„W Dzień Babci wnuki tylko wypytywały mnie o spadek. Zdziwią się, jak zobaczą, co im zapisałam w testamencie”
„Pokręciłam głową i nalałam sobie herbaty. Nikt mi nawet nie dolał. Wszyscy czekali, aż coś powiem. Prawie czuję, jak się prześcigali w myślach, kto dostanie co i dlaczego on miałby dostać więcej niż reszta”.

- Redakcja
Nie miałam w życiu zbyt wielu okazji, by być złośliwa. Byłam matką, potem teściową, a od kilkunastu lat również babcią – a każda z tych ról wymagała raczej cierpliwości niż ciętego języka. Zresztą... z wiekiem zauważyłam, że ludziom wcale nie zależy na tym, co mam do powiedzenia. Gdy byłam młoda, przerywano mi, bo „jeszcze nie rozumiem życia”. Gdy się zestarzałam – przerywano mi, bo „i tak już nie ogarniam dzisiejszego świata”. Więc milczałam. Patrzyłam. Zapamiętywałam.
I tylko jedną rzecz postanowiłam rozegrać po swojemu. Testament. Dokument, który zdaje się interesować moją rodzinę dużo bardziej niż mój cholesterol czy wyniki badań. Odkąd zaczęłam wspominać, że „jeszcze nie teraz, ale w razie czego wszystko już mam zapisane”, wnuki ożywiły się jak nigdy wcześniej. I tak się złożyło, że właśnie w Dzień Babci dali mi do zrozumienia, co naprawdę ich interesuje. Uśmiechali się, cmokali w policzek, pytali o zdrowie – ale każde z nich miało w oczach to samo pytanie: „Ile mi zapiszesz?”. Spokojnie, kochane dzieci. Będziecie mieli, co czytać.
Spojrzałam im prosto w oczy
– Babciu, a ty to już chyba masz wszystko zapisane, co? – zagaił mój najstarszy wnuk, gdy tylko zdążyłam odłożyć talerz z domowymi faworkami na stół. – No wiesz… żeby potem nie było bałaganu.
Siedział naprzeciwko mnie z nogą założoną na nogę, w modnej bluzie i z telefonem w dłoni, którego nie wypuścił nawet na moment.
– A o jaki bałagan ci chodzi, skarbie? – zapytałam, słodko się uśmiechając.
– No bo wiesz, to mieszkanie, działka, oszczędności... – dodała jego siostra, najmłodsza z całej czwórki. – Lepiej, żeby wszystko było jasne. Teraz ludzie są tacy... no, bez skrupułów.
– Bez skrupułów? – powtórzyłam. – A wy niby tacy skrupulatni?
– Babciu, przecież my tylko pytamy. Tak z troski – wtrąciła się kolejna wnuczka. – Wiesz, jak to bywa w rodzinach... Potem awantury, rozprawy sądowe. Po co to komu?
Pokręciłam głową i nalałam sobie herbaty. Nikt mi nawet nie dolał. Wszyscy czekali, aż coś powiem. Prawie czuję, jak się prześcigali w myślach, kto dostanie co i dlaczego on miałby dostać więcej niż reszta.
– Dobrze, że chociaż pamiętaliście, że dziś Dzień Babci – mruknęłam.
– No właśnie, więc wszystkiego najlepszego! – rzucił wnuczek, który jeszcze nie zdążył nic powiedzieć. – I żebyś żyła sto lat!
– Oby tylko nie bez testamentu, co? – odparłam z uśmiechem i spojrzałam im prosto w oczy.
Czułam się samotna
Wyszli po dwóch godzinach. Na odchodne jeszcze raz złożyli życzenia. Nawet nie pomogli mi pozbierać talerzy. Zostałam sama w kuchni. Czasem mam wrażenie, że gdyby nie moje wypieki, nawet by się nie pofatygowali. Telefon zadzwonił, gdy jeszcze zmywałam naczynia.
– Babciu? To ja, Ewa – powiedział głos w słuchawce. – Mam chwilę, to pomyślałam, że może ci coś dokupić, wiesz, do tej apteczki twojej? Te witaminy, o których wspominałaś.
– A to teraz ci się przypomniało?
– No, babciu... po prostu myślałam, że może coś jeszcze byś chciała. Bo tak... w razie czego. Gdyby ci się coś stało, no to... dobrze wiedzieć.
Westchnęłam.
– Lepiej się zapytaj, jak się czuję.
– Przecież pytam z troski! – obruszyła się. – Poza tym, babciu, ja to mówię z doświadczenia. Widziałam, jak znajomym rodzina się po śmierci babci pożarła o majątek. Okropne rzeczy.
– Mhm. A ja widzę, że u nas to tylko kwestią czasu – rzuciłam i rozłączyłam się bez pożegnania.
Wróciłam do zmywania. Talerze były gorące od wody.
Wyznałam jej prawdę
Następnego dnia przyszła sąsiadka z dołu. Renata zawsze wiedziała wszystko, co działo się w bloku. Przyniosła kawałek sernika.
– I jak tam, kochana? Wnuki były? – zapytała, siadając przy stole bez zaproszenia.
– Były – odpowiedziałam, krojąc ciasto. – Szkoda, że interesowali się tylko moim majątkiem.
– No co ty? Tyle masz tych wnucząt, to myślałam, że cię noszą na rękach.
– Na rękach to by mnie nieśli tylko wtedy, gdybym zapisała im wszystko w testamencie.
Pani Renata aż się zakrztusiła.
– Eee... nie przesadzaj. Na pewno się o ciebie martwią.
– O mnie? – parsknęłam. – Czy o to, kto dostanie mieszkanie, a kto tylko meblościankę?
– No dobrze, a zapisałaś już coś komuś?
– Zapisałam. I nawet zdążyłam zmienić raz czy dwa, jak mnie któreś bardziej wkurzyło.
– O rany... – Renata zrobiła wielkie oczy. – Czyli to wszystko naprawdę już gotowe?
– Gotowe jak rosół na niedzielę. Złożone u notariusza, podpisane, opieczętowane.
Renata uśmiechnęła się nerwowo.
– I... mogę zapytać, kto co dostaje?
– Możesz, ale nie odpowiem. I już raz pozwoliłam, żeby traktowano mnie jak skarbonkę. W tym roku... postanowiłam inaczej.
– Ty to masz jaja, kochana – mruknęła z podziwem. – Chyba muszę przemyśleć swój własny testament.
– Lepiej wcześniej o tym pomyśleć – odpowiedziałam, dolewając jej kawy. – I nie sugeruj się rodziną. Bo czasem najbliżsi są tylko blisko, jak coś od ciebie chcą.
Unikała mojego wzroku
– Babciu, mogę cię odwiedzić? – zapytała tydzień później najstarsza wnuczka.
– No pewnie. Tylko nie licz na to, że coś ci dzisiaj zapiszę – powiedziałam od razu, nie tracąc czasu na konwenanse.
– Oj babciu... – zaśmiała się nerwowo. – Naprawdę myślisz, że o to mi chodzi?
Zjawiła się godzinę później. Usiadła na tym samym krześle, co w zeszłym tygodniu. Znów w drogim płaszczu, znów z perfekcyjnie zrobionym makijażem. Tylko tym razem nie wyjęła telefonu. Wyjątkowo.
– O co ci chodzi? – zapytałam, krzyżując ręce.
– Chciałam porozmawiać. O tobie. I trochę... o mnie.
Unikała mojego wzroku. A to już nowość.
– No dobrze, słucham.
– Pamiętasz, jak kiedyś mówiłaś, że najgorsze to przeżyć życie... obok siebie?
– Pamiętam.
Wnuczka się uśmiechnęła, ale jakoś smutno.
– Ja chyba właśnie tak żyję. Ciągle w pracy, ciągle gdzieś pędzę, a jak się zatrzymam, to nie mam z kim porozmawiać. A ty... zawsze miałaś w sobie taki spokój.
– Tego się nie ma. Tak się człowiekowi robi, jak wszystko inne zawiedzie – mruknęłam.
Zamilkła. W końcu odezwała się cicho:
– Babciu... ja nie chcę niczego. Wiem, że cię zawiodłam, jak wtedy z tym spadkiem...
– Aż tak się tym przejęłaś?
– Tak. Bo ty jesteś dla mnie ważniejsza niż cokolwiek. Przepraszam.
Popatrzyłam na nią długo. W końcu sięgnęłam po czekoladkę i podałam jej.
– Jeszcze nie wszystko stracone, dziecko. Jeszcze można odzyskać trochę tego, co się zgubiło po drodze.
Zaskoczył mnie
Kilka dni później przyszedł mój wnuk. Bez zapowiedzi.
– Babciu, masz chwilę?
– Dla ciebie? Tylko jeśli nie chodzi o pieniądze – odpowiedziałam z kuchni, nie odrywając się od krojenia cebuli.
– Nie no, serio – westchnął, stając w drzwiach. – Chciałem po prostu pogadać.
– O spadku?
– Babciu, błagam cię...
– A co? Już za późno i myślisz, że wszystko zapisałam komu innemu?
Spuścił wzrok. I to był pierwszy raz od dawna, kiedy wyglądał, jakby naprawdę nie wiedział, co powiedzieć.
– Ja wiem, że to głupio wyszło. Wtedy, w Dzień Babci... no, może przegięliśmy. Wszyscy.
– Aż dziw, że to zauważyłeś.
– Przecież nie jestem idiotą. Tylko czasem... człowiek gubi proporcje. Wiesz, jak to jest. Praca, stres, ciągle coś. A ty jesteś... zawsze byłaś. Trochę jak mebel.
– Jak co?!
– No, nie tak dosłownie. W sensie, że się człowiek przyzwyczaja. Że babcia zawsze będzie, upiecze sernik, posłucha, potrzyma za rękę. Aż w końcu zapomina, że ty też masz uczucia.
Usiadłam przy stole, ocierając dłonie w ścierkę.
– I co teraz? Przyszedłeś mnie przeprosić?
– Tak. I powiedzieć, że nawet jak nic nie dostanę, to... po prostu chciałbym być bliżej. Naprawić coś.
– To zacznij od tego, żebyś wpadał bezinteresownie. I zabierz kiedyś resztę, pogadamy jak ludzie.
– O spadku?
– O rodzinie.
Zjawili się tydzień później. Nie rozmawialiśmy o testamencie. Bo najważniejsze było to, że znowu byliśmy razem. Jak rodzina. A testament? Nie muszą wiedzieć, że cały swój majątek zapisałam na rzecz fundacji, która pomaga samotnym osobom.
Janina, 79 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Przez 40 lat byliśmy z żoną jak papużki nierozłączki. Na starość znalazła sobie kochanka i chce mnie puścić z torbami”
- „Na Dzień Babci upiekłam sernik, który całą rodzinę powalił na kolana. I wtedy poczułam, że mam jeszcze po co żyć”
- „21 stycznia ktoś odwiedził grób mojej babci. Jak to jest możliwe, że przez całe życie kłamała mi prosto w oczy”