„W walentynkowy wieczór odkryłam brudny sekret męża. Gdy zobaczyłam, co robi w łazience, nie miałam już złudzeń”
„Czułam się nieswojo. Mąż zachowywał się, jakby chciał być wszędzie, byle nie obok mnie. Przez cały dzień unikał kontaktu wzrokowego, odbierał telefon w drugim pokoju, a jego głos brzmiał inaczej, kiedy rozmawiał z kimś przez słuchawkę. Zamiast planować wspólny wieczór, wyszedł z domu bez słowa”.

- Redakcja
Zawsze wierzyłam, że Walentynki są po to, by przypomnieć sobie, co tak naprawdę liczy się w związku. Dlatego od rana krzątałam się po kuchni, wyciągając elegancką zastawę, szykując kolację, na którą miałam nadzieję, że mój mąż wróci uśmiechnięty i wdzięczny za moje starania. Włożyłam sukienkę, którą lubił najbardziej, nawet włosy ułożyłam inaczej niż zwykle. Oczekiwałam ciepła i bliskości, choć ostatnio między nami pojawił się chłód. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, jak bardzo ten wieczór zmieni moje życie.
Coś mi tu nie grało
Od rana czułam się nieswojo. Mój mąż zachowywał się, jakby chciał być wszędzie, byle nie obok mnie. Przez cały dzień unikał kontaktu wzrokowego, odbierał telefon w drugim pokoju, a jego głos brzmiał inaczej, kiedy rozmawiał z kimś przez słuchawkę. Zamiast planować wspólny wieczór, wyszedł z domu bez słowa wyjaśnienia, tłumacząc się nagłą sprawą służbową. Nie uwierzyłam mu. Walentynki, a on idzie do pracy? Coś tu nie grało.
Zadzwoniłam do przyjaciółki, żeby się wygadać, ale nawet ona próbowała mnie uspokoić, sugerując, że być może szykuje dla mnie niespodziankę. Słuchałam jej, ale w głębi duszy narastał we mnie lęk i irytacja. Nigdy wcześniej nie czułam się tak niepewna. Każda minuta dłużyła mi się w nieskończoność, a gdy nadszedł wieczór, w domu panowała złowieszcza cisza. Sięgnęłam po kieliszek wina i usiadłam przy stole, gapiąc się na zastawione talerze, jakby miały mi dać odpowiedź. Po godzinie nie wytrzymałam. Wzięłam telefon, napisałam do męża krótką wiadomość, pytając, kiedy wróci. Odpisał chłodno, że jeszcze chwilę się spóźni. Wtedy coś we mnie się przełamało. Postanowiłam nie siedzieć bezczynnie i sprawdzić, co naprawdę się dzieje.
Cala się trzęsłam z nerwów
Wyszłam z domu z bijącym sercem. Przez chwilę stałam na schodach, wahając się, czy to wszystko nie jest tylko moją wyobraźnią. Jednak intuicja pchała mnie naprzód. Wsiadłam do samochodu i pojechałam pod firmę męża, choć przecież wiedziałam, że o tej porze nie powinno już go tam być. Parking był pusty, a w budynku nie paliło się żadne światło. Usiadłam za kierownicą i przez chwilę patrzyłam w ciemność, starając się wymyślić kolejny ruch. Przypomniałam sobie, że jego kumpel z pracy, Michał, mieszkał niedaleko. Często się u niego zatrzymywali na wspólne piwo po godzinach. Zadzwoniłam do Michała pod pretekstem, że chciałam podjechać po męża i zrobić mu niespodziankę. Michał odebrał po kilku sygnałach, był wyraźnie zaskoczony i lekko zakłopotany.
– Wiesz co, on dziś nie był u mnie – rzucił krótko. – Może coś ci przygotowuje w domu? Zawsze był romantykiem, nie?
Nie dał mi żadnych informacji, a ja poczułam, jak wzbiera we mnie niepokój. Wróciłam do samochodu, trzęsąc się z nerwów. Zamiast wracać do domu, skręciłam w stronę naszego drugiego wynajmowanego mieszkania po babci Stasi, czując, że właśnie tam powinnam szukać odpowiedzi. Stało od jakiegoś czasu puste i w zasadzie nikt na razie z niego nie korzystał. Nawet nie było do końca odnowione.
Serce waliło mi w piersi
Kiedy stanęłam pod oknami bloku, zobaczyłam światło. Przez sekundę zawahałam się, czy nie przesadzam. Jednak coś mnie tknęło i po prostu weszłam na górę i do środka cicho, ostrożnie, z obawą, ale i jakąś determinacją, której wcześniej nie znałam. Drzwi były otwarte, mieszkanie pachniało świeżymi kwiatami i drogimi perfumami, jakby ktoś właśnie szykował się na wyjątkowy wieczór. Przeszłam przez przedpokój, słysząc ciche śmiechy dobiegające z łazienki.
Stanęłam w progu i ich zobaczyłam. Mój mąż siedział w wannie pełnej piany, obok niego z boku kobieta, którą kiedyś widziałam na jednym z jego spotkań firmowych. Szeptali coś do siebie, a ona śmiała się chyba co chwila. Poczułam, jak serce wali mi w piersi, dłonie mam mokre od potu. Patrzyłam na nich, a oni nawet mnie nie zauważyli..
– Miło się bawicie? – rzuciłam głosem, który sam mnie zaskoczył.
Dopiero wtedy obrócili się w moją stronę, on zbladł, ona zerwała się na równe nogi. Przez chwilę w łazience panowała cisza, jakby czas się zatrzymał.
Nie mogłam w to uwierzyć
Nie wiedziałam, co powiedzieć, ani co myśleć. Stałam w progu łazienki, patrząc na nich oboje z mieszaniną gniewu i niedowierzania. Mąż próbował się podnieść, ale chyba było zbyt ślisko, a jego wzrok był rozbiegany i przerażony.
– To nie to, co myślisz – zaczął drżącym głosem, szukając czegoś do przykrycia się.
– Naprawdę? – nie wytrzymałam.
Kobieta rzuciła na mnie szybkie spojrzenie, jakby szukała wyjścia z tej kompromitującej sytuacji. Próbowała coś powiedzieć, ale ugryzła się w język, widząc moją minę.
– Słuchaj, możemy o tym porozmawiać, tylko się ubierzemy – zaproponował mój mąż, próbując zachować resztki godności.
Pokręciłam głową, czując, jak łzy napływają mi do oczu.
– Nie wiem, czy chcę jeszcze rozmawiać – powiedziałam cicho. – Lepiej się pospieszcie. Nie mam ochoty dłużej na to patrzeć.
Zamknęłam drzwi łazienki i usiadłam na łóżku w pokoju, starając się złapać oddech. Wszystko, w co wierzyłam, nagle wydało się puste i nieprawdziwe.
Zostałam zupełnie sama
Siedziałam na skraju łóżka, walcząc ze łzami, które nie chciały przestać płynąć. W pokoju obok słyszałam nerwowe szepty i chyba stukot zamykanych szafek. Każdy dźwięk wbijał się we mnie jak igła, przypominając o tym, co właśnie zobaczyłam. Próbowałam oddychać głęboko, by nie wybuchnąć. Wreszcie usłyszałam kroki – najpierw ona, szybka, bez słowa minęła mnie, unikając mojego wzroku. Trzasnęły drzwi wejściowe. Mąż stanął w progu sypialni, skulony, jakby był winny wszystkiemu, co złe na świecie. Przez chwilę milczeliśmy, tylko nasze spojrzenia krzyczały. W końcu odezwał się cicho:
– Przepraszam. Nie chciałem, żebyś się dowiedziała… w taki sposób.
– A jak miałabym się dowiedzieć? – odpowiedziałam, śmiejąc się przez łzy. – Miałeś mi opowiedzieć dziś przy kolacji?
Patrzył na mnie bezradnie, a ja poczułam, że nie chcę już niczego słyszeć.
– Wyjdź – powiedziałam w końcu, drżącym głosem. – Nie chcę cię teraz widzieć.
Podniósł kurtkę i wyszedł, nie oglądając się za siebie. Zostałam sama w pustym mieszkaniu, z głową pełną pytań i bólu, który długo nie chciał minąć.
Nie mogłam mu wybaczyć
Następne dni mijały mi na automatycznych ruchach. Wstawałam, parzyłam kawę, udawałam, że funkcjonuję. Ludzie wokół pytali, czy wszystko w porządku, a ja zbywałam ich wymuszonym uśmiechem. Wciąż widziałam tamtą scenę: on w wannie, ona obok, śmiech i zdrada. Zastanawiałam się, ile w naszym związku było prawdziwe, a ile jedynie na pokaz. Wieczorami wpatrywałam się w puste mieszkanie, wciąż czułam zapach jej perfum, który długo nie chciał wywietrzeć.
Mąż próbował się kontaktować, pisał, dzwonił, zostawiał karteczki pod drzwiami. Każda próba pojednania bolała bardziej niż poprzednia, bo przypominała, że nie byłam już tą samą kobietą, co wcześniej. Nie potrafiłam mu wybaczyć, nie potrafiłam nawet rozmawiać. Kiedyś wierzyłam, że miłość pokona wszystko. Teraz wiem, że niektórych rzeczy nie da się już naprawić. Po tamtym wieczorze Walentynki stały się dla mnie dniem, którego nie chcę wspominać. Pozostaje tylko pytanie: czy kiedykolwiek nauczę się znowu ufać? Może kiedyś. Na razie wystarcza mi świadomość, że choć jestem sama, nie muszę już nikogo oszukiwać – nawet siebie.
Zuzanna, 37 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Gdy mąż zignorował walentynkową niespodziankę, połączyłam fakty. To, co się stało, było gorsze od zdrady”
- „Syn miał 30 lat i nadal na nas żerował. Mąż znalazł sposób, by wreszcie uwolnić się od darmozjada”
- „Dostałam od męża eleganckie perfumy. Myślałam, że to wyznanie miłości, ale w walentynki czar prysł”