atoms.adSlot.adLabel

Kiedy Adam powiedział, że jego mama organizuje ferie w górach i że „ona wszystko ogarnie”, poczułam coś na kształt ulgi. Takiej krótkiej, nieufnej, ale jednak. Byłam zmęczona. Dwójka dzieci, praca, dom, ciągłe ogarnianie wszystkiego i wszystkich. Marzyłam tylko o tym, żeby przez kilka dni nie być tą, która pamięta, planuje i sprząta. Teresa, moja teściowa zawsze lubiła mieć kontrolę. Nad kuchni, nad rodziną. Zawsze wiedziała lepiej.

– Ja w twoim wieku… – zaczynała, a ja przestawałam słuchać.

Dlatego gdy Adam rzucił:

– Mama mówiła, że ugotuje dla wszystkich, żebyśmy odpoczęli.

Zatrzymałam się.

– Na pewno? – zapytałam ostrożnie. – Dla wszystkich dwunastu osób?

– No tak, przecież mówiła – wzruszył ramionami. – Po co się stresujesz?

Po co. To słowo wracało do mnie często. Wieczorem zadzwoniłam do koleżanki.

– Jedziemy na ferie z teściową.

– O matko… – westchnęła. – I co, liczysz na relaks?

– Zobaczymy, jak to będzie – odpowiedziałam. Pakując walizki dzieci, liczyłam w głowie: dni, posiłki, energię, której już prawie nie miałam. Wmawiałam sobie, że tym razem będzie inaczej. Że skoro Teresa „gotuje”, to ja naprawdę odpocznę. Nie wiedziałam jeszcze, że to nie będą ferie. To będzie test moich granic.

Ja już swoje zrobiłam

Pierwszy dzień minął szybko, w chaosie rozpakowywania i dziecięcych krzyków. Domek był duży, ale już po godzinie miałam wrażenie, że jest w nim za ciasno. Dwanaście osób, wszyscy naraz głodni, zmęczeni po drodze. Teresa od rana krzątała się w kuchni.

– Zrobię zupę, bo po podróży najlepiej coś ciepłego – oznajmiła.

Poczułam ulgę. Naprawdę. Po obiedzie zebrała talerze w jedno miejsce i spojrzała na mnie znad okularów.

– Ja ugotowałam, to ty tylko zmyj te parę talerzy, dobrze?

Parę. Zajrzałam do zlewu. Stos rósł jak wieża: talerze, miski, garnki, kubki po kawie. Trzydzieści sztuk, jeśli nie więcej. Zabrałam się do zmywania. Dzieci biegały, ktoś włączył muzykę, ktoś inny rozłożył się na kanapie.

– Adam – powiedziałam cicho, gdy przechodził obok. – Pomożesz mi chwilę?

– Zaraz, kochanie – uśmiechnął się. – Tylko dopiję kawę z tatą.

Zaraz przeciągnęło się w pół godziny. Drugiego dnia było podobnie. Teresa gotowała. Ja robiłam zakupy „bo pusta lodówka”. Ja sprzątałam stół. Ja ładowałam zmywarkę, opróżniałam ją i ładowałam znowu.

– Ty masz do tego rękę – rzuciła teściowa, kiedy wycierałam blat. – Ja już swoje zrobiłam.

Stałam przy zlewie z mokrymi rękami i nagle dotarło do mnie, że nikt nawet nie zapytał, czy mam siłę. Ani razu. Patrzyłam, jak reszta rodziny siada przy herbacie, jakby to było oczywiste, że ja znikam w kuchni. Coś powoli do mnie docierało, choć jeszcze sama nie wiedziałam co.

Ja mam się zmienić w zmywarkę?

Trzeciego dnia obudziłam się z uczuciem ciężaru w klatce piersiowej. Jeszcze zanim otworzyłam oczy, wiedziałam, że znowu będzie tak samo. Zapach kawy już unosił się w domku, dzieci kłóciły się o pilot, ktoś śmiał się w salonie. W kuchni Teresa mieszała coś w garnku.

– Dziś zrobię gulasz – oznajmiła. – Taki porządny, domowy.

– Może… – zaczęłam ostrożnie – może dziś podzielimy się inaczej obowiązkami? Bo ja już trzeci dzień praktycznie cały czas sprzątam…

Teściowa odwróciła się gwałtownie.

– Słucham? – uniosła brwi. – Ja stoję przy garach od rana do wieczora.

– Wiem, tylko… – ściszyłam głos – może ktoś inny mógłby dziś zmywać?

– Kiedyś kobiety nie narzekały – ucięła. – A jak się nie chce pomagać rodzinie, to może nie trzeba było się tak pchać na wspólne ferie.

Zrobiło mi się gorąco. Wieczorem zamknęłam się z Adamem w sypialni.

– Czemu ty nic nie mówisz? – zapytałam, ledwo panując nad głosem. – Czemu zawsze ja?

Adam westchnął.

– Natalia, odpuść. To tylko tydzień. Mama się nie zmieni.

– A ja? – spojrzałam na niego. – Ja mam się zmienić w zmywarkę?

Nie odpowiedział. Przewrócił się na drugi bok. Leżałam w ciemności i czułam, jak coś we mnie narasta. Nie tylko złość. Samotność. Taką, która boli bardziej niż zmęczenie.

Nie jestem waszą służącą

Wszystko pękło czwartego wieczoru. Po kolacji, która ciągnęła się w nieskończoność, bo każdy chciał dokładkę, deser, herbatę. Kiedy ostatni talerz wylądował w zlewie, reszta rodziny przeniosła się do salonu. Kominek trzaskał, ktoś włączył film, dzieci rozsiadły się na dywanie. A ja znowu zostałam sama. Stałam przy zlewie już prawie godzinę. Ręce miałam czerwone od gorącej wody, w głowie szumiało mi od zmęczenia. Słyszałam śmiech z salonu. Adam coś komentował, Teresa poprawiała poduszki. Wtedy poczułam, że nie mogę tak dłużej. Zdjęłam fartuch i weszłam do salonu.

– Przepraszam bardzo – mój głos zabrzmiał obco, za głośno. – Czy ktoś mi może powiedzieć, gdzie byliście, kiedy ja od godziny stoję przy zlewie?

Zapadła cisza. Film grał dalej, ale nikt na niego nie patrzył.

– Nie jestem waszą służącą – powiedziałam już drżącym głosem. – To miały być ferie. A ja czuję się jak w pracy.

– Natalia, co ty wyprawiasz? – Teresa poderwała się z kanapy. – Taka niewdzięczność! Ja gotuję dla wszystkich, a ty robisz aferę o zmywanie?

– To nie jest o zmywanie! – krzyknęłam. – To jest o to, że nikt mnie nie widzi, mojego wysiłku!

Adam wstał niepewnie.

– Może… może porozmawiamy na spokojnie jutro rano?

– Właśnie dlatego mówię teraz – łzy spływały mi po policzkach. – Bo jutro znowu będę stała przy tym zlewie!

Nikt więcej się nie odezwał. Patrzyli na mnie, jakbym zepsuła im wieczór. Jakbym przesadziła. Wróciłam do sypialni i zamknęłam drzwi. Płakałam cicho, w poduszkę, z poczuciem, że powiedziałam wszystko… i nic się nie zmieniło.

Wiedziałam już, że nie chcę tu być

Obudziłam się wcześnie. Przez chwilę leżałam bez ruchu, wpatrując się w sufit, z suchymi oczami i pustką w środku. W kuchni stała już Teresa. Smażyła jajecznicę. Bez słowa. Nawet na mnie nie spojrzała. Zaczęłam robić dzieciom kanapki, choć obiecałam sobie, że dziś nie będę pierwsza przy blacie. Ręce same sięgały po masło, talerze.

– Mamo… – szepnęła córka, ciągnąc mnie za rękaw. – Czemu jesteś smutna?

Kucnęłam przy niej.

– Bo czasem ludzie zapominają, że inni też mają swoje granice.

Skinęła głową, jakby zrozumiała więcej, niż powinna w tym wieku. Przy stole nikt nie rozmawiał. Sztućce stukały zbyt głośno. Adam siedział naprzeciwko mnie, unikał wzroku. Chciałam, żeby coś powiedział. Cokolwiek. Nie powiedział nic. Wyszłam na chwilę przed domek. Powietrze było mroźne, ostre. Oddychałam głęboko, próbując poskładać się w całość. Po raz pierwszy od dawna poczułam nie tylko zmęczenie, ale też ulgę. Bo wczoraj powiedziałam na głos to, co bolało mnie od lat. Wiedziałam już, że nie chcę tu być. Nie w tej roli. Nie w tej ciszy. Wróciłam do środka z jedną myślą, która była zaskakująco jasna: albo coś się zmieni, albo to będą moje ostatnie takie ferie.

Przestałam udawać, że wszystko jest w porządku

Spakowałam walizki dzieci wieczorem. Rano powiedziałam Adamowi, że wyjeżdżamy dzień wcześniej.

– Przesadzasz – westchnął. – Nie możesz po prostu udawać, że nic się nie stało?

Popatrzyłam na niego długo.

– Właśnie nie mogę – odpowiedziałam spokojnie. I sama zdziwiłam się, jak bardzo byłam pewna tych słów.

Nie zatrzymał mnie. Stał w drzwiach, kiedy zapinałam kurtki dzieciom. Teresa nie wyszła się pożegnać. Droga powrotna była cicha. Dzieci zasnęły, a ja jechałam, czując zmęczenie inne niż zwykle. Lżejsze. Jakby część ciężaru została w tamtym domku. W domu zrobiłam herbatę i usiadłam przy stole. Pierwszy raz od dawna nie czekałam, aż ktoś czegoś ode mnie chce. Wiedziałam, że ta rozmowa jeszcze nadejdzie. Że nie da się już wrócić do „jakoś to będzie”. Nie miałam pojęcia, co dalej. Wiedziałam tylko, że nie chcę już milczeć. Że jeśli coś ma się rozpaść, to dlatego, że było zbudowane na moim zmęczeniu. To nie był koniec. To był moment, w którym przestałam udawać, że wszystko jest w porządku.

Natalia, 34 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


atoms.adSlot.adLabel
atoms.adSlot.adLabel
atoms.adSlot.adLabel