„Jestem singielką, więc od lat nie dostałam bukietu kwiatów. 1 zdanie wystarczyło, by złe wspomnienia wróciły”
„Tej nocy długo nie mogłam zasnąć. Zrozumiałam, że dorosłość polega na wyborach, które czasem bolą bardziej niż wspomnienia. I że mogę wybrać siebie, nawet jeśli oznacza to niepewność”.

- Redakcja
Nie czekałam na kwiaty ani na życzenia wysyłane o północy. Czternasty lutego zawsze był dla mnie dniem cichym, trochę ciężkim, jakby niósł ze sobą coś, czego nie da się odsunąć. Wystarczyło jedno wspomnienie z dzieciństwa — obraz tak wyraźny, że aż zabolał — by stare emocje wróciły szybciej, niż zdążyłam się przed nimi obronić.
Było mi wstyd
Miałam może siedem lat, kiedy pierwszy raz zrozumiałam, że miłość potrafi boleć. Wróciłam do tego obrazu w tamten lutowy poranek, stojąc w kuchni z kubkiem herbaty, która zdążyła już wystygnąć. Zapach cytryny zmieszał się nagle w mojej głowie z zapachem szkolnego korytarza — pasty do podłóg i mokrych kurtek. W podstawówce zorganizowano pocztę walentynkową. Dziewczynki piszczały, chłopcy udawali obojętność, a ja siedziałam przy ławce, starannie wycinając czerwone serce z kartki. Miało być dla Kuby. Nosił za duży sweter i zawsze pożyczał mi kredki, kiedy zapominałam swoich.
– Daj mu, no daj – szeptała Anka, popychając mnie lekko łokciem.
– A jak się będzie śmiał? – zapytałam, czując, jak policzki mi płoną.
– Nie będzie. Każdy by się ucieszył – odpowiedziała z przekonaniem.
Serce było krzywe, ale podpisałam się starannie. Wrzuciłam je do kartonowego pudełka oklejonego bibułą. Cały dzień czekałam, licząc, że po lekcjach ktoś podejdzie do mnie z kopertą w ręku. Nie podszedł nikt. Pamiętam moment rozdawania kartek. Wychowawczyni wyczytywała imiona, a dzieci podchodziły, rumieniąc się i śmiejąc. Kiedy padło „Kuba”, zobaczyłam, jak czyta moją kartkę. Uśmiechnął się, ale zaraz potem spojrzał w moją stronę, a jego koledzy zaczęli szeptać.
– To od ciebie? – zapytał później na korytarzu, trzymając serce między palcami.
– Tak… – wyszeptałam.
– Fajne – rzucił, po czym złożył kartkę i oddał mi ją z powrotem. – Ale ja nie zbieram takich rzeczy.
Wszyscy się śmiali. Wcisnęłam papierowe serce do kieszeni bluzy, jakby mogło się tam schować razem ze mną. W dorosłym życiu nikt nigdy nie oddał mi już żadnej kartki. A jednak tamto uczucie — to krótkie ukłucie wstydu i zawodu — wracało za każdym razem, gdy świat nagle przypominał mi, że są dni, w których „powinno” się czekać na gesty.
Poczułam ścisk w gardle
Tamto papierowe serce wróciło do mnie wiele lat później, kiedy siedziałam na kanapie obok Michała. Telewizor grał w tle, ale żadne z nas nie słuchało. Na stoliku stała miska z mandarynkami. Czternasty lutego, a ja udawałam, że to tylko kolejny, zwykły dzień.
– Jutro długo pracuję – powiedział nagle, nie odrywając wzroku od ekranu.
– Wiem – odpowiedziałam szybko.
Nie zapytałam o kolację, o spacer, o cokolwiek. Nauczyłam się nie pytać. Michał nie był złym człowiekiem. Był spokojny, poukładany, rozsądny. Mówił, że miłość nie potrzebuje dat, a ja kiwałam głową, choć gdzieś głęboko we mnie siedziała ta siedmiolatka z krzywym sercem w dłoni. Telefon zawibrował. Wiadomość od mamy:
„Pamiętasz, jak nie lubiłaś walentynek? Nadal tak masz?”.
Uśmiechnęłam się krzywo. Ona pamiętała więcej, niż myślałam.
– Coś się stało? – zapytał Michał.
– Nie, tylko mama – odpowiedziałam.
– Aha.
I tyle. Wrócił do programu, ja do swoich myśli. Przypomniałam sobie, jak kilka lat wcześniej Michał powiedział: „Ze mną nie będziesz musiała się domyślać”. A jednak właśnie to robiłam — domyślałam się, czy brak gestów to spokój, czy obojętność. Wstałam i poszłam do kuchni. Otworzyłam szufladę, szukając gumki recepturki, i wtedy zobaczyłam coś czerwonego. Małe serce z papieru złożone na pół. To samo, które kiedyś schowałam w zeszycie i zabrałam ze sobą przy każdej przeprowadzce, choć nigdy nie wiedziałam dlaczego. Rozłożyłam je ostrożnie. Podpis był dziecinny, koślawy. Poczułam ścisk w gardle.
– Michał… – zawołałam cicho.
– No?
– A gdybyś kiedyś chciał mi coś dać… tak po prostu?
– Ale co konkretnie? – zapytał z lekkim zniecierpliwieniem.
– Nieważne. Zapomnij.
Wróciłam do salonu z pustymi rękami. Zrozumiałam wtedy, że nie chodzi o kwiaty ani kartki. Chodziło o to, że przez całe życie uczyłam się nie oczekiwać, żeby znów nie poczuć tego samego śmiechu odbijającego się od ścian. A jednak coś we mnie zaczęło pękać.
Serce biło mi szybciej
Następnego dnia rano nie zaparzyłam kawy dla Michała. Stałam przy ekspresie i po raz pierwszy pomyślałam, że nie mam już siły być zawsze tą, która się dopasowuje.
– Coś się stało? – zapytał, kiedy zobaczył pusty kubek obok swojego laptopa.
– Nie, wszystko w normie – odpowiedziałam spokojnie, choć serce biło mi szybciej.
Usiadłam naprzeciwko niego przy stole. Przez chwilę żadne z nas się nie odzywało. Wreszcie podniosłam wzrok.
– Wiesz, że ja nie potrzebuję wielkich rzeczy – zaczęłam. Głos lekko mi drżał. – Ale chcę czuć, że jestem ważna. Czasem. W jakiś sposób.
Michał westchnął i potarł czoło.
– Znowu wracamy do tego samego? Myślałem, że mamy to ustalone.
– Ustalone, czy przemilczane? – zapytałam, zanim zdążyłam się powstrzymać.
Zamilkł. Patrzył na mnie uważnie, jakby próbował mnie na nowo przeczytać.
– Nie umiem w takie gesty – powiedział w końcu. – Naprawdę.
– A ja nie umiem już udawać, że mi na nich nie zależy.
Te słowa zawisły między nami. Zrozumiałam, że mówię nie tylko do niego, ale też do tej dziewczynki sprzed lat. Do niej też należało powiedzieć: masz prawo chcieć. Po południu wyszłam sama na spacer. Miasto było pełne ludzi, ale czułam się zaskakująco lekko. W kieszeni płaszcza znalazłam złożone papierowe serce. Zatrzymałam się przy koszu na śmieci, długo patrzyłam na czerwony papier, aż w końcu wrzuciłam go do środka. Wieczorem Michał usiadł obok mnie.
– Myślałem o tym, co powiedziałaś – zaczął ostrożnie. – Może faktycznie… za dużo rzeczy biorę się za pewnik.
Nie odpowiedziałam od razu.
– Nie chcę już być czyimś pewnikiem – powiedziałam cicho. – Chcę być wyborem.
Przytaknął, ale w jego oczach zobaczyłam strach. Wiedziałam już, że ta rozmowa nie rozwiąże wszystkiego. Jednak po raz pierwszy nie uciekłam. I to wystarczyło, żeby coś się naprawdę zmieniło.
Wciąż miałam nadzieję
Zmiana nie przyszła od razu. Michał zaczął wracać z pracy trochę wcześniej, jakby sprawdzał, czy nadal tu jestem. Ja z kolei przestałam zgadywać, co on ma na myśli. Pytałam, nawet jeśli głos znów mi drżał. Któregoś wieczoru usiedliśmy przy stole z herbatą. Bez telewizora, bez telefonów.
– Myślałem, że skoro nie robimy wielkich scen, to znaczy, że jest dobrze – powiedział.
– A ja myślałam, że jeśli nie proszę, to nie będę rozczarowana – odpowiedziałam. – Oboje się myliliśmy.
Spojrzał na mnie uważnie.
– Nie chcę cię tracić. Jednak boję się, że nie spełnię oczekiwań, których nie rozumiem.
– Dlatego je mówię – odparłam. – Pierwszy raz naprawdę.
Wstał i podszedł do okna. Stał chwilę tyłem, jakby zbierał myśli.
– Pamiętasz, jak mówiłaś o tym sercu z dzieciństwa? – zapytał nagle.
– Pamiętam.
– Myślę, że całe życie uciekam od takich rzeczy, bo boję się, że zrobię je źle.
Podeszłam bliżej.
– Ważne, że się starasz – powiedziałam spokojnie.
Następnego dnia znalazłam na stole karteczkę. Zwykłą, żółtą, wyrwaną z notesu.
„Dziś kolacja razem. Ja gotuję”.
Uśmiechnęłam się, ale nie z radości. Z ulgi. To był mały gest, nieporadny, ale szczery. Kolacja nie była idealna. Sos się przypalił, a rozmowa kilka razy utknęła w martwym punkcie. A jednak siedzieliśmy naprzeciwko siebie i patrzyliśmy sobie w oczy.
– Nie wiem, czy potrafię być romantyczny – przyznał.
– Nie musisz być – odpowiedziałam. – Wystarczy, że będziesz.
Tej nocy długo nie mogłam zasnąć. Zrozumiałam, że dorosłość polega na wyborach, które czasem bolą bardziej niż wspomnienia. I że mogę wybrać siebie, nawet jeśli oznacza to niepewność.
Uśmiechnęłam się do siebie
Kilka tygodni później siedzieliśmy naprzeciwko siebie przy tym samym stole. Michał mówił o planach na lato, o pracy, o rzeczach bezpiecznych. Słuchałam, ale wiedziałam, że to nie jest rozmowa, na którą czekałam.
– Ja tak naprawdę… – zaczęłam i urwałam. Wzięłam oddech. – Ja już wiem, czego chcę. I wiem też, że ty nie jesteś w stanie mi tego dać. Nie dlatego, że nie chcesz. Po prostu nie umiesz.
Patrzył na mnie długo, bez zaskoczenia.
– Myślałem, że wystarczy, że się staram.
– Staranie to za mało, jeśli oboje cały czas coś w sobie dusimy – odpowiedziałam spokojnie.
Rozstaliśmy się bez kłótni. Spakowałam swoje rzeczy w jedno popołudnie. Kiedy zamknęłam za sobą drzwi, nie poczułam ulgi ani triumfu. Poczułam spokój. Kilka tygodni później wyszłam sama na spacer. Bez wspomnień. Bez oczekiwań. Minęłam kwiaciarnię, dzieci z balonami, pary trzymające się za ręce. Uśmiechnęłam się do siebie. Dopiero wtedy rozumiałam, że tamto papierowe serce z dzieciństwa nie było początkiem mojej słabości. Było pierwszym dowodem, że potrafię czuć. A teraz wreszcie potrafiłam też o siebie zadbać. Nie czekałam na kwiaty. I pierwszy raz naprawdę nie było mi ich trzeba.
Alicja, 31 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Remont kuchni planowałam od dawna, marząc o rodzinnych obiadach. Niestety wspólny stół nie sklei tego, co w nas pękło”
- „Ferie u teściów okazały się pułapką. Zamiast szusować po stoku, musiałem zająć się remontem ich mieszkania”
- „W tłusty czwartek zamiast faworków najadłam się wstydu. Po słowach teściowej zapadłam się pod ziemię”