. Moje oczko w głowie. Mój powód do uśmiechu.

Daria, moja córka, bywa trudna. Zawsze wszystko tłamsi w sobie. Od dziecka nie należała do wylewnych. Czasem odnoszę wrażenie, że jedyne, co ją naprawdę łączy ze mną, to wspólne milczenie. Ale jesteśmy rodziną. Trzymamy się razem. Tak przynajmniej chcę wierzyć.

Dzień Babci zawsze był naszym wspólnym rytuałem. Natalia przychodziła z laurką, Daria z ciastem, czasem Andrzej – mój syn, czarna owca w rodzinie – wpadał z ironicznym komentarzem i kwiatkiem z kiosku. Było głośno, bywało śmiesznie. Tego dnia wszystko było na swoim miejscu.

Dziś patrzę na biały obrus, wdycham zapach rosołu i czuję, jak ściska mnie w żołądku. To ten dobrze znany lęk, który towarzyszy każdemu, kto przez lata coś ukrywał. Czy robiłam dobrze, zatajając prawdę? Czy naprawdę ją chroniłam? A może po prostu nie umiałam spojrzeć w oczy własnym błędom?

Prawda zapukała do drzwi

– Andrzej, możesz nie mlaskać? – Daria spojrzała na brata z irytacją, podając mu półmisek z pieczenią.

– Co? To komplement dla kucharki – odparł z uśmiechem i teatralnie pocałował mnie w dłoń. – Mamo, pycha jak zawsze.

– Przestań pajacować – mruknęła Daria. – Natalia, dolej babci kompotu, dobrze?

Natalia chichotała cicho pod nosem. Uwielbiała te nasze rodzinne przepychanki. Siedziała naprzeciwko mnie, świeża, uśmiechnięta, z błyskiem w oku. Wcisnęła mi do rąk laurkę. Była ręcznie robiona, z przyklejonym sercem i nieco krzywym napisem: „Dla najlepszej babci świata”.

– Żeby nie było, robiłam sama – powiedziała, szczerząc się. – Żadnej gotowizny ze sklepu.

– Bardzo się cieszę – powiedziałam z uśmiechem, ale coś ścisnęło mnie w piersi.

Zanim zdążyłam odpowiedzieć coś więcej, rozległ się dzwonek do drzwi. Raz. Dwa. Zamilkliśmy. Daria zmarszczyła brwi, Andrzej spojrzał pytająco. Natalia podniosła się z miejsca, ale ją powstrzymałam.

Ja otworzę – powiedziałam i wstałam, jakby przez sen.

Przez te wszystkie lata nauczyłam się rozpoznawać, kiedy życie szykuje coś więcej niż tylko zwykłą niespodziankę. Zbliżyłam się do drzwi z dziwnym uczuciem… i kiedy je uchyliłam, serce naprawdę mi stanęło. Robert. Starszy, posiwiały, ale jego oczy były te same. Niespokojne.

– Czego ty tu chcesz? – szepnęłam.

Zobaczyć moją córkę.

Za moimi plecami rozległ się zimny głos Darii.

– Nie masz prawa.

Nigdy nie miałem szansy. Dajcie mi chociaż pięć minut – powiedział cicho Robert.

Nie byłam w stanie nic odpowiedzieć. Moje dłonie się trzęsły. Spojrzałam na Natalię. Stała przy stole, patrzyła w naszą stronę zdezorientowana. Ona jeszcze nie wiedziała.

Nie mogłam dłużej kłamać

Wieczorem usiadłam w fotelu, sącząc herbatę z sokiem malinowym. Ręce wciąż mi drżały. Natalia wróciła przed chwilą – była u koleżanki, jak mówiła. Ale wiedziałam, że nie usiedzi długo. Rzeczywiście – po chwili drzwi się uchyliły i w progu stanęła ona.

– Babciu… – zaczęła ostrożnie. – Możemy pogadać?

Skinęłam głową. Usiadła naprzeciwko, podciągnęła nogi pod siebie, jak wtedy, gdy była mała i przychodziła po bajkę.

Mama nic nie mówi. Chodzi jak cień i unika tematu. Ale ja widziałam tego mężczyznę. Patrzył na mnie jak... jakby mnie znał.

Zacisnęłam dłonie na filiżance. Nie mogłam już tego znieść.

– To... stara historia – zaczęłam cicho.

– Babciu, nie rób mi tego. To był mój ojciec, prawda?

Milczałam. Długo. Powietrze między nami zgęstniało jak syrop. W końcu westchnęłam.

– Tak. To był Robert. Twój ojciec.

Natalia otworzyła szeroko oczy.

– Ale… przecież on nas porzucił. Tak zawsze mówiłyście.

Zamknęłam oczy.

– Myślałyśmy, że to dla twojego dobra.

– To znaczy... kłamałyście? Przez całe życie? – głos jej zadrżał.

Chciałam coś powiedzieć, ale nie mogłam. Gardło miałam ściśnięte, jakby ktoś trzymał mnie za krtań.

– Natalia…

– Nie. Nie mów teraz nic. Muszę… muszę to przetrawić – powiedziała i wstała gwałtownie.

Drzwi trzasnęły lekko. Zostałam sama z herbatą, która nagle zrobiła się lodowata. Czy to już moment, w którym wszystko zaczyna się walić?

Wzięłam to na siebie

– Jak mogłaś mi to zrobić?! – krzyk Natalii przebił się przez ściany, zanim zdążyłam wejść do pokoju.

Zatrzymałam się w korytarzu. Stała naprzeciwko Darii. Twarz miała czerwoną, oczy pełne łez.

– Przez całe życie myślałam, że mnie porzucił! Że nie chciał mnie znać! – wyrzucała z siebie słowa jak pociski. – A ty... ty mi go odebrałaś!

– Bo nie był wart, byś go znała! – Daria uniosła głos. – Nie wiesz, kim był. Jaki był!

Weszłam do pokoju. Obie spojrzały na mnie naraz.

To ja nalegałam, żeby od niego odeszła – powiedziałam, zanim zdążyłam się powstrzymać.

Cisza. Natalia zamarła. Daria cofnęła się o krok.

To była moja decyzja – dodałam. – To ja się bałam, że on zniszczy naszą rodzinę.

Natalia patrzyła na mnie tak, jakby pierwszy raz widziała. Usta miała lekko rozchylone, dłonie zaciśnięte.

– Czyli... nie tylko mnie okłamałyście.

– Nie okłamałam. Przekonałam ją. Widziałam, co się dzieje. Widziałam, jak Daria wraca do domu z oczami pełnymi łez, jak chowa siniaki pod rękawami. Nie pozwoliłam, żebyś wychowywała się w takim piekle.

– A może nie pozwoliłaś, bo chciałaś mieć nas tylko dla siebie? – syknęła.

To bolało. Bardziej niż się spodziewałam.

– Natalia… ja cię kocham. Zrobiłam to z miłości.

– Dziwna ta twoja miłość – rzuciła i bez słowa wyszła z pokoju, zostawiając mnie i Darię w ciszy, cięższej niż kiedykolwiek.

Wtedy to była dobra decyzja

Siedziałam w kuchni, owinięta grubym swetrem, choć nie było zimno. Na stole stała nieruszona herbata. Słuchałam radia, ale nie słyszałam nic. Myśli wracały do tamtych dni, do tej jednej zimy, która wszystko zmieniła.

Robert wtedy jeszcze nie pił. A może już pił, tylko lepiej się maskował. Byli młodzi, zakochani. Przynajmniej Daria tak twierdziła. Ja już wtedy widziałam w jego oczach coś... niepokojącego. Cień.

Pamiętam, jak któregoś wieczoru Daria wbiegła do mieszkania cała roztrzęsiona. Płakała tak, że nie mogłam jej zrozumieć.

– On… on mnie popchnął, mamo… krzyczał, że go prowokuję… że niszczę mu życie… – dusiła się łzami.

Wtedy nie miałam wątpliwości.

– Nie pozwolę, by Natalia dorastała w takim domu – powiedziałam stanowczo. – Albo odejdziesz, albo on was zniszczy.

– Ale mamo… może się zmieni…? Może to tylko raz…

– Zbyt wiele widziałam w życiu. Nie warto ryzykować – przerwałam jej. – Pakuj się. Dziś śpicie u mnie.

To była moja decyzja. Przejęłam kontrolę. Daria się nie sprzeciwiła. Może dlatego, że sama już wiedziała, że to koniec.

Najważniejsza była Natalia. Maleńka, bezbronna. Wiedziałam, że nigdy nie powinna wiedzieć. Że historia jej ojca to drzazga, którą lepiej wyjąć o i niej zapomnieć. Wierzyłam, że robię dobrze. Że kłamstwo dla dobra dziecka to nie kłamstwo.

Teraz patrzę na puste krzesło przy stole i czuję, że wszystko, co tak skrupulatnie budowałam, zaczyna się walić. Czy miałam prawo podjąć decyzję za nich wszystkich? Czy w imię dobra można odebrać człowiekowi ojca?

Zrobiłam to dla niej

Dowiedziałam się od Andrzeja. Wpadł bez zapowiedzi jak zwykle, zostawił buty na środku korytarza i wyjął papierową torbę z pączkami.

Widziałem Natalię. W kawiarni na Rynku. Z nim – rzucił, nie patrząc na mnie.

Zamarłam. Z trudem przełknęłam ślinę.

Z Robertem?

– No. Rozmawiali. Spokojnie. Trochę sztywno, ale... nie wyrzuciła go. Widziałem, jak się uśmiechnęła.

Uśmiechnęła się? Nie wiedziałam, co mnie bardziej boli – to, że się z nim spotkała, czy to, że się do niego uśmiechnęła.

Po południu drzwi skrzypnęły i Natalia weszła do kuchni.

– Widziałam się z nim. Chciałam usłyszeć jego wersję – powiedziała, siadając naprzeciwko mnie.

Milczałam, czekając, aż powie coś więcej.

– Mówił, że próbował się z nami skontaktować. Że pisał, że dzwonił… Że myślał o mnie przez te wszystkie lata.

Patrzyła na mnie uważnie. Jakby szukała w mojej twarzy potwierdzenia. Albo zaprzeczenia.

– Czy to możliwe, babciu?

Zawahałam się.

– Może tak – wyszeptałam. – Ale ja go wtedy nie słuchałam. Byłam skupiona na tym, żeby was ocalić. Może… za bardzo.

Natalia spuściła wzrok.

Nie wiem już, co jest prawdą, a co nie. Ale chcę to zrozumieć. Mam do tego prawo.

– Masz – przyznałam. – I nawet jeśli mnie to boli… też chcę, żebyś znała całą prawdę.

Chciałam dodać coś jeszcze, ale poczułam, że dystans między nami już się pojawił. Cichy, chłodny, jak ściana z lodu. Nie wiem, czy jeszcze kiedyś uda mi się go przebić.

Będę na nią czekać z nadzieją

Siedzę sama w kuchni. Daria czyta coś w salonie, ale od dwóch godzin nie powiedziała ani słowa. Natalia zamknęła się w swoim pokoju. Słychać tylko tykanie zegara i szelest papieru. Kiedyś w takie wieczory rozmawiałyśmy. O głupotach, o przepisach, o pogodzie. Śmiałyśmy się z Andrzeja, gdy znowu przywlókł do domu czekoladki z promocji albo dziwaczny prezent z kiosku. W Dzień Babci dom tętnił ciepłem. Dziś jest w nim tylko cisza.

Myślałam, że ją chronię. Myślałam, że wystarczy trzymać wszystko w ryzach, wyciszyć burzę zanim się rozpęta. Karmiłam wnuczkę bajką, w której ojciec zniknął, bo był tchórzem. Nie chciał jej znać. A tymczasem to ja nie chciałam, żeby go znała. Jego twarz, jego gniew, jego błędy. Czy żałuję? Tak. Ale czy zrobiłabym inaczej? Nie wiem. Prawda jest skomplikowana. Czasem brzydka. Czasem przerażająca. A ja przez lata wierzyłam, że najważniejsze to nie pozwolić jej wyjść z szafy. Może się myliłam.

Dziś Natalia jest dorosła i chociaż w jej oczach widzę cień rozczarowania, widzę też siłę. Może z niej zrobi się lepsza kobieta, niż ja byłam. Może nauczy się żyć z tą historią, której ja się bałam. Chciałam być matką, babcią, opiekunką. Ale może byłam tylko starą kobietą, która za bardzo się bała. A teraz... może już za późno, żeby to naprawić.

Helena, 72 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama