„W święta byłam królową drogich prezentów. Nikt nie miał pojęcia, że zadłużyłam się na nie po same uszy”
„– Ty zawsze musisz coś udawać. Nigdy nie będziesz szczęśliwa, dopóki nie przestaniesz grać tej żałosnej roli – powiedziała. Zostawiła drożdżówki na blacie i wyszła. A ja… usiadłam i zaczęłam płakać. Ze złości. I z tego, że miała rację”.

Od siedmiu lat wychowuję sama Tomka – najwspanialszego chłopca na świecie. Pracuję jako księgowa w firmie transportowej, gdzie zarabiam wystarczająco, by przeżyć, ale nie na tyle, by żyć. Mój były – ojciec Tomka – dawno temu zniknął z naszego życia i nie płaci alimentów.
Nie chciałam czuć się gorsza
Zbliżały się święta. Z pierogami u mamy, z wiecznym porównywaniem mnie do mojej siostry Magdy, która jak zwykle „wszystko ma poukładane”: dom, mąż, auto z salonu i córkę grającą na skrzypcach. Ja? Cicho siedzę przy stole, żeby znowu nie usłyszeć: „Aneta, powinnaś się bardziej postarać”.
W tym roku postanowiłam – koniec z tym. Nie będę już tą gorszą. Chciałam błyszczeć. Miałam plan: najpiękniejsze prezenty, każdy przemyślany i drogi. Mama dostanie skórzaną torebkę, Magda zestaw lukusowych kosmetyków, a Tomek – to, o czym marzy najbardziej. Wszystko przeliczyłam. A potem… wzięłam pożyczkę. Nie, nie jestem głupia. Po prostu chciałam przez jeden wieczór poczuć, że też coś znaczę.
Siostra mnie zdenerwowała
– No cześć, siostrzyczko. Wiesz już, co kupisz mamie? – zapytała Magda przez telefon tym tonem, co zawsze – niby niewinnie, ale jednak z ukłuciem.
– Jeszcze myślę – rzuciłam, próbując brzmieć neutralnie, chociaż właśnie liczyłam, czy starczy mi do końca miesiąca.
– Aha... Bo ja zamówiłam jej ten szlafrok z jedwabiem, co oglądała ostatnio w galerii. Wiesz, żeby miała coś eleganckiego, a nie te poliestrowe szmatki – zaśmiała się. – A wy z Tomkiem przyjedziecie, prawda? No, chyba że... nie dacie rady w tym roku?
Zacisnęłam zęby.
– Dam radę – powiedziałam krótko. – Na pewno przyjedziemy.
Rozłączyłam się i przez chwilę gapiłam się w ekran telefonu. Magda jak zwykle musiała wbić szpilę. A ja… ja nie mogłam znieść myśli, że znowu będę tą biedną siostrą, co wręcza mamie ręcznik z dyskontu jako praktyczny prezent.
Weszłam na stronę jednej z chwilówek. Wszystko trwało może dziesięć minut. Kwota, numer konta, potwierdzenie tożsamości. Na końcu kliknęłam „akceptuję warunki” i po prostu… zrobiło się cicho. Po godzinie miałam pieniądze na koncie. Poczułam ulgę. Głupią, naiwną ulgę. Otworzyłam listę prezentów – Tomek dostanie konsolę, mama torebkę, Magda – kremy, których nigdy by sama sobie nie kupiła. W końcu będę miała tę cholerną satysfakcję. Nie miałam wtedy pojęcia, że właśnie podpisałam sobie wyrok nerwowego rozstroju na cały styczeń.
To było miłe uczucie
Stałam pod drzwiami mamy z czterema torbami prezentów. Rączki wrzynały mi się w palce, ale nie puściłam. Nie dziś. Dziś miałam wyglądać na kogoś, kto ma wszystko pod kontrolą. Zimowe buty na obcasie, płaszcz kupiony specjalnie na tę okazję.
– O, Anetka! – mama otworzyła drzwi, uśmiechnięta, ale w oczach miała to samo pytanie co co roku: „Ciekawe, co przyniosła”.
– Wesołych świąt, mamo – powiedziałam i cmoknęłam ją w policzek. – Tomek, zdejmij buty. I uważaj na prezenty!
W kuchni królowała Magda. Pachniało grzybami. Gdy mnie zobaczyła, zmierzyła mnie wzrokiem, który zinterpretowałam jako: „Skąd ty masz nowe buty?”. Nic nie powiedziała. Ale minę miała ciekawą, gdy ustawiłam prezenty pod choinką, a potem zaczęłam je wręczać.
– Ojej, Aneta… To dla mnie? – mama otworzyła pudełko z torebką. – Przecież to markowe!
– Tomek, matko jedyna! – wykrzyknęła mama, patrząc, jak mój syn wyciąga nową konsolę. – Ile to kosztowało?!
– Na promocji było – rzuciłam nonszalancko, jakbym codziennie rzucała takimi sumami.
Magda milczała. Nawet nie komentowała. I to był mój moment.
– No, chyba ci się w końcu powodzi – rzucił szwagier, zerkając z uznaniem.
– Wreszcie się ogarnęłaś – mama poklepała mnie po dłoni. – Zawsze wiedziałam, że masz głowę na karku.
Uśmiechałam się. I tylko ja wiedziałam, że każdy ten uśmiech kosztuje mnie więcej niż wszystko w tej torbie razem wzięte.
Byłam zestresowana
Wróciliśmy do domu wieczorem drugiego dnia świąt. Tomek był szczęśliwy, grał na nowej konsoli i co chwilę krzyczał z pokoju:
– Mamo, patrz! Wygrałem turniej!
Patrzyłam. I przez kolejne 2 tygodnie udawałam, że jestem zachwycona. Ale serce mi waliło jak młotem. Bo kiedy on się cieszył, ja siedziałam przy kuchennym stole i patrzyłam na wyciąg z konta. Było gorzej, niż się spodziewałam. Na komórce migał SMS: „Przypominamy o pierwszej racie pożyczki – 740 zł do 20 stycznia”. Spojrzałam na kalendarz. Kilka dni do katastrofy. Zadrżała mi ręka. Weszłam na czat z konsultantem firmy pożyczkowej. Po chwili odezwała się „Anna – specjalistka ds. obsługi klienta”.
– Dzień dobry, w czym mogę pomóc?
– Czy można przesunąć termin spłaty?
– Niestety, umowa nie przewiduje takiej możliwości. Zachęcamy do terminowej spłaty, by uniknąć kosztów windykacyjnych.
Koszty windykacyjne. Poczułam mdłości.
– Mamo, czemu jesteś taka smutna? – Tomek stanął w drzwiach i patrzył na mnie z troską w oczach.
Szybko uśmiechnęłam się, jakby nic się nie stało.
– Zmęczona jestem, kochanie. Święta mnie wykończyły.
– Ale były super, nie? – zapytał z uśmiechem.
Skinęłam głową. Jasne, że były. W końcu kupiłam je na raty.
Siostra się domyśliła
Zadzwoniła w czwartek, zupełnie bez zapowiedzi.
– Jesteś w domu? – zapytała. – Wpadnę na chwilę.
Nie zdążyłam zaprotestować, powiedzieć, że mam bałagan, że Tomek chory, cokolwiek. Po dwudziestu minutach stała w drzwiach z papierową torbą z piekarni.
– Przywiozłam ci drożdżówki. Pomyślałam, że może nie masz kiedy iść do sklepu.
Zamknęłam drzwi. W kuchni panował bałagan. Na stole leżały dwa monity o zapłatę, jeden już rozcięty, drugi nieruszony. Zanim zdążyłam je zgarnąć, jej wzrok powędrował wprost na nie.
– Aneta… co to?
– Nic. Reklamy – skłamałam, zbyt szybko.
Magda wzięła łyk kawy, wstała, podeszła do okna.
– Skąd miałaś na te prezenty? – zapytała wprost.
Zamarłam. Udawałam, że nie słyszałam.
– Magda, nie zaczynaj…
– Po prostu odpowiedz. Pożyczka?
Zacisnęłam pięści. Wiedziałam, że i tak nie odpuści.
– Tak. Pożyczka. I co z tego?
– Aneta, jesteś sama z dzieckiem! Oszalałaś?! Przez kilka godzin uznania w oczach mamy chcesz się zadłużyć po uszy?
Wstałam gwałtownie.
– A co ty wiesz o byciu sama?! O wstawaniu co rano, żeby udawać, że wszystko jest w porządku? Chciałam, żebyście raz… RAZ powiedzieli coś dobrego o mnie! Chciałam, żeby Tomek był dumny ze mnie!
Milczała przez chwilę.
– Ty zawsze musisz coś udawać. Nigdy nie będziesz szczęśliwa, dopóki nie przestaniesz grać tej żałosnej roli – powiedziała.
Zostawiła drożdżówki na blacie i wyszła. A ja… usiadłam i zaczęłam płakać. Ze złości. I z tego, że miała rację.
Wszystko się wydało
Mama zaprosiła nas wszystkich na obiad. „Rodzina to rodzina” – napisała w SMS-ie. Nie miałam siły odmówić, choć najchętniej zostałabym pod kołdrą do wiosny. Usiadłam przy stole jak cień samej siebie. Tomek obok, nieświadomy. Mama krzątała się z miską sałatki, a Magda… spojrzała na mnie raz. Długo. Ale nic nie powiedziała.
– Anetko, jak tam? – zaczęła mama. – Dobrze się trzymasz? Bo tak pięknie się postarałaś w święta! Wreszcie się ogarnęłaś!
Magda westchnęła cicho. Nikt nie zwrócił uwagi. Tylko ja.
– Mamo… – przerwałam. – Muszę coś powiedzieć.
Wszystkie oczy zwróciły się na mnie. Szybciej biło mi serce. Łyżka z sałatką zawisła w powietrzu.
– Te prezenty, te wasze zachwyty… To wszystko było na kredyt. Wzięłam pożyczkę. Chciałam, żebyście… żebyście raz pomyśleli, że nie jestem tą, która zawsze ma mniej.
Zapanowała cisza. Mama patrzyła, jakbym powiedziała, że jestem kosmitką.
– Ale po co? – zapytała cicho. – Anetko, przecież nikt od ciebie tego nie oczekiwał…
– Jak to nie? Oczekiwaliście, że będę lepsza. Więc chciałam być. Przez jeden wieczór.
Tomek ścisnął moją rękę.
– Mamo, ja cię kocham i bez prezentów – powiedział szeptem.
Magda wzruszyła ramionami.
– Trzeba było nie kłamać.
A ja już nie miałam siły się bronić. Wypowiedziałam wszystko. I zrobiło się tylko bardziej pusto.
Aneta, 32 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „W Wigilię otworzyłem drzwi zupełnie obcej kobiecie i nie żałowałem. Rano przygotowała mi cudowne świąteczne śniadanie”
- „Wigilia to nie drogie prezenty i uginające się stoły. Łzy w oczach kuzynki, przypomniały mi, co jest najważniejsze”
- „Chciałam pomóc w domu przed świętami, ale matka ględzi, że do niczego się nie nadaję. Ma mnie za życiową niedorajdę”