„W Dzień Babci wnuczka odwróciła się na pięcie, bo pożałowałam jej kasy. Musi zrozumieć, że nie jestem bankomatem”
„Dzień Babci. Jeszcze parę lat temu czekałam na ten dzień z bijącym sercem. Przychodzili, dzwonili, przynosili laurki. Dzieci, wnuki, nawet zięć potrafił zajrzeć z bukietem. I choć nogi mnie bolały od stania przy garach, serce miałam pełne. Teraz? Teraz to tylko dzień w kalendarzu. Formalność. Pretekst, żeby wpaść po pieniądze”.

- Redakcja
Dzień Babci. Jeszcze parę lat temu czekałam na ten dzień z bijącym sercem. Przychodzili, dzwonili, przynosili laurki. Dzieci, wnuki, nawet zięć potrafił zajrzeć z bukietem. I choć nogi mnie bolały od stania przy garach, serce miałam pełne. Teraz? Teraz to tylko dzień w kalendarzu. Formalność. Pretekst, żeby wpaść po pieniądze. Czasem herbatę wypiją, czasem nawet posiedzą, ale najczęściej to szybka wizyta i pytanie w oczach: „co dziś dla mnie masz?”.
Mam 68 lat. Nazywam się Maria i jestem babcią. Dobrą babcią, tak przynajmniej słyszałam przez większość życia. Dobrą, czyli taką, która zawsze pomoże, poda, da, przymknie oko, pożyczy — a najlepiej, żeby nie oczekiwała nic w zamian. Przez lata spełniałam tę rolę sumiennie. Ale coś się we mnie zmieniło. Może to wiek. Może cisza po śmierci męża. A może zwykłe zmęczenie. Już nie chcę być babcią od portfela. Chcę być sobą. Czasem po prostu starą kobietą, która marzy, żeby ktoś wpadł do niej nie po „stówkę”, tylko tak — z herbatą i sercem. I właśnie w ten Dzień Babci, gdy wnuczka przyszła po swoje, powiedziałam: „nie dam ci pieniędzy, Kasiu.” I pierwszy raz od lat nie poczułam winy. Poczułam ulgę.
Przecież jestem twoją wnuczką
W „Dzień Babci" Kasia zdjęła kurtkę i rzuciła torebkę na fotel, nawet nie całując mnie na powitanie.
– No to wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Babci" – powiedziała.
– Dziękuję. Napijesz się herbaty? – zapytałam, wskazując na czajnik.
– Nie, ja na chwilę tylko – prychnęła.
Nie zapytała, jak się mam, co planuję, czy może czegoś mi potrzeba. Widziałam w jej oczach tylko wyczekiwanie. Wiedziałam, że znów liczy na to, że wyciągnę z portfela jakieś grosze, jak to miałam w zwyczaju. Tym razem jednak chciałam utrzeć jej nosa. Kiedy zobaczyła, że czas mija, a ja nic nie wspominam o pieniądzach, sama napomknęła.
– Wiesz babciu... może masz na zbyciu stówkę albo dwie. Pamiętasz, rok temu dałaś mi na buty. Wszystkie koleżanki mi ich zazdrościły.
– Pamiętam. Ale w tym roku nie dam ci pieniędzy, Kasiu.
Zamilkła. Spojrzała na mnie, jakby właśnie oświadczyłam, że nie jestem jej babcią, tylko kosmitką.
– No to świetnie, myślałam, że nie odmówisz, przecież jestem twoją wnuczką – rzuciła oskarżycielsko.
– Kasiu... – zaczęłam spokojnie, ale nie dała mi dojść do słowa.
– Spoko. Nie musisz się tłumaczyć. Widzę, że już się dla ciebie nie liczę – syknęła, sięgnęła po swoją torebkę i wstała obrażona.
Trzasnęła drzwiami. A ja zostałam sama w kuchni, z zaparzoną herbatą i ciszą. Nie płakałam. Było mi smutno, ale z drugiej strony poczułam ulgę. Jakby po raz pierwszy od lat postawiłam granicę. I choć serce jeszcze szukało wymówki, by się usprawiedliwić... rozum mówił: dobrze zrobiłaś, Mario.
Nie cofnęłam słów
Telefon zadzwonił godzinę po tym, jak Kasia wyszła. Spojrzałam na ekran. Anna, moja córka. Westchnęłam, zanim odebrałam.
– Mamo, co ty wyprawiasz? – usłyszałam już na dzień dobry. – Kasia płakała. Mówi, że się od niej odwróciłaś.
– Nie odwróciłam się. Powiedziałam tylko, że w tym roku nie dam jej pieniędzy – odpowiedziałam spokojnie, choć czułam, że w środku kipię ze złości.
– No ale dlaczego? Myślała, że może liczyć na twoje wsparcie.
– Właśnie dlatego, Aniu. Zawsze dawałam. Bez pytania, bez słowa. A teraz... już nie chcę. Nie muszę.
– Mamo, nie przesadzaj! Serio żałujesz dziecku parę groszy? Przecież cię stać. Dlaczego robisz z tego problem?
– Bo nie chodzi o pieniądze. Tylko o to, że nikt już nie przychodzi do mnie tak po prostu. Zawsze „babciu, dasz?”, „babciu, pożyczysz?” – głos mi się załamał. – A ja też jestem człowiekiem. Też mam uczucia.
Po drugiej stronie słyszałam milczenie. A potem chłodny ton:
– Wiesz co, chyba ci się nudzi. Może za dużo siedzisz sama w domu i wymyślasz. Serio, dramatyzujesz.
– A może po prostu pierwszy raz w życiu próbuję zadbać o siebie?
– W każdym razie... przykro mi, że tak się zachowałaś – rzuciła jeszcze i się rozłączyła.
Wpatrywałam się w telefon przez dłuższą chwilę. Drżały mi ręce. Poczułam, że nogi mam jak z waty, więc usiadłam. To nie był krzyk. To był chłód. I ta chłodna ocena boli bardziej niż wrzaski. Ale mimo to... nie cofnęłam słów. Nie przeprosiłam. Bo wiedziałam, że gdybym uległa – znów wróciłabym na stare tory.
Spokój, którego nie czułam od dawna
Wieczorem zaparzyłam sobie herbatę. Usiadłam w fotelu pod oknem. Cisza była gęsta jak mgła. Nawet zegar przestał tykać tak wyraźnie. Albo to ja przestałam go słuchać. Patrzyłam na parujący kubek i myślałam o Józefie. Mój mąż. Już osiem lat, odkąd odszedł. Czasem mam wrażenie, że był ostatnią osobą, która naprawdę mnie słuchała.
– Co byś powiedział, Józiu, na to wszystko? – szepnęłam w przestrzeń. – Pewnie, że mam miękkie serce. Ale kiedyś musiał nadejść moment, by powiedzieć dość.
Wyjęłam z szuflady stare zdjęcie. Józef z uśmiechem, w tej swojej koszuli w kratę. Obok niego stała Kasia. Miała może dwa lata. Śmiała się do niego, jakby cały świat był tylko nimi. Pamiętam, jak tulił mnie wieczorami, gdy martwiłam się o dzieci. Powtarzał:
– Maryśka, nie jesteś od tego, żeby wszystkim wszystko dawać. Jesteś od tego, żeby kochać. A miłość to też umiejętność powiedzenia „nie”.
Wtedy nie rozumiałam. Teraz te słowa wracają, jakby zostawił je w szufladzie, gotowe na właściwy moment. Przez chwilę poczułam się winna. Kasia płakała. Anna się złościła. Może naprawdę byłam za ostra? Ale potem przyszedł spokój. Spokój, którego nie czułam od dawna.
Zrobiłaś, tak jak czułaś
Usłyszałam pukanie do drzwi:
– Mogę na chwilę? – powiedział znajomy głos, gdy otworzyłam.
Wanda. Moja sąsiadka z parteru. Emerytka, wdowa, tak jak ja. Zawsze z papilotami na głowie i jakimś sarkazmem na zawołanie.
– Wchodź, jak chcesz. – Zaparzę ci herbaty.
Rozmawiałyśmy w kuchni.
– Naprawdę się obraziła? – dopytywała.
– Nie tylko ona, córka też – westchnęłam. – Raz nie dałam kasy na Dzień Babci i od razu jestem tą najgorszą.
Wanda aż parsknęła śmiechem.
– Ja to już nawet nie kupuję prezentów. Kto się obrazi, ten jego sprawa. Wnuczek też mi nieraz trzasnął drzwiami.
– Myślisz, że robię dobrze? – zapytałam cicho.
Wanda popatrzyła na mnie.
– Ty wiesz najlepiej. Zrobiłaś, tak jak czułaś.
Uśmiechnęłam się. Tak po prostu, szczerze.
– Bo wiesz... człowiek całe życie się stara być „dobrym”. Żeby nie zawieść. Żeby kochali. A potem i tak siedzisz sama, z herbatą.
Wanda kiwnęła głową.
– I lepiej siedzieć z herbatą niż z żalem. Ja już nie spełniam oczekiwań. Mam swoje.
Siedziałyśmy tak chwilę, w ciszy. Po prostu dwie starsze kobiety, które zaczynają rozumieć, że życie jeszcze się nie skończyło. Ono się po prostu... zmieniło.
Babciu przepraszam
Wieczorem, tuż przed snem, telefon zawibrował. Nie dzwonił – po prostu delikatnie zapiszczał. Wiadomość od Kasi. „Babciu przepraszam, głupio wyszło”. Przeczytałam raz, drugi. I jeszcze raz, jakbym nie wierzyła, że to naprawdę ona. Odpisałam po dłuższej chwili: „Nie gniewam się. To może wpadniesz znów na herbatę?” Nie dodałam nic więcej. Nie chciałam jej wciągać w kolejną dyskusję. Chciałam tylko, żeby wiedziała, że drzwi są otwarte. Że babcia dalej tu jest – ale trochę inna.
Nie odpisała od razu. Ale rano, gdy zrobiłam sobie śniadanie i zerknęłam na telefon, była tam jedna linijka. „Może jutro. Przyjdę po prostu pogadać.” Poczułam dziwną ulgę. I nadzieję. Że może jeszcze się spotkamy gdzieś pośrodku – ona ze swoją młodością, ja z moją starością. Bez pieniędzy, bez oczekiwań. Tylko z herbatą. I może – jeśli się uda – z odrobiną prawdziwej bliskości.
Maria, 68 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie prawdopodobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Kolejny Dzień Babci znów spędzam sama w kapciach przed telewizorem. Niedługo całkiem zapomnę, jak wygląda mój wnuk”
- „Napracowałam się, by prezent na Dzień Babci był wyjątkowy. W podziękowaniu usłyszałam, że to kolejny zbędny badziew”
- „W Dzień Babci pojechałam odpocząć sama nad morzem. Rodzina ma pretensje, ale przecież w końcu to ma być moje święto”