Filipa spotkałam podczas spaceru w parku. Początkowo zauważyłam tylko, że ktoś idzie za mną i dotrzymuje mi kroku. Nie pojechałam do sanatorium po to, żeby wdawać się w romanse czy szukać nowych przygód. Filip miał jednak w sobie tyle uroku i tak umiejętnie zwracał na siebie moją uwagę, że kiedy w końcu odważył się podejść i zagaić rozmowę, nie potrafiłam go zbyć. Od tamtej chwili niemal każdą wolną chwilę podczas turnusu spędzaliśmy razem. Spacerowaliśmy, rozmawialiśmy i wspólnie odkrywaliśmy uroki uzdrowiska. Ani się obejrzeliśmy, a pobyt dobiegł końca. Dopiero perspektywa rozstania uświadomiła nam, jak bardzo się do siebie przywiązaliśmy. Próbowałam przekonywać samą siebie, że w moim wieku nie powinnam już pozwalać sobie na takie emocje, ale nic z tego. Tęsknota za Filipem okazała się silniejsza niż rozsądek.

WIDEO…

player placeholder

Nie mogłam się opanować

On również nie zamierzał się poddać. Podczas naszych telefonicznych rozmów namawiał mnie, żebym do niego przyjechała. Powtarzał, że nie ma sensu odkładać szczęścia na później i że powinniśmy korzystać z tego, co przynosi nam życie. W końcu przestałam walczyć z własnymi uczuciami. Zamknęłam oczy, pomodliłam się, spakowałam walizkę i pojechałam do mężczyzny, którego poznałam podczas jednego sanatoryjnego turnusu.

To była decyzja podjęta pod wpływem chwili i z pewnością można było nazwać ją szaleństwem. Ale był to jeden z tych szalonych kroków, których wcale nie żałujemy. Filip czekał na mnie już na dworcu. Kiedy tylko mnie zobaczył, podszedł i mocno mnie objął. W jednej chwili wszystkie moje wcześniejsze obawy zniknęły. Przestałam zastanawiać się, czy dobrze zrobiłam, i pozwoliłam, żeby uczucia wzięły górę nad rozsądkiem. Najwyraźniej oboje bardzo za sobą tęskniliśmy, bo nasze powitanie było niezwykle... długie.

Zobacz także

Był jak zakochany nastolatek

Filip zachowywał się niemal jak zakochany nastolatek, który po raz pierwszy wymknął się z domu bez kontroli rodziców. W końcu musiałam przypomnieć mu, że nie jesteśmy sami i że wokół nas kręcą się obcy ludzie.

– Lepiej już chodźmy. Nie lubię czułości na oczach wszystkich – powiedziałam, lekko odsuwając go od siebie.

Westchnął demonstracyjnie, jakby właśnie odebrano mu coś niezwykle ważnego. Uśmiechnęłam się do niego w sposób, który miał mu dać do zrozumienia, że bez tłumu gapiów będzie nam milej. Chyba nie całkiem go to przekonało, ale bez dalszych protestów ruszył w stronę wyjścia, zabierając po drodze moją walizkę. Nagle jednak stanął i znieruchomiał. Właśnie obok nas przechodziła grupa pasażerów, którzy najwyraźniej spieszyli się na swój pociąg. Wśród nich była kobieta w długim, lekkim płaszczu. Spojrzała na mnie w sposób, który od razu wydał mi się pełen kpiny, a gdy mnie mijała, trąciła mnie ramieniem. Nie miałam najmniejszych wątpliwości, że zrobiła to specjalnie…

– Chodźmy stąd, najlepiej natychmiast – rzucił Filip, chwytając mnie za dłoń.

Twierdził, że jej nie znał

Podłoże było tak nierówne, że przy każdym kroku chwiałam się na obcasach. Próbowałam namówić Filipa, żeby zwolnił, ale zupełnie mnie nie słuchał. Biegł przed siebie, jakby ktoś naprawdę go gonił. W końcu dotarliśmy do wejścia prowadzącego do podziemnego przejścia. Na widok schodów zatrzymałam się, próbując odzyskać oddech.

– Przed kim właściwie uciekamy? A może powinnam zapytać przed czym? – wydyszałam. – Nie jestem przecież ślepa. Widziałam, jak ta kobieta na mnie patrzyła.

– J... jaka kobieta? – wyjąkał Filip. Jemu również trudno było złapać oddech po tym biegu.

– Ta, która przed chwilą nas minęła! W jej oczach było coś szyderczego, jakby chciała mi przekazać, że i tak nic z tego nie będzie. Do tego specjalnie mnie potrąciła. Powiedz mi wreszcie, kim ona jest i dlaczego tak się jej wystraszyłeś?

– Naprawdę nie wiem, o kim mówisz. Po prostu chodźmy już do domu – odpowiedział i niespodziewanie pociągnął mnie za rękę.

Nie miałam większego wyboru, więc ruszyłam za nim w dół schodów. Dalsze protesty nie miały sensu. Nie przyjechałam przecież do niego po to, żeby od pierwszej chwili się z nim sprzeczać. Mimo wszystko musiałam wyjaśnić jedną rzecz.

– Jesteś absolutnie pewien, że kobieta nie była twoją żoną?

– Jestem wdowcem od pięciu lat. Przecież ci o tym mówiłem – odparł wyraźnie zirytowany.

– Wiem, że mówiłeś. Ale ona…

– Nie było żadnej konkretnej kobiety. A nawet jeśli jakaś tam była, to przecież jesteśmy na dworcu. Wszędzie kręci się mnóstwo ludzi. Chodźmy już stąd!

Zobaczyłam Ninę jego pierwszą żonę

Mieszkanie Filip zrobiło na mnie bardzo dobre wrażenie. Wszystko było zadbane, czyste i urządzone ze smakiem. Moją uwagę przyciągnął szczególnie portret młodej kobiety wiszący na jednej ze ścian. Przypominał mi dzieło Wyspiańskiego.

– Niezła kopia, prawda? – zauważył Filip. – Większość osób daje się nabrać, ale to nie jest oryginał. Namalował go mój siostrzeniec. Lubi odwzorowywać obrazy znanych mistrzów i całkiem dobrze na tym zarabia. Gdybyś kiedyś zapragnęła mieć w domu „Bitwę pod Grunwaldem”, pewnie zrobiłby ją za rozsądną cenę. Portrety nie są jednak jego specjalnością. Ten namalował tylko dlatego, że poprosiła go o to Nina, moja pierwsza żona.

Na chwilę zamilkł.

– Wiedziała już wtedy, że niedługo umrze. Siostrzeniec nie potrafił jej odmówić.

Przez dłuższą chwilę przyglądałam się kobiecie z obrazu. Można powiedzieć, że potraktowałam ją jak rywalkę i próbowałam wytrzymać jej spojrzenie. Nie udało mi się. W końcu spuściłam wzrok. Coraz bardziej przeszkadzał mi ten portret. Miałam ochotę po prostu zdjąć go ze ściany. Wpatrzone we mnie oczy Niny sprawiały, że całe moje wcześniejsze podekscytowanie i romantyczny nastrój gdzieś się ulatniały. Szkoda, że Filip najwyraźniej nie rozumiał, jak bardzo ten obraz mnie krępował, i nawet nie pomyślał, żeby go usunąć. Mimo wszystko usiadłam na sofie i spróbowałam uśmiechnąć się do ukochanego. Liczyłam na to, że podejdzie do mnie, przytuli mnie i choć trochę rozładuje atmosferę. On jednak zachowywał się zupełnie inaczej. Zamiast się do mnie zbliżyć, zaczął szukać sobie zajęcia.

– Zaparzę herbatę – oznajmił tylko i szybko zniknął w kuchni.

Byłam naprawdę zdziwiona. Jeszcze niedawno, na dworcu, Filip ledwo potrafił powstrzymać emocje, a teraz, kiedy wreszcie zostaliśmy sami, wyraźnie trzymał mnie na dystans.

– Co się z tobą dzieje? – zapytałam, podchodząc do niego od tyłu i obejmując go w pasie.

Odpowiedział mi spokojnie, niemal beznamiętnie, że nic, jakby moje pytanie wcale go nie poruszyło. Na szczęście później wybraliśmy się razem na lody i temat szybko przestał mieć znaczenie.

Obudziłam się zupełnie sama

Następnego ranka obudziłam się sama. Filipa nie było w domu, a na kocu znalazłam krótką wiadomość: „Poszedłem do piekarni. Przygotuj się na świeże bułeczki na śniadanie”. Przeciągnęłam się i ruszyłam do kuchni. Starałam się nie patrzeć w stronę pokoju, w którym wisiał portret Niny. Po drodze zauważyłam jednak dużą szafę stojącą przy ścianie. Coś mnie tknęło, więc otworzyłam jej drzwi. W środku znajdowała się garderoba Niny. Było tam mnóstwo ubrań. Sukienki, płaszcze, buty i rozmaite dodatki.

Przeglądałam je przez chwilę, aż moją uwagę przykuł jeden z płaszczy. Wyjęłam go i z ciekawości przymierzyłam. Zamarłam. Był niezwykle delikatny i elegancki, a jego krój przypominał mi okrycie, które miała na sobie kobieta spotkana na dworcu. Ta sama kobieta, która wcześniej mnie potrąciła. Natychmiast zdjęłam płaszcz, jakbym nagle poczuła na skórze coś nieprzyjemnego. Odłożyłam go dokładnie na swoje miejsce i zamknęłam szafę. Oczywiście, mogły istnieć dwa identyczne płaszcze. Tyle że coraz trudniej było mi w to uwierzyć. Nie wiedziałam, co o tym wszystkim sądzić. Zrobiłam sobie kawę, usiadłam przy stole i zaczęłam czekać na powrót Filipa.

Ten płaszcz był niepowtarzalny

Nie zdążyliśmy wtedy porozmawiać o moich podejrzeniach. Filip przygotował dla mnie cały plan dnia i najwyraźniej postanowił BLDzająć mnie czymś innym. Najpierw spacerowaliśmy po mieście, później zaglądaliśmy do sklepów, a następnie wybraliśmy się do parku. Na koniec zaplanował dla nas spektakl w teatrze. Przed wejściem zebrał się spory tłum. Ludzie stali w grupkach, prowadzili rozmowy, śmiali się przed rozpoczęciem przedstawienia. Wtedy zauważyłam jedną z kobiet. Miała na sobie płaszcz niemal identyczny z tym, który wcześniej widziałam w garderobie Niny. I z tym, który miała na sobie kobieta z dworca. Nie zdążyłam nawet dobrze przyjrzeć się jej twarzy.

– Musimy stąd wyjść – rzucił Filip.

Chwycił mnie za rękę i pociągnął za sobą. Po chwili znowu biegłam, a całe zdarzenie wywołało we mnie nieprzyjemne wrażenie, jakbym przeżywała dokładnie tę samą sytuację po raz kolejny. Filip zatrzymał się dopiero za najbliższym zakrętem. Był zdyszany. Przez moment stał bez słowa, najwyraźniej gorączkowo zastanawiając się, co tym razem mi powiedzieć.

–To mógł być tylko zbieg okoliczności – powiedziałam, obserwując jego reakcję.

Filip pobladł tak bardzo, że przez chwilę obawiałam się, że zaraz straci przytomność.

– I zanim zaczniesz zaprzeczać, to nie była ta sama kobieta – dodałam.

– Nigdy nie jest ta sama – odpowiedział ochrypłym głosem.

Ta odpowiedź natychmiast przykuła moją uwagę. Tym razem Filip chyba nie zamierzał już niczego przede mną ukrywać. A ja za wszelką cenę chciałam dowiedzieć się, co tak naprawdę dzieje się w jego życiu.

– Nigdy? – powtórzyłam spokojnie, dając mu do zrozumienia, że może mówić dalej.

Poczułam, że brakuje mi powietrza

Filip przez chwilę milczał.

– Wszystkie mają na sobie płaszcz Niny. To jedyna rzecz, która je łączy. Zjawiają się zawsze wtedy, gdy próbuję rozpocząć nowe życie albo choćby zaczynam poważnie o nim myśleć. Spotykam je na ulicy. Zacząłem nazywać je posłankami Niny.

Spojrzał na mnie z wyraźnym niepokojem.

– Początkowo sądziłem, że to tylko wytwory mojej wyobraźni. Bałem się, że może zaczynam chorować... Ale podobno jestem zdrowy jak rydz. I nic z tego nie rozumiem.

Zamilkł na moment.

– Ty też ją widziałaś, prawda? Wszystkie mają ten sam płaszcz. Płaszcz Niny.

Pokiwałam głową i poczułam, jak nagle brakuje mi powietrza. Sprawa wyglądała naprawdę bardzo tajemniczo, choć byłam pewna, że na pewno miała jakieś racjonalne wytłumaczenie. Może sami jakoś napędzaliśmy się nawzajem widząc podobnie ubrane kobiety?

– Przecież to możliwe, że różne kobiety mają podobne ubrania – powiedziałam, choć bez przekonania.

Filip jednak stanowczo zaprzeczył.

– Nie w tym przypadku. Ten płaszcz jest wyjątkowy. Kupiliśmy go razem w Paryżu, w ekskluzywnym butiku. Zaprojektował go znany projektant i kosztował fortunę. Śmialiśmy się nawet, że przez ten jeden zakup zbankrutujemy i na koniec zostanie nam tylko płaszcz oraz nasza miłość… Skąd tutaj taki oryginalny płaszcz?

Nie mogłam pozbyć się niepokoju

Słowa Filipa, muszę przyznać, nie dawały mi spokoju. Miałam wrażenie, że Nina nadal była obecna w jego życiu. Jej ubrania wciąż wisiały w szafie, a jej portret zajmował honorowe miejsce na ścianie. Wszystko wyglądało tak, jakby jej odejście wcale nie oznaczało końca jej obecności. Może wmawiał sobie to wszystko, żeby wykręcić się od poważnego kroku, który mieliśmy razem podjąć? Filip najwyraźniej nie potrafił jeszcze całkowicie otworzyć się na nową relację. Miałam wrażenie, że ktoś albo coś nieustannie przypomina mu o zmarłej żonie. Ten charakterystyczny płaszcz stał się dla mnie symbolem ich dawnego życia i dowodem na to, że Nina wciąż zajmowała w nim miejsce.

– Nie pozwól, żeby to uczucie rządziło twoim życiem. To w końcu przestaną się pojawiać – próbowałam go uspokoić. – Zdążymy na przedstawienie. Nikt nie będzie nam przeszkadzał. Zobaczysz.

Filip wyraźnie odetchnął z ulgą i zdał się na mnie. Ostatecznie poszliśmy do teatru i spędziliśmy tam naprawdę przyjemny wieczór. Kiedy spektakl się skończył, dokładnie obserwowałam ludzi wychodzących z budynku. Żadna z kobiet nie miała jednak na sobie płaszcza Niny. Po powrocie wybrałam jednak kanapę jako swoje miejsce, tak na wszelki wypadek. 

Noc przyniosła kolejne wydarzenia

Po wydarzeniach przed teatrem nie potrafiłam zachowywać się tak, jakby nic się nie stało. Chciałam następnego dnia spokojnie porozmawiać z Filipem o naszej przyszłości. Zamierzałam również zapytać go o garderobę Niny i dowiedzieć się, czy rzeczywiście jest gotowy zostawić przeszłość za sobą. Niestety, noc przyniosła kolejne wydarzenia. Nina, a przynajmniej tak wtedy to odebrałam, nie zamierzała odpuścić. W pewnym momencie portret spadł ze ściany i nieomal trafił mnie w głowę. Po tym wszystkim zabrakło mi odwagi, żeby ponownie wrócić do mieszkania Filipa. Nie byłam gotowa na kolejne spotkanie z czymś, czego nie potrafiłam wyjaśnić.

Dwa miesiące później Filip przyjechał do mnie. Od tamtej pory próbujemy zostawić tamte wydarzenia za sobą i po prostu cieszyć się wspólnie spędzanym czasem. Nigdy nie zapytałam go, co zrobił z płaszczem i pozostałymi rzeczami Niny. Być może pewnego dnia sam zdecyduje się mi o tym opowiedzieć. Jedno się jednak nie zmieniło, nadal nie odzyskałam pełnego spokoju. Są rzeczy, których nie umiemy racjonalnie wyjaśnić, ale które czujemy bardzo mocno i są między nami jak żywe.

Edyta, 55 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także: