Reklama

Walentynki od zawsze kojarzyły mi się z czymś wyjątkowym – ciepłem, nadzieją, lekkością i obietnicą, że ktoś o mnie myśli, nawet jeśli świat wokół nie zwraca uwagi. Może to banał, ale od dzieciństwa czekałam na 14 lutego jak na małe święto dla serca. Od ponad trzech lat byłam w związku z Michałem, który z biegiem czasu stał się dla mnie kimś więcej niż partnerem. Był moim przyjacielem, powiernikiem, kimś, komu bezgranicznie ufałam.

Ostatnie tygodnie coraz częściej wyobrażałam sobie naszą wspólną przyszłość, dom, a może i dzieci. Czułam, że walentynki 2026 będą przełomowe. Gdy moja przyjaciółka Weronika napomknęła, że widziała Michała w salonie jubilerskim, serce zabiło mi mocniej. Nawet jeśli próbowałam tłumaczyć sobie, że nie chcę się nakręcać, czułam, że to właśnie w ten wieczór Michał poprosi mnie o rękę. Cały świat zamarł w oczekiwaniu, a ja byłam pewna, że nic nie zakłóci tego dnia.

Nie mogłam się doczekać

Cały luty chodziłam z głową w chmurach, łapiąc się na tym, że analizuję każde zachowanie Michała. Przychodził do mnie częściej niż zwykle, czasem znikał na dłużej pod pretekstem spotkań z kolegami lub niespodziewanych nadgodzin. Zaczęłam się nawet zastanawiać, czy nie przesadzam, doszukując się drugiego dna. Przecież wiedziałam, że jeśli ktoś ma zrobić mi niespodziankę, to właśnie on – mistrz organizowania drobnych gestów, romantyk, który potrafił sprawić, że czułam się wyjątkowa nawet w środku zimy.

– Wyglądasz dzisiaj na wyjątkowo szczęśliwą – rzuciła Weronika, gdy wpadłam do jej mieszkania z czekoladkami i wielkim uśmiechem.

– Wiesz, czuję, że to będą najlepsze walentynki w moim życiu – odpowiedziałam, czując ciepło na twarzy.

Weronika uśmiechnęła się pod nosem, a ja przez chwilę miałam ochotę wypytać ją znowu o ten salon jubilerski, ale uznałam, że nie chcę zapeszać. Po prostu czekałam, czułam ekscytację, niepokój, a czasem lekką obawę – co jeśli zbyt wiele sobie wyobrażam? W ostatnią sobotę przed walentynkami Michał zabrał mnie na spacer do parku, śnieg skrzypiał pod butami. Trzymał mnie za rękę mocniej niż zwykle.

– Jesteś dla mnie najważniejsza – powiedział nagle, zatrzymując się na środku alei. – Chcę, żebyś wiedziała, że planuję z tobą przyszłość.

Serce zaczęło mi łomotać, a w głowie pojawiła się tylko jedna myśl – „To się dzieje!”.

Serce biło mi szybko

Walentynki w tym roku wypadły w sobotę. Już od rana czułam nerwową ekscytację, jakby dzień miał nabrać zupełnie nowego znaczenia. Zanim jeszcze zdążyłam dobrze otworzyć oczy, dostałam od Michała krótką wiadomość: „Dzień dobry, moja piękna. Dziś wieczór proszę, załóż czerwoną sukienkę.” Przez chwilę leżałam, wpatrując się w telefon, serce biło mi szybko, a wyobraźnia pracowała na najwyższych obrotach.

Cały dzień dzwoniła do mnie Weronika, wypytując, jak się czuję i czy już wiem, co Michał dla mnie szykuje. Wyczuwałam w jej głosie podekscytowanie, które tylko podsycało moje domysły. Zastanawiałam się, czy Michał już kupił pierścionek, jaką ma wybrać restaurację, czy będzie klękał wśród obcych ludzi, czy może wymyśli coś bardziej kameralnego. W południe Michał zadzwonił, żeby upewnić się, że wieczorem będę gotowa punktualnie.

– Chcę, żeby to był niezapomniany wieczór – powiedział z uśmiechem w głosie.

– Już nie mogę się doczekać – odpowiedziałam, choć czułam, jak dłonie zaczynają mi się pocić z nerwów.

Wróciłam myślami do naszej relacji, do wszystkich wspólnych chwil. Widziałam przed oczami nas, razem – szczęśliwych, spokojnych, bezpiecznych. Nie podejrzewałam nawet, że ten dzień może przynieść coś innego niż szczęście.

Unikał mojego wzroku

Wieczór zbliżał się nieubłaganie, a ja coraz mocniej czułam napięcie. Ubierałam się z niezwykłą starannością – dokładnie tak, jak prosił Michał, wybrałam czerwoną sukienkę, którą sam mi kiedyś kupił. Przed lustrem poprawiałam makijaż, a w głowie wciąż słyszałam głos Weroniki: „Będzie pięknie, zobaczysz!”. Wreszcie usłyszałam dzwonek do drzwi. Michał czekał na mnie z bukietem czerwonych róż. Wyglądał elegancko, może nawet bardziej oficjalnie niż zwykle.

– Wyglądasz zjawiskowo – powiedział cicho, a w jego oczach widziałam coś, czego wcześniej nie dostrzegałam. Jakby ukrywał lekki niepokój.

W restauracji było tłoczno, wszędzie czuło się walentynkową atmosferę. Kelner zaprowadził nas do zarezerwowanego stolika przy oknie. Cały czas obserwowałam Michała – jego dłonie lekko drżały, unikał mojego wzroku, zbyt często zerkał na telefon.

– Wszystko w porządku? – zapytałam, próbując nie dać po sobie poznać własnej niepewności.

– Tak, po prostu... trochę się denerwuję – odpowiedział, ściskając moją dłoń.

Jedliśmy kolację w dziwnie napiętej ciszy. Michał co chwilę sprawdzał godzinę, zbywał moje pytania krótkimi odpowiedziami. Czułam, jak atmosfera staje się coraz bardziej ciężka, a wymarzony wieczór powoli zamienia się w coś trudnego do zniesienia. Wtedy jeszcze wierzyłam, że za tym wszystkim kryje się jakaś wyjątkowa niespodzianka.

Nie mogłam złapać tchu

Z każdym kolejnym daniem moje nadzieje powoli gasły, chociaż starałam się je podtrzymywać. Michał był nieobecny duchem, wpatrzony w jeden punkt lub nerwowo bawiący się serwetką. Kiedy kelner przyniósł deser, serce zabiło mi mocniej, bo przez moment uwierzyłam, że może właśnie teraz wyciągnie pierścionek. Zamiast tego Michał spojrzał mi głęboko w oczy.

– Musimy porozmawiać – powiedział cicho, a ja poczułam, jak cały świat wokół mnie zaczyna zwalniać.

Zachowałam pozory spokoju, próbując żartować.

– Jeśli chcesz mi się oświadczyć, to już możesz, bo dłużej tego napięcia nie wytrzymam – zaśmiałam się nerwowo.

Michał spuścił wzrok.

– To nie tak, jak myślisz – zaczął powoli. – Przepraszam, że wybrałem właśnie ten dzień, ale nie umiem dłużej udawać, że wszystko jest w porządku.

Słowa zaczęły do mnie docierać z opóźnieniem.

– Michał, o czym ty mówisz? – zapytałam cicho, z trudem łapiąc oddech.

– Czuję, że coś się wypaliło. Staram się, ale nie potrafię być z tobą tak, jak wcześniej. Nie chcę cię ranić, ale... to chyba nie jest to, czego oboje potrzebujemy.

Zamarłam, wpatrując się w niego bez słowa. Próbowałam zebrać myśli, nie mogąc uwierzyć, że to dzieje się właśnie teraz – w ten jeden dzień, na który czekałam z takim napięciem i nadzieją.

Nie wiedziałam, co dalej

Nie wiedziałam, jak zareagować. Patrzyłam na Michała, czując, jak moje ręce zaczynają się trząść. Cisza, która zapadła między nami, była cięższa niż cokolwiek, co do tej pory przeżyłam. Po kilku sekundach, które wydawały się wiecznością, odsunęłam się od stołu i spojrzałam przez okno na migoczące światła miasta. Michał wciąż coś mówił – tłumaczył, że nie chciał mnie skrzywdzić, że długo się z tym zmagał, że próbował znaleźć w sobie uczucia, które kiedyś wydawały się oczywiste...

– To dlatego byłeś ostatnio taki dziwny? – zapytałam w końcu cicho, bardziej do siebie niż do niego.

– Tak… Bałem się tej rozmowy, odwlekałem ją. Nie chciałem psuć ci walentynek, ale nie mogłem już dłużej udawać.

Próbowałam powstrzymać łzy, które nieproszone napływały mi do oczu. Wstałam od stolika i chwyciłam torebkę, nawet nie patrząc w jego stronę.

– Powinnam pójść. Nie chcę już tu być – szepnęłam, próbując utrzymać resztki godności.

Michał podniósł się, jakby chciał mnie zatrzymać, lecz szybko zrezygnował. Wyszłam z restauracji na zimne, lutowe powietrze, które niemal natychmiast obudziło mnie z romantycznego snu. Stałam na chodniku, zupełnie sama, nie wiedząc, co dalej. Zamiast pierścionka dostałam złamane serce.

Czułam się pusta i zagubiona

Wracałam do domu piechotą, czując, jak zimno powoli rozchodzi się po całym ciele. Każdy krok był cięższy od poprzedniego, bo z każdą chwilą docierało do mnie, że moje życie właśnie się zmieniło. W głowie miałam setki pytań bez odpowiedzi i złość do samej siebie, że nie zauważyłam wcześniej, że coś w nas się kończy. Wciąż widziałam przed oczami twarz Michała i jego spojrzenie, które nie miało już w sobie ciepła. Wydawało mi się, że świat powinien się zatrzymać, a przecież wokół mnie wszystko toczyło się normalnie.

W mieszkaniu długo siedziałam po ciemku, pozwalając sobie na płacz. Zadzwoniła Weronika, ale nie miałam siły odebrać. Czułam się pusta, zdradzona i zagubiona. Dopiero po jakimś czasie przyszła ulga – cisza, w której usłyszałam własne myśli. Zrozumiałam, że muszę zacząć od nowa, znaleźć siebie, zanim znowu zaufam komuś bezgranicznie. Tamtej nocy nie zasnęłam, lecz po raz pierwszy od dawna pozwoliłam sobie poczuć wszystko, co bolało. Może to właśnie był początek czegoś innego, lepszego? Może kiedyś znów uwierzę w miłość, już bez złudzeń.

Oliwia, 28 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama