„W kieszeni męża znalazłam paragon za kolację dla dwóch osób. Nie przypominam sobie, żeby mnie na nią zabrał”
„Nie wiem, kiedy to się zaczęło. Nie było żadnej awantury, po której coś się zmienia na zawsze. To raczej było jak kapanie wody z nieszczelnego kranu – ciche, irytujące, ale trudne do uchwycenia. Przez osiem lat byłam żoną Pawła. Małżeństwo jak z obrazka: mieszkanie na kredyt, wspólne wakacje, kot, brak dzieci. Stabilnie. Bezpiecznie. Prawdy dowiedziałam się zupełnie przypadkiem”.

- Redakcja
Paweł coraz częściej „zostawał po godzinach”. Wracał późno, zmęczony, zamyślony. Na moje pytania odpowiadał zdawkowo. Tłumaczył się szefem, projektami, terminami. Przestał mnie dotykać w łóżku. Przestał mnie zauważać w kuchni. A ja, jak idiotka, próbowałam to zrzucić na stres.
A potem znalazłam paragon. Szukałam długopisu w jego kurtce, gdy wypadł zwinięty świstek papieru. Restauracja, której nie znam. Kolacja przy świecach. Wino. Dwa dania główne. Dwa desery. Nie byliśmy tam nigdy razem. Nie byłam tam z nikim.
Serce zamarło mi w piersi. W jednej sekundzie wiedziałam – to nie była służbowa kolacja. To była randka. Nie powiedziałam Pawłowi ani słowa. Schowałam paragon z powrotem. I przysięgłam sobie: dowiem się, z kim tam był. I jeśli mnie zdradza… dowiem się wszystkiego.
Kolejne kłamstwo
– Paweł, znowu wróciłeś po dwudziestej... – rzuciłam niby obojętnie, ale w środku gotowałam się z nerwów.
– No... tak wyszło. Projekt się przeciąga. Szef dzisiaj oszalał – westchnął, rzucając torbę na podłogę. – Nie masz pojęcia, co się działo w biurze.
– Mhm.
Patrzyłam na niego, jak zdejmuje buty, jak odpina zegarek, jak sięga po wodę. Taki zwykły. Tak bardzo znany mi każdy jego ruch. Ale coś się we mnie wyrywało, żeby krzyczeć. Żeby rzucić mu ten paragon w twarz i zapytać: „Z kim byłeś przy świecach? Kogo całowałeś po kolacji?”
Nie zrobiłam tego. Jeszcze nie.
– Może coś zjesz? – zaproponowałam z pozorną troską.
– Jadłem w pracy. Zamówiliśmy coś z chłopakami.
Kolejne kłamstwo. Albo nie – kolejne półprawdy. Bo to „coś z chłopakami” mogło mieć rude włosy i czerwone usta.
Kiedy poszedł pod prysznic, znów wyjęłam paragon z jego kurtki. Przeczytałam raz jeszcze nazwę lokalu. Znałam tę restaurację z internetu. Romantyczna, droga, ze stolikami przy świecach. Miejsce na randkę. Nie na lunch z kolegą.
Schowałam paragon z powrotem. Musiałam myśleć. Musiałam działać. Tej nocy nie spałam. Leżałam obok niego, wpatrując się w sufit i analizując każdy szczegół. Czy się uśmiechał, gdy wrócił? Czy pachniał jej perfumami? Czy to był tylko seks, czy już coś więcej?
Następnego dnia, gdy wyszedł do pracy, zaczęłam przeglądać jego rzeczy. Szukałam czegokolwiek – drugiego paragonu, SMS-a, cienia dowodu. Na razie miałam tylko jeden papierek. Ale wiedziałam, że to dopiero początek.
Nie będę go tłumaczyć
– Pokaż mi ten paragon – Sandra upiła łyk kawy i oparła się o stół, jakby szykowała się do przesłuchania.
Wyciągnęłam zwitek papieru z kieszeni płaszcza. Zwinęłam go w palcach już chyba setny raz. Położyłam go przed nią, jak kartę tarota.
– No i? – zapytałam cicho.
– No i? – spojrzała na mnie, unosząc brwi. – Dziewczyno, to jest oczywiste. Kolacja dla dwóch osób, świeczki, wino za dziewięć dych. Przecież to nie jest spotkanie służbowe. To randka.
Zacisnęłam szczęki. Bolało. Nawet jeśli sama to podejrzewałam, usłyszeć to od kogoś innego było jak kopniak.
– Ale może był z kimś z pracy... z klientką?
– Justyna. Przestań. Myślisz, że jak usiądziesz i wszystko sobie racjonalnie wytłumaczysz, to to zniknie? Nie zniknie. On coś kręci.
Milczałam. Sandra mówiła brutalnie, ale była moją przyjaciółką. Zawsze waliła prawdę prosto w twarz.
– Chcesz wiedzieć, co bym zrobiła na twoim miejscu?
– Co?
– Pojechałabym do tej restauracji i zapytała. Masz datę, masz godzinę. Pokaż kelnerowi paragon i zapytaj, czy pamięta. Tyle.
– I co? Mam się tam zjawić jak idiotka?
– Nie. Masz się tam zjawić jak kobieta, która nie da sobie robić wody z mózgu.
Po powrocie do domu paragon wciąż miałam w kieszeni. I coraz bardziej chciałam znać prawdę. Może Sandra miała rację. Może powinnam jechać i zapytać. Zobaczyć jej twarz, jej kolor włosów, jej oczy. Może wtedy przestanę się domyślać. Bo to właśnie było najgorsze – nie zdrada, tylko ta przeklęta niepewność.
Nie miałam już złudzeń
Weszłam do restauracji z bijącym sercem i mokrymi dłońmi. Miejsce wyglądało dokładnie tak, jak na zdjęciach – przyciemnione światło, ciężkie zasłony, stoliki oddzielone od siebie parawanami. Idealne na intymną rozmowę. Na zdradę.
Podeszłam do baru. Za ladą stał młody chłopak, może dwadzieścia kilka lat, z tatuażem na przedramieniu.
– Przepraszam – powiedziałam niepewnie, wyciągając paragon – chciałabym zapytać o rezerwację z tego dnia. 15 listopada, godzina 19:30. Byłam tu niedawno z... koleżanką i zostawiłam coś przy stoliku.
Kłamstwo wypowiedziałam naturalnie, jakby było moim drugim językiem. Kelner spojrzał na paragon, zmarszczył brwi.
– Stoliki przy oknie, numer 4... Hmm. Pamiętam. Była para. Taki wysoki facet i dziewczyna. Wino czerwone, żeberka i wegańskie risotto.
Poczułam, jak nogi się pode mną uginają.
– Dziewczyna... pamięta pan, jak wyglądała?
Wzruszył ramionami, ale po chwili spojrzał na mnie uważniej.
– Miała rude włosy. Takie długie, proste. Trochę jak pani, tylko bardziej intensywne.
Rude. Rude włosy. Paweł zawsze mówił, że rude kobiety są „z charakterem”. Lubił to w filmach. W książkach. W kobietach?
– Dziękuję – wydukałam, chowając paragon z powrotem.
Wyszłam z restauracji jak w transie. Świat zdawał się wirować, choć przecież to był tylko zwykły dzień. Nie miałam już żadnych złudzeń. To nie był klient. To nie była koleżanka. To była kobieta, z którą mój mąż wybrał się na romantyczną kolację. Zdradził mnie. Wróciłam do domu, zamknęłam się w łazience i długo patrzyłam na swoje odbicie w lustrze. A potem przysięgłam sobie jedno: Nie puszczę mu tego płazem.
Koleżanka? To chyba jakiś żart!
Czekałam, aż wróci. Nie odzywałam się przez cały dzień, choć dłoń kilka razy zawisła nad telefonem. Nie pisałam. Nie dzwoniłam. Czekałam. Otworzył drzwi jak zawsze – z impetem, klucze rzucił na komodę, buty zsunął bez patrzenia. Ja siedziałam przy stole w kuchni. Paragon leżał na środku stołu. Otwarty. Prosto z piekła.
– Co to jest? – zapytałam spokojnie, aż za spokojnie.
Paweł spojrzał, najpierw na mnie, potem na świstek papieru. Jego twarz zamarła.
– To... jakiś paragon? – próbował zyskać czas. – Skąd to masz?
– Z twojej kurtki. Nie szukałam. Wypadł sam. Jak prawda z kieszeni kłamcy.
– Justyna...
– Kim ona jest?
Zamilkł. Widziałam, jak jego gardło porusza się przy przełykaniu śliny. Jak myśli. Kombinuje.
– To... koleżanka z pracy. Spotkaliśmy się, żeby... porozmawiać o nowym projekcie.
– Przy świecach? Z winem? W wegańskim risotto wyjaśnia się brief?
Zaczął się plątać. Wzruszać ramionami. Patrzeć w okno.
– To nic takiego. Naprawdę. Tylko kolacja.
– A rude włosy? Lubisz rude, prawda?
Wstałam i podeszłam bliżej. Patrzyłam mu prosto w oczy.
– Kłamiesz. Wiem, że to była randka. Wiem, że mnie zdradziłeś. I nie, nie zniosę tego tak po prostu. Nie jestem z tych, co udają, że nic się nie stało.
– Justyna, proszę...
– Nie. Teraz ja mówię. Zdradziłeś mnie. Zrobiłeś ze mnie idiotkę. I myślałeś, że nie zauważę?
Milczał. A ja czułam, jak łzy napierają mi do oczu. Ale się nie rozpłakałam.
– Śpisz na kanapie. Od dzisiaj. I nie wiem, czy w ogóle tu zostajesz.
Zamknęłam się w sypialni i dopiero tam pozwoliłam sobie na płacz. Nie wiedziałam, czy bardziej boli to, co zrobił… czy to, że tak dobrze kłamał.
Oni się nie zmieniają
– I co teraz? – Sandra siedziała na mojej kanapie z kubkiem kawy w dłoni. – Wyrzuciłaś go?
– Nie wiem. Śpi w salonie. Udaje skruchę. A ja… nie wiem, co czuję.
– Justyna, błagam. Jeśli raz to zrobił, zrobi to znowu. Oni się nie zmieniają. Raz posmakują adrenaliny i koniec.
Wzruszyłam ramionami. Od wczoraj płakałam już tyle razy, że dziś czułam się wypłukana.
– Powiedział, że to nic nie znaczyło. Że to była chwila słabości.
– I ty w to wierzysz?
– Nie wiem, Sandra. Chcę mu wierzyć. Ale kiedy patrzę na ten paragon… – zamilkłam. – To nie była szybka zdrada. On się postarał. Zabrał ją w miejsce, gdzie nigdy nie zabrał mnie.
Sandra spojrzała na mnie poważnie.
– Sprawdź jego telefon. Jeśli nie masz nic do stracenia, to go sprawdź. Albo wierz mu na słowo i pozwól mu wejść z powrotem do sypialni. Ale wtedy nie płacz, gdy wszystko się powtórzy.
Zostawiła mnie z tą myślą. Wieczorem, gdy Paweł poszedł pod prysznic, chwyciłam jego komórkę. Była niezablokowana. Ironia losu. Nie szukałam długo. „Wczoraj było cudownie. Kiedy znów się zobaczymy?” – wiadomość wysłana dwa dni temu.
Patrzyłam na ekran, a potem na siebie w lustrze. Ręce mi się trzęsły. Nie to bolało najbardziej. Nie zdrada, nie kolacja. Bolało, że był w stanie mnie tak łatwo okłamać. Patrzył mi w oczy. I kłamał. Wyszłam do salonu. Rzuciłam mu telefon na kolana.
– Nie musisz już spać na kanapie. Jutro nie będzie cię tu wcale.
Nie czekałam na jego reakcję. Poszłam się spakować. Zaczynał się nowy rozdział.
Justyna, 40 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Gdy zobaczyłem wychowawczynię córki, nie mogłem oderwać oczu. Czułem, że potrzebuję pilnie kilku lekcji z biologii”
- „Myślałem, że trafiła mi się ostatnia fajtłapa na stoku, ale po 1 lekcji z nią zaczęła się miłosna jazda bez trzymanki”
- „Moje życie polegało tylko na pędzeniu za karierą i pieniędzmi. Wszystko zmieniło się, gdy poznałam pewną staruszkę”