Reklama

Nigdy nie byłam wielką fanką Dnia Babci. Może dlatego, że sama nie miałam zbyt wielu okazji, by doświadczyć, jak to jest mieć babcię na co dzień. Jedna zmarła, zanim się urodziłam, drugą pamiętam jak przez mgłę. Mama też nie wykazywała entuzjazmu wobec takich okazji. Gdy mama została babcią, co roku wręczałam jej laurkę od dzieci, kupowałam jakiś upominek i spędzaliśmy wspólnie popołudnie przy cieście. Niby wszystko było jak trzeba, a jednak między nami coś wisiało w powietrzu. Tego roku wszystko się zmieniło. Siedziałyśmy przy kuchennym stole, dzieci biegały po mieszkaniu, a mama nagle zaczęła mówić. Nie zapytała, czy chcę tego słuchać. Nie uprzedziła. Po prostu zaczęła. A ja słuchałam, z każdą minutą coraz bardziej zdumiona. Właściwie... to nie była zwykła opowieść. To było coś, co w jednej chwili przetasowało całą moją dotychczasową wizję naszej rodziny.

Zamarłam po jej słowach

– Wiesz, miałam wtedy osiemnaście lat. Nie planowałam niczego – zaczęła mama, nie patrząc mi w oczy. – Po prostu… chciałam się wyrwać. Gdziekolwiek. Byle nie zostać w tamtym domu.

Zakręciłam palcem przy uchu.

– Ty? Ucieczka z domu? Przecież ty zawsze byłaś ta poukładana.

– Poukładana, bo musiałam. Mama była oschła jak lód, ojciec – ciągle nieobecny. Wiesz, że nigdy nie powiedzieli mi, że mnie kochają? Ani razu.

Usiadłam głębiej na krześle.

– A jednak do nich jeździłaś.

– Bo wypadało – odparła sucho. – A potem poznałam twojego ojca. To znaczy... biologicznego ojca.

Zamarłam. I aż odłożyłam łyżeczkę na spodek z głośnym stukiem.

– Co?!

Mama wzięła głęboki wdech. Wiedziałam już, że mówi poważnie. Nie miała tej swojej miny „testuję twoją reakcję”.

– Twój tata... ten, który cię wychował... on wiedział. Nie mówił, bo wiedział, że tak będzie lepiej. Twój biologiczny ojciec zostawił mnie, jak tylko się dowiedział, że jestem w ciąży.

– Czyli cały czas kłamałaś?

– Nie kłamałam. Po prostu… przemilczałam. Chroniłam cię – spojrzała na mnie błagalnie.

– Albo siebie – warknęłam i wstałam od stołu. – Świetny Dzień Babci. Naprawdę.

Żachnęłam się

Zamknęłam się w łazience pod pretekstem poprawienia makijażu, ale w rzeczywistości po prostu musiałam złapać oddech. Patrzyłam w lustro i widziałam własną twarz, tę samą co zawsze… tylko że teraz była jakby obca. Usłyszałam pukanie.

– Kochanie… mogę?

Raczej już wszystko powiedziałaś, prawda?

– Nie tak miało to wyglądać.

– A jak miało? Miałam ci podziękować za „szczerość”? Poklepać po plecach i powiedzieć: „No trudno, mama, bywa”?

Drzwi się lekko uchyliły, ale nie miała odwagi wejść.

– Chcę ci o nim opowiedzieć. Choć trochę. Jestem co to winna.

Żachnęłam się.

On miał na imię Artur.

Zamknęłam oczy. Tyle wystarczyło, by moja wyobraźnia zaczęła pracować. Artur. Mężczyzna bez twarzy, bez historii. Tylko imię i cień.

– Zostawił mnie, zanim się urodziłaś. Nawet się nie pożegnał. A ja zostałam z brzuchem i wstydem. Babcia kazała mi milczeć. Dla dobra rodziny. I milczałam. Potem poznałam Marka. On cię pokochał. Bez wahania.

– A ja? Kiedy mnie miałaś pokochać wystarczająco, by powiedzieć mi prawdę?

Słuchałam uważnie

Zjadłyśmy kolację w milczeniu. Dzieci pałaszowały pierogi, nieświadome dramatu rozgrywającego się tuż obok. Mama kilkukrotnie otwierała usta, by coś powiedzieć, ale zamykała je, widząc moją minę. Nie miałam ochoty ciągnąć tematu. Nie w ich obecności. Dopiero kiedy położyłam maluchy spać, wróciłam do kuchni. Stała przy zlewie, zmywając naczynia jak gdyby nigdy nic.

– Opowiesz mi?

Myślałam, że nie chcesz słuchać.

– Nadal jestem wściekła.

Otarła ręce o ręcznik i usiadła przy stole. Wzięła łyk zimnej już herbaty i zaczęła mówić.

– Artura poznałam na wakacjach w Trójmieście. Pojechałam tam z koleżanką. On był studentem ASP, rysował ludzi na molo. Wiesz, taki typ, co patrzy głęboko w oczy i wszystko niby wie. Gadał jak marzyciel, pachniał farbą olejną i mówił do mnie „moja połówko duszy”.

– Serio?

– Młodość, dziecko. Miałam serce w miejscu, gdzie teraz mam rozum.

Skrzywiłam się lekko, ale nie przerwałam. Mówiła dalej.

– Byliśmy razem przez dwa miesiące. Potem wróciłam do domu i okazało się, że jestem w ciąży. Napisałam do niego, zadzwoniłam… nic. Zniknął jak sen.

– Czyli byłam kłamstwem od samego początku?

– Nie. Ty byłaś ratunkiem.

Spojrzałam w okno

– Ratunkiem? – prychnęłam. – Ratowaniem wstydu, może. Albo pozorów.

Mama pokiwała głową, jakby się tego spodziewała.

– Wiem, że tak to teraz widzisz. Wtedy to była inna rzeczywistość. Inne czasy. Babcia nie pozwoliła mi nawet płakać. Powiedziała, że jeśli się rozkleję, to „wszyscy będą wiedzieć, że coś kombinuję”.

– Więc postanowiłaś być twarda. I zimna. Wyszło idealnie.

– Nie byłam zimna. Może nie zawsze potrafiłam ci to okazać, ale kochałam cię bardziej, niż cokolwiek na świecie.

Usiadłam, zmęczona tą rozmową. Z jednej strony wciąż buzowała we mnie złość, z drugiej… cholernie chciałam znać resztę.

– A tata? Zgodził na taką szopkę?

– Spotkaliśmy się, gdy miałaś pół roku. Na początku myślał, że jesteś moją młodszą siostrą. Kiedy powiedziałam prawdę, tylko się uśmiechnął i powiedział, że „dzieci nie są winne cudzych błędów”. Widziałam, że go poruszyłaś. Zakochał się we mnie, ale… chyba też w tobie.

Dlaczego nigdy mi nie powiedzieliście?

– Myślałam, że daję ci lepsze dzieciństwo. Stabilne. Z ojcem, który nie ucieknie.

Spojrzałam w okno. Na dworze śnieg prószył lekko, jakby nic się nie stało.

– A teraz? Co, jeśli chcę go poznać?

Mama zamilkła.

– Nie wiem, czy to możliwe. I… nie wiem, czy powinnam cię do tego zachęcać.

Miałam chaos w głowie

– Co to znaczy: „nie powinnam”? – spojrzałam na nią podejrzliwie. – Zrobiłaś ze mnie idiotkę przez trzy dekady, ale teraz nagle jesteś zatroskana?

– To nie tak – spuściła wzrok. – Po prostu… ja też go kiedyś szukałam. Po latach. Głupia, naiwna… chciałam chociaż usłyszeć, że pamięta. Że żałuje.

– I?

– Znalazłam go. Miał profil, żona, dwójka dzieci, wystawy, zdjęcia z Paryża i Nowego Jorku. Udane życie. Tylko o jednej rzeczy tam nie było ani słowa – o tobie.

Zamrugałam.

Napisałaś do niego?

– Wysłałam jedną wiadomość. Czekałam. Przez tydzień. A potem on mnie zablokował.

Nie potrafiłam nic powiedzieć. Przez dłuższą chwilę siedziałyśmy w ciszy. Czułam, jak serce bije mi szybciej. W głowie mieszały się obrazy: moja mama jako osiemnastolatka, młody artysta pachnący farbą i ta wiadomość, której nigdy nie przeczytał głośno.

Może się bał? – spytałam w końcu cicho.

– Może. Albo po prostu był takim samym tchórzem jak wtedy.

– I dlatego nigdy mi nie powiedziałaś?

– Bo nie chciałam, żebyś czuła się odrzucona. Nie chciałam, żebyś miała twarz człowieka, który cię zlekceważył, zanim w ogóle powiedziałaś pierwsze słowo.

Westchnęłam ciężko.

– Za późno. Teraz już ją mam. I bardzo chcę wiedzieć, jak wygląda.

Przestałam się łudzić

Kilka dni później usiadłam przed komputerem. Szukałam długo. Imię, nazwisko, uczelnia, wystawy. W końcu znalazłam stronę jego pracowni. Zdjęcie z ostatniego wernisażu. Ten uśmiech… mój uśmiech. Zadzwoniłam do mamy. Odebrała od razu, jakby czekała.

– Znalazłam go. Nadal maluje. Wygląda na szczęśliwego.

– Chcesz do niego napisać?

– Nie wiem. Co bym miała mu powiedzieć? „Cześć, jestem tą córką, której nie chciałeś”?

– Może: „Chcę tylko znać twoją twarz. Bez oczekiwań. Bez żalu”. Choć nie wiem, czy potrafiłabym to napisać sama, gdybym była tobą.

– No właśnie. Może nie muszę się odzywać. Może wystarczy, że już wiem. Że to nie ja byłam niewystarczająca. To on nie dał rady.

Mama długo milczała.

– Przepraszam, że zabrałam ci możliwość poznania biologicznego ojca.

– Już nie chodzi tylko o niego – westchnęłam. – Chodzi o ciebie. O to, że przez całe moje życie nie powiedziałaś mi prawdy.

– Bałam się, że mnie znienawidzisz.

– Trochę znienawidziłam – przyznałam. – Ale to chyba część dorastania, nie? Przestać widzieć rodziców jako świętych, a zacząć widzieć ludzi.

I co teraz?

– Teraz… teraz idę do dzieci. Bo choć jestem zmęczona, nie chcę, żeby musiały się domyślać, co do nich czuję.

Spojrzałam jeszcze raz na zdjęcie mężczyzny, który nigdy mnie nie chciał. I kliknęłam: zamknij.

Oliwia, 28 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama