Reklama

To miał być najważniejszy wieczór w moim dorosłym życiu. Walentynki, pierścionek zaręczynowy lśniący na palcu kobiety moich marzeń i kolacja u człowieka, który był dla mnie autorytetem. Myślałem, że łączę dwie połówki mojego serca w jedną, piękną całość.

Podziwiałem go

Mój ojciec zawsze był postacią z innej ligi. Sześćdziesiątka na karku, a wyglądał na czterdzieści pięć. Siwe skronie dodawały mu tylko filmowego sznytu, a pieniądze, które zarobił na rynku nieruchomości, sprawiły, że jego pewność siebie była twardsza niż diamenty. Był wdowcem od dekady. Moja matka zmarła cicho, jakby nie chciała przeszkadzać mu w byciu wielkim człowiekiem. A ja? Architekt, ale w mniejszej firmie. Przystojny, ale nie tak charyzmatyczny. Zawsze krok za nim. Aż pojawiła się Aniela.

Była moim prywatnym cudem, wszystkim, czym ja nie byłem – spontaniczna, artystyczna, pełna ognia. Poznaliśmy się na wernisażu, gdzie wylała na mnie czerwone wino. Trzy miesiące później mieszkaliśmy razem. Rok później, w Walentynki, chciałem, żeby ten dzień był idealny. Oświadczyłem się rano, w łóżku, przy śniadaniu. Płakała ze szczęścia.

Wieczorem mieliśmy jechać do willi ojca pod Warszawą. Chciałem mu ją wreszcie przedstawić oficjalnie, jako moją przyszłą żonę. Chciałem usłyszeć: „Dobra robota, synu. Wybrałeś wspaniale”.

Chciałem, by był dumny

Dom ojca to nowoczesna bryła, ukryta w lesie sosnowym. Aniela była zdenerwowana. Poprawiała makijaż chyba z tysiąc razy w lusterku samochodowym.

– Myślisz, że mnie polubi? – zapytała. Wyglądała obłędnie.

– Kochanie, on cię pokocha – zapewniłem ją, ściskając jej dłoń. – Jesteś najwspanialszą kobietą na świecie.

Drzwi otworzył sam. Kiedy weszliśmy, a ja powiedziałem:

– Tato, to jest Aniela, moja narzeczona – czas na chwilę zwolnił.

Widziałem, jak jego wzrok przesuwa się po niej. To nie było spojrzenie teścia. To nie była ocena rodzicielska. Zmierzył ją od szpilek po czubek głowy.

– Aniela… – powiedział, ujmując jej dłoń i całując ją. – Filip nie kłamał. Jesteś zjawiskiem.

Aniela zarumieniła się. Widziałem, jak jej trema znika, zastąpiona fascynacją. Mój ojciec miał ten dar. Sprawiał, że czułeś się najważniejszą osobą w galaktyce. Zasiedliśmy do stołu. Przygotował kolację sam. Na początku rozmowa toczyła się normalnie. Pytał o nasze plany, o pracę Anieli, o ślub. Ale z każdym kwadransem proporcje zaczęły się zmieniać. Zacząłem zauważać, że oni rozmawiają ze sobą, a ja jestem tylko publicznością.

Uwodził ją

Ojciec opowiadał o swoich podróżach. Mówił z pasją, wiedzą i swadą. Aniela słuchała go jak zaczarowana. Jej oczy błyszczały. Zadawała pytania, śmiała się z jego żartów.

– Filip zawsze wolał nowoczesny minimalizm – rzucił ojciec, krojąc mięso. – Nigdy nie rozumiał duszy, jaka tkwi w starych murach. Ale ty to czujesz. Widzę to w twoich oczach. Jesteś starą duszą w młodym, pięknym ciele.

To było subtelne wbicie szpili. Zredukował mnie do kogoś, kto nie rozumie, a ją wyniósł na piedestał kogoś, kto jest równy jemu. Próbowałem wtrącić anegdotę o naszej wycieczce do Pragi, ale ojciec gładko mi przerwał:

– Praga jest urocza, ale dla turystów. Kiedy ostatnio byłaś w operze w Wiedniu? Muszę cię tam kiedyś zabrać. Oczywiście was oboje – dodał po chwili, ale ten dodatek brzmiał jak dopisek małym drukiem w niekorzystnej umowie.

Wtedy po raz pierwszy poczułem zazdrość o własnego ojca. Czułem się absurdalnie. Przecież to był starszy facet, mój tata, a ona była moją narzeczoną. To chore, myślałem. Projektuję swoje kompleksy.

Byłem zazdrosny

Po tamtym wieczorze wszystko miało wrócić do normy, ale nie wróciło. Wróciłem do domu z narzeczoną, która była dziwnie podekscytowana, a jednocześnie nieobecna.

– Twój ojciec jest niesamowity – powtarzała, zmywając makijaż. – Taki inteligentny. I taki… samotny w tym wielkim domu, nie sądzisz?

Wtedy zaczął się najgorszy okres w moim życiu. Okres erozji. Zaczęło się od drobiazgów. Aniela wspomniała, że ojciec ma dla niej zlecenie. Jakaś konsultacja przy antykach w jego biurze. Cieszyłem się. Myślałem: „Super, akceptuje ją, pomaga jej w karierze”. Potem były telefony.

– To tylko w sprawie wyceny tamtego sekretarzyka – mówiła, wychodząc na balkon, żeby porozmawiać. Wracała z wypiekami na twarzy.

Zacząłem znajdować u nas prezenty, o których nic nie wiedziałem. Drogie wydanie albumu o sztuce. Jedwabna apaszka.

– To od twojego taty, podziękował mi za pomoc – tłumaczyła lekko, ale unikała mojego wzroku.

Zacząłem czuć się jak intruz we własnym związku. Kiedy próbowałem z nią o tym rozmawiać, robiła ze mnie wariata.

– Czy ty jesteś zazdrosny o własnego ojca? To obrzydliwe! On ma 60 lat! Traktuje mnie jak córkę!

Czułem się winny

Przepraszałem. A potem leżałem w łóżku obok niej, czując bijący od niej chłód, podczas gdy jej telefon wibrował na szafce nocnej o 23:30. Nie sprawdzałem wiadomości. Bałem się tego, co tam znajdę.

To było dwa miesiące po Walentynkach. Miałem wyjechać na konferencję do Gdańska na dwa dni. Aniela pożegnała mnie czule, ale w jej oczach widziałem ulgę. Konferencję odwołano w ostatniej chwili z powodu awarii w hotelu, kiedy byłem już w połowie drogi. Postanowiłem wrócić i zrobić jej niespodziankę. Kupić kwiaty, wziąć ją na kolację, naprawić to, co się psuło.

Dojechałem do naszego mieszkania. Było puste. Dzwoniłem do niej – nie odbierała. „Abonent jest czasowo niedostępny”. Zadzwoniłem do jej przyjaciółki.

– Nie, nie ma jej u mnie. Mówiła, że jedzie oglądać jakiś mebel pod Warszawę – powiedziała.

Zimny pot spłynął mi po plecach. Wiedziałem, dokąd pojechała. Mój umysł krzyczał: „Nie jedź tam!”, ale ręce same kręciły kierownicą. Droga do domu ojca nigdy nie wydawała mi się tak długa. Zobaczyłem jej samochód zaparkowany tuż obok jego auta. Wysiadłem. Było cicho. Drzwi wejściowe były otwarte.

Miałem najgorsze przeczucia

Wszedłem do środka. Zobaczyłem ich przez przeszklone drzwi prowadzące na taras. Nie siedzieli przy herbacie. Nie oglądali antyków. Mój ojciec siedział na kanapie, a moja narzeczona, kobieta, z którą planowałem mieć dzieci, siedziała mu na kolanach. Stałem tam, a świat wirował. Chciałem krzyczeć, ale zamiast tego, zrobiłem coś dziwnego. Pchnąłem drzwi, żeby uderzyły o ścianę.

Huk sprawił, że odskoczyli od siebie. Aniela pisnęła, zasłaniając usta dłonią. Jej sukienka była w nieładzie. Oczy miała szerokie z przerażenia. Ale on? Mój ojciec? Wstał powoli, poprawił koszulę i spojrzał na mnie. W jego oczach nie było wstydu. Nie było skruchy. Był tylko chłód i litość?

– Filip – powiedział spokojnie, jakbyśmy rozmawiali o pogodzie. – Nie powinieneś był tu przyjeżdżać bez zapowiedzi. To niekulturalne.

Te słowa zawisły w powietrzu i uderzyły mnie mocniej niż pięść. Aniela zaczęła płakać.

– Filip, przepraszam, ja nie chciałam… to się po prostu stało, my nie panowaliśmy nad tym… – bełkotała, podchodząc do mnie, ale cofnąłem się gwałtownie, jakby parzyła.

– Nie panowaliście? – wycharczałem. Mój głos brzmiał obco. – To mój ojciec!

Byłam rozżalony

Spojrzałem na niego.

– Tato? – zapytałem, czując łzy w oczach, których nienawidziłem. – Dlaczego? Masz wszystko. Musiałeś zabrać mi to jedno?

Podszedł do Anieli i położył jej rękę na ramieniu. Ona się w niego wtuliła. W tym momencie zrozumiałem, że przegrałem. To nie był romans na jedną noc. Że oni stworzyli już front przeciwko mnie.

– Synu – zaczął tym swoim mentorskim tonem. – Miłość nie wybiera. Aniela przy tobie więdła. Potrzebowała stabilizacji, dojrzałości, siły. Ty wciąż szukasz siebie. Ja wiem, kim jestem. Nie miej do niej pretensji. To była kwestia czasu, po prostu przyspieszyliśmy nieuniknione.

– Śpisz z moją narzeczoną i mówisz mi, że robisz jej przysługę? – wrzasnąłem, rzucając się w jego stronę, ale zatrzymałem się. Co miałem zrobić? Bić się o kobietę, która już wybrała?

– Byłą narzeczoną – poprawił mnie chłodno. – I radzę ci się uspokoić. Jesteś w moim domu.

Spojrzałem na Anielę.

– Powiedz coś – zażądałem. – Powiedz, że on kłamie. Że cię zmanipulował.

Spuściła wzrok.

– Grzegorz daje mi poczucie bezpieczeństwa, którego nigdy nie czułam. Jestem w nim zakochana. Przepraszam. Oddam ci pierścionek.

Zostałem na lodzie

Ściągnęła go z palca i położyła na stoliku. Wziąłem pierścionek. Był jeszcze ciepły od jej skóry.

– Jesteście siebie warci – wyplułem. – Nie mam ojca. Nie mam narzeczonej.

Odwróciłem się i wyszedłem. Nie zatrzymywali mnie. Słyszałem tylko, jak Aniela szlocha, a ojciec szepcze do niej uspokajająco. Zwolniłem się z pracy, bo nie byłem w stanie patrzeć na projekty domów dla szczęśliwych rodzin. Zablokowałem ich numery wszędzie. Ale ojciec, jak to on, musiał mieć ostatnie słowo. Przysłał mi list. Prawniczy.

Proponował mi „odszkodowanie” na start w nowym życiu. Spora suma. Pieniądze za godność. Pieniądze za narzeczoną. Podarłem to pismo. Wyprowadziłem się do Wrocławia, zmieniłem środowisko. Pół roku później, we wrześniu, dowiedziałem się od wspólnych znajomych. Ślub był kameralny. Wszyscy mówili, że to wielka miłość, która pokonała konwenanse. Nikt nie mówił o synu, którego wymazano z rodzinnego portretu.

Dziś, pisząc to, czuję już tylko zimny spokój. Dowiedziałem się, że spodziewają się dziecka. Będę miał brata lub siostrę, które będzie młodsze ode mnie o 30 lat. Dziecko mojej byłej narzeczonej i mojego ojca. Straciłem rodzinę, ale odzyskałem siebie. I chyba to jest jedyne zwycięstwo, na jakie mogę liczyć w tej wojnie.

Filip, 30 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie prawdopodobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama