Reklama

Walentynki zawsze były dla mnie dniem, w którym starałam się pokazać drugiej osobie, jak bardzo mi na niej zależy. W tym roku jednak ten dzień miał szczególne znaczenie – od kilku tygodni nosiłam w sobie tajemnicę, która zmieniła moje życie na zawsze. Z pozoru wszystko wyglądało zwyczajnie: czerwona róża na kuchennym stole, zapach świeżo parzonej kawy i leniwy poranek z Markiem. Jednak pod tą codziennością kryła się prawda, której jeszcze nie miałam odwagi wypowiedzieć na głos. Przez kilka dni planowałam drobną niespodziankę, która – jak sądziłam – będzie punktem zwrotnym dla nas obojga. Nie spodziewałam się jednak, że to właśnie Marek przygotuje coś, co wywróci moje plany do góry nogami. Byłam gotowa zaryzykować wszystko, by w końcu powiedzieć mu prawdę, lecz życie miało dla mnie własny scenariusz.

Walentynkowy poranek

Poranek zaczął się od cichego skrzypienia podłogi w kuchni. Udawałam, że jeszcze śpię, choć tak naprawdę już od świtu przewracałam się z boku na bok, z nerwów i podekscytowania. Słyszałam, jak Krystian krząta się po mieszkaniu, mruczy coś pod nosem i rozstawia filiżanki na blacie. To był jego rytuał, kiedy chciał mi zrobić niespodziankę, chociaż zwykle były to małe rzeczy – kwiatek, ulubiona kawa, czasem czekolada na poduszce. Tego dnia wszystko miało smakować inaczej.

Kiedy w końcu zdecydowałam się wstać, czekał na mnie z szerokim uśmiechem i nieudolnie zapakowanym prezentem. Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, pocałował mnie w czoło i wsunął mi do ręki małą kopertę. Była ozdobiona serduszkami, wyraźnie własnoręcznie rysowanymi. Przeszło mi przez myśl, że chyba jestem okropną dziewczyną, bo zamiast czuć wdzięczność, ogarnęło mnie poczucie winy. Przez chwilę milczałam, kręcąc kopertą w palcach, jakbym bała się ją otworzyć. Krystian patrzył na mnie wyczekująco, a ja z trudem wykrzesałam z siebie uśmiech. Nie wiedział jeszcze, że pod moim sercem rozwija się nowe życie, a dzisiejsza kolacja miała być momentem, kiedy mu o tym powiem. Wszystko wydawało się takie delikatne i kruche, jakby jeden nieostrożny ruch mógł rozbić naszą codzienność na kawałki.

Sekret w mojej torebce

Od kilku dni nosiłam przy sobie test ciążowy, schowany głęboko na dnie torebki, jak najcenniejszy skarb, którego nikt nie powinien znaleźć. Za każdym razem, gdy sięgałam po portfel czy szminkę, czułam ten niewielki, plastikowy przedmiot pod palcami. Było w nim coś przerażającego i jednocześnie wzruszającego – kawałek plastiku, który potrafił zmienić wszystko. Często łapałam się na tym, że wyobrażam sobie, jak Krystian reaguje, gdy się dowie. Przewijałam w głowie różne scenariusze: jego łzy szczęścia, zdziwienie, może nawet strach.

Tego dnia, kiedy szykowałam się do wyjścia po zakupy, znowu zerknęłam do torebki. Wyciągnęłam test, spojrzałam na dwie różowe kreski i aż mnie zakuło w żołądku z emocji. Schowałam go z powrotem, jakby miał zaraz wybuchnąć. Planowałam wszystko dokładnie: dziś wieczorem podczas kolacji wyciągnę test i powiem mu, że będziemy rodzicami. Wszystko miałam przemyślane, nawet słowa, których użyję. Przecież nie codziennie mówi się komuś, że za dziewięć miesięcy świat stanie na głowie. Krystian nie wiedział nic. Myślał, że największa niespodzianka tego dnia to romantyczna kolacja i może jakiś drobny prezent. Tymczasem najważniejsza prawda wciąż ukrywała się na dnie mojej torebki, między portfelem a kluczami.

Kolacja pełna napięcia

Szykowałam kolację, próbując opanować drżenie rąk. Zwykłe kluski wydawały się zadaniem ponad moje siły. Krystian krzątał się po mieszkaniu, co chwila zerkając na mnie z czułością, ale chyba też z lekkim niepokojem. Może wyczuwał moją nerwowość, a może po prostu był podekscytowany walentynkami. Otworzyłam wino, mimo że sama nie mogłam już go pić. Próbowałam grać rolę, choć wewnątrz aż się we mnie gotowało.

– Co powiesz na kolację przy świecach? – zapytałam, ustawiając świece na stole, udając, że wszystko jest w porządku.

– Brzmi idealnie, skarbie – odpowiedział, siadając naprzeciwko mnie.

Uśmiechnął się, ale widziałam, że próbuje coś ukryć. Przez chwilę milczeliśmy, jedząc powoli, jakby każde z nas czekało, aż drugie zacznie rozmowę. W końcu Krystian się przełamał.

– Wiesz, bardzo się cieszę, że jesteś ze mną… i chciałbym ci coś powiedzieć – zaczął, patrząc mi prosto w oczy. Serce zabiło mi szybciej, już niemal sięgnęłam do torebki, żeby wyciągnąć test, kiedy on wyjął zza pleców małe pudełeczko.

Na chwilę zabrakło mi tchu. Cały plan w jednej sekundzie przestał mieć znaczenie, a ja siedziałam jak zahipnotyzowana, patrząc na jego dłonie.

Wyjątkowe wyznanie

Krystian trzymał małe pudełko, a ja miałam wrażenie, że świat na chwilę przestał się kręcić. Przez sekundę pomyślałam, że się domyślił, ale przecież to niemożliwe. Uśmiechnął się nerwowo i odchrząknął.

– Wiem, że pewnie się tego nie spodziewasz, ale… długo nad tym myślałem – powiedział, przekładając pudełeczko z jednej ręki do drugiej. – Chcę, żebyś była ze mną już zawsze. Wyjdziesz za mnie?

Zamurowało mnie, choć powinnam czuć szczęście. Zamiast tego przez moją głowę przetoczyła się burza myśli. Wiedziałam, że to odpowiedni moment, by powiedzieć mu prawdę, ale jednocześnie nie chciałam odbierać mu tej chwili. Widziałam, jak czeka na odpowiedź, jak drżą mu dłonie. Nie miałam serca wyciągać testu ciążowego w takim momencie.

– Tak… – wyszeptałam, czując, że mój głos ledwo się przebija. Krystian się rozpromienił, chwycił mnie za rękę i mocno przytulił. Przez chwilę byliśmy tylko my, otuleni ciszą i światłem świec.

Moja niespodzianka przestała mieć znaczenie. Teraz to on prowadził ten wieczór, a ja pozwoliłam mu na to, choć gdzieś głęboko czułam, że jeszcze dzisiaj muszę znaleźć odwagę i powiedzieć mu prawdę.

W ciszy własnych myśli

Po kolacji, gdy emocje opadły, usiedliśmy razem na kanapie. Krystian opowiadał o swoich planach, o tym, jak wyobraża sobie naszą przyszłość. W jego oczach widziałam nadzieję, której nie chciałam gasić. Słuchałam, odpowiadałam półsłówkami, a w środku walczyłam ze sobą. Czułam, że nie mogę już dłużej zwlekać, ale jednocześnie bałam się, że odbiorę mu radość, jeśli rzucę mu tę prawdę prosto w twarz właśnie teraz. Krystian oparł głowę na moim ramieniu. W tej ciszy, przerywanej tylko oddechem, chciałam powiedzieć mu wszystko, lecz nie umiałam znaleźć słów. Próbowałam wyobrazić sobie jego reakcję. Czy się ucieszy, czy przerazi? Czy to dla niego za dużo na jeden wieczór? Sama już nie wiedziałam, czego powinnam się spodziewać.

– Wszystko w porządku? – zapytał w końcu, z troską patrząc mi w oczy.

– Tak, tylko… to dla mnie ważny dzień. Dużo się dzieje – odpowiedziałam, uśmiechając się lekko.

Wiedziałam, że prawda i tak wyjdzie na jaw, tylko niekoniecznie dzisiaj. Może za dziewięć miesięcy wszystko będzie już jasne. Teraz pozwoliłam sobie jeszcze przez chwilę pobyć w tej naszej małej bańce.

Czas pokaże prawdę

Walentynki skończyły się spokojnie, choć emocje jeszcze długo nie dawały mi zasnąć. Krystian spał obok, wtulony we mnie, zadowolony i nieświadomy, że w moim sercu rozgrywa się prawdziwa burza. Z jednej strony czułam ulgę, bo jego propozycja małżeństwa była dla mnie dowodem, że chce być ze mną naprawdę, bez względu na wszystko. Z drugiej – ciążyła mi ta tajemnica, która z każdym dniem stawała się coraz bardziej realna, a której nie miałam odwagi wyznać w ten jeden, wyjątkowy wieczór.

Wiedziałam jednak, że nie mogę wiecznie tego ukrywać. W końcu będziemy musieli się zmierzyć z nową rzeczywistością. Być może za kilka tygodni, może już za chwilę, znajdę w sobie dość siły, by podzielić się z nim tą nowiną. Wierzyłam, że Krystian poradzi sobie z szokiem i – choć na pewno zareaguje po swojemu – stanie przy mnie, tak jak to sobie wyobrażałam, patrząc na niego przez te wszystkie lata. Leżałam w łóżku, patrząc w sufit i zastanawiając się, ile jeszcze razy życie nas zaskoczy. Wiedziałam tylko jedno – cokolwiek się stanie, ta walentynkowa noc zapadnie mi w pamięć na zawsze.

Oliwia, 28 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama