„W mroźny poranek na przystanku poznałam mężczyznę jak ze snu. Po roku okazało się, że to raczej koszmarny bałwan”
„Tego dnia, jak na złość, autobus się spóźniał. Stałam na przystanku, zmarznięta, z czerwonym nosem i myślą, że może to ostatni raz, kiedy czekam. I wtedy on do mnie podszedł – wysoki, z uśmiechem, co jest jak z reklamy. – Strasznie zimno, co? – Mhm – odparłam, patrząc na niego z podejrzliwością”.

- Redakcja
Zimą wszystko boli bardziej. Nawet samotność. Śnieg skrzypi pod nogami jakby z wyrzutem, że znowu wracasz do pustego mieszkania. W styczniu miałam urodziny i jak co roku moja mama zapytała:
– Julia, kiedy ty sobie w końcu kogoś znajdziesz?
Miałam ochotę jej odpowiedzieć, że może wtedy, gdy w sklepie z uczuciami przestaną sprzedawać rozczarowania w promocji, ale tylko się uśmiechnęłam. Miałam 28 lat, mieszkałam sama i pracowałam w agencji reklamowej. Lubiłam swoją pracę, nie miałam nic przeciwko niezależności, ale wieczory... wieczory były najgorsze. Tego dnia, jak na złość, autobus się spóźniał. Stałam na przystanku, zmarznięta, z czerwonym nosem i myślą, że może to ostatni raz, kiedy czekam. I wtedy on do mnie podszedł – wysoki, z tym uśmiechem, co nie potrzebował reklamy.
– Strasznie zimno, co?
– Mhm – odparłam, patrząc na niego z podejrzliwością. Nieczęsto obcy faceci zaczynali rozmowy bez intencji „co robisz wieczorem?”.
Ale on zapytał o coś innego. O książkę, którą miałam pod pachą. I tak się zaczęło.
Nie odbierał po dwudziestej
Marek był jak z innej bajki. Dżentelmen z manierami, których dziś już nie uczą. Po naszym pierwszym spotkaniu na przystanku, zaprosił mnie na herbatę – „bo kawa jest zbyt zobowiązująca”. Zgodziłam się, choć Ola już wtedy marszczyła brwi.
– Serio? Obcy facet na ulicy i ty z nim idziesz? Julia, przecież to nie jest normalne.
– Wiem, Ola. Ale… on był inny.
I był. Przynajmniej wtedy tak myślałam. Przez kolejne tygodnie widywaliśmy się coraz częściej. Rozmowy z nim płynęły gładko, miał ten ciepły głos i spojrzenie, które wywoływało dreszcze. Miał czterdzieści parę lat, był zadbany, dojrzały i wydawał się cholernie samotny.
– Moje życie to trochę chaos – mówił. – Ale z tobą czuję się jakbym łapał oddech.
Nie spał u mnie ani razu. Miał swoje zasady – niby z klasą. Twierdził, że nie chce mieszać się zbyt szybko, że potrzebuje czasu. Ja to wszystko łykałam. Wieczorami znikał, nie odbierał po dwudziestej, ale zawsze rano dzwonił, wysyłał wiadomości, przywoził mi croissanty. Czasem planowaliśmy wspólne weekendy, jeździliśmy za miasto, zatrzymywaliśmy się w hotelikach, gdzie śniadania przynosi się do łóżka.
– A byłaś kiedyś u niego? – spytała raz moja mama, podejrzliwie mieszając herbatę. – Bo ja bym chciała poznać faceta, który tak dobrze cię czaruje.
– Mamo, on ma trudną sytuację mieszkaniową, wszystko się kiedyś na pewno wyjaśni…
Tylko że nic się nie wyjaśniało. A ja tonęłam w zakochaniu.
Przepłakałam pół nocy
Zaczęłam się dusić. Nie jego obecnością – jego nieobecnością. Marek nadal był czuły, nadal mówił „moja Julia”, ale coś w jego oczach gasło, gdy zadawałam zbyt dużo pytań. Znikał na weekendy. Tłumaczył, że „ma sprawy do ogarnięcia”, „kogoś chorego w rodzinie”. Ale kiedy raz przez przypadek znalazłam w jego kurtce paragon ze sklepu z zabawkami – serce mi zamarło.
– To prezent dla siostrzeńca – rzucił od niechcenia, nie patrząc mi w oczy.
Wiedział, że nie uwierzę w takie coś, ale nic nie powiedziałam. Tego dnia wróciłam do siebie i przepłakałam pół nocy. Zaczęłam podglądać jego telefon. Nie, nie grzebałam w nim – wystarczyło spojrzeć, kiedy sięgał po niego nerwowo, chowając ekran, jakby ukrywał sekret. Kiedy raz zobaczyłam powiadomienie z kalendarza: „wywiadówka 18:30” – nogi się pode mną ugięły.
– Marek, czemu ty nigdy nie odbierasz wieczorem?
– Bo mam wtedy święty spokój – próbował zażartować.
– A może masz inne życie?
– Julia… przestań. Ufasz mi czy nie?
Ola była bezlitosna.
– Julia, on cię oszukuje. Kto normalny przez rok nie zaprasza dziewczyny do siebie? Nie odbiera telefonu po zmroku? Przecież to jest oczywiste.
Ale ja się broniłam. Nie przed Markiem. Przed prawdą.
Prawda wyszła na jaw
To był wtorek. Zimny, wilgotny, ten typ dnia, kiedy człowiek nie powinien podejmować żadnych decyzji. A jednak wzięłam urlop. Coś we mnie pękło. Chciałam wiedzieć. Marek mówił, że ma spotkanie biznesowe pod Warszawą. Zbyt pewnym tonem. Zbyt gładko. Wyszłam wcześniej. Stałam pod jego biurem dobre pół godziny, aż go zobaczyłam. Wyszedł z budynku, rozmawiając przez telefon, po czym wsiadł do samochodu. Pojechałam za nim. Ręce mi się trzęsły, w ustach miałam piasek.
Dojechał na spokojne osiedle domków szeregowych. Zatrzymał się. Wysiadł. Z domu wyskoczyło dwóch chłopców – identyczni jak on. A za nimi – kobieta. Śmiała się, coś mówiła, jeden z chłopców rzucił się Markowi na szyję. Stałam kilka metrów dalej, oparta o drzewo. Śnieg padał ciężko. Byłam niewidzialna. Wróciłam do domu jak w malignie. Dwa dni nie odebrałam żadnego telefonu. Marek dzwonił, pisał, pytał, czy wszystko w porządku. W piątek podjechał pod moje mieszkanie. Nie zdążyłam go powstrzymać. Wszedł.
– Julia… co się dzieje? Martwię się strasznie.
– Widziałam cię – powiedziałam cicho. – Z nią. Z dziećmi.
Zamilkł. A potem tylko westchnął, jakby go coś bolało.
– To nie miało się tak skończyć – powiedział. – Wszystko wymknęło mi się spod kontroli.
– To ja jestem tą „drugą”? Od roku?
Spojrzał na mnie. Bez cienia żalu. Jakby przepraszał, ale tylko trochę. Jakby nawet sam siebie nie umiał potępić.
Nie chcę cudzego męża
Spotkałyśmy się w kawiarni przy dworcu. Kinga przyszła punktualnie, ubrana w szary płaszcz i z twarzą, na której nie było złości. Tylko zmęczenie.
– Dziękuję, że się odezwałaś – powiedziała, gdy usiadłyśmy. – Miałam to zrobić pierwsza.
Zaniemówiłam.
– Wiedziałaś?
– Od prawie trzech miesięcy. Myślisz, że Marek tak świetnie się maskuje? – uśmiechnęła się gorzko. – Po tylu latach małżeństwa kobieta po prostu wie.
Wpatrywałam się w nią jak w lustro, które pokazuje, co mnie mogło czekać.
– Dlaczego nie powiedziałaś?
– Bo chciałam zobaczyć, co on zrobi. I wiesz co? Nic nie zrobił. Kłamał nam obu.
Zaparzyła herbatę i mówiła dalej. O tym, że ich małżeństwo dawno przestało być bliskością. Że Marek miał już wcześniej „przygody”. Że najpierw płakała, potem krzyczała, a na końcu tylko się zamknęła w sobie.
– A ja? – zapytałam szeptem. – Kim ja byłam?
– Ucieczką – odpowiedziała bez zawahania. – Od obowiązków, od codzienności, od siebie. Ale nie będę cię obwiniać. Nie ty mi składałaś przysięgę.
Milczałyśmy przez chwilę. Ludzie wokół pili kawę, śmiali się. A ja czułam, że moje życie właśnie przeszło korektę, którą może nanieść tylko kobieta, która wie.
– On próbował mnie zatrzymać – dodałam.
– Próbował to też na mnie. Po każdej zdradzie. Ale wiesz co? Marek kocha tylko siebie.
Wyszłam z tej kawiarni z miękkimi nogami, ale z jedną, jasną myślą: nie chcę być kobietą, która tłumaczy cudzego męża.
Coś się we mnie zamknęło
Spotkaliśmy się ostatni raz w tej samej kawiarni, gdzie kiedyś czytał mi fragmenty z Camusa. Tym razem nie przyniósł książki. Tylko siebie – trochę bardziej przygarbionego, z podkrążonymi oczami.
– Wyglądasz inaczej – rzucił. – Jakbyś już była po wszystkim.
– Może jestem.
Siedzieliśmy naprzeciwko siebie. Marek bawił się łyżeczką, jakby to ona miała odpowiedzieć za niego.
– Julia… ja naprawdę… nie planowałem tego. Po prostu… zakochałem się w tobie.
– Zakochałeś się? – powtórzyłam, nie dowierzając. – W przerwach między rodzinną kolacją a wywiadówką?
Westchnął.
– Nie jestem złym człowiekiem. Popełniłem błąd. Więcej niż jeden. Ale wszystko, co mówiłem, było prawdziwe. Ty… byłaś prawdziwa.
– A twoja żona i dzieci nie?
Zamilkł. Dobrze, że zamilkł. Spojrzałam na niego i po raz pierwszy nie poczułam ani bólu, ani tęsknoty. Tylko chłód. Jakby coś się we mnie zamknęło na zawsze.
– Nie potrzebuję już twoich wyjaśnień, Marek.
– Nigdy cię nie zapomnę – powiedział cicho.
– A ja postaram się jak najszybciej – odpowiedziałam i wstałam.
Nie płakałam. Nie tym razem. Wyszłam na zewnątrz, gdzie mroźne powietrze uderzyło mnie w twarz jak lodowata ulga. I już nie obejrzałam się za siebie.
Julia, 28 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Mąż wdał się w romans z jakąś złośliwą dziewuchą. Smarkula groziła że zabierze mi wszystko, ale się mocno przeliczyła”
- „Liczyłam na chwilę oddechu po świętach, ale nie mogłam odmówić sąsiadce. A ona bez litości zrobiła mnie w balona”
- „Ledwo nowy rok się zaczął, a my już nie mamy pieniędzy. Żona wydała tyle kasy, że stać nas tylko na chleb z promocji”