Reklama

Czasem mam wrażenie, że moje życie toczy się obok. Jakby wszyscy inni znali jakiś kod, jakiś skrót, którym docierają do siebie nawzajem, a ja wciąż stoję w kolejce do zrozumienia, jak to działa. Nie mam problemu z byciem samą. Serio. Lubię ciszę, lubię swój pokój, swoje książki, swoje myśli. Ale ludziom się to nie podoba. Kamila od miesięcy próbuje mnie gdzieś wyciągnąć, aż w końcu uległam.

– Ola, no chodź, będzie fajnie! – nalegała z entuzjazmem.

Miałam dość jej namawiania, więc ostatecznie się zgodziłam. I tak oto, ubrana w stare zimowe buty, w rękawiczki, opatulona ciepłym szalem wyruszyłam z Kamilą za miasto na "zimowe ognisko" na działce pod miastem należącej do jej rodziców. Z każdą minutą coraz bardziej zła na nią, na siebie i na cały ten mróz.

Jak dobrzy znajomi

W końcu dotarłyśmy na miejsce. Śnieg skrzypiał pod butami. Wszyscy stali już w półokręgu przy ognisku, z termosami, śmiechem i tym charakterystycznym luzem, który mnie zawsze męczył. Niby miło, niby swobodnie, ale dla mnie takie sytuacje, szczególnie, gdy nie znałam zbyt wielu osób, były dość krępujące.

– Nie spinaj się tak, będzie dobrze – szturchnęła mnie Kamila i uśmiechnęła się zachęcająco.

Zrobiłam minę w stylu „wszystko pod kontrolą” i usiadłam na pniu, trochę na uboczu, jak zawsze. Po chwili ktoś usiadł obok.

Chyba nie lubisz takich imprez, co? – zapytał spokojnym tonem.

Spojrzałam w bok. Chłopak miał ciemne włosy i miły wyraz twarzy.

– Zdecydowanie – odparłam. – Kamila mnie zaciągnęła. Była tak przekonująca, że w końcu nie miałam wyjścia.

– Filip, miło mi.

– Ola – podałam mu rękę.

– Herbaty? – zapytał i wyjął termos z torby.

Skinęłam głową. Po chwili podał mi metalowy kubek.

– Nie cierpię zimy – powiedział – już tęsknię za latem.

– Ja też nie jestem jej fanką, chociaż od lata, wolę wiosnę – mruknęłam.

Potem rozmawialiśmy jeszcze długo, naturalnie, jak dobrzy znajomi. Zdziwiło mnie to, że czuję się przy nim aż tak swobodnie, chociaż znaliśmy się od kilku godzin.

I ten dziwny spokój

Brat Kamili miał nas odebrać chwilę po północy. Wszyscy byli już lekko przemarznięci, więc nikt nie ociągał się z pakowaniem plecaków i termosów. Filip zapytał, czy może się z nami zabrać do centrum. Usiadł z tyłu obok mnie. W samochodzie wymieniliśmy kilka spojrzeń. Silnik zawarczał, potem zgasł. Brat Kamili zaklął pod nosem, a ona z kolei zaśmiała się nerwowo.

– No pięknie, chyba zostaniemy tu na zawsze – powiedziała.

Zawsze coś– mruknęłam do Filipa.

– Muszę zobaczyć, co jest nie tak. Ewentualnie zadzwonię po ojca. Wy się lepiej schowajcie do domku, bo pewnie trochę to potrwa.

Weszliśmy do środka, aby tam przeczekać. Podłoga skrzypiała, w środku pachniało kurzem i starym drewnem. Było zimno, ale przynajmniej bez wiatru i śniegu. Usiedliśmy z Filipem na jakiejś kanapie. Zdjął kurtkę i przykrył nią nas oboje. Podał mi termos z herbatą, nie mówił nic. Przytuliłam się do niego odruchowo, choć normalnie nigdy bym tego nie zrobiła. Nie było w tym napięcia. Po prostu ciepło. I ten dziwny spokój, który mnie zaskoczył.

– Zimno ci? – zapytał cicho.

– Już nie. – Odwróciłam głowę i spojrzałam na niego. – Tobie?

– Też nie. Jest mi teraz cieplej niż na tamtym ognisku – powiedział cicho.

Zamknęłam oczy i roześmiałam się na głos. On też.

Chcę więcej takiej zimy z tobą

Po powrocie do domu, szybko wskoczyłam pod koc. W torbie cicho brzęczał telefon, ale zignorowałam to. Myślałam o Filipie i o tym wieczorze. Gdzie ciepło przyszło z najmniej spodziewanej strony. Chwilę później ekran rozświetlił pokój. Nowa wiadomość. Od Filipa. „Chcę więcej takiej zimy z tobą.”

Zamarłam. Przeczytałam raz, drugi, trzeci. Leżałam tak długo, z telefonem w dłoni. W końcu odpisałam. „Ja też”. Wysłałam. Przekręciłam się na bok, telefon odłożyłam na poduszkę, ale nie zasnęłam od razu. W głowie kołatały się myśli. Czy to było zauroczenie? Siedziałam na swoim łóżku, zawinięta w koc, patrząc w okno na śnieg, który znów zaczął sypać. Kiedyś próbowałam się otworzyć na miłość. Zawsze kończyło się podobnie i zostawałam sama ze złamanym sercem.

Z czasem przestałam próbować. Nie dlatego, że się poddałam. Raczej dlatego, że uznałam, że tak jest uczciwiej. Nie oszukuję siebie, nie udaję, że jestem kimś innym. Z Filipem nie było tego napięcia. Nie musiałam się spinać, kombinować, co powiedzieć. Nasze rozmowy przypominały mi oddech po długim biegu – spokojny, równy, potrzebny. Nie sądziłam, że można tak po prostu usiąść z kimś obcym i czuć się bardziej swobodnie niż wśród znajomych twarzy przy ognisku. Przy nim mogłam być po prostu sobą. To mnie poruszyło najbardziej.

Myślisz, że to przeznaczenie?

Umówiliśmy się na herbatę w małej kawiarni, takiej trochę z innej epoki. Drewniane stoły, zasłony w kratkę, delikatny zapach cynamonu unoszący się gdzieś w tle. Przyszłam chwilę wcześniej, jak zwykle. Zajęłam stolik pod oknem i udawałam, że przeglądam menu, choć znałam je na pamięć. Filip przyszedł kilka minut po czasie. Usiadł naprzeciwko, bez słowa, ale z tym swoim spokojem, który nie domagał się żadnego wstępu.

– Wiesz, że w ostatniej chwili zdecydowałem się przyjść na to ognisko? – zapytał po chwili.

– Myślisz, że to przeznaczenie? – zapytałam, a on się uśmiechnął.

Herbata grzała mi dłonie. Lubiłam to uczucie – ciepło w palcach i obecność kogoś naprzeciwko, kto nie szukał we mnie niczego więcej, niż chciałam dać. Tematy nam się nie kończyły. Rozmawialiśmy o książkach, muzyce, wspominaliśmy nasze dzieciństwo. Czułam, że nie ma tu presji. Że nikt nie przyszedł na randkę. Że nie muszę się uśmiechać częściej, niż chcę. Że nie muszę mówić więcej, niż czuję. Było w tym coś, co sprawiało, że chciałam się do niego zbliżyć jeszcze bardziej. Ale jeszcze nie teraz. Jeszcze nie dziś. I miałam wrażenie, że Filip to rozumie. Że zamierza dać mi czas, by wszystko działo się w swoim tempie.

Nie wiedziałam, co dalej

Wracałam do domu bez pośpiechu. Śnieg nie padał, ale wszystko wokół było białe, jakby świat wyciszył się i zawinął w kołdrę. W uszach grała mi cisza. Ta dobra. Taka, która nie ciąży. Nie wiedziałam, co dalej. Nie snułam planów, nie analizowałam wiadomości, które mogłyby nadejść albo nie. Nie zastanawiałam się, czy Filip odpisze od razu, czy za tydzień. I czy spotkamy się znowu. To nie był jeszcze czas na wielkie pytania.

Ale czułam coś nowego. Nie euforię. Raczej ulgę. Jakby po długim marszu w końcu usiąść na przystanku i zrozumieć, że nie muszę nigdzie biec. Po powrocie do domu w głowie wciąż miałam przed oczami ten obraz: Filip siedzący naprzeciwko mnie, jego pełna spokoju twarz i to łagodne spojrzenie. Przysiadłam na łóżku. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Nie wiedziałam, co z tego będzie. Może nic. Może coś. Ale było we mnie mniej niepewności. Zima potrafi dać się we znaki. Ale jeśli dobrze trafisz – nie musisz się już sama ogrzewać.

Ola, 24 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama