„W Dzień Dziadka wnuk przyszedł z bombonierą, ale nie spojrzał mi nawet w oczy. Po chwili cwaniak spytał o mieszkanie”
„Usłyszałem dzwonek do drzwi, zanim jeszcze zdołałem wyjąć herbatniki z puszki. Szybko przetarłem dłonie i podszedłem otworzyć. Michał stał na korytarzu w kurtce, z reklamówką w jednej ręce i telefonem w drugiej. Zrobił krok, prawie nie patrząc mi w oczy. Odwrócił się bokiem, jakby szukał wyjścia”.

- Redakcja
Cisza w moim mieszkaniu potrafiła ciąć jak nóż. Najgorsze były poranki, kiedy parzyłem herbatę tylko dla siebie i aż mnie ściskało na myśl, że już nigdy nie zapytam Krysi, czy chce z cytryną. Odkąd odeszła, dni płynęły jednostajnie – trochę telewizji, trochę gazet, spacer po osiedlu, czasem sudoku. Najbardziej czekałem na takie okazje jak Dzień Dziadka. To był chyba jedyny moment w roku, kiedy miałem powód, żeby się trochę ożywić. Michał – mój wnuk – kiedyś był dla mnie całym światem. Pamiętałem, jak pierwszy raz usłyszałem to słowo z jego ust: „Dziadku!” Takie małe, a jakby życie na nowo się zaczynało. Teraz Michał był już dorosły, miał swoje sprawy, rzadko dzwonił. Ale wczoraj, pod wieczór, zadzwonił:
– Dziadku, będę jutro po południu. Wpadnę na chwilę. Coś ci przyniosę.
W jego głosie wyczułem coś dziwnego, ale nie dopytywałem. Przez całą noc nie mogłem zasnąć – raz po raz odwracałem się na drugi bok, słuchając stukotu zegara. Tak bardzo chciałem, żeby ten dzień był jak kiedyś. Żeby choć przez chwilę poczuć się potrzebny.
Czułem, że coś tu nie gra
Usłyszałem dzwonek do drzwi, zanim jeszcze zdołałem wyjąć herbatniki z puszki. Szybko przetarłem dłonie o spodnie i podszedłem otworzyć. Michał stał na korytarzu w kurtce, z reklamówką w jednej ręce i telefonem w drugiej. Zrobił krok do przodu, prawie nie patrząc mi w oczy.
– Przyniosłem ci coś, dziadku. Wszystkiego najlepszego – powiedział, wręczając mi pudełko czekoladek. Zwykłe, jak ze stacji benzynowej, ale ja i tak uśmiechnąłem się wdzięcznie.
– O, dziękuję, Michałku. Wchodź, ściągnij buty, zaraz zrobię herbatę. Usiądź sobie.
– Nie, nie musisz. Nie mam dużo czasu, tylko na chwilę wpadłem – rzucił szybko, nadal nie patrząc na mnie.
Zanim zdążyłem powiedzieć coś więcej, odwrócił się bokiem, jakby szukał wyjścia. Przez chwilę staliśmy w przedpokoju, niezręcznie milcząc. Starałem się złapać jego wzrok, ale Michał patrzył w telefon, udając, że sprawdza wiadomości.
– A co tam u ciebie? – zagadnąłem w końcu, próbując przerwać ciszę.
– A, w porządku… Dużo pracy, studia, te sprawy – odburknął, po czym wzruszył ramionami.
Westchnąłem cicho, czując, jak w gardle rośnie mi gula. Kiedyś potrafiliśmy rozmawiać godzinami. Teraz każda odpowiedź była krótsza, bardziej mechaniczna. Z kuchni unosił się zapach niedopitej herbaty. Pomyślałem, że może, jeśli postawię kubek przed nim, to jeszcze chwilę posiedzi, że zaraz coś się odmieni. Że powie coś zwyczajnego, albo nawet się uśmiechnie.
– Napijesz się chociaż herbaty? – spytałem cicho.
– Naprawdę nie, dziadku. Muszę zaraz lecieć.
Zapadło kolejne milczenie. Powietrze między nami gęstniało z każdą sekundą. W myślach szukałem winy u siebie – może źle wychowałem synów, skoro nawet wnuk nie potrafił spokojnie ze mną usiąść? Czułem, że coś tu nie gra. Że Michał nie przyszedł tylko po to, by wręczyć mi czekoladki.
Zapytał w końcu o mieszkanie
Siedzieliśmy naprzeciwko siebie przy kuchennym stole. Michał rozglądał się po mieszkaniu, jakby pierwszy raz widział te ściany. W końcu odchrząknął i przez moment wydawało mi się, że już wstanie, zaraz się pożegna i wyjdzie. Ale zamiast tego nagle wypalił:
– Dziadku… a ty kiedyś myślałeś o tym, co się stanie z mieszkaniem?
Poczułem, jakbym dostał czymś ciężkim w klatkę piersiową. Przez sekundę miałem nadzieję, że się przesłyszałem. Ale Michał patrzył już na mnie, z tym swoim poważnym, trochę zmęczonym spojrzeniem.
– No bo, wiesz, ja się teraz trochę rozglądam za czymś swoim… – zaczął, patrząc w blat. – No i pomyślałem, że może kiedyś, jakbyś chciał, to…
Zabrakło mi słów. Siedziałem, wpatrzony w pudełko czekoladek leżące na stole. Przez myśl przebiegły mi obrazy sprzed lat – jak Michał jako mały chłopiec ganiał po tym mieszkaniu, przewracał się na dywanie, a ja zawsze byłem tuż obok, gotowy go złapać.
– Ty naprawdę przyszedłeś tu w Dzień Dziadka, żeby o to zapytać? – wyszeptałem, czując jak trzęsą mi się ręce.
Michał uciekł wzrokiem w bok.
– Nie no, nie tylko… ale w sumie… dobrze byłoby to wcześniej przegadać. No, żeby potem nie było nieporozumień czy czegoś… Tata mówił, że lepiej takie sprawy ustalić, zanim…
Nie słyszałem już kolejnych słów. Wszystko we mnie ścisnęło się jak sprężyna. Przestałem być dziadkiem, a stałem się nagle właścicielem nieruchomości do rozdysponowania. Wszystkie te lata, cała czułość, opowieści, spacery po parku – w tej chwili zamieniły się w kilka chłodnych zdań o przyszłości mieszkania. W głowie pojawił się bezsilny bunt. Chciałem zapytać: „A jeśli jeszcze nie jestem gotowy odchodzić? Jeśli jeszcze chcę być po prostu twoim dziadkiem, nie testamentem?”. Ale głos ugrzązł mi w gardle. Michał mówił dalej, jakby załatwiał sprawę w banku, a nie rozmawiał z człowiekiem, który kochał go nad życie.
Młodszy syn nic nie zrozumiał
Krzątałem się bez celu po mieszkaniu, czując, jak narasta we mnie pustka. Sięgnąłem po telefon i wybrałem numer młodszego syna. Odebrał po kilku sygnałach.
– Cześć, tato. Coś się stało? – zapytał, ale w jego głosie wyczułem zniecierpliwienie.
– Nie, tak tylko… chciałem pogadać. Wiesz, dziś był Michał. Przyniósł czekoladki.
– O, no widzisz, pamiętał. Fajnie.
– Tak, tylko… – zawahałem się. – Wiesz, on zapytał o mieszkanie.
Po drugiej stronie zapadła cisza.
– Serio? Ale przecież mówiłem, żeby się z tym nie spieszył. Nie wiem, czemu on tak się przejmuje…
– Może dlatego, że wy obaj mówicie o mnie, jakbym już miał zniknąć. Jakbym był tylko adresem do przekazania dalej – powiedziałem, nieco ciszej, niż zamierzałem.
– Tato, daj spokój. Przecież nie o to chodzi. Każdy kiedyś musi załatwić takie sprawy, nie bierz tego do siebie.
Westchnąłem tylko i nie miałem już siły na więcej.
– Dobra, nic. To tyle. Chciałem się tylko odezwać.
– Jasne, trzymaj się, tato. Muszę kończyć, mam spotkanie.
Rozłączył się szybko, a ja poczułem, jak od środka coś we mnie się zapada. Przez chwilę stałem tak w pustym pokoju, trzymając telefon w dłoni. Spojrzałem na zdjęcia z albumu – kiedyś moje życie kręciło się wokół rodziny. Dziś wszyscy byli ciągle zajęci, a ja nie miałem do kogo się odezwać, jakbym został sam w pustym mieszkaniu z czterema ścianami i wspomnieniami, które już nie rozgrzewają, tylko bolą.
W oczach miałem łzy
Wieczorem, po raz pierwszy od dawna, nie włączyłem telewizora. Usiadłem przy kuchennym stole, patrzyłem w ścianę, próbując zebrać myśli. Przez okno wpadało blade światło latarni, a na zewnątrz wiatr szarpał gałęziami starych topoli. W głowie cały czas miałem te rozmowy – z Michałem, ze starszym synem, z młodszym… Wszystkie takie chłodne, urwane, jakbyśmy mówili do siebie zza szyby. Zacisnąłem dłonie na filiżance.
Próbowałem zająć się czymś konkretnym, posprzątać, przejrzeć papiery, ale wszystko wypadało mi z rąk. W końcu otworzyłem szufladę, wyciągnąłem starą grę planszową. Michał ją lubił, gdy był mały. Ile razy śmiał się, rzucając kostką, ile razy obrażał, kiedy przegrywał. Przejechałem palcem po wyblakłych polach planszy, na chwilę usiadłem na dywanie, jak kiedyś. Słyszałem jego głos z przeszłości, jak prosi o jeszcze jedną partię, jak woła „dziadku, wygrałem!”.
Nagle w oczach zaszkliły mi się łzy. Nie pamiętam, kiedy ostatnio płakałem. Dziś już nie potrafiłem się powstrzymać. Pozwoliłem sobie na te kilka minut słabości, zanim powoli podniosłem się z podłogi i zamknąłem pudełko. Zrozumiałem, że wszystko, co najważniejsze, dawno już się wydarzyło. Teraz mogłem być tylko wspomnieniem. Ostatni raz spojrzałem przez okno na światła miasta. Wszyscy mieli swoje życie – i synowie, i wnuk. Ja zostałem tylko tu, wśród cichych ścian i zapachu starej herbaty.
Tadeusz, 71 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „W Dzień Dziadka córka powiedziała jedno zdanie, a mi aż zakręciło się w głowie. Przyniosła wstyd naszej rodzinie”
- „Zaprosiłam teściów na rodzinny obiad, a oni wyszli, zanim zdążyłam podać deser. To był ostatni raz”
- „W Dzień Babci moja mama wyznała mi prawdę o swojej rodzinie. Żałuję, że zrobiła to tak późno”