„W Dzień Dziadka córka powiedziała jedno zdanie, a mi aż zakręciło się w głowie. Przyniosła wstyd naszej rodzinie”
„Córka stała z tyłu, lekko opierając się o framugę. Uśmiechnięta, ale jakaś… inna. Podejrzanie spokojna. Przez chwilę wpatrywała się w dziadka, jakby coś kalkulowała. I w końcu się odezwała”.

- Redakcja
Jeszcze rano wszystko wydawało się w jak najlepszym porządku. Obudziłam się w dobrym nastroju. Ubrałam się elegancko, zapakowałam tort, ciasto marchewkowe, które wyszło mi wyjątkowo dobre i pojechaliśmy całą rodziną do domu opieki. Ojciec siedzi tam już trzeci rok i choć nie przyznaję się do tego głośno, bywa, że łatwiej nam go tam odwiedzać niż mieć go z powrotem na głowie.
Ma swoje rytuały, lubi być w centrum uwagi, a ja z mężem mamy już inne tempo życia. Córka poszła z nami, choć ostatnio trudno ją wyciągnąć gdziekolwiek. Przeważnie w słuchawkach, z miną wiecznego zmęczenia, ledwo się odzywa. Jednak w tym roku się zgodziła. Pomyślałam: „może w końcu coś się zmienia w naszej rodzinie”. Byłam naiwna. Bo to właśnie wtedy moja córka wypowiedziała jedno zdanie, po którym poczułam, jak podłoga usuwa mi się spod nóg. Jedno zdanie, które zmieniło wszystko.
Myślałam, że się przesłyszałam
W sali było gwarno i duszno, pachniało tanim kremem do rąk. Ojciec siedział przy stole jak król, wyprostowany, w swoim wełnianym swetrze i z miną, jakbyśmy przyszli złożyć mu hołd.
– No, wreszcie was przywiało – burknął, choć widział nas dwa dni wcześniej.
– Dzień Dziadka jest raz w roku – odparłam, całując go w policzek. – Musieliśmy przyjechać.
– Twoje ciasto to już nie to samo, co kiedyś – skomentował bez cienia wdzięczności. – Za słodkie.
Westchnęłam, ale się uśmiechnęłam. Znaliśmy te jego teksty na pamięć. Córka stała z tyłu, lekko opierając się o framugę. Uśmiechnięta, ale jakaś… inna. Podejrzanie spokojna. Przez chwilę wpatrywała się w dziadka, jakby coś kalkulowała. I w końcu się odezwała.
– Dziadku, wiesz… będziesz pradziadkiem – powiedziała w końcu.
Poczułam, jak coś mnie ścina od środka. Myślałam, że się przesłyszałam.
– Coś takiego! – Dziadek spojrzał, jakby właśnie mu zapowiedzieli, że Ziemia nie jest okrągła.
– Jestem w ciąży. W trzecim miesiącu – dodała. I znowu ten spokój. Jakby mówiła o sprawdzianie z matmy.
– Dziecko… Ty masz ledwo osiemnaście lat! – Wyrwało mi się, zanim zdążyłam się powstrzymać.
– Skończone – odparła chłodno. – I to moje życie.
Wypuściłam talerz z ręki, a tort wylądował na podłodze.
Zatkało mnie
– Co to w ogóle za numer?! W Dzień Dziadka?! Przy innych ludziach?! – syknęłam, chwytając ją za rękę i odciągając od stołu.
– Nie dramatyzuj – mruknęła, wyrywając rękę. – Lepiej teraz niż w Wigilię, co?
– Ty to naprawdę… – szepnęłam, rozglądając się, czy nikt nie słucha.
Oczywiście, że słuchał. Wszystkie głowy w świetlicy były zwrócone w naszą stronę.
– A ten chłopak to kto? – zapytał ojciec.
– Nazywa się Damian. Jest z mojej klasy.
– I to ma być ojciec?! – sapnął.
– Tak – odpowiedziała spokojnie.
– Dziewczyno, ty nawet nie masz matury! – wyrwało mi się. – A ty z siebie tak po prostu robisz matkę? Co dalej? Ślub? Pranie pieluch? Kredyt? Może jeszcze zamieszkacie w piwnicy?!
– Mamo… To nie twoje życie. Nie jesteś mną. A ja nie jestem tobą.
Zatkało mnie. I może bym coś jeszcze powiedziała, może i wrzasnęła, ale wtedy dziadek uderzył laską w podłogę.
– Cisza! – wrzasnął z siłą, której bym się po nim nie spodziewała. – Ja tu zaraz padnę na zawał, a wy będziecie się kłócić nad moim trupem? Przyszliście mnie dobić czy co?
Nikt się nie odezwał.
Złapałam się za głowę
Po powrocie do domu nie kryłam emocji.
– No to pięknie – warknęłam, zrzucając płaszcz. – Przyniosłaś całej rodzinie wstyd. W dzień, który miał być spokojny. Normalny. A ty musiałaś urządzić teatr.
– Mamo, daj spokój, już wystarczy – mruknęła, zdejmując buty. – I tak powiedziałam, co miałam powiedzieć.
– Tak po prostu? Bez żadnej rozmowy? Bez żadnego uprzedzenia? Od dwóch tygodni podejrzewałam, że coś kręcisz, ale ciągle tylko „wszystko okej, mamo, nie wtrącaj się”.
– Bo jak się wtrącasz, to tylko żeby się pokłócić.
Złapałam się za głowę.
– A Damian wie?
– Tak – prychnęła. – Jest w szoku, ale... chce być ojcem.
– Chce być? Co to znaczy „chce być”? To nie nowa grupa na Messengerze! On ma tylko chcieć?! A jego rodzice?
– Też wiedzą. Nie są zachwyceni, ale nie mają wyboru.
– Nie mają wyboru? – zaśmiałam się nerwowo. – A ty myślisz, że ja mam wybór?! Że chciałam być babcią w wieku czterdziestu dziewięciu lat? Sama jeszcze jesteś dzieckiem!
– To nie znaczy, że nie dam rady.
– Damian nie ma pracy, nie ma prawa jazdy, nie ma perspektyw! Ma za to jeden pokój z kotem i rozwiedzionych rodziców. I to jest twój plan na życie?
Spojrzała na mnie poważnie.
– Wiesz, może i nieidealny, ale nikt nie jest.
I wyszła do swojego pokoju, trzaskając drzwiami.
Spojrzała mi prosto w oczy
– No i co teraz? – zapytał mąż, kiedy wieczorem siedzieliśmy w kuchni.
Miał minę człowieka, który właśnie próbował przełknąć gwoździa.
– Co „co teraz”? Teraz mamy w domu młodą matkę i zaraz wnuka w drodze. Może być gorzej?
– Może. Mogłaby nic nie powiedzieć.
– Aha. I wtedy byśmy się dowiedzieli, jak wróciłaby z dzieckiem ze szpitala?
– Przestań się unosić. Musimy ustalić, co dalej.
– Ustalić?!
Właśnie w tym momencie weszła córka.
– Podsłuchujesz? – rzuciłam chłodno.
– Nie. Po prostu mam uszy – odparła. – Możemy porozmawiać jak dorośli?
– Cóż za ironia – wymamrotałam.
– Uspokójcie się obie – wtrącił mąż, pierwszy raz od godziny unosząc głos. – Co planujecie z Damianem? Konkretnie.
– Wynajmiemy coś razem. On już szuka pracy.
– A co z pieniędzmi? – zapytałam. – Bo ja mam dość utrzymywania dorosłej córki z bachorem.
Spojrzała mi prosto w oczy.
– Nie chcę ani grosza. Poradzimy sobie. I nie mów „bachor”. To twoja wnuczka. Albo wnuk.
Przekonał mnie do siebie
Tydzień później nie zdążyłam jeszcze skończyć porannej kawy, kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi. Spojrzałam na zegarek – ósma dwadzieścia trzy.
– To na pewno on – mruknęłam pod nosem, idąc otworzyć.
Damian stał z bukietem tulipanów. Wyglądał na chłopca, który próbował pozować na mężczyznę.
– Dzień dobry, pani Ewo… – zaczął nieśmiało. – Przyszedłem porozmawiać.
– Myślisz, że jak się pojawisz z kwiatami, to cię tu wpuścimy z otwartymi ramionami?– zapytałam zniecierpliwiona.
– To tulipany – poprawił mnie. – Julka mówiła, że pani je lubi.
– Julka mówi różne rzeczy.
Chłopak spuścił głowę. Westchnęłam. Machnęłam ręką, żeby wszedł. W kuchni usiadł naprzeciwko mnie. Wyciągnął ręce na stół, jakby miał zaraz złożyć przysięgę.
– Jestem odpowiedzialny – powiedział cicho. – Nie uciekam. Nie chowam się. Szukam pracy, zgłosiłem się do urzędu. Moi rodzice… no, nie są zachwyceni, ale wiedzą. Chcą pomóc.
– Co ty wiesz o odpowiedzialności – mruknęłam. – O braku snu i o pieluchach o trzeciej w nocy?
– Nie wiem – przyznał. – Ale wiem, że kocham pani córkę. I chcę być ojcem.
Spojrzałam na niego uważnie. I pierwszy raz pomyślałam, że może… może z tych dzieci kiedyś coś będzie.
Pogodziłam się z faktem
Minęły trzy tygodnie. Nikt już nie mówił podniesionym głosem. Pewnego wieczoru weszłam bez pukania do pokoju córki. Leżała na łóżku z ręką na brzuchu, słuchając jakiegoś podcastu.
– Mam nadzieję, że nie zamierzasz rodzić w naszej wannie – rzuciłam.
– Zamierzałam w lesie pod jodłą, ale trudno – odpowiedziała sarkastycznie.
Usiadłam obok. Milczałyśmy dłuższą chwilę.
– Wiesz – zaczęłam w końcu – ja naprawdę nie jestem z kamienia. Tylko miałam wobec ciebie inne plany.
– Ty miałaś – przerwała cicho. – A ja mam swoje. Może głupie, może naiwne, ale moje.
– Nie głupie. Może tylko… zbyt wczesne.
Złapałam ją za rękę. Moja córka niebawem sama zostanie matką.
– Chciałabym, żebyś była przy mnie. Na porodówce.
– Ty wiesz, jak ja mdleję przy samym mierzeniu ciśnienia?
– No właśnie dlatego. Żeby ktoś mnie rozśmieszył, jak już naprawdę nie będzie do śmiechu.
Roześmiałam się cicho.
– No dobra. Tylko żadnych dziwnych imion dla bobasa.
– Spokojnie – uśmiechnęła się. – Jak będzie dziewczynka, damy jej na imię Ewa. Tak jak ty.
I wtedy pierwszy raz poczułam, że mogę być babcią. Nawet jeśli wcale tego nie planowałam.
Ewa, 49 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Wnuczka przyszła w Dzień Babci tylko po to, by wybadać, ile mam kasy. Od zawsze była łasa na pieniądze”
- „Byłam pewna, że na feriach w Białce mój chłopak mi się oświadczy. To, co powiedział, bolało bardziej niż upadek na stoku”
- „Postawiłam mężowi noworoczne ultimatum: zero tajemnic. Dopiero później zrozumiałam, dlaczego tak szybko się zgodził”